Za tamtym Pariasem! (I)

Okolice baru w Central, gdzie miała miejsce napaść

Za tamtym Pariasem! (I)

#1
Ostatnie noce zreflektowały Dianę do rozważań i przemyśleń. Zwłaszcza przemowa Harpii w Elizjum. Od swojej przemiany zdążyła już wiele razy myśleć nad słowami Percivala, nad jego naukami o Tradycjach i ich wadze i znaczeniu dla nieumarłego społeczeństwa. To była jednak tylko sucha teoria i przemyślenia, bez praktycznych doświadczeń czy zastosowania. Pomijając takie oczywistości jak zachowanie ostrożności na polowaniu, czy ukrywanie zmian ciała przed żyjącymi... chociaż o to Diana martwić się nie musiała, bo jej ciało jakoś dalej wolało prezentować żywe odruchy.
Teorię w praktykę dopiero zamieniło zajście na przyjęciu. Skadi i Primogen Ventrue. W innych okolicznościach raczej zrozumiała sytuacja... całe to wzburzenie i gniew podszyty rozpaczą. Ale przy ludziach? Świadkowie, jedni bardziej drudzy mniej pijani, jedni puści i tempi jak stary ołówek, ale pewnie byli tacy bardziej bystrzy i otwarci, którzy mogli wyciągnąć wnioski, zacząć węszyć, powiedzieć o zajściu to tu to tam... a w mieście Łowca... Do tego aparaty i tak niepasująca do miejsca aparycja Skadi. Całe to tuszowanie. A potem płomienne przemówienie Harpii Ventrue.
Diana wtedy dopiero uświadomiła sobie w pełni jak ważne są Tradycje, że to nie tylko puste prawa, jakiś archaiczny kodeks, który jest bo jest, a realne wartości i zasady, które działają i mają ich chronić przed uwagą śmiertelnych.
Kto jak to, ale dziewczyna potrafiła to zrozumieć w pełnej krasie. Nie ważne jak cywilizacja szła do przodu, jak pędził postęp i technologia, ludzie byli zacofanym społeczeństwem. Zazdrosnym i bojaźliwym. Nie potrafiącym akceptować inności i dostosowywać się do skrajności. Niewiele było osób tak otwartych jak Diana za życia. Rozumiejących, dostrzegających pewne rzeczy, potrafiących wyjść poza te okowy ogólności ludzkości i stadnych zachowań. A większość z takich ludzi na pewno prędzej czy później stawała się częścią społeczności Spokrewnionych... tak jak ona, dostrzeżeni i wybrani...

A po mieście ganiał jakiś nieodpowiedzialny Parias, zapewne jakiś młody, zostawiony samopas biedak, który nie radził sobie ze sobą i tym co się działo. O ile dotąd sprawę można było potraktować bardziej polubownie, z mniejszym priorytetem, wyciszać zajścia i zbijać tropy, o tyle teraz...
O przedstawieniu w posiadłości na pewno w pewnych kręgach wciąż się mówiło, a kto chciał słyszeć to usłyszał. A skoro w mieście był Łowca, to ten już pewnie wiedział gdzie patrzyć i czego słuchać. Parias więc stał się zagrożeniem, już nie tylko sam dla siebie, a dla wszystkich wampirów.

-Mam nadzieję, że to tylko jakiś nieogarnięty, porzucony młodzik, który nie wie co jest grane. - Westchnęła do Dany idąc ulicą. Do Central dojechały taksówką, a teraz po prostu szły. Diana nie miała większego pojęcia, jak i gdzie zacząć. Tyle co pisały gazety. Ostatnie miejsce napaści wampira w szale było jedynym tropem i jedynym sensownym miejscem, w które można było zajrzeć na początek.
-Jak to jakaś większa podpucha, to będzie niezłe zaskoczenie... i pewnie kolejna przemowa Harpii, że Starsi olali jak się okazuje ważny temat. - Dodała pół żartem pół serio. Słodko - gorzkie spostrzeżenie po ostatnich wtopach starszych i niby bardziej doświadczonych wampirów.
Dotarłszy w okolice ostatniego zajścia Diana zaczęła się bardziej rozglądać i nasłuchiwać. Nie bardzo wiedziała czego szukać, więc starała się otworzyć na wszystko. Zdarzenie miało miejsce już jakiś czas temu, ale jeśli było krwawe, brutalne, agresywne czy intensywne w inny sposób jeszcze, powinno zostawić trwalszy ślad na otoczeniu i rzeczach, niż zwykły nieistotny przechodzień czy bywalec klubów. Miejsca tragedii i traum potrafią zostawiać wyraźne ślady na lata. I to właśnie tych nienamacalnych odcisków i tropów głównie starała się odebrać i zlokalizować, bo przecież świadkowie się rozeszli, krew zmyto, brud posprzątano...

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#2
Ledwo wprowadzona do świata mroku, Diana miała nieprzyjemność być świadkiem naruszenia Maskarady, i to przez Spokrewnionych, którzy mieli na karku setki lat, mających świecić przecież przykładem. Była to fatalna demonstracja, która jedynie pokazała młodszym jakimi hipokrytami potrafią być Elderzy.
Podczas gdy Sire Diany przekazał jej na swój sposób tyle ile mógł, bądź uważał za stosowne na temat Tradycji, to dopiero występ Ventrue, będący następstwem wydarzeń minionych nocy ,pokazał dziewczynie rzeczywistą wagę Pierwszej Tradycji. Nic tak dobrze nie obrazowało niebezpieczeństwa jak opowieść o setkach nieumarłych, którzy zostali wytępieni przez śmiertelników. Spokrewnieni nie byli bogami i mogli przez bydło zostać zniszczeni, dlatego zadbali o to, by śmiertelnicy nie byli świadomi ich egzystencji, ażeby nie dopuścić do podobnej tragedii.
Większość żółtodziobów i neonatów było, na szczęście, właściwie doedukowanych, dzięki czemu nie popełniali błędów takich jak parias, który stanowił obecnie pewne zagrożenie dla Maskarady. Jego znalezienie było konieczne, gdyż śmiertelne służby na pewno wciąż za nim węszyły. Trop był co prawda już zimny, ale być może istniała szanse na znalezienie tam jakichś śladów. Nie było jeszcze jasnym co tak naprawdę nim kierowało. Kreowanie scenariuszy na tym etapie zdawało się być zbyt przedwczesne.
Znalezienie taksówki nie zajęło na szczęście dużo czasu, a sam przejazd okazał się dość komfortowy. Diana na chwilę pozostała z własnymi myślami, choć nie do końca. Bliźniaczka stale była obok niej, nawet gdy siedziały w milczeniu przemierzając miasto automobilem. Dopiero po opuszczeniu pojazdu i zapłaceniu $2 przewoźnikowi, Diana mogła wreszcie porozmawiać z siostrą.
Image Myślisz, że to jakiś dzieciak? Jeśli to się potwierdzi, to tylko ułatwi to sprawę. — Dana podzielała te nadzieje. Podążała obok dziewczyny, rozglądając się z zainteresowaniem po okolicy.
Image Skoro Szeryf też go szuka, to wątpiłabym w to, że jest to podpucha. — Rzeczywiście, nie było powodów, by sądzić, że to jakaś ustawiona gra. Wszystko wskazywało na to, że sprawa była poważna.
Docierając na miejsce, Diana mogła zobaczyć niewyróżniający się budynek, na którego parterze mieścił się nieduży, niezwracający szczególnej uwagi, bar z szyldem "Bastards' Lounge". Malkavianka zaczęła rozglądać się za możliwymi śladami w okolicy baru. Ulicami wciąż przemieszczali się momentami ludzie, gdzie niektórzy kierowali się prosto do baru, a inni z niego wychodzili, bardziej lub mniej trzeźwi. Aktywność w tej części miasta była niemała, była to wszakże część Central, serca Wietrznego Miasta.
Minęło dobre parę tygodni od czasu zamieszania, jakie miało tu miejsce, a na zewnątrz nie było żadnych śladów, które mogłyby wskazywać, że coś się tam w ogóle zdarzyło. Ulica była w miarę czysta, pomijając chyba całkiem niedawną rzygowinę pod ścianą baru, którą musiał zostawić jeden z klientów mocno podtrutych alkoholem.
Image Hmm, zaczynasz wyglądać trochę jak agent prohibicji, wiesz? Haha. — Bliźniaczka zaśmiała się, stojąc oparta o ścianę baru, przyglądając się Dianie z założonymi rękoma. Faktycznie, jeszcze trochę i ludzie w okolicy mogliby zacząć czuć się nieco niepewnie, a ktoś mógłby zacząć zadawać pytania. Może był czas na to, żeby wejść do środka i pierwszym je zadać?

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#3
-Mam tylko nadzieję, że to nie jest specjalne działanie KOGOKOLWIEK. - Westchnęła niepocieszona. Jeśli to był jakiś szczeniak, zostawiony samopas, to powinno nie być trudno... z drugiej strony czy takiego gagatka już by nie znaleziono? Policja go szukała. Szeryf... i nic. Przecież pod ziemię się nie zapadł.
Jeśli jednak to było kogoś celowe działanie. Wypuszczenie takiego by zamieszania narobił i czekanie na następstwa. Jeśli Sabat się brzydko bawił? Mogli go trzymać w zamknięciu i spuszczać ze smyczy jak psa, kiedy chcieli się zabawić. Albo ktoś pułapkę mógł stawiać i czekać na myśliwego, który zająć się tym zechce... a potem jego cap!
Diana bała się całości tej historii i jej strasznego potencjału. Nie była gotowa na nic dużego. Brakowało jej umiejętności i doświadczenia. Nie była obyta w kontaktach z ludźmi ani wampirami, z własnych mocy też uczyła się dopiero korzystać. dlatego miała nadzieję, że to zwykły dzieciak... błąd popełnił... zwykły wypadek...
-Agent... co...? - Mruknęła wyrwana z gonitwy myśli i skupienia. Rozejrzała się. W sumie to Dana mogła mieć rację. Diana tylko potwierdziła to jęknięciem.
Ona do baru!? Spojrzała na siostrę powątpiewająco.
-Wiesz, że moje zdolności kontaktów międzyludzkich są na opłakanym poziomie? - Zapytała tak dla upewnienia. -Ja tylko książki... więcej gadałam z duchami niż z żywymi. Wyobrażasz sobie mnie w jakimś szemranym nocnym klubie z alkoholem? - Nie podobał jej się pomysł wejścia do środka. Ta myśl sama budziła strach i wielkie wątpliwości.
Ani ona nie wyglądała na bywalczynię takich miejsc, a tym bardziej zachować się nie potrafiła.

To był wciąż jednak jedyny trop. Może ktoś ze stałych bywalców coś widział i zapamiętał? Może ktoś z pracowników? Tylko jak tu zagadać? Może dla niektórych to było proste. Podchodzisz i pytasz, wyciągasz informacje. Witam, dobry wieczór, czy może Pan coś widział i wie. Aż prychnęła na te myśli. To nie jej bajka i nie jej zabawki, ale może warto mimo wszystko się rozejrzeć.
-Dana, podpowiadaj mi co robić... w razie czego... - mruknęła idąc do wejścia. Wzięła głębszy wdech, jeszcze raz pokrzepiła się w myślach... przecież zawsze może wyjść... no nie... po czym weszła do klubu.

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#4
Dana uśmiechnęła się i poklepała siostrę po ramieniu, po czym próbując podbudować jej pewność siebie, dodała.
Image Nie przesadzaj, nie jest z tobą aż tak źle. Wyluzuj się i wszystko będzie w porządku. Pamiętaj, że masz barwniejszą egzystencję, niż większość ludzi. — Barwniejszą egzystencję? Harper mogła się nad tym zastanowić i dojść do wniosku, że może rzeczywiście doświadczyła więcej niż inni. Jak wielu może się pochwalić kontaktami z duchami i innymi nadnaturalnymi stworzeniami? Nie tylko to, ale również sama była teraz czymś więcej. Wykonała kolejny krok na drabinie ewolucyjnej, stając się wampirem, drapieżcą żerującym na ludziach tak jak oni żerowali na innych stworzeniach. Nie potrzebowała alkoholu, by poczuć się wyjątkowa.
Będąc przekonana do wejścia na teren baru, mając w głowie jakiś ogólny plan działania, mając swoje wsparcie, mogła udać się do środka zanim ktoś zwróciłby na nią uwagę na ulicy. Wnętrze nie było szczególnie okazałe, stylizowane na zwyczajną, niedużą kawiarnię z kilkoma stołami i barem. Tylko za sprawą zasłyszanych wcześniej informacji Diana wiedziała, że gdzieś tam, możliwe, że na drugim końcu pomieszczenia, znajdowała się ukryta pijalnia alkoholu. Musiała ona w jakiś sposób umknąć uwadze policji, która badała tutejsze zajście. Nie było tu wielu klientów. Raptem dwójka mężczyzn przy samym barze oraz kilku klientów przy stołach pod ścianą i oknami. Paru popalało papierosa do kawy, a jeden z nich czytał w spokoju gazetę. Sam barman, szczupły, siwiejący brunet w fartuchu, z kilkudniowym zarostem na twarzy, czyścił akurat przybytek, przesuwając miotłą po ziemi pomiędzy barem a stołami.
Nic nie zwracało szczególnej uwagi dziewczyny. Ot zwyczajna kawiarnia, która akurat służyła za front dla baru z alkoholem. Nie było żadnych śladów po zamieszaniu, jakie parę tygodni wcześniej wywołał poszukiwany nieumarły. Dana z zainteresowaniem rozglądała się po wnętrzu i obserwowała ludzi, którzy zajmowali się swoimi sprawami.
Image Ktoś na pewno coś widział lub wie. Popytaj kogoś. — Rzekła Dana z lekkim uśmiechem, opierając się o jeden z pobliskich stołów i czekając na dalszy ruch wampirzycy. Nie wyglądało na to, by zamierzała prowadzić siostrę za rękę przez możliwą konwersację. Jej rolą było wszakże wsparcie i chronienie Diany, nie kierowanie jej ruchami.

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#5
Nie przesadzaj!? Wyluzuj!? Barwniejszą egzystencję!? No nieźle... jeśli barwniejszą, miała na myśli, że obie zginęły... to żart się udał. Diana jednak nie zaśmiała się i nie skomentowała tego. Stresowały ją takie miejsca, a ludzie w nich przebywający zapewne jeszcze bardziej. Może posiadała zdolności pasujące do detektywa, spostrzegawczość, spryt, bystry umysł, łatwość łączenia faktów i swojego rodzaju kontakt ze światem niematerialnym... ale kontakty między ludzkie i wszelkie interpersonalne akcje przychodziły jej z trudem i generowały stres. Może gdyby Dana nie umarła, gdyby były razem od dziecka... jak powinno być, to Diana byłaby dziś pewniejszą i silniejszą osobowością?
Może.

-Łatwo Ci mówić... - Syknęła do siostry półgębkiem już w środku. Popytaj kogoś. No jasne! Same chłopy w pomieszczeniu jakiś barman, a pewnie w głębi, w mniej oficjalnej części jeszcze więcej "miłego" towarzystwa. Na szczęście raczej tam nie musiała się pchać, jeśli ktoś coś widział, to pewnie właśnie stąd, a nie z prawdopodobnie pozbawionej okien pijalni głębiej.
Przełknęła ślinę i na ciężkich nogach skierowała się do gospodarza interesu. Obstawiała, że to chyba najlepszy start będzie. Może facet będzie potrafił wskazać jakiegoś świadka, nawet jeśli sam nic nie widział.
-Dobry wieczór. - Przywitała się mając nadzieję zwrócić na siebie uwagę mężczyzny. Czuła się potwornie nie na miejscu, w dodatku chciała pytać o straszne wydarzenia.
Dana wydawała się dobrze bawić, jakby takie miejsca w ogóle nie nastręczały jej żadnych trudności.
-Przepraszam... nie chciałabym przeszkadzać, ale szukam informacji o tym strasznym zajściu sprzed kilku tygodni. - Zrobiła wstęp jeśli mężczyzna raczył na nią spojrzeć. Była sobą, mało pewną młodą kobietą, nieco zakłopotaną, że zaczepia obcego.
-Proszę mnie źle nie zrozumieć, ten młody człowiek, to prawdopodobnie mój kuzyn. Straciłam z nim kontakt jakiś czas temu... bardzo pragnę go znaleźć... a to co się stało... Pan rozumie... Potrafi Pan powiedzieć mi coś więcej o tym co się wydarzyło....? Albo wskazać jakiegoś świadka? Proszę mi pomóc.... - Kłamała. To było jasne... dla niej i dla Dany, ale z drugiej strony jej niepewność, zakłopotanie i nieco wystraszona i przepraszająca postawa, wszystko uwiarygodniały. Była grzeczna, prosiła nie żądała... często to sprawdza się lepiej niż twarde oczekiwania.

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#6
Rzeczywiście, towarzystwo zdominowane przez mężczyzn mogło być nieco przytłaczające dla młodej dziewczyny, która z resztą charakteryzowała się nieco introwertyczną osobowością. Nikt tak naprawdę nie zwracał na nią uwagi. Każdy z siedzących gości zajmował się swoimi sprawami, czy to sącząc kawę, paląc papierosa, rozmawiając, czy wczytując się w kolejne strony gazety.
Mimo swojej przewagi nad śmiertelnikami, Dianę nieco przytłaczał stres wywołany przebywaniem w tym miejscu, jak i interakcją z ludźmi, do której się teraz przymuszała. Nie było to jej 'naturalne środowisko', czego nie dało się powiedzieć o widocznie zrelaksowanej Danie, która zdawała się dobrze czuć w miejscach publicznych.
Widocznie skupiony na pracy mężczyzna nie usłyszał dziewczyny za pierwszym razem. Dopiero, gdy powtórzyła, zwróciła jego uwagę. Barman przerwał zamiatanie i spojrzał w jej kierunku. Wysłuchał jej, marszcząc nieco brwi, stojąc oparty o swoją miotłę, wyrażając swoją twarzą emocje świadczące o zaniepokojeniu.
ImageNie było mnie tutaj, kiedy to się zdarzyło. Ronald wtedy obsługiwał. Wiem tylko tyle, że tamten człowiek postradał zmysły i mało nie posłał biedaka na tamten świat. — Mężczyzna pokręcił głową, wzdychając ciężko. Z tego co powiedział można było łatwo wywnioskować, że śmiertelnik, którego wampir zaatakował, zdołał przetrwać starcie.
ImageNawet jeśli to rodzina, to radziłbym trzymać się od niego z daleka. Ten człowiek jest niebezpieczny. Policja prędzej czy później go znajdzie. — Barman miał na względzie bezpieczeństwo Diany, to też odradził jej interakcje ze sprawcą zamieszania. Wyraźnie liczył na to, że zostanie zapuszkowany. Najwyraźniej trzeba było nieco podrążyć, by dowiedzieć się od niego czegoś więcej.

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#7
Tak, Dana wyglądała na pewną i zrelaksowaną. Znalazł się rekin barowy...
Jakim cudem bliźniaczki mogą się aż tak różnić? Identyczne w wyglądzie, w charakterze... no cóż...
Nie mogła się jednak nad tym zastanawiać. Właściciel, czy tam barman... zauważył ją dopiero po drugiej próbie nawiązania kontaktu... Aż przeszło jej przez myśl, żeby mu w glace strzelić... dopiero by było... ale to bardzie w stylu Dany... tylko jej żaden facet by nie zignorował, nawet wiele się starać o to nie musiała.

Kiedy mężczyzna jej odpowiedział zrobiła zaniepokojoną, nieco przestraszoną minę. To co mówił było straszne. Ten wampir musiał nieźle bałaganu narobić, ale z drugiej strony, skoro jego ofiara przeżyła, to albo w porę się opamiętał i uciekł, albo nie był na tyle silny by z dorosłym śmiertelnikiem sobie poradzić... nawet w szale...
Obie opcje były całkiem sensowne i budzące nadzieję. Mężczyzna nie chciał jednak o tym za dużo gadać i tylko odradził Dianie poszukiwania. Jeszcze bardziej się skrzywiła, ale pokręciła głową.
-Proszę mnie zrozumieć... on potrzebuje pomocy. Specjalistycznej. Boje się, że jak policja znajdzie go pierwsza, to zrobią mu krzywdę, a to dobry chłopak jest, tylko chory... - Jęknęła kontynuując swoją bajeczkę o zatroskanej kuzynce biednego chłopaka.
Usilnie przy tym nie patrzyła na bliźniaczkę. Mogła sobie tylko wyobrażać jej minę i co sądzi o takim podejściu do sprawy i do faceta... i to jak Dana by to rozegrała... a to z kolei pewnie nie podobałoby się Dianie.
-Musze z nim porozmawiać. Mogę być jedyną osobą, która może nakłonić go do spokojnego oddania się w ręce policji i pod opiekę. A na policji już byłam. Kazali nie przeszkadzać i siedzieć w domu. Dla nich to kolejny bandzior do odstrzału... bezlitosne bydlaki... przepraszam... - jęknęła na koniec za to, że dała się ponieść żalowi i odczuwanej niesprawiedliwości. Biedny kuzyn. Stawiała, że barman pracujący w TAKIM miejscu, raczej też za policją przepadać nie będzie, co może nieco zachęci go do współpracy. No i szła na litość. To najlepiej jej wychodziło. Przestraszona, płaczliwa, wątła istotka o gołębim sercu. Nic udawać nie musiała. Gdyby próbowała flirtów, nacisków czy gróźb... dopiero ta scena byłaby żałosna... a na pewno jej zakończenie.

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#8
Stojąc z miotłą człowiek westchnął ciężko, słuchając Diany, która zdawała się sprawiać wrażenie szczerze zaniepokojonej o członka rodziny. Jak na niedawno spokrewnionego żółtodzioba, całkiem skutecznie grała na emocjach niczego nieświadomego śmiertelnika, po którego twarzy można było ocenić, że chyba wierzył w to co mówiła mu rozpadająca się emocjonalnie dziewczyna, a może nawet i trochę sympatyzował. Nie był na miejscu, gdy wampir zaatakował, a wszystko co wiedział usłyszał od kogoś innego, tak więc cokolwiek wtedy miało miejsce, nie odcisnęło to na nim żadnego piętna, które mogłoby sprawić, że odmówi pomocy.
Image Ech, nie wiem jakie oni mają tam procedury, ale jak ma pani pomóc go złapać tak, żeby bez ofiar się obyło, to powinna pani porozmawiać z Ronaldem. To on obsługiwał lokal tamtej nocy. — Facet przetarł ręką zmarszczone czoło, przyglądając się Dianie litościwie.
Image Nie wiem, czy będzie skory do rozmowy, ale jeśli pani chce, to mogę zapisać jego adres. Mieszka kilka przecznic stąd. — Płacz i zgrzytanie zębów pomogły i facet się ugiął, choć był to i tak dopiero początek. Barman o którym wspomniał mógł mieć pewne opory, zwłaszcza jeśli rzeczywiście wampir był odpowiedzialny za krwawą scenę, no ale na martwienie się o to dopiero miała przyjść pora.
Mężczyzna odstawił miotłę na bok, po czym wyciągnął nieduży ołówek i kartkę papieru z kieszeni swojej koszuli. Po naniesieniu treści, przekazał karteczkę dziewczynie. Widniał na niej adres budynku znajdującego się stosunkowo niedaleko od baru.
Image Proszę. Mam nadzieję, że uda się pani pomóc w złapaniu tego człowieka. Tak będzie najlepiej dla niego i innych. — Dodał z nadzieją w głosie. Widać był jednym z tych ludzi, którym po prostu zależy na spokoju i bezpieczeństwie. Oj, jakże by ta nadzieja zgasła, gdyby wiedział, co czai się w mroku i czym był osobnik, który stał za atakiem w tym barze. Jak spojrzałby na rzeczywistość, gdyby wiedział o potworach, które kroczą tuż obok ludzi. Czy wciąż miałby tyle empatii i zrozumienia? Czy strach zdominowałby jego umysł? Mężczyzna jeszcze chwilę czekał, zastanawiając się czy jeszcze jakoś może pomóc dziewczynie, nim wrócił do zamiatania podłogi.
Image Całkiem sprawnie ci poszło. Ciekawe czy z tym całym Ronaldem pójdzie równie gładko. — Niewidzialna dla pozostałych towarzyszka Diany odezwała się dopiero, gdy ta zakończyła rozmowę i kierowała się do wyjścia.

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#9
Dziewczyna poczekała z niecierpliwością na karteczkę z adresem.
-Dziękuję Panu bardzo. - Westchnęła ze szczerą wdzięcznością odbierając karteluszek i zerkając na adres. Tak w razie czego czy nie zapisał tylko jakiegoś zmyślonego słowotoku by się odwaliła i by zapamiętać jeśli zgubiłaby notkę.
-Mam nadzieję, że uda mi się porozmawiać z Panem Ronaldem. - Rzuciła jeszcze w swego rodzaju podziękowaniu.
Potem już, nie chcąc dręczyć człowieka i niepotrzebnie się narażać, podziękowała wprost i wyszła na sztywnych nogach.

-Całkiem sprawnie!? - żachnęła się na progu na słowa siostry. Dobre sobie. -Żarty sobie robisz? Mało się tam nie popłakałam... i nie wiem czy ze strachu czy z jawnego żalu nad tą historią. - Westchnęła odchodząc czym prędzej od tego szemranego miejsca.
-Za to Ty się świetnie bawiłaś z tego co widziałam. - Mruknęła nieco urażonym tonem do Dany już po drodze.
Na szczęście nie było daleko do domu Ronalda, więc mogły iść pieszo i się przekomarzać.
-Ciekawe co to za człowiek i czy ta sama rzewna opowieść o kuzynie da radę. Jak jest ofiarą... może nie obejść się bez użycia Dyscyplin. - miała nadzieję że jednak się obejdzie. Demencja w jej zastosowaniu miała dotąd dwa skrajne skutki, ale super ten co chciała, albo kompletnie odwrotny, który wpędził w atak paranoi Morriego. Jak byłoby teraz? Z człowiekiem? Ofiarą napaści szalejącego wampira?

Zbliżając się pod wskazany adres zacisnęła wargi. Nie było za późno na takie wizyty? Nieprzyzwoicie w sensie? W końcu wciąż była zima i ciemno robiło się już popołudniu, może więc jednak, cała ta eskapada jakoś da radę.
Na miejscu zerknęła czy światła w oknach są zapalone, co świadczyłoby o czyjejś w domu aktywności. A potem zostało już tylko zadzwonić, albo zastukać do drzwi.

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#10
Mężczyzna skinął już jedynie głową na podziękowania i ekspresję nadziei dziewczyny, nim ta ruszyła do wyjścia, na powrót wdając się w dyskusję ze swą 'drugą połówką'.
Image Spokojnie, siostrzyczko. Nie ma się czego obawiać. — Dana próbowała podnieść wampirzycę na duchu, mówiąc do niej ciepłym głosem i obejmując lekko.
Image Nie musisz martwić się tymi ludźmi. Nie stanowią zbytniego zagrożenia, także głowa do góry. — Towarzyszka nieumarłej patrzyła na śmiertelników z góry. Nie była tak ludzka i pełna empatii jak właścicielka tego ciała. Harper mogła się zastanawiać, czy ona sama też się taka stanie z biegiem czasu. Być może by jej to pomogło w tej nocnej egzystencji.
Image Jeśli był przy tym ataku, to pewnie nie będzie szczególnie skory do pomocy. Ale spokojnie, jakoś go pociągniesz za język. — Odparła, z jednej strony pobudzając zmartwienie dziewczyny, a z drugiej ją uspokajając.
Docierając pod kilkupiętrowy apartamentowiec, Diana zobaczyła, że w kilku oknach światło się wciąż świeciło. Niemożliwym było określenie, które okno należało do Ronalda. Sprawdzając kartkę, na którym widniał numer pokoju, mogła spokojnie go poszukać. Podążając za numerem, dotarła na drugie piętro budynku pod wskazane drzwi. Gdy zapukała, w pierwszej chwili nie było odzewu. Zapukała ponownie i raz jeszcze, a po chwili z wnętrza odezwał się męski głos.
ImageIdę, już idę! Kogo tam diabli niosą o tej porze. — Sądząc po czasie, jaki był potrzebny, by uzyskać odzew, jak i również po głosie, można było stwierdzić, że człowiek ten spał, gdy Diana przybyła pod jego drzwi, z czego trudno, by miał być zadowolony. Po chwili można było usłyszeć otwierany zamek w drzwiach, które mężczyzna nieznacznie uchylił, wyglądając przez szparę wraz z światłem dobiegającym zza jego pleców. Poczochrane, brązowe włosy i wąs jasno świadczyły o jego niedawnym opuszczeniu łoża. Przetarł swoją twarz i oczy, przyglądając się samotnie stojącej w korytarzu dziewczynie.
ImageStało się coś? O co chodzi? — Spojrzał mętnym wzrokiem, powoli dochodząc do siebie po nagłej pobudce. Nie wiedział kim jest jego gość, ani jaki był powód wyrwania go ze snu. Raczej nie sposób było oczekiwać pozytywnej reakcji na to, z czym Diana do niego przyszła. Musiała dobrze pomyśleć w jaki sposób go podejść, by nie zatrzasnął jej przed nosem drzwi.

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#11
Słowa Dany jakoś mało przekonywały dziewczynę, ale była za nie wdzięczna. Dotąd nawet na takie wsparcie liczyć nie mogła. Niemal od dzieciństwa sama, na pewno nierozumiana nawet przez ojca, odludek i w ogóle... a po przemianie czuła jedynie presję i niemal ciągle spojrzenie wiercące jej tył głowy.
Teraz miała wsparcie w postaci Dany i jak różnie i niestosownie siostra mogła się zachowywać, to nie było możliwości by Diana ją odtrąciła w jakiś sposób. Mogły nie we wszystkim się zgadzać, ale były siostrami, teraz już razem, na zawsze... po co się żreć...?

Zapukała znajdując się pod odpowiednimi drzwiami, ale tak naprawdę nie wiedziała kogo zastanie, kto drzwi otworzy, w jakim nastroju i jak sytuację rozegrać. Musiała improwizować. Stres jakoś nie pomagał w tym wszystkim.
Nie musiała nawet słyszeć głosu człowieka, kiedy otworzył drzwi, widocznie wyrwany ze snu, uderzyła ją ura złości mężczyzny. Trudno się dziwić. Nikt nie lubi jak się go budzi... zwłaszcza jak się jest ofiarą jakiś traum i chce się tylko mieć święty spokój.
-Najmocniej Pana przepraszam, że budzę o tej porze. Nie było to moją intencją. - Grzecznie zaczęła przeprosinami i szczerą skruchą.
-Nazywam się Diana Harper i przyszłam błagać Pana o pomoc. - Westchnęła nie kryjąc obaw i zakłopotania. Znowu weszła w rolę zmartwionej i zdesperowanej kuzynki.
Nie wiedziała jak facet zareaguje na jej następne słowa, obserwowała więc zmiany w jego aurze, starając się dobierać słowa, tak by go od razu nie spłoszyć, albo jeszcze bardziej nie wkurzyć, no i w razie czego być gotową do wsunięcia stopy między drzwi a framugę, gdyby chciał je jej zatrzasnąć przed twarzą.
-Jest Pan jedyną osobą, która może mi pomóc, a ja jedyną, która może odszukać chłopaka, który Pana zaatakował i przekonać go by się poddał i odpowiedział za to co zrobił. - Jeśli dął jej mówić, mówiła dalej, skorzystała z okazji również jeśli się zawahał, a nie zaczął od razu krzyczeć i ją wypędzać.
-Ten chłopak, który Pana zaatakował kilka tygodni temu, to mój nieszczęsny kuzyn. Niech Pan mnie źle nie zrozumie, nie chcę go bronić. Musi odpowiedzieć za to co zrobił! Jest jednak poważnie chory, policji to nie obchodzi. Jeśli go nie znajdę i z nim nie porozmawiam, może zrobić krzywdę jeszcze komuś albo sobie. Mnie nie skrzywdzi. Musi mi Pan pomóc... proszę... niech mi Pan powie dokładnie co się stało tamtego wieczoru. Jak doszło do sytuacji... wszystko co Pan pamięta. Proszę. - Wyrzuciła z siebie tą samą bajeczkę. Była dość wiarygodna, a Diana wyglądała naturalnie na typ osoby, która o bliskich się martwi i pomóc chce. Postanowiła nie korzystać z Demencji, nie teraz... nie potrafiła jej dobrze kontrolować, zostawiła więc zabawę z emocjami na broń ostateczną, jeśli wszystko inne zawiedzie...

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#12
Mężczyzna był nieco zmieszany, ale niepozorna aparycja Diany i szczere przeprosiny zdawały się przynajmniej na chwilę udobruchać mieszkańca apartamentu, słuchającego co dziewczyna ma do powiedzenia. Pokiwał głową w reakcji na przeprosiny i odpowiedział.
ImageEh, nie ma sprawy, to czego pani potrzebuje? — Póki co wybaczył jej to najście o późnej porze, pozwalając, by powiedziała, co miała do powiedzenia.
Na twarzy Ronalda pojawiła się widoczna powaga i pewne zmartwienie, gdy Harper wspomniała o pomocy, jakiej desperacko od niego potrzebowała. Gdy jednak doszła do tematu sprawcy ataku w barze, jego grymas się zmienił na bardziej nieprzyjemny. Skrzywił się, niemalże wzdrygając na jej słowa. Nie zaczął jednak krzyczeć, ale za to z pewną podejrzliwością zadał jej poważne pytanie.
ImageChwileczkę, jest pani z policji czy innych służb? Bo już im wszystko wyjaśniłem. Chociaż w sumie pani nie wygląda. — Zmarszczył brwi, zastanawiając się przez chwilę, czekając na wyjaśnienia jego gościa.
Nieco zniechęcony, może trochę zniesmaczony i zmęczony, wsłuchał się w odpowiedź dziewczyny, wzdychając ciężko i kręcąc oczyma. Przyjrzał się dobrze błagającej o pomoc Diany z pewną litością w oczach.
ImageCholera jasna... Myślałem, że mam to już za sobą... Do diabła, muszę się napić czegoś ciepłego. — Zrezygnowany, ziewając otwarł szerzej drzwi, odsunął się a następnie ruszył w stronę prosto urządzonej kuchni w jasnych kolorach ze stołem stojącym pod oknem. Miał na sobie tylko jasny podkoszulek i na prędce założone spodnie z wiszącymi szelkami.
ImageChce pani herbaty? — Rzucił do gościa przez korytarz wstawiając wodę w czajniku, po czym wygrzebał z kieszeni spodni paczkę papierosów i odpalił jednego od kuchenki.
ImagePali pani? — Zapytał, gdy dziewczyna była już w pomieszczeniu, nim zasiadł ostatecznie przy kuchennym stole, gdzie pod samą ścianą leżała ledwo zapełniona, szklana popielniczka. Wskazał kobiecie miejsce po drugiej stronie, na odsuniętym krześle. Nie był ani trochę zachwycony tym, że musiał odbyć tę rozmowę, co było po nim jasno widać.
ImageTo co chce pani konkretnie wiedzieć? — Jego ton i wyraz twarzy, gdy zaciągał się papierosem, wyraźnie mówiły, że mężczyzna chciał jak najszybciej mieć to za sobą. Nie było sensu więc przeciągać, a przejść do sedna tego, co Harper chciała z niego wyciągnąć.

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#13
Czuła zmieniające się w mężczyźnie emocje. Jego aura była niestabilna. Widocznie jednak postawa zmartwionej dziewczynki działała. Mężczyźni to jednak mięczaki. A na pewno właśnie tak pomyślała sobie Dana. Dziewczyna już sobie wyobrażała jej minę za jej plecami i to jak oczami właśnie wywraca, gdy mężczyzna zrezygnowany zaprosił ją do środka.
Postanowiwszy, że nie będzie się przejmować jakimiś zasranymi konwenansami i innymi bredniami, o tak później porze weszła do mieszkania obcego mężczyzny. Cudownie... ojciec pewnie się w grobie przewraca, o matce nie wspominając.
-Dziękuję najmocniej, ale proszę się nie kłopotać. I tak czyni mi Pan wielką uprzejmość. - Powiedziała na zapytanie o herbatę. Postanowiła kontynuować swoje delikatne, trochę niezręczne podejście.
Kiedy zapytał o papierosy, pokręciła głową, a potem usiadła skromnie z drugiej strony stołu.
-Nie jestem z policji. Policja nie chce nawet ze mną gadać. Mają wszystko w poważaniu, a mojego kuzyna najpewniej od razu zastrzelą jak go tylko znajdą. - Jęknęła na wstępie. -Jestem pewna, że jak z nim pomówię, to się podda. Obejdzie się bez kolejnych ofiar... tylko muszę go znaleźć przed policją... - westchnęła, dając chwili ciszy napełnić atmosferę. -Niech mi Pan opowie proszę, co wydarzyło się tamtej nocy. W co był ubrany mój kuzyn, czy coś mówił... w którą stronę uciekł... wszystko co mogłoby mi pomóc go namierzyć... no i może łatwiej będzie mi zadać konkretne pytania, gdy poznam przebieg tego nieszczęsnego wieczoru... - Mówiła powoli. Wciąż obserwowała aurę mężczyzny, badała jego emocje i uczucia, by jeśli będzie trzeba w odpowiednie z nich uderzyć, zagrać jak na harfie, by osiągnąć pożądany efekt.

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#14
Ciekawym było, jak szybko młoda wampirzyca podłapała i zaczęła korzystać ze sztuki manipulacji celem osiągnięcia swoich celów. Była jedynie żółtodziobem, spokrewnionym nie dawniej jak parę tygodni temu, a już nauczyła się owijać śmiertelników wokół swojego palca. Udawanie bezradnej, smutnej i zdesperowanej dziewczyny nadzwyczaj dobrze jej szło. Aczkolwiek, tak naprawdę nie do końca była to gra. Nie w pełni. Nie mniej, była przekonująca, co przydało jej się w interakcji ze śmiertelnikami tego wieczoru, w toku śledztwa mającego na celu zlokalizowanie wampira.
Zmęczony mężczyzna siedział na przeciw dziewczyny na wpół ubrany, zdając się nie czuć zbyt komfortowo. Cokolwiek widział tamtej nocy sprawiło, że chciał wyrzucić wspomnienie tamtych wydarzeń z pamięci i żyć dalej bez wracania do tego. Paląc papierosa przyglądał się dziewczynie marszcząc brwi i co po chwila spoglądając na czajnik z wodą, który za nic nie chciał jeszcze gwizdać będąc obserwowanym przez sennego Ronalda.
ImageTen facet jest niebezpieczny, agresywny i nie ma bata żeby poddał się dobrowolnie. Widziałem do czego jest zdolny. To psychopata. — Strząsając popiół z papierosa prychnął nieprzyjemnie na wspomnienie o możliwym poddaniu się tego niebezpiecznego przestępcy, nim dziewczyna kontynuowała prosząc o detale odnośnie tamtego wydarzenia, zwracając uwagę na więzi rodzinne między nią a sprawcą ataku. Właściciel lokalu mruknął pod nosem zaskoczony.
ImageTo był pani kuzyn? Do diaska. Rodziny się nie wybiera. — Wciągnął kolejną chmurę dymu do płuc, nim wypuścił ją z ust, odwracając głowę. Znów spojrzał mętnym wzrokiem na Dianę, dumając przez chwilę. Wreszcie westchnął ciężko zrezygnowany, po czym wcisnął się mocno w oparcie swojego krzesła.
ImageNo dobra... Jeśli ma to pomóc go zamknąć bez dalszych ofiar... — Odchrząknął, pokiwał głową i mówił dalej, choć widać było, że nie miał na to szczególnej ochoty.
ImageNie była to jeszcze aż tak późna godzina i sporo gości dopiero się rozkręcało. Mieliśmy duży ruch. W pewnym momencie wszedł ten facet. Z jednej strony wyglądał normalnie, miał niepozorną sylwetkę, trochę umorusane ubrania. Ale co było niepokojące to jak blady on był. W pierwszej chwili by człowiek pomyślał, że gość chory, ale ruszał się dosyć żwawo. — Chwila przerwy, strzepnięcie już do połowy skróconego papierosa i mężczyzna kontynuował.
ImageNerwowo, wściekle wręcz, rozglądał się dookoła, wyraźnie kogoś szukając. Podał hasło, a że nie spodziewałem się jakiego rabanu narobi, to wpuściłem go i poszedł na tyły. Tam się zaczęło. — Znów przerwał na chwilę, zaciągnął się i wypuścił z płuc chmurę trującego dymu i pokręcił głową, zaczynając dalszą część sprawozdania.
ImageNie minęła dłuższa chwila, jak z tyłu zaczęła się szamotanina i krzyki, aż w końcu wyleciał stamtąd jeden z gości, czy raczej został wyrzucony przez tego bladego typa. Ten blady gość rzucił się na niego tak jak ten leżał i zaczął go okładać jak opętany, bryzgając krwią dookoła. Kiedy próbowaliśmy go powstrzymać z paroma klientami i obezwładnić, gość okazał się być diabelnie silny i też oberwaliśmy. Dalej atakował tego biednego człowieka gołymi pięściami. Dopiero za sprawą interwencji kolejnych klientów udało się go przegonić, ale... — Ciężko westchnął, kręcąc głową i mrużąc oczy, wspominając traumatyczne przeżycie.
ImageTen człowiek, ofiara napaści znaczy się, był w strasznie opłakanym stanie. Jak go pogotowie zabierało, to mówili, że może nie przeżyć. Nigdy czegoś takiego nie widziałem jak żyję. Napastnik musiał być na jakichś prochach, inaczej tego nie jestem w stanie wytłumaczyć. — Ronald przetarł twarz, na powrót przeżywając szok minionej nocy. Dźwięk gwizdka w czajniku zwrócił uwagę zdenerwowanego śmiertelnika. Wstał i zalał kubek z herbatą w milczeniu, zatrzymując się w tej pozycji na chwilę, nie odwracając się jeszcze do Diany.

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#15
Na pierwsze zdanie mężczyzny zrobiła smutną i skruszoną minę... w sumie cały czas taką miała, mogła dorzucić spuszczenie wzroku. Wszystko się jednak powoli składało. Facet wreszcie zaczął gadać. Niechętnie, ale to nie miało znaczenia. Jego humor ani komfort psychiczny nie mógł równać się z zagrożeniem jakie stanowił wampir szalejący bez opieki czy nadzoru.
Słuchała uważnie, starając się wyłapać istotne detale. To, że był blady i wyglądał jak chory, jakoś nie było niczym dziwnym, wampir... Bóg raczy wiedzieć w jak złej kondycji...
-Niestety... mój kuzyn ma poważne problemy... - Westchnęła smutno przytakując mężczyźnie po pierwszej części opowieści. Do tego stuknęła palcem w skroń dając do zrozumienia, że psychiczne kłopoty ma na myśli. -Do tego jeśli jeszcze chodzi o jakieś dragi, albo alkohol... niech Bóg się zmiłuje... - Jęknęła i dała skończyć facetowi jego historię.
-Słyszał Pan o co się pożarli? - Skoro były krzyki, to może przewinęło się tam jakieś słowo klucz, jakieś nazwisko, interes nieudany, za który jej niby kuzyn przyszedł tamtemu łomot dać. Cokolwiek. Kolejna wskazówka.
-A... przepraszam bardzo, kim był zaatakowany człowiek? - Może był pośrednikiem w jakiejś akcji... w sumie to zaczynała wątpić czy chodziło o jakieś szemrane sprawy śmiertelników. Jeśli ten wampir nie wiedział do końca co się z nim dzieje i informacji szukał? Może sądził faktycznie, że ma takie jazdy po jakichś prochach?
-Proszę mi powiedzieć... skoro to był gość... z tyłu... to z całym szacunkiem na pewno znacie stałych bywalców. Co mi może Pan o nim powiedzieć? Może to jest trop do mojego kuzyna. Do kogo następnego i po co mógł pójść, skoro widocznie nie dostał tego co chciał od tamtego biedaka? W końcu nie było żadnej napaści od tygodni... - Westchnęła myśląc gorączkowo na głos, usiłując wciągnąć w tą burzę mózgów mężczyznę. Starała się o ton, by i on poczuł się przydatny, że coś pomógł, a nie tylko był ofiarą. Ludzie lubią być przydatni, jeśli nie czują, że są wykorzystywani.

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#16
Z trudem wyciśnięte przez mężczyznę informacje zaczynały rysować jakiś konkretny obraz zdarzenia, jakie miało miejsce te parę tygodni wcześniej. Było to jednak tyle, ile na dobrą sprawę można było się domyślić. Wampir przyszedł, zaatakował kogoś i uciekł. Tak naprawdę można było krótko podsumować zrelacjonowane zdarzenie. Brakowało istotnych detali; kogo? dlaczego? Diana miała zamiar wydobyć tyle informacji z mężczyzny, ile to było możliwe. Wystarczyło zadać jeszcze kilka właściwych pytań, by wejść na konkretny trop i móc zacząć nim podążać w kierunku wampira o wciąż nieznanej tożsamości.
ImageNarkotyki, co? Ciężka sprawa. To potrafi zeżreć mózg. — Skomentował, wrzucając kostkę cukru do kubka z herbatą i poczynając mieszać gorący napój łyżką. Nie miał powodów, by podważać słowa dziewczyny, to wierzył w praktycznie wszystko, co mu podrzuciła, byle go dalej urabiać, pobudzając jego empatię i humanizując nieumarłego napastnika.
ImageImienia nie znam. Nie pracowałem z tyłu na tyle długo, by znać wszystkich ludzi. — Wzruszył ramionami podnosząc kubek i niosąc go do stołu, siadając przy nim i przecierając oczy. Rzeczywiście, jeśli obsługiwał głównie zewnętrzną, legalną część baru, to można było rozumieć braku jego znajomości klientów zza ściany.
ImageKtoś z tamtejszej klienteli pewnie go zna. Musiałaby pani tam popytać. — Ronald ziewnął ospale, czekając aż herbata nieco wystygnie, a także aż ta rozmowa się zakończy. Miał dość, to było widać. Spoglądał momentami w stronę okna i przemierzających ulicę co jakiś czas automobilów. Wyglądało na to, że zmęczenie śmiertelnika górowało. Choć nawet i bez tego raczej byłby to ślepy zaułek. Nic nie wskazywało na to, by wiedział wiele więcej niż mówił. Nie miał też powodu, by zatrzymywać coś dla siebie, skoro zależało mu na szybkim zamknięciu sprawy i powrotu do snu. Z resztą, wydawał się wykazywać wyraźne chęci pomocy w ujęciu sprawcy tego zamieszania, przedstawiając dziewczynie dokładny opis zajścia i zapewniając jej wszystkie informacje, jakie posiadał.
Dopytując się o hasło, jakie wymagane było, by dostać się na tyły lokalu, gdzie serwowany był alkohol, mężczyzna niechętnie je Dianie podał. Miała poprosić barmana o "świeżo parzoną". To miało być hasło, jakie zapewniło by jej dostęp na tyły, gdzie mogłaby przepytać klientelę celem poznania tożsamości nieszczęśnika, a także możliwego powodu ataku.

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#17
Nie zna imienia i w zasadzie tożsamości osoby, którą wpierw zaatakował wampir. Liczyła na więcej, ale obserwując aurę mężczyzny i słuchając jego pulsu nie znalazła podstaw by mu nie wierzyć. Nie kłamał. Nie miał po co i nie zdradzał absolutnie żadnych oznak stresu czy zdenerwowania z kłamstwem związanych.
-Dziękuję Panu za pomoc i za poświęcony czas. - Odpowiedziała więc zbierając się do wyjścia.
-Przepraszam raz jeszcze za najście o takiej porze. Dobranoc. - Dodała nim zamknęły się za nią drzwi mieszkania. Hasło na tyły baru przyjęła z równie wielką wdzięcznością jak całą resztę informacji.
Jej mina, z zatroskanej zmieniła się na nieco zaniepokojoną i rozzłoszczoną dopiero na ulicy.

-No i musimy tam wrócić?! - Wyrzuciła z siebie z wyrzutem. Nie na bliźniaczkę rzecz jasna, ale miała nadzieję nie wracać już do tego baru - kawiarni. Tym bardziej teraz, jak miała przebić się do tyłu do części dla pijących. Nie miała dobrych przeczuć. Mogła zagrać zmartwioną kuzynkę, czy inną zmiękczającą serce małą rolę, ale wbić się jak do siebie do baru z alkoholem w środku nocy?!
-Nie dam rady Dana! Jak to sobie wyobrażasz, że sobie od tak, podam hasełko i wbiję na tyły i co....? No...? Zacznę wypytywać każdego siedzącego tam opoja, czy nie kojarzy jak się nazywa i kim był ten typ co go zmasakrował ten dziwak kilka tygodni temu!? - Parsknęła. Może dla kogoś innego to był właśnie dobry plan i tak by zrobił. Ale dla Diany?!
Zatrzymała się niedaleko owej "kawiarni" targana wątpliwościami. Wciąż szukała innego sposobu, innego wyjścia... skąd wziąć trop... No to był jej jedyny i najlepszy trop obecnie!
Przecież tam już jej nie pomoże raczej historyjka o kuzynce, ckliwe słówka i zapłakane oczy. Bóg wie, kto tam przyłazi i w jakim stanie obecnie mogą być te pijusy! Tylko biedy może sobie napytać...

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#18
Spragniony snu, niewątpliwie utęskniony za swoim łóżkiem mężczyzna skinął głową i życzył Dianie powodzenia i dobrej nocy, popijając ciepłą herbatę. Dziewczyna wydobyła tyle informacji, ile się dało, po czym opuściła budynek. Nie było tego wiele. Gorzej, Malkavianka mogła poczuć, że wyszła stamtąd właściwie z pustymi rękoma. Wciąż nie znała tożsamości ani sprawcy, ani nawet ofiary. Była zmuszona udać się z powrotem do tamtego baru, a co gorsza, do tej najmniej dla Diany atrakcyjnej części, pełnej zalkoholizowanych śmiertelników. Nie podchodziła do tego z optymizmem, czemu by miała. Co innego Dana. Było widać jej zadowolenie, gdy razem opuszczały budynek i kierowały się w tamtą stronę.
Image Spokojnie, na pewno ktoś z tamtych bywalców widział dobrze co się stało i będzie w stanie powiedzieć kim był ten zaatakowany facet. Nie będziemy tam długo. Dasz radę siostrzyczko. — Bliźniaczka swym pozytywnym głosem starała się uspokoić Dianę i podnieść ją trochę na duchu, zapewniając o stosunkowo łatwej drodze do sukcesu na tym etapie śledztwa. Rzeczywiście, nie mogło to być szczególnie trudne. Fakt, nie było to przyjemne miejsce, nie dla Diany. Musiała się jednak przemóc, by uzyskać więcej konkretnych informacji. Swoje wsparcie miała cały czas przy sobie. Najważniejsze było jednak to, że była inteligentna i nawet dość zaradna, szczególnie jak na 'początkującego' wampira. To też było z resztą powodem, dla którego została wybrana przez swojego stwórcę.
Pozostało wejść do środka i kontynuować śledztwo. Gdzieś tam był ktoś, kto miał rzucić więcej światła na sprawę i pokierować Harper do kolejnego celu. Prędzej czy później musiała dotrzeć do tego wampira, nawet jeśli ta droga miała być nieco długa i wyboista.

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#19
Entuzjazm Dany nie udzielał się siostrze. Raczej ją martwił. Jej bliźniaczka naprawdę widziała w takich miejscach obiekt rozrywki?! Diana wolałaby siedzieć teraz i kończyć czytać tą dziwną książkę od Morriego, albo ćwiczyć cokolwiek innego, niż znowu stanąć pod drzwiami do tego klubu.
-Taaaak... - Jęknęła i darowała sobie wyrażanie na głos kolejnych wątpliwości i argumentów, że ona nie jest dobrą osobą, do szukania informacji w takim miejscu. Sama jednak podjęła się choć próby poszukania tego wampira rozrabiaki, więc nie mogła się poddać tylko dlatego, że informacji musiała szukać w jakiejś spelunce wśród pijaków. Może nie będzie tak źle? Ostatecznie co jej zrobią? Jeden z drugim może polecieć na jej ładną buźkę i zgrabny tyłek... najwyżej po zębach dostaną jak przegną.
Ostatecznie ucieknie... albo co gorsza Dana weźmie sprawy w swoje rączki...

Wzięła pokrzepiający wdech i weszła ponownie do środka.
Starał się wyluzować, jakby nie bywała w takich lokalach i wcale nie była zażenowana i przestraszona jak królik pod miedzą. Spokojnie rozejrzała się by ogarnąć klientów tutaj i położenie barmana. Zastanawiając się, co tu właściwie robi ruszyła właśnie w jego stronę.
Kolejny dyskretny wdech. Zatrzymała się przy mężczyźni i gdy ten raczył spojrzeć na nią, lub zapytał co podać lub w czym pomóc, wtedy się odezwała.
-Dobry wieczór. Ponownie. Mam ochotę na świeżo parzoną. - Poprosiła przyjaznym tonem, jakby najnormalniej w świecie składała zamówienie. Miała nadzieję, że w bardziej wyszukany sposób hasła wplatać w rozmowę nie musiała. I tak kto miał wiedzieć o co chodzi, ten wiedział.
Teraz zostało spokojnie, bez nerwów, poczekać aż człowiek zaprowadzi ją we właściwe miejsce i tam się rozejrzeć. Międzyczasie postarała się wyostrzyć swoje zmysły, nie wzrok czy węch, słuch może trochę tak, podsłuchane rozmówki i ploteczki też mogą coś podsunąć, skupiła się jednak bardziej na tych nadnaturalnych zmysłach, by móc widzieć aury klientów, ich zmiany i zachowanie. W końcu, gdy rzuci tematem dość głośno, ich reakcje powinny być dość jasnym sygnałem, kto może wiedzieć więcej lub znał ofiarę lub nawet napastnika.

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#20
Dziewczyny mimo wizualnego podobieństwa, różniły się we wszystkich innych kwestiach. Miały właściwie skrajnie odmienne osobowości, spojrzenie na rzeczywistość i preferencje, jak chociażby przebywanie w miejscach takich jak to. Dana rwała się wręcz na tyły, zaintrygowana tym, co może tam zobaczyć, podczas gdy właścicielka tego nieumarłego ciała była niechętna i sceptycznie nastawiona do tego miejsca i ludzi w nim się znajdujących.
Wypowiedziawszy hasło, jakie podał jej pan Ronald, barman, który z resztą widział już Dianę niedawno, spojrzał po niej wymownie i pokiwał głową, jakby w myślach rzucił do siebie coś jak "no tak, dał jej hasło". Gestem ręki zaprosił ją, by poszła za nim. Udali się na drugi koniec pomieszczenia, gdzie znajdowały się, dobrze ukryte za niepozorną zasłoną, drzwi do drugiej, mniej legalnej części baru.
Oczom Spokrewnionej ukazała się znacznie bardziej ciasna, mniej czysta sekcja, gdzie czuć było woń kiepskiej jakości alkoholu, i gdzie jakiś tuzin mężczyzn siedzących zarówno przy samym barku, jak i również na ławach pod ścianą, zajętych było opróżnianiem kieliszków, rozmową i śmiechami. Gdzieś tam zauważyć można było nawet wychudzoną, kobiecą sylwetkę. Tylko kilku mężczyzn zwróciło uwagę na wampirzycę, która pojawiła się w środku. Jeden z nich, widocznie wstawiony, mrugnął do dziewczyny zalotnie, lekko kiwając się na stołku, podczas gdy pozostali, zmierzywszy dziewczynę wzrokiem, odwrócili się, wracając do swoich spraw.
Można było mieć nadzieję, że ktoś z tych ludzi miał odpowiedzi na palące Dianę pytania. Nie było innego miejsca, gdzie mogła je uzyskać. Ktoś z tych mężczyzn zapewne był tam, gdy doszło do tragedii i byłby w stanie powiedzieć kilka słów na ten temat, o ile alkohol nie odjął takowemu jeszcze mowy, a było to nieco prawdopodobne.

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#21
Za wszelką cenę starała się trzymać spokojnie. Zignorowała wymowne spojrzenie barmana i dała się w milczeniu zaprowadzić na "zaplecze". Nie było już niestety tam tak przytulnie. Duszno i śmierdziało potem, alkoholem i tytoniem. Aż się Dianie w głowie zakręciło, a zalotne oczko od podchmielonego klienta jakoś nie pomogło. Stała tak chwilę, niedługo, żeby nie zrobiło się całkiem niezręcznie, albo podejrzanie. W tym czasie jednak każdego z przebywających tu mężczyzn... i kobietę, obrzuciła wzrokiem... choć można powiedzieć, że obrzuciła ich całym swoim czułym pakietem zmysłów i tych naturalnych i nadnaturalnych. W drodze do baru zerkała już na tych, którzy z pozycji przy wejściu byli niewidoczni. Słuchała oddechów, bić serc, szumu krwi w żyłach, starała się dostrzec aury, które mieli te pijaki, jak co wieczór gdy zapijali mordy, by łatwiej wyłapać zmiany, które chciała niebawem wywołać. Oczywiście, miało to też drugi powód, skoro raz był tu wampir w "interesach", to mógł się tu kryć inny Spokrewniony. Wolała wiedzieć, niż mieć niemiłą niespodziankę.
Starając się by się nie potknąć o własne nogi podeszła do baru, prosząc się w duchu, żeby nie przyłożyć odruchowo żadnemu gburowi, który złapałby ją tyłek... jeszcze nie.
stanęła przy barze udając, że ignoruje przebywających już przy nim klientów. Zaczekała na barmana... ktoś w końcu w tej części też musiał obsługiwać.
-Jestem przyjaciółką Ronalda. Właśnie odwiedziłam biedaka. Facet w rozsypce jest po tym okropnym zajściu, nie sądziłam, że ten atak aż tak nim trzepnie. - zaczęła spokojnie, z lekkim smutkiem wręcz i żalem. Podjęła inną drogę, niż przy Ronaldzie właśnie, w takim miejscu ckliwa historyjka o kuzynce, mogłaby nie przejść... a kto, ktoś jakby się dowiedziała, że jest rodziną napastnika, to i jej mogło się oberwać, a tak, stawiała się po stronie ofiary, barmana, ich zioma, dzięki któremu mogli chlać bezpiecznie.
-Niewiele chciał mi opowiedzieć, przysłał mnie tu. Biedaczysko chyba dalej szok go trzyma. Chcę wiedzieć co się tu stało tamtej nocy. Kim był ten gówniarz, który tu wparował, kogo zaatakował najpierw, że Ron musiał interweniować i sam oberwał. - Ostatnie zdanie wypowiedziała w takim stylu jak rozkaz. Nie prosiła o pomoc, chciała odpowiedzi, nie zostawiała miejsca na sprzeciwy, ale robiła to w miarę taktownie i grzecznie, podlewając wszystko soczkiem z Ronalda i mając nadzieję, że nie rozpęta tutaj zaraz żadnej dzikiej burzy. Mówiła jednak dość głośno, nie kryła się z tematem, jakby był najnormalniejszy w świecie, nie szeptała, ludzie na około mieli usłyszeć, o co pyta. A ona dalej obserwowała ich aury, odruchy i zachowania, słuchała tętna i oddechów, szukając celów, które były w sytuacje zamieszane w jakiś sposób.

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#22
Spokrewniona nie utrzymała uwagi większości mężczyzn zbyt długo. Drink i papieros, czy też kompani rozmów, były ważniejsze, niż obca, choć niebrzydka, dziewucha, która przypadkiem zabłąkała się do tej części przybytku. Diana rozejrzała się dobrze, widząc mieniące się barwy aur, ujawniające w większości pozytywne nastroje, opanowanie i spokój, choć w kilku przypadkach zwracające uwagę na przykrą gorycz, czy nawet smutek u tych bardziej wyciszonych i samotnie sączących trunek z kieliszka. Nic nadzwyczajnego, przynajmniej dla takich, którzy często wizytują w barze. Malkavianka dopiero jednak poznawała kulturę tego miejsca, która w tej chwili była dla niej dość obca.
Wreszcie spod lady wyłonił się barman, facet nieco szerszy w pasie niż jego kolega na przodzie, o pulchniejszej twarzy i widocznym, czarnym zaroście i krótkich włosach. Postawił na ladzie butelkę i przyjrzał się nowoprzybyłej, badając ją wzrokiem przez krótką chwilę. Gdy dziewczyna się do niego zwróciła, ten uniósł brew, spoglądając podejrzliwie.
ImageEhe. — Mruknął pod nosem potwierdzająco na jej słowa, biorąc się za wycieranie szklanek i kieliszków, by następnie polać siedzącemu nieopodal mężczyźnie. Spokrewniona dobrze zdawała sobie sprawę, że jej zwyczajowa taktyka nie miała szans przynieść tutaj zbytnich rezultatów, to też obrała nieco inną, bardziej bezpośrednią strategię.
ImageTa, paskudna sprawa. — Odpowiedział swoim dość grubym głosem, którego ton był neutralny, żeby nie powiedzieć obojętny. Nie wydawał się być zainteresowany dyskusją. Był zajęty obsługiwaniem klientów i czyszczeniem lady. Paru mężczyzn kątem oka spojrzało w stronę Malkavianki, gdy zaczęła mówić o rozróbie minionej nocy.
ImageZamawiasz coś, panienko, czy jak? — Zniecierpliwiony rzucił pytaniem, utrzymując silny dystans w stosunku do Diany. Nie należała ona do grona klientów. Być może dlatego mężczyzna kompletnie zignorował zapytanie dziewczyny, która przyszła robić przesłuchanie, nie przykładając się jednak przy tym do kręcącego się tam biznesu. Diana była bystrą wampirzycą, to też łatwo była w stanie wydedukować co powinna zrobić, by uzyskać jakieś, chociażby szczątkowe, informacje od barmana.

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#23
Miała ochotę zgrzytać zębami. W przeciwieństwie do Dany nie bawiła się dobrze.
Robiąc dobrą minę do złej gry rozmawiała z mężczyzną... choć to nawet ciężko rozmową było nazwać, bo ten tylko burczał pod nosem nic niewnoszące "odpowiedzi" na jej zaczepki.
Nie było co się poddawać, obserwowała aurę barmana i najbliższych gości, by móc pewniej obrać kierunek rozmowy.
A ta, jak widać nie miała zamiaru skleić się bez odpowiedniej ilość alkoholu.
-Ależ oczywiście. - odpowiedziała swobodnie... we własnym mniemaniu, bo czuła jak jej martwy żołądek ściska się i z nerwów i z obrzydzenia. Zerknęła na siostrę szukając podpowiedzi co zamówić i zdała się w tym względzie na jej opinię. W końcu to Dana zdawała się być bywalcem takich miejsc, więc podobne obycie może być przydatne.
-Ten gówniarz, który odpowiada za akcję, bywał tu wcześniej? Znał hasło. - Podjęła ponownie gdy pierwsza transakcja została zrealizowana. Trzeba było wiercić dalej, jak nie barman, to w aurze kogoś w pobliżu dojrzy wyczekiwaną reakcję.
-Kto oberwał pierwszy? Ron mówił, że dostał taki łomot, że zbierać nie było co. - Wzięła w dłoń szklaneczkę czy kieliszek, który dostała i bawiła się nim palcami, grając na czas.
-Swoją drogą młody chyba w powietrzu się rozpłynął, albo pod ziemię zapadł, że go jeszcze gliny nie złapały. Zadziwiające.... - Kontynuowała badając reakcje słyszących ją ludzi. Miała w dłoni nietkniętą porcyjkę gotową nawet by wylądować w czyimś gardle... chętnym do rozmowy.

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#24
Oczywistym było, że śmiertelnik coś wiedział o tej sprawie. Dopóki jednak nie rzuciła chociaż kilku centów na blat, nie było jednak mowy o tym, by z jego gęby wyszło cokolwiek użytecznego. Na dobrą sprawę nawet nie zwracał na dziewczynę zbytniej uwagi. Był tak pochłonięty czyszczeniem lady, szklanek i kieliszków, a także obsługiwaniem znajdującej się przy ladzie klienteli, że Diana równie dobrze mogła w tej chwili nawet nie istnieć. Dopiero gdy towarzyszka Spokrewnionej wskazała jej, by zamówiła szklankę whisky, która kosztowała ją dwadzieścia pięć centów, barman zaakceptował istnienie i obecność swojego gościa, przystając na moment przy niej, gdy postawił przed nią pustą szklankę i zalał ją trunkiem o nieco złocistym zabarwieniu. Wampirzyca miała teraz chwilową uwagę mężczyzny, więc mogła zadać mu kilka pytań, na które odpowiedzi powinny rozświetlić nieco sprawę.
ImageTa, był tu parę razy. — Odpowiedział, acz dopiero po chwili namysłu, robiąc następnie krótką pauzę. Biorąc pod uwagę, ilu klientów ta knajpa może mieć dziennie, dobrze że w ogóle zapamiętał twarz napastnika.
ImageCo prawda dość dawno, ale akurat ten gość zapadł w pamięć. — Kontynuował, wzbudzając zainteresowanie Diany. Ciekawym było co takiego zrobił, że zapadł barmanowi w pamięć. Jeśli Diana ośmieliła się zapytać, to ten odpowiedziałby, że relacja tamtej dwójki była napięta już dawniej, gdy widział ich rozmawiających w barze.
ImageKto kogo? Facet wszedł nabuzowany i zaatakował Lestera bez słowa. Jak na cherlawo wyglądającego typa był całkiem silny. — Skomentował nadzwyczajną siłę fizyczną napastnika, oddając się chwilowemu, krótkiemu namysłowi, gładząc się przy tym po brodzie. Zdradził dziewczynie jakiej ten wampir był postury. Musiał wyglądać niepozornie. Najciekawsze jednak było, że ta dwójka się znała i było między nimi widoczne napięcie.
ImageNo, trochę dziwne, że policja jeszcze go nie złapała. Może to dzieciak któregoś z tych ważniaków, diabli wiedzą. — Mężczyzna wzruszył ramionami, sugerując scenariusz przekupstwa policjantów, przecierając teraz kolejną szklankę. Był to dla Harper wątpliwy scenariusz. Jako wampir musiał po prostu wiedzieć jak się ukryć, o czym świadczył z resztą fakt, że nawet Szeryf Kimbolton i jego Ogary nie zdołali dopaść go jeszcze w swoje łapy. Po tej wymianie zdań barman spojrzał z zainteresowaniem na nieruszoną jeszcze whisky nieumarłej. Jeśli ta dopytała go o wygląd napastnika, to barman podumał moment, by po zebraniu myśli stwierdzić, że ni cholery nie pamięta i wzruszając ramionami.
ImageTy, szukasz tego skurwiela, który poturbował mi kumpla? — Usłyszała męski głos dobiegający gdzieś zza jej ramienia. Odwracając się mogła zobaczyć młodo wyglądającego, dobrze zbudowanego człowieka, który sprawiał wrażenie sportowca. Musiał słyszeć całą rozmowę, włącznie z początkiem, gdzie wspomniała o swojej znajomości z Ronaldem, gdyż gość bardzo szybko się z nią zaprzyjaźnił i chętnie przyjął szklankę trunku, który trzymała w dłoni. Przenieśli się we dwoje nieco głębiej, znajdując wolne miejsca pod ścianą, gdzie usiedli na przeciwko siebie. Rzeczywiście, był kolegą Lestera i był obecny na miejscu, gdy doszło do napaści. Był jednym z pierwszych, których wampir posłał na deski, gdy bronili człowieka przed wściekłym atakiem nieumarłego.
Opisał on wygląd bezimiennego. Miał być stosunkowo młody, bo nieco po dwudziestce, przeciętnego wzrostu, cherlawej postury i gładkiej twarzy. Osobnik charakteryzował się też brązowymi, w miarę krótko ściętym włosami. Miał wyglądać jak pospolity student, którym najwyraźniej był, a miał ostatnio na sobie zwyczajny, szary garnitur i białą koszulę. Mając jednak na uwadze fakt, że strój ten był mocno zaplamiony juchą, gdy opuszczał bar, bardzo możliwe, że przez ten czas zmienił odzienie. Wiele więcej nie wiedział, bo osobiście go nie znał. Wiedział tylko, że on i Lester mieli ze sobą na pieńku.
Gdy próbowała dowiedzieć się czegoś o ofierze napaści, jej nowy towarzysz rozmowy zdradził jej, że nazywał się Lester Wood, i miał wciąż przebywać w szpitalu ze względu na rozległe obrażenia. Najwyraźniej wciąż był w kiepskim stanie. Rozważając możliwość rozmowy z Lesterem, musiała brać pod uwagę możliwość, że nie będzie w stanie nic z niego wydusić.

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#25
Zamówienie alkoholu podziałało. Może barman nagle nie stał się przyjacielem do rany przyłóż, ani tym bardziej dżentelmenem, ale rozwinął nieco temat i odpowiedział na jej pytania. Obracała szklankę w palcach słuchając co mówi, jego opisów i relacji. Nie powiedział jej wiele więcej niż już wiedziała, ale nakierował ją bardziej na tego biedaka, który najmocniej oberwał, a którego ratować usiłował Ron i inni.
Ciekawe co ich łączyło...

Kiedy zaczepił ją gość, który podsłuchiwał słusznie kilka minut, uśmiechnęła się do niego z jakimś żalem i zmęczeniem, skinęła głową i dała zaprowadzić się do stolika. Oczywiście chętnie podsunęła mu swoją szklanicę.
-Usiłuję, ale przepadł jak kamień w wodę. - Westchnęła. Podparła się łokciem na blacie, a brodą o dłoń i oka z rozmówcy nie spuszczała. Nie usiłowała flirtować, choć jakby typ miał takie wrażenie to jego sprawa. Ona dokładnie wierciła swoimi gałami jego duszę, słowa i intencje, badała czy nie kłamał i czy nie wie więcej niż mówi.
-Lester Wood... - Westchnęła. Nic jej w tej chwili to nie mówiło. Musiałaby w ciszy i spokoju poszukać w zakamarkach pamięci, w swoim Pałacu Umysłu, czy nie trafiła nigdzie wzmianki takiego nazwiska, w gazecie, ogłoszeniach i tym podobnych mediach, w różnym kontekście, zarówno, że był ostatnio ofiarą napaści, a może było o nim znać coś wcześniej.
-Kim on jest? Co mógł mieć wspólnego z jakimś bladym, narwanym gówniarzem, na tyle ważnego, że ten go tak stłukł... biedak... - Zapytała równocześnie zastanawiając się na głos dalej nad tym przypadkiem.

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#26
Początki śledztwa były dość ciężkie i nie przynosiły szczególnie zadowalających rezultatów, gdy Diana przepytywała śmiertelników mogących mieć jakieś informacje. Teraz jednak zdawało się, że wreszcie trafiła na właściwy trop. Znalezienie bliskiego znajomego ofiary napadu było doprawdy szczęśliwym trafem, który zapewnił nieco bardziej klarowny obraz całej sytuacji, jak i również punkt zaczepienia.
Zagłębiając się we wspomnienia z wyczytanych w gazecie, czy zasłyszanych w radiu wiadomości, dziewczyna zdała sobie sprawę, że mowa o tym zdarzeniu w istocie była, jednak bardzo ogólnikowa i bez wspomnianych nazwisk. Rzeczywiście więc, nie sposób było pozyskać stamtąd żadnych istotnych informacji.
ImageLester? Grał w baseball. Byliśmy w tej samej drużynie. Cholernie ciężko trenował, bo chciał dostać się do ligi. Teraz to chyba nic z tego nie będzie. Ech, cholera. Ten mały zasraniec. — Ciężko westchnął rozczarowany, jak i również zmartwiony, przeklinając pod nosem agresora, który posłał jego kumpla do szpitala.
Lester nie był więc nikim wielkim ani ważnym. Zwykły sportowiec i nic więcej. Nie wyjaśniało to w żaden sposób czym sobie zasłużył na taki los. Kumpel Lestera nie wiedział nic na temat konfliktu między nim a jego napastnikiem. Miał on nawracający raz na jakiś czas temat wspomnianego studenta zbywać jako coś mało istotnego, to też nigdy nie udało się w to zagłębić.
Póki co jednak, Spokrewniona posiadała ogólny rysopis poszukiwanego wampira oraz informacje o istniejącym już wcześniej konflikcie między nim a ofiarą, co dawało solidny trop. Być może wizyta w szpitalu, gdzie przebywał Lester Wood, mogła pomóc uzyskać dalsze odpowiedzi. Wszakże wciąż brakowało informacji, które miałyby pomóc zlokalizować nieumarłego, ukrywającego się gdzieś w mieście. Nie było co prawda pewności, czy Wood byłby w stanie rozmawiać, jednak skoro był jedynym, który wiedział coś o wampirze, to rozmowa z nim była jedyną opcją. Kumpel Lestera nie miał problemu z podaniem adresu szpitala, gdzie miał on przebywać. Nie było to szczególnie daleko.

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#27
Lester Wood... Nic konkretnego, może jakieś zmianami w tabelach sportowych, ale nic ciekawego ani ważnego. Jej rozmówca powiedział więcej.
Pokiwała głową. Zanosiło się na koniec rozmowy i na wizytę w szpitalu.
- Dzięki za pomoc. - rzuciła krótko. Wstając zamówiła jeszcze jedną szklaneczkę trunku, który miał wylądować w rękach jej rozmówcy. Na podziękowanie i niemą zachętę pytającą czy to już wszystko.

Gdy wszystkie słowa wypowiedziano, spokojnym krokiem wyszła z baru.
Było późno, nawet nie próbowała ruszać do szpitala. Nie miałaby jak wyjaśnić swoją tam obecność po nocy.
Wróciła do domu.
W drodze zastanawiała się jak dalej pociągnąć to śledztwo. Usiadła w fotelu, była mentalnie wyczerpana tą nocą. Za dużo kombinowania, za dużo udawania....
-Jeśli ten cały Lester jest wciąż nieprzytomny to klapa. - westchnęła w końcu poirytowana. - A nawet jak nie, to wcale nie ma pewności że będzie chciał ze mną gadać. - zagryzła wargę.
- Byłoby łatwiej jakby zmarł. Mogłabym wywołać jego ducha i z nim pogadać. A tak co?! Jak jest wciąż w ciężkim stanie to nagle nie ozdrowieje! Chyba że... Nie nie nie... Ale to może być jedyną opcją... Zbyt ryzykowne... Nie, wcale nie... - Ostatnie zdania mówiła już jakby do siebie, chodząc po salonie i głośno rozważając niewypowiedziany pomysł.

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#28
Poznawszy imię i nazwisko ofiary, a także adres szpitala, w którym przebywał, Spokrewniona miała solidny punkt zaczepienia. Jeden i jedyny trop, ale jednak dający jej możliwość dalszego ruchu i kontynuowania śledztwa. Można było mieć jedynie nadzieję, że facet byłby na siłach, żeby rozmawiać, i naturalnie by miał do tego w ogóle jakieś chęci. Kolega Lestera uprzejmie pożegnał Dianę i życzył jej powodzenia. Widać rodził wielką nadzieję, że uda się znaleźć napastnika i doprowadzić go przed oblicze sprawiedliwości. Malkavianka miała tę samą nadzieję, aczkolwiek w społeczności nieumarłych sprawiedliwość za takie czyny wyglądała zgoła inaczej.
Wreszcie, dziewczyna opuściła tę zasmrodzoną alkoholem i wypalonym tytoniem lożę. Wreszcie mogła 'odetchnąć' świeżym powietrzem. W rzeczywistości, co prawda, nie robiło jej to większej różnicy, gdyż jej płuca nie pracowały, więc dym papierosowy jej nie szkodził. Czuła jednak jego zapach, a także utrudniał on nieznacznie widok. Tutaj jednak, na zewnątrz, było przejrzyście i czysto. Nawet spokojnie, można by rzec, przynajmniej w porównaniu z hałasem, jaki towarzyszył jej w środku.
Image Na razie się tym nie martw. Największym problemem będzie raczej wejście do szpitala, bo o tak późnych godzinach mogą niekoniecznie chcieć kogoś wpuścić. — Dana zwróciła uwagę na problematyczną kwestię, która niewątpliwie utrudni kontakt z pacjentem komuś spoza jego rodziny. Ale Diana nauczyła się już grać na emocjach śmiertelników, więc bardzo możliwe, że poradziłaby sobie i tam.
Powróciła w swoje progi i siadając oddała się myślom oraz dyskusji ze swoją towarzyszką.
Image Hmm? Chcesz nakarmić go krwią? Tatko nie mówił przypadkiem, że to z człowieka zrobi twojego niewolnika? — Zaśmiała się lekko. Od razu wiedziała, co Diana miała na myśli, wcale jednak nie przedstawiając żadnych obiekcji w tym temacie.
Image Sportowiec, pewnie silny, kto wie czy nie przystojny... Mógłby się przydać. — Mruknęła sugerująco, podsuwając wampirzycy plusy, jakie opowiadały się za realizacją tego właśnie pomysłu. Oczywiście, było ich więcej, ale dla intelektualistki takiej jak Diana, ktoś o silnych mięśniach byłby niewątpliwie bardzo przydatny.

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#29
- Miałaś mi odradzić ten pomysł!- krzyknęła bez wyrzutu, za to z lekkim uśmiechem. Siostra od razu pojęła o co jej chodzi i o zgrozo wcale nie była przeciw. Chyba nawet ją podpuszczał.
- To szaleństwo.- westchnęła i znowu usiadła. Zawiesiła wzrok na bliźniaczce zastanawiając się.
- Tatko?... Podanie krwi zrobi z niego ghula... Nie niewolnika... Nie całkiem... Chodzi o to, że typ będzie wtedy bardziej skory do współpracy, a najważniejsze, że jego stan się powinien poprawić... Mam rację? - powiedziała z lekką nutą nieśmiałości. Kiedyś coś takiego do głowy by jej nie przyszło. Zadziwiające jak punkt siedzenia zmienia pole widzenia.
- A co do odwiedzin, to może damy rady, weźmiemy kwiaty i wciśnie się jakaś nie do końca prawdziwa historyjkę... No i jest aby marzec, zmrok zapada popołudniu, jak wyjdziemy zaraz o zmierzchu to będzie jeszcze przyzwoita godzina.- rzuciła bardziej swobodnie i rzeczowo na ruszony przez Dane problem. Brzmiało to jak początek jakiegoś planu... Lepszego nie miały...

Re: Za tamtym Pariasem! (I)

#30
Plan w teorii był prosty. Wejść do szpitala, odwiedzić Lestera, podać mu krew i uzyskać niezbędne informacje, a potem się ewakuować ze szpitala i szukać dalej wampira. Bułka z masłem. Diana wolała nie zastanawiać się nawet w ilu punktach plan może się zjebać.

Jak rozmawiała z siostrą, kolejnego wieczoru chciała wybudzić się jak najszybciej po zmierzchu, by uszykować się i ruszyć o zmroku nie o tak późnej godzinie. Taksówka, po drodze jakaś kwiaciarnia by kupić przyjacielski bukiecik dla chorego i do szpitala. Miała dokładny adres więc nie musiała szukać.
Zaplacila taksiarzowi i z bukiecikiem udała się wprost do recepcji szpitala.
- Dobry wieczór. Ja do Lestera Wooda.- powiedziała grzecznie, bez zbędnych ceregieli przechodząc do konkretów. Jeśli na tym etapie nie będzie problemów to nie będzie musiała wciskać żadnych historyjek. Oby.
Jeśli więc pielęgniarka pokieruje ją, to dziewczyna ładnie podziękuję i bez zwłoki ruszy we wskazanym kierunku by zatrzymać się dopiero na sali pacjenta. Jeśli nie... Cóż ... Zaczną się historyjki...

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości