Lokacje w West Side

#1
Image
Klub "La Liberté"
GŁówne Elizjum, Dzielnica 'Lower West Side'

Klub La Liberté mieści się w Lower West Side w wysokim budynku na skraju osiedla Near South w dzielnicy Central. Wybór lokacji nie był przypadkowy. Lower West Side od dziesiątek lat jest kształtowane na kulturalną część West Side'u. Bliskość z Loop, będącym centrum życia społecznego Chicago, ma na celu ukształtować podział tak, by oba osiedla były sercem kulturowym miasta. Sam budynek otoczony jest z prawa i lewa oraz po drugiej stronie ulicy równie wysokimi na kilkanaście pięter budynkami. Na tyłach budynku znajdują się drzwi dla obsługi, poczty i dostawców, a także drabinka ścienna.

La Liberté nocą skąpane jest w świetle zabytkowych latarni. To między innymi tutaj kobiety noszą najmodniejsze kreacje, a panowie nie stronią od fraka czy smokingu. Powozy konne mijają się z drogimi autami. Z otwartych okiennic słychać muzykę i zduszone głosy rozmów, chichotów i okrzyków. Zza zasłon dostrzec można figury przeróżnych person — tańczących, rozmawiających ze sobą, flirtujących... W tej okolicy tętni życie, choć wszystko jest schowane za kurtyną tajemnicy. Do luksusowych lokali, pubów i hoteli nie ma wstępu byle kto.

Bezpośrednią drogę do klubu wyściela czerwony dywan. Już stąd czuć zapach drogich cygar, słychać gwar i muzykę. Grają tu często lokalne, z ducha chicagowskie bandy. Po obu stronach wejścia stoją wysokie kwiaty, a czarne drzwi z elementami czerwieni i złota dają pierwszy sygnał przepychu. Nad drzwiami wisi szyld z nazwą zdobioną roślinnym ornamentem. Przed wejściem do głównej sali trzeba zostawić okrycie — szatniarz gotów jest od razu wręczyć numerek. Drewniana, złoto okuta lada, pozłacane wieszaki, oryginalne pejzaże średniowiecznych artystów — nawet zwykłą szatnię zmieniają we wnętrzarską perełkę.

Główna sala to bardzo duża przestrzeń, przeznaczona dla śmiertelników, ze stolikami pod ścianami i miejscem do tańca. W jej końcu, po prawej, mieści się barek z niezłą, choć dyskretną ofertą — alkohol serwuje się na hasło. Centralny koniec sali zajmuje scena. Z sufitu zwiesza się ogromny, kryształowy żyrandol. Mniejsze wiszą nad antresolą, zapewniającą nieco prywatności. Śmiertelna śmietanka towarzyska Chicago (i nie tylko) lubi tu flirtować. Załatwiać interesy. A składa się na nią najbogatsza, kapryśna klientela: biznesmeni, naukowcy, artyści, lekarze, politycy i celebryci z pierwszych stron gazet. Nawet oni jednak nie mają wstępu na pierwsze piętro.

Tam bowiem znajduje się Elizjum — oaza Spokrewnionych.

Bramki pilnuje zdominowany człowiek, Martin Winchester, który przepuszcza tylko na hasło znane Spokrewnionym. Dodatkowe wejście uważnie obserwuje — Gospodarz Elizjum. Gdyby zdarzyło się, że ktoś jest nowy w mieście i hasła nie zna, Martin zobowiązany jest poinformować o tym Opiekuna.

W enklawie nieśmiertelnych panuje jeszcze większy luksus. Pomalowane na czerwono ściany są dobrym tłem dla złotych ram obrazów. Same płótna nawet wśród wampirów uchodzą za kontrowersyjne. Część z nich bowiem stworzyła Irène Celeste Lévêque, Primgoen klanu Toreador, zamiast farby używszy ludzkiej krwi. Pozostałe, podobnie jak te w szatni, to średniowieczne, francuskie autentyki. Mroczny, nieco mistyczny klimat potęguje światło. Aby go wzmocnić, użyto starych, ściennych lamp oliwnych. Pedanteria miejsca nie mogła być dziełem śmiertelnych. Wszystko stoi w równych odstępach, obrusy mają idealny kant. Na stołach pod ścianami, oprócz kwiatów, znajdują się wyłącznie kieliszki na vitae. „Wolność” oferuje co prawda świeżą krew prosto z żyły, lec oficjalnie się o tym nie mówi. W końcu sali mieści się niewielka scena, gdzie lubi koncertować Louvenia Duclair, jedna z członkiń klanu Toreaor. Po prawej, pomiędzy sceną a stolikami, umiejscowiono bar, gdzie można zamówić vitae. Po lewej ustawiono gramofon, gdyby zabrakło śpiewu na żywo. Obok niego wisi ścienna szafka z dużym wyborem płyt. Za zgodą Gospodarza Elizjum można zmienić muzykę.

Ci z wampirów, którzy wolą zacisze, mogą udać się na drugie piętro, do jednej z prywatnych alków. Wystrój wyższej kondygnacji jest spójny względem reszty. Złocone i ornamentowane poręcze schodów, kryształowe żyrandole, drogocenne obrazy. W czterech ścianach pokoju można porozmawiać bez obaw o niechciane ucho. Dla chętnych przygotowano gry: domino, karty, kości.


Kasyno
Osiedle 'Lower West Side'

Miejsc takich jak to są dziesiątki, jeśli nie setki w samym Chicago. Drobne lokale, wypełnione mniej lub bardziej podchmielonymi mężczyznami i kobietami, których jedynym celem jest to niezastąpione uczucie wzrastającego napięcia i adrenaliny, w momencie gdy karta zostaje odkryta. Oczywiście, samego fizycznego alkoholu zazwyczaj brakuje w samym lokalu, lub jest odpowiednio ukryty przed wścibskimi oczami. Dla wielu sam hazard posłużył do wypełnienia pustki po alkoholu, szybko pożerając zarówno ich oszczędności jak i zdrowy rozsądek. To oczywiście tylko powodowało powstawanie kolejnych placówek, takich jak ta.

To kasyno nie należy do największych, zresztą gry o najbardziej potężne stawki i tak toczyły się za zamkniętymi drzwiami zaufanych lokali. Tutaj gromadzą się ci średnio i mniej zamożni, gotowi rzucić na szalę ich chwilowe zarobki, a z których być może jeden odejdzie z rozsądnym zyskiem. Tylko po to by dzień później ponownie go stracić, ku nieskrywanej radości włoskich właścicieli.

Sama główna sala kasyna posiada rozsądną ilość stołów, z których każdy obsadzony jest przez odpowiednio ubranego krupiera o wyuczonym uśmiechu. Zielone blaty posiadają w tym czy innym miejscu ślady odbarwień o mniej niż bardziej pewnym pochodzeniu, chociaż biorąc pod uwagę, że niemalże codziennie zbierają się tutaj tłumy, nie było to niczym niezwykłym. W paru bardziej strategicznych miejscach ustawiono siedziska jednorękich bandytów, wraz z towarzyszącymi im dziewczynami, których zadaniem było zachęcanie zrozpaczonych przegraną graczy do kontynuowania rozgrywki. Czujne oko bez problemu wychwyci także te parę osób, które wydają się być punktami statyki wśród morza ludzkich ciał i krzyku. Ludzi, którzy nie ukrywali swojego udziału w działaniu lokalu oraz służących do tego narzędzi w zawieszonych pod pachami kaburach.

W tyle lokalu, niedaleko toalet, znajdują się drzwi prowadzące do prywatnych stołów pokerowych. Mimo iż oddzielające od głównej sali drzwi i ściany oferują nieco odpoczynku od głośnej muzyki i krzyków, pokerowi gracze wciąż mogą słyszeć nieznacznie stłumione odgłosy szaleństwa nieumyślnego hazardu, stojącego w kontraście do ich własnych gier. Same pokoje są bardzo surowe, a poza nisko zawieszoną lampą o wyjątkowo głośnej żarówce, blatowi do pokera oraz odpowiednią ilością krzeseł, w tych pozbawionych okien pokojach nie ma nic więcej.


PosiadŁoŚĆ Francisca Belmonte
Osiedle 'Lower West Side'


Posiadłość Francisca Belmonte, dziś już siedemdziesiątletniego mężczyzny, mieści się w Lower West Side. Jest to ogromna posesja, która starszym Spokrewnionym może kojarzyć się z jedną z charakterystycznych, europejskich posiadłości mieszczańskich. Nie sposób jej jednak dostrzec gołym okiem - schowana została za drzewami i wysokimi krzewami. Sam budynek wybudowano z kamienia, a wysokie okna nadają mu niemalże arystokratyczny wygląd.

Bezpośrednio do samej posiadłości można się dostać wyłącznie wytyczoną ścieżką. Niezależnie od tego czy gość podjeżdża automobilem czy powozem konnym, przed domostwem stoi kilku mężczyzn ubranych w bordowe garnitury, których zadaniem jest odstawianie pojazdów. Te zaś znikają na tyłach posesji. Po wyjściu ze środka lokomocji można swobodnie spojrzeć na sam budynek, który teraz, z bliska, zdaje się być jeszcze większy niż wcześniej. Do drzwi prowadzą siedmiostopniowe schody o niewysokich stopniach. Po prawej stronie od wejścia stoją dwie osoby: jeden mężczyzna sprawdzający listę gości i kobieta odbierająca zaproszenia. Oni również, tak samo jak reszta służby, ubrani są w bordowe garnitury. Jeszcze zanim całkowicie wejdzie się do wnętrza po drodze mija się dwie osoby, które odbierają okrycie wierzchnie i inne elementy ubioru niepożądane przez ich właściciela podczas przyjęcia.

Idąc dalej trafia się do holu, który prowadzi bezpośrednio do sali balowej. Po obu stronach ulokowano schody prowadzące na górną kondygnację. Jedno krótkie spojrzenie wystarczy, by zdać sobie sprawę z urządzonego na tę okazję przepychu. Na środku holu stoi niewielki stolik z bukietem świeżych kwiatów, a z sufitu zwisa ogromny żyrandol rozświetlając wnętrze. Po minięciu stolika i wejściu nieco głębiej, gość znajduje się już w samym centrum przyjęcia - sali balowej. Wnętrze oświetlają trzy ogromne żyrandole zawieszone w linii prostej i w odstępie kilku metrów od siebie. Przy oknach zawieszono na karniszach grube kotary w jasnym kolorze, które na dzisiejsze przyjęcie zostały zawiązane z obu stron sznurem dekoracyjnym. Dzięki temu można było swobodnie spojrzeć na widok za oknem. Przed każdym jednym oknem stoją też wysokie na ponad dwa metry rzeźby przedstawiające różnych znamienitych filozofów na przestrzeni wieków. Najprawdopodobniej zostały wykonane na zamówienie, bowiem wprawne oko chociażby rzeźbiarza dostrzegłoby współczesny kunszt i materiał nieskażony czasem. Pomiędzy oknami ulokowano przyścienne konsole, na których również stoją świeże kwiaty.

Pod lewą ścianą nieco na środku usytuowano stół z niewielkim barkiem - tutaj goście mogą się zaopatrzyć w alkohol czy sok. Oczywiście na sam alkohol należy nieco chwilę poczekać ze względu na wprowadzoną prohibicję. Przodują whisky i martini. Nieco dalej stoją tak zwane dwa szwedzkie stoły podzielone na przekąski i małe dania oraz słodkości. Można spróbować kilka wariacji z owocami morza czy wołowiną, makaroników czy małych babeczek nadziewanych budyniem i udekorowanych owocami. Pomiędzy gośćmi lawirują służący z tacami z szampanem czy przekąskami.

Goście pragnący nieco prywatności lub ciszy mogą udać się albo do ogrodu na tyłach domu albo z holu po schodach do biblioteki.

Do ogrodu można się dostać na dwa sposoby. Pierwszym, łatwiejszym, jest wyjście poprzez balkon z sali balowej. Drugim z kolei obejście budynku i spore nadłożenie drogi. Sprawia on wrażenie miniaturowej wersji pałacowych ogrodów z Francji czy Anglii. Od razu wychodzi się na na żwirową alejkę prowadzącą przez fontannę do niewielkiego labiryntu wysokich, dobrze przystrzyżonych żywopłotów. Tutaj w zaciszu można porozmawiać z inną personą mając większą pewność, że słowa nie trafią do niewłaściwych uszu, a rzeczy nie zostaną dostrzeżone przez niepowołane oczy.

Biblioteka nie jest dużym pomieszczeniem. Prezentuje się na malutką w porównaniu z salą balową. Można odnieść wrażenie, że jest tu wręcz ciasno. Ściany zdobią drewniane szafy biblioteczne. Na półkach ustawiono książki o różnej tematyce, a pomiędzy nimi gdzieniegdzie drobne przedmioty takie jak małe rzeźby, globus czy średniowieczny zegar. Po prawej stronie mieści się niewielkie okno, które jednak nie daje nadto dużo światła, za to pozwalało mieć widok na ogród. Na wprost, po przeciwległej stronie, ulokowano kominek, w którym pali się niewielki ogień. Obok niego wisi szpicruta i leżą kawałki drewna w koszyczku. Pod prawą ścianą usytuowano dwa masywne fotele, a pod lewą - kanapę. Pomiędzy nimi zaś niewysoki stolik. Z sufitu zwisa dość skromny żyrandol.

Autorzy
Kasyno: Zeman | Elizjum i Posiadłość: Poe | Poprawki: Caine

Image

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Zeman i 1 gość