K. O. Silasa

#1
Wietrzne Miasto zagrażało ludziom jak i Spokrewnionym.
Noah Johnston za życia unikał konfliktów, lecz jako nieumarłe stworzenie przyciągał ku sobie kłopoty. Każdą konfrontację wygrywał dzięki łutowi szczęścia, oddając stery krwiożerczej Bestii. Kiedy to następowało cichy, pokojowo nastawiony mężczyzna przemieniał się w maszynę do zabijania zaślepioną szałem. Tak dłużej być nie mogło, gdyż pewnej nocy furia pozbawiłaby życia kogoś bliskiego Noahowi.
Nie od razu bezklanowiec wszedł do środka klubu, przez długi czas obserwował teren, oceniając kto tam trenuje i z jakimi ludźmi miałby tam do czynienia. Obserwacje zaczynał wczesnym wieczorem, przyglądając się ostatnim bokserom opuszczających budynek. Johnston wiedział, że Silas nie lubił obcych, dlatego zanim przekroczył próg domeny innego wampira, spróbował się zapowiedzieć. Zrobił to, zaczepiając ostatnich wychodzących, żeby mieć okazję poprowadzić z nimi pogawędkę. Kto wie, być może jeden z nich zaniósłby słowo Silasowi, że pulchny jegomość o imieniu Noah chciałby tutaj potrenować.
Nastała ta noc. Noah wszedł do środka, trzymając torbę sportową z tanimi ciuchami na zmianę. Utrzymywał iluzję życia, nie zamierzał niepokoić śmiertelników. Nie wiedział, jak Silas wyglądał, dlatego użył Widzenia Aury, aby prześwietlić salę.

Re: K. O. Silasa

#2
Kolejna noc i kolejna próba przetrwania dla młodego nieumarłego. Tym właśnie były każde kolejne noce dla Noaha, z czym zdążył się już z resztą pogodzić. Najpierw niezapomniany koszmar, jakim było Spokrewnienie i to, co nastąpiło po nim. Potem napad wampira, który mógł mieć związek ze Stwórcą Johnstona. Wreszcie diabelny test Szeryfa Kimboltona, który umieścił Pariasa na swojej arenie, by ten walczył o swoją egzystencję z jakimś wściekłym śmieciem z wrogiej Sekty. Ciągłe próby, ciągłe udowadnianie, że jest godny tej egzystencji. Tej nocy jednak, mimo iż zapowiadało się na kolejną próbę, tak wcale nie miał tym razem niczego udowadniać. Celem Noaha była nauka, opanowanie zdolności pospolitej bitki, którą - spoglądając na niedawne wydarzenia i przejęcie kontroli przez Bestię - desperacko potrzebował. Dotąd nie opierał się na własnej sile, a poddawał się swojej Bestii, która chroniła ich oboje, choć jednocześnie narażało to potencjalnie Maskaradę. W obliczu przetrwania nie miał jednak wyboru, zważając na to, że nie wiedział jak walczyć. Miał zamiar to zmienić i stać się panem własnego losu, dbając o własne bezpieczeństwo i kontrolując przy tym zapędy drzemiącej w nim Bestii.
Tak oto dotarł późnego wieczoru do klubu bokserskiego, gdzie miał przebywać Brujah o imieniu Silas. Ruch w tym rejonie nie był zbyt duży, najmocniej poruszony tak naprawdę przez ludzi opuszczających klub przez ciężkie, metalowe drzwi, mogące równie dobrze bronić skutecznie skarbca z pieniędzmi. Po kiego diabła były tam potrzebne? Czyżby klub był schronieniem owego wampira? Mogłoby to wyjaśniać tak solidne zabezpieczenia.
Ludzie, a konkretniej mężczyźni, opuszczający klub, kierujący się w różne strony, byli w bardzo różnym wieku. Niektórzy z wciąż gładką, młodą twarzą, inni z już widoczną siwizną we włosach i zaroście. Można było tylko zgadywać ilu z nich tak naprawdę walczyło na ringu, a ilu tylko obserwowało. Zaczepiając obcych, Johnston nie spotkał się z pozytywną reakcją. Mimo jego dojrzałem aparycji, niektórzy spoglądali na niego jak na dzieciaka, który nie potrafił sam o siebie zadbać i szukał kogoś do poprowadzenia go za rękę, lub zwyczajnie nie powinien się tam nawet znajdować. Cóż, rozmyślając nad sytuacją, neonata mógł zdać sobie sprawę, że jego podejście było, rzeczywiście, nieco naiwne.
Nie powstrzymało go to jednak i wreszcie sam udał się w stronę zbrojonych drzwi. Były już teraz zamknięte i nie sposób było ich ruszyć. Celem zwrócenia uwagi właściciela, musiał w ten ciężki kawał metalu mocno, parokrotnie, uderzyć pięścią. Zrobiwszy to, odczekał chwilę. W pewnym momencie małe okienko na wysokości oczu otwarło się, a przez nie można było dojrzeć skąpane w półmroku, gniewne, niemalże błyszczące ślepia dość postawnego jegomościa.
ImageCzego, kurwa, chcesz? Zamknięte. — Facet warknął nieprzyjemnie do nieznajomego, marszcząc brwi i uważnie przyglądając się Noahowi. Donośny, stosunkowo niski głos powodował, że młody Parias wolał mieć się na baczności. Patrząc przez nieduże okienko w metalowych drzwiach, z ledwością dostrzegał aurę osobnika, która na pierwszy rzut oka zdawała się charakteryzować bladym kolorem świadczącym o nieumarłej naturze. Czy to mógł być właśnie Krzykacz, o którym mówił mu James? Był tylko jeden sposób, by się przekonać.

Re: K. O. Silasa

#3
Noahowi nie udało się zapowiedzieć wampirowi Silasowi, wyglądało na to, że członkowie klubu KO nie przywykli do pogawędek z nieznajomymi na ulicy. Młodemu Spokrewnionemu pozostało wziąć los we własne ręce.
Uderzeniami pięści zapukał w niby pancerne drzwi, które bardziej kojarzyły się z wrotami banku, niżeli klubu sportowego. Wkrótce usłyszał poruszenie zasuwy, okienko w drzwiach zostało otworzone przez osobnika znajdującego się w środku. Noah przyzwyczaił się do bezpośredniej, gburnej komunikacji, dzięki przebywaniu w obecności Jamesa czy Ridera, ale nadal rzucona kurwa zamiast dobry wieczór potrząsnała nim. Nie potrafił zrozumieć brak podstawowej etykiety, a jeżeli wulgarny nieznajomy był Silasem, to znakomicie zniechęcił potencjalnego gościa. Johnston jednak nie dał za wygraną tak łatwo.
— Dobry wieczór panu. Jestem od pana Greera do pana Silasa — zaczął uprzejmie, przyjaźnie, patrząc serdecznie w ślepia zza wizjerem. — Polecono mi tutaj trening, czy mam przyjemność z panem Silasem we własnej osobie, hm? — dokończył ciepłym głosem.

Re: K. O. Silasa

#4
Image
Spokój i opanowanie towarzyszyły Noahowi pomimo marnych sukcesów w komunikacji z klientami klubu. Brak chęci pomocy i krzywe spojrzenia? To była norma, zarówno pośród śmiertelników jak i Spokrewnionych. Mało kto był w humorze i miał dość wolnego czasu, by trudnić się dobroczynnością, to też Noah był zmuszony osobiście okazać się nieumarłemu, który miał pomóc mu nabyć trochę umiejętności. Gdy zza okienka burknął do niego obcy, neonata nie wzburzył się, a zamiast tego zachował kulturę i z grzecznością odpowiedział wulgarnemu jegomościowi, którego surowo patrzące ślepia przeszywały młodego. Parsknął pod nosem, kręcąc głową. Zdawał się być nieco rozbawiony sytuacją.
Image Po pierwsze, daruj sobie tego 'pana', gościu. Nie jestem jednym z tych krawaciarzy, dla których etykieta jest jedyną rzeczą ważniejszą od ich lśniących garniaków i bucików. — Mocno skrytykował grzeczność gościa, marszcząc gniewnie brwi, odnosząc się, zdawałoby się, do przedstawicieli klanu Ventrue, o których, na dobrą sprawę, Johnston jedynie słyszał od Jamesa, również nie szczędzącego słów mówiąc na ich temat.
Image Po drugie... Greer? Serio? Znowu? — Westchnął ciężko, kręcąc przy tym głową, jakby zawiedziony.
Image Ja pierdolę. Ilu jeszcze straceńców mi tu ten cwaniak przyśle... — Mruknął pod nosem zirytowany, dając wyraźny znak tego, że opiekun Pariasów wysyłał do Silasa na trening innych swoich podopiecznych.
Image Dobra, chuj tam. Masz kasę? — Szybko się poddał, nie zamierzając stawiać oporu potencjalnemu klientowi, dopytując w tym miejscu o zawartość jego portfela. Co prawda Greer nie wspomniał nic o tym, że będzie w grę wchodziła forsa, ale nie było się co dziwić z takiego obrotu spraw. Silas prowadził biznes i najwyraźniej nie miał zamiaru pracować za darmo. Nawet dla wampirów, mogących potencjalnie żyć wiecznie, czas był cenny. Silas spoglądał w oczekiwaniu przez okienko, czekając na potwierdzenie o wydolności finansowej klienta. Nie było wątpliwości, że nie miał zamiaru otwierać drzwi póki nie będzie mieć pewności, że jego czas nie będzie zmarnowany.

Re: K. O. Silasa

#5
Johnston nie przepadał za bezpośrednią komunikacją względem nieznajomych, wolał się od nich dystansować, dlatego szydercza postawa Silasa nie spodobała mu się. Etykieta, dobre wychowanie, obycie były świadectwami ukazującymi dojrzałość emocjonalną, wykształcenie czy po prostu klasę. Problem polegał na tym, iż Noah od jakiegoś czasu stykał się z mężczyznami, którzy mieli w dupie konwenanse. Szorstkość, szczerość do bólu, walenie prosto z mostu: jakoby nieustannie testowali swoją psychikę, hartowali ją.
— Mam pieniądze. — Odpowiedział po długiej pauzie. Parias procesował wszystko to, co usłyszał z ust Silasa. Ciekawe czy tymi wulgarnymi ustami całował swoją matkę?
— Proszę powiedz, ile chciałbyś za swój czas? — Noah dalej utrzymywał przyjazny, kulturalny ton. Nie zamierzał porzucać swojego stylu wypowiadania się, wolał pozostać po prostu sobą.
Noah nie traktował Silasa jako jedyną szansę na trening, samo poznanie Ridera stanowiło jakąś alternatywę do nauki mordobicia. Jeżeli łysy jegomość postawiłby cenę zaporową, nierealną, na pewno młodziak grzecznie potargowałby się. Jeżeli Silas miałby to w dupie, stawiałby na swoim, dawny lekarz pożegnałby się i odszedł, ponieważ nie zamierzał wydawać dolarów na niepoważne ceny.

Re: K. O. Silasa

#6
Image
Słysząc odpowiedź Pariasa, wampir mruknął z zadowoleniem, będąc świadomym, że ten nie przychodzi do niego z pustymi rękoma. To był dobry początek, tym bardziej, że odpowiadając na pytanie o koszty treningu, nie zaskoczył on Noaha. Cena nie była nazbyt wygórowana, a za tydzień ćwiczeń policzył sobie raptem jedną trzecią funduszy, jakie młody akurat przy sobie posiadał. Nie był to zły interes, zwłaszcza jeśli Silas był dobry w tym, co robił, a nic nie wskazywało na razie na to, by miało być inaczej.
Image Pasuje? — Rzucił na koniec, dopytując o dalsze zainteresowanie Johnstona treningiem. Dopiero, gdy ten się zgodził, Silas otworzył wrota i wpuścił młodego do środka. Zobaczył dość umięśnionego, nieco wyższego od siebie, łysego mężczyznę z widocznym, ciemnym zarostem, ubranego w bardziej sportowe odzienie.
Image Jak w ogóle cię zwą? — Dopytał zaciekawiony tożsamością kolejnej wylęgi spod skrzydeł Greera, gdy ten prowadził go schodami kilka stopni w dół, dalej krótkim korytarzem, aż w końcu dotarli do dość obszernej sali, gdzie znajdowały się dwa ringi bokserskie po lewej stronie, z dostateczną ilością miejsca na małą widownię. Po przeciwnej stronie sali znajdowały się podłużne ławy, a także parę stołów i krzeseł. W głąb szedł jeszcze jeden korytarz, gdzie po lewej stronie znajdowało się coś na kształt biura, a po drugiej zapewne łazienki. Całość nie była nazbyt okazała, ale było w miarę czysto i schludnie, choć ściany trochę zdradzały, że minęły lata odkąd ktoś je odmalowywał.
Image Dobra, to teraz konkrety. Muszę wiedzieć z czym pracuję, więc powiedz co potrafisz i w co mierzysz. — Przechodząc do kwestii samego treningu, będąc już w środku głównej sali, Silas, z ramionami skrzyżowanymi na piersi, wypytał jakie doświadczenie miał młody, co miało pomóc mu określić jak zabrać się za jego ćwiczenia. Zapewne nie było się co spodziewać, że będzie szczególnie zadowolony z odpowiedzi, jaką przedstawi mu Noah. Jednakże, klient płaci, więc niezależnie od tego co umie, lub nie umie, młody, to Silas miał za zadanie pomóc mu nauczyć się walczyć.

Re: K. O. Silasa

#7
Kiedy Silas otworzył wrota, zastał gotowego do zapłaty dżentelmena z odliczoną sumą baksów. Trzymał on banknoty między palcami, żeby szybko przekazać je nowemu właścicielowi. Chwilę później balsamista lepiej przyjrzał się trenerowi, jego fizjonomia wskazywała na osobę wysportowaną, ciekawe czym Silas zajmował się za życia? A może nieumarłe ciała jednak nabywały z czasem masy mięśniowej? Johnstonowi trudno było przywyknąć do myśli pozostania pulchnym dżentelmen na wieki wieków.
— Ach — rozmyślanie przerwało pytanie trenera. — Jestem Noah, miło mi — zaznaczył słowa skinięciem głowy na powitanie. Silas nie wyciągnął do niego ręki, być może lepiej było się jeszcze nie spoufalać. Relacja na poziomie usług była na rękę Johnstonowi.
— Wstyd przyznać, nie umiem się bić — powiedział szczerze, jednak ujawnienia swojej słabości wywołało w nim zażenowanie. — Za życia biłem się tylko raz, dopiero po przemianie zaznałem całego spektrum przemocy, jaką nieumarłe istoty potrafią siebie obdarzyć — tłumaczył już pewniejszy siebie. — Przeżyłem próbę szeryfa, bo miałem szczęście, że walczyłem z zupełnie dziką bestią, a nie Spokrewnionym. Niemniej, w czasie potyczki zatraciłem siebie, oddałem stery... Temu czemuś — zawahał się, ponieważ jeszcze nie wiedział czy Bestia była jego mrocznym odbiciem, czystym popędem, czy czymś w rodzaju pasożyta próbującego przyjąć kontrolę nad ciałem nosiciela. — To nie może się powtórzyć, dlatego przyszedłem po usługi fachowca. Ciebie. W szczególności, iż napotkałem na swojej drodze te łachudry, których starsi nazywają Sabbatnikami. — Wspomnienie o Sabbatnikach było ryzykownym ruchem ze strony Noaha, ponieważ Silas mógłby zacząć się dopytywać, niemniej młody musiał stworzyć wrażenie gościa, który zazna walki w przyszłości.

Re: K. O. Silasa

#8
Image
Bokser przyjął gotówkę, przeliczył, a następnie złożył plik banknotów i wsunął je do kieszeni, prowadząc młodego do głównej sali. Skinął głową, informując, że przyjął do wiadomości imię swojego klienta.
Image Silas. Ale to już wiesz. — Przedstawił się, choć nie musiał, wiedząc że Noah był świadom z kim ma do czynienia kiedy przebył do klubu. Widocznie jakieś podstawy kultury osobistej ten osobnik znał, co mogło pozytywnie o nim zaważyć w oczach Noaha.
Wysłuchawszy słów Pariasa na temat jego przygód, Krzykacz pokiwał głową z aprobatą, uwalniając lekki śmiech.
Image No nieźle. Czyli mówisz mi, że przetrwałeś zabawę na arenie Kimboltona oraz starcie z kurwiami Sabbatu. Szacuneczek, młody. Ale tak, lepiej nie oddawać sterów, bo to się może kiepsko skończyć. Miałeś pewnie więcej szczęścia niż rozumu, więc dobrze, że przyszedłeś do mnie. — Brujah nie wyśmiał Johnstona, nie dołożył mu za jego brak umiejętności, czy nawet za sposób, w jaki wyszedł cało ze starć. Może nawet i przeciwnie, bo chyba spodobał mu się jego instynkt przetrwania, czy też przebłysk mądrości, o czym świadczyło to, iż neonata postanowił wziąć sprawy w swoje ręce, zamiast poddawać się Bestii celem ratowania egzystencji.
Image No dobra, to już coś wiemy. Mówisz, że bić się nie umiesz. Ale mimo to warto będzie sprawdzić jak kierują tobą instynkty. Dawaj na ring, młody. Zobaczymy z czego jesteś ulepiony. — Wskazał otwartą dłonią na pusty ring, gdzie Silas zamierzał przetestować młodego Spokrewnionego, zanim miał zacząć jego właściwy trening. Zapewne łatwiejsze miało być pokierowanie Noahem, widząc jak wyglądają jego naturalne ruchy. Coś jednak mówiło mu, że to może być bolesne. Jednak chyba nie może być to nic gorszego, niż to co przeżył z Szeryfem i Sabbatnikami... Prawda?

Re: K. O. Silasa

#9
Kolejne słowa Silasa korzystnie wpłynęły na stosunek Noaha do niego, trener boksu wydawał się w porządku i nawet okazał jakiś stopień uznania dla dokonań neonaty. Zapewne jeszcze tydzień temu Johnston kupiłby bez zastanowienia taką gadkę, odrobina bezpieczeństwa w koszmarze sprawiłaby, że natychmiast otworzyłby się przed bokserem. Jednakże teraz Johnston wiedział, iż każdy wampir był potworem, każdy wampir hamował krwiożercze popędy, każdy był mordercą próbującym oddalić w planie dzień popełnienia następnej zbrodni. Dlatego Johnston zachowywał czujność, w szczególności kiedy miłe słówka mogłyby ją osłabić. Młody zachowywał do trenera szacunek, który rodził się z intuicyjnego poczucia niższości wobec silniejszego, lecz utrzymywał także zdrowy dystans, gdyż nie wiedział, czy za tydzień, rok, dziesięć lat Silas nie stałby się jego wrogiem. Teraz uczestniczyli w transakcji, nic poza tym.
— Szybko się przebiorę, daj mi proszę moment. — Poklepawszy swoją torbę, w której były tanie ciuchy sportowe, udałby się we wskazane miejsce, żeby w żwawych ruchach zmienić strój. Szkoda było zaplamić krwią garnitur.
Dopiero teraz, w spodenkach i koszulce, ciało Noaha Johnstona zostało podane na widok. To nie była powłoka wojownika, to było sto kilo tłuszczu, które nie zaznało porządnej gimnastyki od lat. Mężczyzna zaniedbał ciało, ponieważ przez większość życia pracował głównie głową. Niemniej nie poruszał się jak słoń w składzie porcelany. Po dłuższej obserwacji ruchów, paradoksalnie, facet z nadwagą zachowywał pewną dozę gracji i płynności, w szczególności koordynacji rąk. Silas widział to wszystko, gdyż Noah rozgrzewał się na ringu. Nie mógł już rozgrzać w ten sposób ciała, bo było martwe, raczej chodziło o przygotowanie psychiczne.
Po otrzymaniu sygnału rozpoczynającego walkę, Noah nie stałby jak kołek, nie czekałby w nieskończoność na manewr przeciwnika, nie zachowałby pasywności. Spotkanie z Sabbatnikiem, który mierzył w niego lufą rewolweru, a następnie potyczka na śmierć i życie na arenie Szeryfa uświadomiła Johnstona, iż bezradne czekanie obniżało jego szanse z każdą sekundą.
Głowa była punktem witalnym, więc Parias podniósłby ramiona w gardzie, a następnie wyprowadziłby kilka prostych w łeb Silasa. Młody nie kusił się na sierpy, młoty czy haki, bo po prostu nie umiał ich wykonywać. Jego garda również nie była techniczna, czy proste ciosy, ale nadal prosty cios nietechniczny byłby szybszy od każdego innego nietechnicznego uderzenia. Nie zamierzał zbyt szybko się odsłonić.
W następnych sekundach walki Johnston odpowiadał na ruch przeciwnika, adaptował się do niego. Jeżeli podchodził zbyt blisko, żeby walczyć w krótkim dystansie, Parias oddalał się. Jeżeli Silas oczekiwał zbyt długo, Parias atakowałby zaciekle. Wyczucie oponenta, pewna doza empatii być może pomogłaby Johnstonowi odczytać Silasa, dzięki czemu odroczyłby moment przegranej. Johnston nie miał szans z takim zawodnikiem, więc walka polegała na tym, żeby pokazać jaja i zaciętość. Nie poddawać się a wytrwać manto.

Re: K. O. Silasa

#10
Image
Podczas gdy Johnston oddalił się, by zmienić odzienie i przygotować się do bitki treningowej, która miała obnażyć jego obecne zdolności, Silas powoli wszedł na ring, czekając na swojego przeciwnika i wykonując własną 'rozgrzewkę', wykonując szybkie ruchy ramionami, uderzając z ogromną siłą w powietrze.
Noah wreszcie wrócił odziany w strój odpowiedni do sportowej aktywności. Brujah zwrócił ku niemu wzrok, spoglądając oczekująco aż ten wejdzie na ring. Fakt, nie miał on atletycznej figury, a w nieżyciu nie miał możliwości już jej zmienić, jednak tak naprawdę nie miało to znaczenia, gdyż wampiry nie opierały swojej siły na mięśniach, a na kontroli nad własną vitae. Młody Parias miał, teoretycznie, całą wieczność na to, by rozwinąć swoją sprawność fizyczną. Oczywiście, siła a zdolności walki to wciąż były dwie różne rzeczy. Na nic wampirowi nadludzka siła, jeśli nie będzie w stanie zrobić z niej użytku. Neonata dążył do tego, by nauczyć się jak korzystać ze swojej. Reszta miała przyjść z czasem.
Wszedłszy na obszar ringu, mentalnie przygotowany na kolejne baty, postanowił dać z siebie wszystko. Stanął przed swoim nowym nauczycielem i przyjął postawę bojową. Była ona prymitywna, niewyuczona, ale było widać nabyte instynkty przetrwania, które powodowały, że nieumarły nie stał biernie, a gotował się najlepiej jak potrafił na wymianę ciosów. Silas również był gotowy, stojąc nieco bokiem w postawie bojowej, z zamkniętymi pięściami na wysokości jego twarzy, prawą nogą z tyłu a lewą wysuniętą na przód.
Image No dawaj młody, pokaż na co cię stać. — Rzucił do Johnstona, skupiając na nim intensywnie swój wzrok, lekko unosząc się na palcach stóp, będąc gotowym na wykonanie ruchu.
Jeszcze nie atakował. Mierzył przeciwnika, zbliżał się do niego, prowokując działanie i sprawdzając reakcje. Pierwsze ciosy Silas po prostu uniknął, przechylając się na boki, wyginając swoje ciało zwinnie tak, by pięści neonaty nie miały możliwości go dotknąć. Dopiero po tych unikach sam wyprowadził cios, który niewątpliwie był testem. Nie włożył w niego dużo siły, a jedynie sprawdzał jak będzie bronić się jego aspirujący uczeń. Johnston w miarę skutecznie bronił swojej głowy, nie pozwalając pięściom Krzykacza się do niej zbliżyć. Czuł siłę tych uderzeń i łatwo wywnioskował, że nie była to pełnia jego możliwości. Silas hamował się.
Kolejne ciosy, które Noah wymierzył w stronę Brujaha, ten zablokował, zamiast ich unikać. Utrzymując gardę, przyjmował to, co nadchodziło w jego kierunku, by następnie zmienić taktykę i kontratakować, broniąc się jedną ręką i atakując drugą, w końcu amortyzując i odbijając ciosy Pariasa, wyprowadzając w odpowiedzi coraz silniejsze uderzenia, zmuszając młodego do silniejszej defensywy. Agresja Silasa, a także siła oraz szybkość, z jaką przecinał powietrze pięściami, rosły. Noah z coraz większą trudnością się bronił.
W końcu bokser przełamał obronę swojego przeciwnika, by następnie z ogromnym impetem uderzając go w brzuch, i kolejno w twarz, powalając go na deski. Popatrzył z góry na leżącego neonatę, rozmyślając przez chwilę, a potem krótko, lekko, kiwając głową, jakby kończąc jakiś wewnętrzny dialog w swojej głowie. Wyciągnął rękę w stronę powalonego oponenta, by ten mógł się chwycić i podciągnąć do góry.
Image Nieźle, młody. Nie masz wiedzy ani stylu, ale łeb cię dobrze prowadzi. To dobry start. — Rzekł do Pariasa, pomagając mu wstać na równe nogi. Johnston czuł ból po uderzeniach. Nie wiedział, czy była to pełnia siły Krzykacza, ale nie miało to dużego znaczenia, bo to, co zaprezentował wystarczyło, by wytrzeć podłogę takim nowicjuszem jakim był Noah. Widać jednak było, że w żadnym wypadku nie miał zamiaru go upokorzyć, a jedynie przesuwał stopniowo poprzeczkę, sprawdzając zdolności młodego Kainity i to, jak długo wytrzyma. Wytrzymał stosunkowo długo, jak na kompletnego nowicjusza. Jego niedawne doświadczenia sporo się do tego przyczyniły.
Image Trzeba będzie popracować nad twoją gardą i postawą. Musisz wiedzieć jak się bronić i jak skutecznie wyprowadzać ciosy. Coś tam ci łeb podpowiada, czujesz instynktownie jak działać, ale to za mało, by wiedzieć jak, kiedy i w co uderzać. — Przez kolejne kilka godzin Silas pokazywał swemu uczniowi podstawy bitki, zarówno teorie jak i praktykę, pokazując mu jak stać i ruszać się. Demonstrował mu swoją postawę, wyjaśniając w jaki sposób umożliwia ona łatwe wyprowadzanie ciosów i przechodzenie do obrony i kontrataku, a także płynnych uników, a przede wszystkim przemieszczanie się, trzymanie dystansu od przeciwnika i skracanie go w odpowiednich momentach. Oczywiście większość z tego wymagała znacznie dłuższego treningu i praktyki, jednak neonata zdołał tej nocy zrozumieć przynajmniej postawy obrony i ataku, dzięki czemu mógł poczuć się trochę pewniej i wiedział, że nie będzie musiał już polegać na swojej Bestii, gdy dojdzie do kolejnej walki z nieprzyjacielem. Brujah wspomniał również o tym, że użycie nóg w walce jest również użyteczne i ważne. Nieumiejętne kopniaki jednak, jak wyjaśnił, mogły skutecznie obrócić się przeciwko Noahowi i pozwolić przeciwnikowi na łatwe pozbawienie go równowagi. Był to jednak temat na dalsze noce.
Po tych kilku ciężkich godzinach, poobijany Noah mógł z pewnością powiedzieć, że coś już wie. Wiedział, że nie będzie już machać łapami na oślep, niczym dziki zwierz. Kontynuował swój trening, przychodząc do Silasa przez kolejne kilka nocy, korzystając z usług, za które zapłacił i dochodząc do pewnej wprawy w toku morderczego treningu, gdzie praktycznie co noc otrzymał prawdziwy wycisk. To wciąż był jednak dopiero początek. Wciąż był amatorem i dobrze o tym wiedział. Był jednak na etapie, gdzie teoretycznie mógł sobie poradzić z jakimiś pospolitymi, niewytrenowanymi oprychami. To był dobry początek. (Opanowano zdolność Bójki)
Image Nie jesteś głupi. Całkiem szybko się uczysz. Ale niech ci to nie uderzy do głowy, bo mimo, że teraz pewnie poradzisz sobie z pospolitym shovelheadem Sabbatu, to nadal jesteś cienki w portkach i większość Spokrewnionych jest w stanie bez problemu zrobić ci z gęby papkę. Ogarniasz? — Pod koniec treningu Silas skomplementował Johnstona, ostrzegając go przy tym, by nie rzucał się na głęboką wodę. On trenował przez jakiś tydzień, ale były w tym mieście wampiry, takie jak Silas, które ćwiczyły latami, zwiększając przy tym swoją siłę. Lepiej było nie wchodzić im w drogę.

Re: K. O. Silasa

#11
Potyczka treningowa z wytrenowanym w boksie Silasem ukazała, jakim cieniasem był Noah. Jasne, instynkt go prowadził, ale nie mógł on zastąpić setek godzin dedykowanym spuszczaniu manta pięściami zahartowanymi w ogniu walki oraz w zimnym lodzie codziennej dyscypliny. Ciosy Krzykacza łamały obronę nowicjusza, gdyby ktoś taki stanął wtedy na arenie przeciw niemu, z całą pewnością Ostateczna Śmierć dopadłaby go. Uderzenia, które przedarły się przez obronę ucznia, zaserwowały mu ból. Ból uczył, motywował do pracy, przypominał o błędzie wymagającym skorygowania postawy w walce, jednak to nie wystarczyło. Wkrótce Silas pobił młodego, złożył go na deski.
— Agh! — Mruknął z cierpienia, kiedy leżał. Spodziewał się, że dostanie łomot, jednak nie dało się przyzwyczaić do smaku porażki, denerwowała. Niemniej Parias zareagował pokorą i złapał za wystawioną rękę nauczyciela, która pomogła mu wstać. Johnston w żaden sposób nie cwaniakował, z opanowaniem przyjmował pochwały oraz uwagi boksera, układając sobie w głowie cały przebieg sparingu. Poza poprawną intuicją, wszystko inne wymagało poprawy, zapowiadały się ciężkie noce ćwiczeń.
Balsamista zamierzał wykorzystać wydane pieniądze i zaufanie trenera, dlatego przychodził na kolejne sesje wpierdolu. Każda rzeźnia w ringu przemieniała go z totalnego dna na amatora, zdolnego przynajmniej obronić się przed napaścią równie zielonego w walce jak on sam. Niemniej nauka mordobicia miała także uboczny efekt, zwiększenie pewności siebie, ponieważ teraz młody uzyskał fundamenty do dalszego rozwoju. A jeśli spotkałby się z kimś silniejszym, przynajmniej miał teraz szanse na wywalczenie sobie sposobności na ucieczkę, co w żaden sposób nie było hańbiące, bo liczyło się tylko jedno: przetrwanie. Po każdej walce bezklanowiec pytał Silasa o zdanie, prosił o merytoryczne wskazówki, aby cały czas przeć do przodu.
Nastała noc, w której Noah opanował podstawy. Po sparingu sprawdzającym to, czego nauczył się on przez czas poświęcony treningu, Silas zaliczył umiejętności ucznia jako dopuszczające, więc od tej chwili przestał być zupełnie bezbronny.
— Nie zamierzam być chojrakiem, nie będę się porywał z motyką na słońce — zapewniał trenera, że nie zamierzał być idiotą w obliczu większego zagrożenia. — Nie wiem czy Szeryf nie zamierza mnie ponownie wystawić na tej cholernej arenie, jestem na jego łasce, dlatego zamierzam robić wszystko, co się da, aby przeżyć. Także chcę polegać na własnych umiejętnościach, nie nieustanie prosić kogoś o ochronę, mój czas inkubacji się zakończył. Nie mogę zawieść zaufania, którym obdarzył mnie Greer — powiedział odrobinę za dużo, otworzył się przed Silasem, co było błędem. Ckliwe zdradzanie własnych myśli i emocji mogło się potem odwrócić przeciw niemu. Widać było, że wspominanie areny, Szeryfa wywołało w Pariasie psychiczny ból. Postać wiekowego potwora, który pobił go laską i kazał sobie ucałować rękę zostawiło w nim niezagojoną ranę.
— Jeżeli chciałbym się dalej u ciebie uczyć to ile chciałbyś za kolejne sesje treningów? — zapytał konkretnie o cenę. Zapewne nauka kogoś, kto już coś umiał mogłaby być droższa.

Re: K. O. Silasa

#12
Image
Ostatnie dni to była doprawdy ciężka przeprawa dla trenującego neonaty. W toku treningu wylądował na dechach nie raz, nie dwa. Wyciągnął z tego wszystkiego jednak dobrą lekcję i nauczył się podstaw, które miały mu pomóc przetrwać kolejne noce. Szacunek jaki okazał swemu nauczycielowi był z pewnością zauważony. Przyjmował wszelkie uwagi i krytykę, jakie były kierowane w jego stronę, nawet jeśli niektóre były nieco nieprzyjemne i wulgarne, gdy młody powtarzał pewne błędy, skutkujące irytacją Silasa. Dzięki swojej postawie, intelektowi i niezatartej woli, udało mu się zrobić spore postępy.
Image Hah, tego nigdy nie będziesz mógł być pewnym. Facet naprawdę za wami nie przepada, więc lepiej trzymaj łeb nisko i pokazuj się tylko wtedy, gdy będziesz miał coś do pokazania i zaoferowania tamtym pijawkom. — Odniósł się do kwestii testów Kimboltona, początkowo z lekkim uśmiechem, kontynuując jednak z rzeczywistą powagą. James mówił coś podobnego, a Noah z pewnością o tym nie zapomniał. Niechęć wobec Pariasów była jednym z głównych powodów, dla których gangster trzymał swoich podopiecznych z dala od większości Spokrewnionych, którzy nie mieli oporów przed wykorzystaniem ich jako taniej siły roboczej i mięsa armatniego. On sam był jednym z niewielu, którym udało się uzyskać jakąś w miarę solidną pozycję, choć niewątpliwie wymagało to pewnych poświęceń.
Image Dobrze żeś się trzymał tego faceta, młody. Co prawda Greer potrafi być czasami straszną pierdołą, ale nikt by ci lepiej nie pokazał jak przetrwać niż on. — Brujah zdawał się dość pozytywnie wypowiadać o Jamesie. Nie było to szczególnie zaskakujące, skoro sam go tu przysłał, jednak dobrze było wiedzieć, że przedstawiciele tego klanu pałali do niego przynajmniej jakąś cząstkową sympatią. Posiadanie sprzymierzeńców było bardzo istotne, szczególnie dla powszechnie pogardzanych bezklanowców.
Image Co, chcesz jeszcze przyjść dostać manto? — Zaśmiał się przyjaźnie, opierając dłonie na biodrach.
Image Nie no, w porządku. Teraz jak masz ogarnięte podstawy, to kolejne etapy treningu będą już nieco droższe, więc lepiej bądź na to gotowy. — Spokrewniony podał neonacie dokładną kwotę za następną sesję, wynoszącą około połowę więcej tego, co wydał na pierwszą. Kolejne miały być jeszcze bardziej kosztowne. Tak więc Johnston dobrze się spodziewał, że wraz z poziomem umiejętności miały rosnąć koszty ich rozwoju. Miało to sens.

Re: K. O. Silasa

#13
Rady i pokrzepiające słowa Silasa trafiły do Noaha, który dał sobie chwilę na wzięcie się w garść po wspomnieniach atrakcji Szeryfa. W istocie Szeryfa należało unikać za wszelką cenę, a dopóki on sam nie zainteresuje się nowym Pariasem w mieście, był on względnie bezpieczny. Jednak przeczucie podpowiadało Noahowi, iż interwencja hrabiego w jego przypadku byłaby dotkliwsza w skutkach, niż u pozostałych Spokrewnionych, dlatego też postanowił trzymać się ściśle Tradycji i pod żadnym pozorem ich nie łamać. Bez wyraźnego powodu Kimbolton nie otrzyma pretekstu do ponowienia swych chorych gierek.
To, co zainteresowało Johnstona to wzmianka o słabości Greera. Już drugi raz usłyszał o miękkości Jamesa, Rider o tym wspominał przy rozmowie z Galatisem wraz z Celeste. Chodziło o uległość opiekuna bezklanowców wobec autorytetów? Gdzie tkwiła istota sprawy?
— Dziwne, już gdzieś to słyszałem. Rider też wspominał o tej... Konkretnej przywarze Jamesa. W czym tkwi rzecz? — zapytał z ogromnym zainteresowaniem, bo rzeczywiście nie miał o tym wiedzy. — Masz na myśli to, że jest zbyt ugodowy wobec planów, jakie Szeryf na nas egzekwuje? — sprecyzował pytanie, zależało mu na poznanie informacji, które dotyczyły jego oraz pozostałych Pariasów.
Wzmianka o progresywnym wrastaniu kosztów treningów nie zdziwiła Noaha, gdyby był Silasem, dokładnie w taki sam sposób prowadziłby interes.
— Masz ręce cudotwórcy, bo sprawiłeś, że to moje grube cielsko jest teraz w stanie poprawnie przyjmować ciosy, a może nawet i zadawać! — w niebezpośredni sposób przyznał, że ma ochotę na kolejną sesje ćwiczeń, żart wypowiedział rozbawionym tonem. — Na pewno tu powrócę.

Re: K. O. Silasa

#14
Image
Johnstona zaintrygowała kwestia jego mentora. Mimo iż trochę go znał, to jednak wciąż było wiele rzeczy, których o nim nie wiedział. Wciąż zastanawiało go jaki Greer miał układ z Kimboltonem. Miał nadzieję, że uda mu się czegoś wywiedzieć od Silasa, który najwyraźniej także egzystował w mieście dość długo.
Image Ja pierdolę, chłopie. Mówiłem tylko, że James to pierdoła. Marudny jest i tyle. A co za deal ubił z Kimboltonem to nie wiem. Sam byś musiał go zapytać. — Wampir parsknął i wzruszył ramionami nieco zbity z tropu. Albo nic nie wiedział albo nie chciał mówić na ten temat. Najpewniejsza była ta pierwsza opcja, gdyż wątpliwe, by umowa, jaką Szeryf zawarł z opiekunem Pariasów, miała wyjść na światło dzienne. Szanse na to, by Greer chciał o tym rozmawiać również wyglądały raczej marnie. Ale czy miało to rzeczywiście jakieś znaczenie, skoro za jego sprawą bezklanowcy zyskiwali szansę na egzystencję w tym mieście?
Image To co ci przekazałem to połowa roboty. Druga to twoje pojmowanie tego i ciężki trening. Gdybyś był oporny to niewiele bym zdziałał. A miałem takich cwaniaków, którzy nie przyjmowali co się do nich mówiło, nie potrafili przyjąć krytyki i do tego się stawiali, przez co chuja z tych treningów wynieśli. — Odpowiedział na słowa Noaha na temat jego postępów. Z pewnością miał on rację. Neonata zdawał sobie w końcu sprawę z tego, że to dzięki jego pokorze, uważnym słuchaniu nauczyciela i działaniu wedle jego instrukcji, udało mu się opanować nową umiejętność. Niewiele by osiągnął bez otwartego, gotowego przyjmować nauki, umysłu.
Image Świetnie. Jak będziesz gotowy, zapraszam. — Skinął głową z lekkim uśmiechem, niewątpliwie zadowolony z pozyskania nowego klienta. Johnston zyskał z kolei dobrego nauczyciela, który być może, z czasem, mógł okazać się sprzymierzeńcem. Budowa sojuszy była jednak niełatwym zadaniem dla młodego bezklanowca. Jednakże, jakkolwiek trudne to było, tak bez żadnych wątpliwości, było to konieczne, niezbędne, na dłuższą metę, do przetrwania i funkcjonowania w społeczności Spokrewnionych. Na wszystko jednak przyjdzie czas.

Re: K. O. Silasa

#15
Johnston zachował kamienną twarz, kiedy Silas zirytował się zapytaniem o deal Greera z Szeryfem. Noah nie zamierzał drążyć dalej tematu, ponieważ wyglądało na to, że mistrz boksu łatwo popadał w gniewne emocje.
Natomiast nabycie nowych umiejętności bylo dopiero poczatkiem drogi w sztukach walki. Noah nie zamierzał upajać się sukcesem, ponieważ dalej był słabym wampirem, więc musiał zachowywać lisią czujność. Zdobyty fundament w boksie pozwolił mu poczuć się lepiej, umożliwił mu jakiekolwiek szanse w walce, lecz to nadal za mało. Droga nauki była długa i wyboista.
— Dziękuję, chętnie skorzystam z zaproszenia. Tymczasem życzę dobrej nocy i udanych interesów, Silasie.
Pożegnawszy godnie Krzykacza, bezklanowiec wyszedł z klubu z świadomością, że kończyła mu się gotówka w portfelu. Mógł oczywiście pozyskać środki z konta rodzinnego, lecz nie zamierzał odbierać swej żyjącej rodzinie ani centa. Potrzebował roboty i zastanawiał się jak to załatwić. Poza pomocą Greerowi w szemranych interesach, potrzebował zajęcia. Być może skontaktowanie się z przyjacielem, Shadem Campbellem pozwoliłoby powrócić do fachu pogrzebowego? Byłby to ryzykowny ruch, ponieważ Shad był nie tylko bliski sercu Noaha, lecz również jego rodziny, w szczególności żony. Shad należał do rodziny.
Niemniej Johnston postanowił zaryzykować, w końcu musiał doprowadzić sprawę rodziny i pracy do jakiegoś rozwiązania. Postanowił znaleźć budkę telefoniczną w okolicy, żeby zadzwonić do sprzymierzeńca.

Re: K. O. Silasa

#16
Zakończywszy temat, który powodował nieznaczny wzrost napięcia, Johnston mógł doprowadzić wizytę w klubie Silasa do końca. Rozmówiwszy się z nim i podziękowawszy za zaproszenie, zapewniając iż skorzysta z usług trenera podobnie, pożegnał się z nim i skierował do wyjścia. Brujah otworzył metalowe wrota, a Noah opuścił teren klubu bokserskiego K.O. Znów na świeżym powietrzu, którym niestety neonata nie mógł się już delektować.
Koszt treningu co prawda nieco uszczuplił fundusze Noaha, ale nie na tyle znacząco, by było to problemem. Wciąż posiadał oszczędności, z których mógł śmiało korzystać. Faktem było jednak, iż nie posiadał żadnego stałego źródła przychodu, co z biegiem czasu mogło doprowadzić do bankructwa Spokrewnionego. Nie miał w końcu zamiaru być w pełni uzależnionym wyłącznie od robót zleconych mu przez jego mentora. W związku z tym wolał działać jak najszybciej i zająć się problemem finansowym jeszcze przed jego potencjalnym nadejściem.
Pierwszą myślą Johnstona był powrót do jego dawnego zajęcia, co wiązało się jednocześnie z odnowieniem dawnych kontaktów z ludźmi, których znał za życia. Wiedział, że gdy skontaktuje się z Shadem, będzie musiał w niedługim czasie zrealizować swój plan, który wcześniej przedstawił, świadomemu istnienia rodziny Noaha, Księciu, i całkowicie zerwać więzi ze swoimi bliskimi celem zapewnienia im bezpieczeństwa.
Przeszedł się po okolicy, rozglądając się za publiczną budką telefoniczną w tej części West Side. Po dość długim spacerze udało mu się takową znaleźć i, opłacając połączenie, wykonał telefon do Shada Campbella. Jako iż była to dość późna pora, minęła chwila nim Noah usłyszał podniesioną po drugiej stronie słuchawkę.
ImageHalo? — Po drugiej stronie zadźwięczał znajomy głos przyjaciela balsamisty, który za moment miał zostać mocno zaskoczony. Noah musiał się zastanowić jak dobrać słowa, by wieść o jego zmartwychwstaniu nader nie wstrząsnęła Campbellem i nie wywołała zbyt dużego zamieszania.
Sprzymierzeniec bezklanowca, w momencie usłyszenia głosu Noaha, wpadłby w niemały szok i euforię, poczynając pytać o to co się z nim działo i dlaczego nie dawał znaku życia tyle czasu. Wspomniałby o tym, że wszyscy go szukali, a jego żona po kilku dniach od jego zaginięcia szukała pomocy na posterunku policji. Momentalnie byłby skłonny rzucić to co robił, by spotkać się z Johnstonem. Wampir musiał dobrze to rozegrać, by upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Uzyskać źródło dochodu i ruszyć machinę mającą na celu zerwanie jego więzi z rodziną. Miałby niemały orzech do zgryzienia, gdyż to ostatnie nie miało szans być szczególnie łatwe.

Re: K. O. Silasa

#17
Noah nie był przygotowany na usłyszenie głosu przyjaciela w słuchawce. Nie zdawał sobie sprawy jak bardzo tęsknił za Shadem, momentalnie poczuł, że zaraz się popłacze. Brakowało mu wsparcia i ciepła rodziny, oddania się pracy, wyjść z synem do parku, towarzystwa żony. Po prostu codziennego życia.
Shad, to ja. Noah. — Powiedział pochylony, wolną ręką podtrzymując ścianę budki telefonicznej. Głos miał poruszony, szczęśliwy. Kiedy Shad w radości oraz w szoku zaczął zadawać setki pytań, Johnston wysłuchał je wszystkie, lecz nie odpowiedział na żadne. W chwili ciszy, wampir wznowił wypowiedź.
— Tęskniłem za wami. Strasznie się u mnie skomplikowały sprawy i nie jest to rozmowa przez telefon. Spotkajmy się jutro w naszym domu pogrzebowym, dobra? Na razie proszę, Shad, nie informuj mojej żony. Musimy pogadać na spokojnie, sami. Będę po dwudziestej.
Zacisnął dłoń opartą na ścianie w pięść. Pragnął wszystko wyśpiewać konpanowi, zdradzić wszelkie sekrety, co się z nim działo, podzielić się troskami, jednak nie mógł tego zrobić. Złamanie Maskarady kosztowałoby życie jego bliskich, musiał ich chronić przed cieniem Spokrewnionych za wszelką cenę.

Re: K. O. Silasa

#18
Radość i emocje, jakie odczuwał Noah, zdawały się być w równej mierze dzielone przez Shada, który wydawał się nie móc prawie uwierzyć w to, że rozmawiał właśnie z zaginioną głową rodziny Johnston. Po takim czasie można było wierzyć, i zapewne zarówno Shad jak i rodzina Pariasa dopuszczali taką możliwość, że Noah nie żyje. Było to poniekąd prawdą, o czym na szczęście nie wiedzieli, co mimo wszystko w jego przypadku nie okazało się być przeszkodą w skontaktowaniu się z bliskimi, będącymi wciąć pośród żywych. Shad był trochę zbity z tropu przez brak odpowiedzi na którekolwiek z jego pytań.
ImageCo się dzieje Noah? Wpadłeś w jakieś tarapaty? Patricia powinna wiedzieć, że żyjesz. Prawie straciła nadzieję, gdy nasze poszukiwania z pomocą naszych znajomych i policji nie przyniosły skutku. To było zupełnie jakbyś zapadł się pod ziemię. — Zaczął dopytywać zmartwionym tonem, obawiając się, że jego przyjaciel wpadł po uszy w poważne kłopoty. Minął dobry miesiąc, odkąd Patricia Johnston widziała swojego męża, a przez ten czas najwyraźniej poruszyła niebo i ziemię, by spróbować go odnaleźć. Teraz, gdy Noah dał znak życia, chciał ufać przyjacielowi, którego także traktował ciszą przez tak długi okres czasu, że po tym telefonie nie zdradzi Patricii wieści o jego cudownym zmartwychwstaniu. Podjął się ogromnego ryzyka, nawiązując kontakt i pokładając wiarę w swoim kompanie. Nie mógł mieć jednak pewności, czy go to nie zgubi.

Re: K. O. Silasa

#19
Skontaktowanie się z przyjacielem z całą pewnością nie było rozsądnym ruchem. Noah racjonalizował swoją decyzję poprzez złożenie deklaracji Księciu, że zerwie kontakt z śmiertelną rodziną w sposób prawny, aby w przyszłości uniknąć niespodzianek pod postacią niespodziewanego spotkania na ulicy czy jakimkolwiek innym miejscu w mieście. Prawda jednak była inna.
Johnston chciał usłyszeć głos Shada, pragnął obcowania z bliskimi, żeby poczuć chociaż namiastkę poprzedniego życia, a teraz, w budce telefonicznej, zdał sobie sprawę z tego, jak dalej był dzieckiem błądzącym przez mgłę. Nie był w stanie definitywnie zrezygnować z przeszłości, a wiedział, iż musiał to uczynić dla własnego dobra i dobra bliskich. Nie potrafił być pragmatycznym, zimnym, a nawet kiedy próbował taki być, czuł ból w sercu.
— Shad, ja... — Zatrzymał wypowiedź, nagle odczuł, że każde słowo, które chciałby wygłosić, miażdżyło mu krtań. Nie był w stanie tak po prostu sprzedawać kitu swemu najbliższemu przyjacielowi. Noah zacisnął wolną rękę w pięść i dwa razy siarczyście uderzył nią w ściankę budki.
— Shad, mój przyjacielu, jestem w kropce. Jestem po uszy w kłopotach i obawiam się, że mogą one odbić się na was. Nie mogę dalej utrzymywać kontaktu z Patricią i moim synem — mówił z ogromnym smutkiem, na skraju rozpaczy, czuł, że zaraz pęknie. — Zapomnij, co przed chwilą powiedziałem. Nie możemy dalej utrzymywać kontaktu ani się spotkać. Proszę, zadbaj o naszą rodzinę, wypisz mnie z interesu. Cokolwiek byś nie pomyślał, robię to, aby was chronić. Nie szukajcie mnie, błagam. To was doprowadzi do zguby. Żegnaj, przyjacielu.
Kolejny błąd. Po przedstawieniu swoich próśb, zupełnie oszołomiony negatywnymi uczuciami Noah rozlączył się, uderzając słuchawką o obudowę aparatu telefonu. Sprawa zupełnie nie potoczyła się po jego myśli, pod koniec nocy nie zdołał zmanipulować swych najbliższych. Balsamista był załamany, smutek zaczął oddawać pole wściekłości.
Wypalając tyle Vitae, ile tylko zdołał (1 punkt krwi na wzmocnienie siły), zaczął wymierzać ciosy pięściami w aparat telekomunikacyjny. Postanowił zdewastować wszystko to, co go w tej chwili otaczało.

Re: K. O. Silasa

#20
Krok wykonany w kierunku realizacji planu, jaki siedział w jego głowie od pamiętliwej rozmowy z Archibaldem, był właściwy i Noah dobrze o tym wiedział. Musiał się uporać z tym problemem i zapewnić swojej rodzinie bezpieczeństwo. Nie chciał żeby kiedykolwiek ktoś wykorzystał ich przeciwko niemu, czyniąc im krzywdę. Nie mógł dopuścić do tego, by ktoś im zagroził. Był gotów, by krok po kroku doprowadzić sprawę do końca i uwolnić swą śmiertelną rodzinę od tego ciężaru, a także siebie, od więzi która mogła kosztować życie jego bliskich. Nawet jeśli miało to być okupione bólem ich i swoim własnym, to było to najlepsze, najbardziej rozsądne wyjście.
Usłyszawszy jednak głos przyjaciela mówiącego mu o wciąż tęskniącej zonie, coś w nim pękło. Bardzo szybko cała jego pewność siebie, pewność co do tego planu, legła w gruzach. Cały ten obraz, jaki miał przed oczami, pękł, rozsypał się niczym stłuczone szkło. Tęsknota za bliskimi, za swoim dawnym życiem, niemalże powaliła go na kolana, odbierając mu na moment głos. Mimo iż zaakceptował swoją naturę, uczył się tej nowej, mrocznej egzystencji, to nie był w stanie okłamać swoich najbliższych. Nie był w stanie się przemóc i zmanipulować prawdą, nawet w tym krytycznym momencie.
ImageNoah, powiedz mi gdzie jesteś? Przyjadę do ciebie i pogadamy. — Ze zmartwieniem i troską w głosie zadał pytanie, nim Johnston wymierzył cios w ścianę budki telefonicznej.
ImageW cokolwiek się wpakowałeś, pomożemy ci! — Już mocno zaniepokojony, żeby nie powiedzieć zdenerwowany, odpowiedział, gdy jego przyjaciel wspomniał o kłopotach i zerwaniu kontaktu.
ImageUspokój się i porozmawiaj ze mną! Powiedz gdzie jesteś! Nie rozłączaj się! Nie roz-- — Shad podniósł głos, próbując powstrzymać Noaha przed zerwaniem połączenia, chcąc poznać jego położenie i się z nim spotkać osobiście. Na nic jednak się jego prośby nie zdały. Zrozpaczony, pozbawiony kontroli nad swoimi emocjami wampir rozłączył się, by następnie pobudzić vitae i dać upust emocjom, niszcząc urządzenie i całą konstrukcję wokół niego. W stanie nie będącym dalekim od szału, uderzał w urządzenie z ogromnym impetem, w końcu powodując, że wylądowało ono na ziemi, a z jego roztrzaskanego wnętrza wypadły dwie garście monet. Podobny los spotkał całą, prymitywną, drewnianą zabudowę, która w szybkim tempie rozpadła się od silnych uderzeń. Po chwili wszystko leżało na ziemi, potrzaskane i połamane. Szczęściem nie było akurat w pobliżu nikogo, kto mógłby zacząć wołać policję. Utopiony w smutku parias miał dość czasu, by ulotnić się stamtąd, zanim ktoś by zobaczył co się stało.
Skutków swojej decyzji miał nadzieję nigdy nie poznać. Co jednak jeśli z powodu rozmowy, tak fatalnie rozegranej przez Noaha, Shad miał go nie posłuchać i jego poszukiwania zostałyby wznowione? To byłoby tragiczne w skutkach. Tym bardziej, jeśli którejś nocy udałoby im się go znaleźć. Było, niestety, za późno, by teraz cofnąć to co zrobił. Albo udało mu się zamknąć sprawę na amen, albo wprawił w ruch koło, którego już nie zatrzyma. Mógł mieć jedynie nadzieję, że nadchodzące noce będą dla niego i jego rodziny łaskawe.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron