Polowanie na Wilki (IV)

#1
Minęły dwie, może trzy noce zanim cokolwiek ruszyło się w sprawie tartaku i tajemniczego pudełka znalezionego w głębinach skrytki na miotły. Czas jednak płynął specyficznie w pogrążonym chłodnym wiatrem Chicago, a jedynym co przypominało Spokrewnionym o przemijającym czasie był wiecznie obecny i stopniowo rosnący głód Bestii, które domagała się świeżej krwi. Wieczór był wyjątkowo szczęśliwy dla właściciela baru gdzie Noah zastawił swoją przynętę, a sam lokal zdawał się porządnie wypełniony mniej lub bardziej wesołymi klientami. To czy i jak głęboko wątpliwość na temat sukcesu planu który wymyślił Noah zaczęła wbijać się w jego martwe serce było zagadką znaną jedynie przez niego samego. Ostatecznie jednak cierpliwość okazała się jedną z największych cnot, którymi powinien interesować się wampir i stosownie nagrodziła Pariasa, gdy od lady odbił się nieznajomy ruszając prosto w kierunku stołu przy którym siedział Pan Johnston.

Mężczyzna przypominał bardziej niedźwiedzia niż człowieka, wielki i szeroki, z gęstą zaniedbaną brodą ukrywająca dolną część jego twarzy. Gruby zimowy płaszcz jedynie dodawał mu kolejny cali w barach, a dźwięk obitych roboczych butów potrafił przebić się bez problemu ponad hałas rozmów i śmiechów. Jednak gdy nieznajomy osadził się na krześle przy stoliku Noaha, jeżeli Spokrewniony posiadał jakiekolwiek niepewności i ewentualne poczucie zagrożenia od strony tego mężczyzny, spojrzenie jego oczu zaraz rozwiało takie myśli. Ten człowiek był zlękniony do szpiku kości, blada skóra, przekrwiony od alkoholu nos i niespokojne dłonie jedynie potwierdzały tą obserwacje. Człowiek rozglądnął się przez ramię na zebranych gości baru, oblizując popękane wargi zanim rozpoczął półszeptem.

- Noah, tak? Słuchaj, weź sobie kase i broń, ale oddaj mi resztę, dobra? Zero urazy, rozejdziemy się i tyle.-

Re: Polowanie na Wilki (IV)

#2
Dwie noce. Nareszcie. Nadszedł ten moment, w którym przyjdzie im przesłuchać kolegę z tartaku i ruszyć - miejmy nadzieję - sprawę wilkołaków do przodu. Marcus przybył do lokalu nieco wcześniej przed Johnstonem, nie chcąc wzbudzać podejrzeń. Usiadł przy stoliku kawałek dalej, zamówił sobie piwo dla niepoznaki i tak sobie po cichu siedział, czekał z Noahem na ich cel.
I wreszcie przybył ich człowiek. Galloway na chwilę zawiesił na nim wzrok, podobnie jak pewnie paru innych klientów, gdy dotarły do niego ciężkie kroki tego człowieka. Wyglądał dokładnie tak jak można by opisać stereotypowego drwala. Toż to góra, nie człowiek! Jednak poza groźnym wyglądem raczej nie stanowił zagrożenia. Powiedziałby wręcz, że to niedźwiedź o zajęczym sercu. Kto wie, może ich przesłuchanie nie będzie takie trudne? A może bał się czegoś więcej poza konfrontacją z Noahem?
Marcus pochylił się ponuro nad swoim kuflem w zamyślonej pozie, jakby kontemplował coś bardzo ważnego i bardzo niemiłego. Potrzebował wtopić się w tłum. Ciągłe wpatrywanie się albo łypanie w kierunku Noaha i jego "gościa" mogły spalić jego przykrywkę. Mimo to dalej uważnie nasłuchiwał, starał się wyłapać wszystkie najważniejsze informacje z ich rozmowy.

Re: Polowanie na Wilki (IV)

#3
Parias, zgodnie z ustalonym planem, wszedł do środka pubu kwadrans później od Marcusa, żeby dać mu czas na wtopienie się w tłum. Bezklanowiec zanim wykonał jakąkolwiek akcję, pierw skoncentrował się na wampirycznej mocy, która w nim drzemała. Dzięki wyjątkowej więzi z własną naturą, która stała w opozycji do Bestii, mężczyzna przywołał barwy życia na swojej skórze. Przypominał żyjącą i oddychającą istotę, wilka w owczej skórze. Dopiero w takiej formie podszedł do barmana, kupił piwo, a następnie usiadł przy stoliku znajdującym się na środku salki, ponieważ chciał być łatwym celem obserwacji.
Nastąpiło czekanie. Noah nie wiedział, ile ono potrwa, na szczęście jego flegmatyczna natura lepiej znosiła nudę od reszty ludzi. Starał się zachować czujność, nie wiedział czy przybędzie jeden, czy więcej osób. W końcu przybył. Gigant, chłop rosły jak dąb. Widok takiego osobnika nieco zestresował Johnstona, gdyż nie czuł się na siłach, aby walczyć z takim bydlakiem. Na szczęście jegomość okazał się, przynajmniej na razie, chętny na podjęcie dialogu. Wampir wskazał mu otwartą dłonią wolne siedzisko.
— Tak, to ja. Zapraszam. — Odezwał się przyjaźnie. Postanowił przyjąć taktykę małych kroków. Jeżeli wielkolud nie wykazywał jeszcze agresji, Johnston postanowił wykazywać się sympatią w stosunku do nieznajomego. — Chętnie oddam pana własność, ale najpierw chciałbym zadać panu kilka pytań. Potem, mam nadzieję, pożegnamy się serdecznie i każdy z nas uda się we własnym kierunku. Na początku, proszę, niech się pan przedstawi.
Po wypowiedzeniu ciepłych słów, niezdradzających agresji, nieumarły postanowił wykorzystać kolejnego asa z rękawa. Skupił się na swych oczach, aby przebudzić w nich vitae. Aktywował Widzenie Aury, ponieważ chciał monitorować stan aury, jaka emanowała z rozmówcy.

Re: Polowanie na Wilki (IV)

#4
Mimo zwiększonego ruchu Marcus na całe szczęście był w stanie wychwycić najważniejsze elementy rozmowy pomiędzy masywnym drwalem a drobnym Pariasem. Niektóre końcówki lub pomniejsze słowa potrafiły zgubić się pomiędzy krzykiem jednego z gości a dźwiękiem stukającego szkła, jednak stosunkowo dobre osadzenie obserwowanej rozmowy jak i własnego tyłku pozwalało detektywowi zrozumieć przeprowadzoną konwersacje.

Miejsce było pełne śmiertelników, pełne mijających się obecności i aur. Noah dzisiejszego wieczoru miał o wiele trudniejsze zadanie niż podczas badania zwłok i mimo wysiłku udało mu się jedynie zauważyć jasny blask bijący od strony nieznajomego, z pewnością symbolizujący jego całkiem żywy stan w przeciwieństwie do Pariasa i jego towarzysza.

-Słuchaj, nie mam czasu na takie gierki, a także tobie będzie lepiej jeśli oddasz mi to co ukradłeś i zapomnisz o sprawie. Zaufaj mi gościu, nie chcesz w tym grzebać. -

Ano właśnie, ukradłeś. Noah nawet nie tyle co zabrał rzeczy należące do kogoś innego, zrobił to po włamaniu się na cudzą posesję i porządnym przegrzebaniu prywatnych rzeczy najpewniej należących do nieznajomego przed nim. Szybkie przeanalizowanie sytuacji pozwoliło Noahowi zignorować ten delikatny problem - ostatecznie chodziło o życie innych osób, w tym także jego. Chodziło o zagrożenie ze strony istot o których ci słaby śmiertelnicy nie mieli pojęcia, a te przedmioty z pewnością przydadzą się bardziej dobru ogólnemu niż jakiemuś dryblasowi, który w zamian za pieniądze poświęcił życie swoich pracowników. Czasem trzeba po prostu coś zabrać, żeby ochronić innych przed własną niezdarnością. Zwłaszcza jeśli można potem szantażować kogoś z pomocą jego własnych narzędzi.

Degeneracja Człowieczeństwa dla Noah Johnston

Re: Polowanie na Wilki (IV)

#5
Noah rzeczywiście dopuścił się aktu włamania na prywatny teren tartaku oraz dokonał kradzieży dóbr. Mało tego, przymknął także oko na Celeste, która najprawdopodobniej pożywiła się nocnym stróżem. Parias chciał być użyteczny w szeregach Camarilli, ponieważ wiedział, iż był pierwszym do odstrzału, dlatego budował swoją wartość. Od tego zależało jego przetrwanie. Chłodna, pragmatyczna racjonalizacja dokonanego przestępstwa odebrała mu cząstkę tego, kim był za życia i nawet tego nie odczuł.
Badanie aury nie przebiegło tak sprawnie, jakby się tego spodziewał. Istotnie, w pubie dzisiaj było wielu klientów, a każdy z nich rozpraszał Pariasa. Niemniej udało mu się pozyskać cząstkę informacji. Jasna poświata, zauważona za sprawą metafizycznego widzenia, zaniepokoiła mężczyznę. Niby wszystko wskazywało na kontakt z człowiekiem, jednak z jakiegoś powodu Noah podskórnie przeczuwał coś zgoła odmiennego. Postanowił zachować czujność oraz skupienie.
— Proszę pana, gierki już dawno się skończyły — mówił poważnie, utrzymywał dalej neutralny ton. — Trzech brutalnie zamordowanych robotników, którzy byli na tyle zdesperowani, aby podjąć się tajemniczego zlecenia, hm? Nieudolna próba usunięcia wszelkich śladów w samym zakładzie wskazywała na pośpiech, ale coś panu powiem, skoro taki laik jak ja potrafił dodać jeden do jednego, co jeśli zajmą się tym bardziej wykwalifikowani ludzie? Cóż, z całą pewnością coś odkryją, ale co potem? Kolejne zgony? Kolejne próby zamiatania pod dywan? — odwoływał się do logiki i sugerował oczywiste konsekwencje sprawy zostawionej samopas. Już teraz panował okropny syf i jeżeli nikt tego nie powstrzyma, sprawy wyjdą poza kontrolę.
— Widzę, że nie kierują panem pieniądze, gdyż nie chce ich pan. Dlatego, błagam, niech pan spojrzy w przyszłość. Co jest tak cennego w Czerwonym Klonie, że jedni wysyłają straceńców na śmierć, a drudzy zabijają? Być może chciwość Biura do tego doprowadziła, ale z całą pewnością nie jest to warte kolejnych śmierci, ani uwagi miasta, która na pewno się pojawi, jeżeli nic z tym nie zrobimy. Proszę, niech pan to przemyśli.

Re: Polowanie na Wilki (IV)

#6
Masa ludzi. Hałaśliwych ludzi. Mimo to Marcus nasłuchiwał, ile mógł, by samemu wiedzieć tyle, co Noah. Dla niepoznaki przyłożył szklankę do ust, jakby chciał wziąć łyka, lecz najwyżej wciągnął nosem aromat spienionego trunku. Opuścił szkło na stół i wsłuchał się uważniej w rozmowę.
Rozmówca Johnstona wydawał się zdenerwowany. Zrozumiałe, biorąc pod uwagę sytuację, w której się znalazł. Lecz czy bał się on Noaha? A może strach, który gdzieś tam przeczuwał skierowany był w stronę jego niespodziewanych "zleceniodawców"? Do tego używał ciekawego słownictwa. Z jednej strony brzmiał jakby ostrzegał Noaha przed zagłębianiem się w tę sprawę; z drugiej jakby mu wręcz groził.
Noah dobrze gadał. Jeśli ktoś tak "zielony" w kwestii prowadzenia śledztwa dał sobie radę tak szybko połączyć kropki, to co zrobią profesjonaliści? Podejrzani nie mieliby w takim wypadku nawet czasu na zabawę w zacieranie śladów. Skłonienie człowieka do współpracy podparte logiką i rozsądkiem... Brzmiało dobrze, lecz czy podziała na osobę potencjalnie kierującą się w tej chwili przede wszystkim emocjami i strachem? Ludzie w strachu lubią robić różne durne rzeczy.
Na razie nie będzie interweniował. Noah dawał sobie radę. Gdyby jednak przyszło co do czego...

Re: Polowanie na Wilki (IV)

#7
Argumenty Noah były w sumie jak najbardziej rozsądne, jednak nie dość że sam Parias nie był największym z mówców i demagogów, to mężczyzna naprzeciw niego najprawdopodobniej znalazł się w tej sytuacji właśnie przez brak kierowania się większym rozsądkiem. Dodać do tego strach który zaczął przeradzać się w irytację, a irytacja w gniew i już po chwili rosły drwal wydawał się jakby dwukrotnie urosnąć, mimo że fizycznie nic takiego się nie stało. Ostatnie słowa Pariasa zostały niemalże przerwane przez uderzenie otwartej, wielkiej dłoni mężczyzny o blat stołu przy którym oboje siedzieli, po którym sam śmiertelnik odezwał się z wyraźnym gniewnym tonem w swoim głosie.

- Gówno mnie obchodzi przyszłość o której gadasz, koleś. Moje znajduje się poza tym parszywym miastem, a jeśli tobie jest życie miłe także powinieneś się wynosić. A teraz oddawaj moje pieniądze. -

Po ostatnich słowach drwal podniósł się z krzesła i utkwił spojrzenie swoich drobnych, głęboko osadzonych ślepi w postaci Pariasa. Przyspieszony oddech, zarumieniony polik i pozycja w jakiej zaczął się nadstawiać informowały o możliwym nadchodzącym zagrożeniu od strony mężczyzny. Oczywiście podniesiony głos i wcześniejszy dźwięk dłoni o blat także zwróciły na nich część dzisiejszej klienteli i pokątny wzrok samego barmana. Noah czuł że jeśli będzie naciskał w takich kierunkach jak dotychczas, konfrontacja jest nieunikniona - a martwy czy nie, uderzenie od tego wielkoluda z pewnością zaboli.

Re: Polowanie na Wilki (IV)

#8
Na nic zdała się dyplomacja, nie dało się przekonać drwala albo Pariasowi brakowało, po prostu, podejścia do ludzi. Zaklął w duchu, nie był z siebie zadowolony, za czasów młodości mógł poświęcić czas na integracje z ludźmi, a nie na książki. Narastająca agresja wymagała natychmiastowego działania.
— Dobrze, nie to nie. Oddam pieniądze szanownego pana — powiedział zestresowany. — Nie szukam kłopotów. Mogę wstać? Nie mam pana rzeczy osobistych przy sobie, ale są niedaleko. Zaprowadzę. — Kłamstwo, bo w istocie dobytek drwala spoczywał w kieszeniach Noaha zaś broń za pazuchą. Bezklanowiec musiał wyciągnąć człowieka z baru, żeby potem zrealizować plan.
Jeżeli drwal pozwoliłby na to, Noah zaprowadziłby go w ciemne uliczki z dala od przybytku, żeby umożliwić Marcusowi atak z zaskoczenia.

Re: Polowanie na Wilki (IV)

#9
Kto by się spodziewał! Jednak ten typ nie jest taki strachliwy mimo wyglądu. Na usta Krzykacza wkroczył delikatny uśmiech - o ile uśmiechem można nazwać uniesienie kącika ust parę milimetrów w górę. Wyglądało na to, że chwila konfrontacji zbliżała się wielkimi krokami. Bardzo dobrze. Pora skończyć na chwilę z tą szaradą i przejść do rzeczy. W pierwszej kolejności jednak potrzebowali zaciągnąć tego miśka na tyły.
Widząc, jak i drwal, i Noah podnoszą się ze swoich miejsc, sam Marcus po chwili zwłoki powstał i przeszedł do baru. Posiedział tam chwilę dla niepoznaki, a następnie powolnym krokiem skierował się do drzwi wychodzących za bar, jak gdyby poszedł na tyły się odlać. Zniknąwszy na zewnątrz, przyczaił się w cieniu. Poklepał się po ciele. Rewolwer zaraz pod pachą. Nie planował go użyć w tej chwili, bo i po co, ale uspokajająca była myśl, że ot, jest, tak na zaś. Na takich ludzi nie potrzeba ołowiu; najczęściej wystarczą gołe pięści.
W oczekiwaniu przyjrzał się "wystrojowi" zaplecza. Od tak, z ciekawości. A nuż otoczenie okaże się przydatne dla ich małego przedsięwzięcia.

Re: Polowanie na Wilki (IV)

#10


Plan Noaha zadziałał, przynajmniej ten w którym liczył że uda się odsunąć właściciela zawartości tajemniczej skrzynki od tłumu w barze. Mężczyzna widocznie czuł się pewny w tej sytuacji, ponieważ nie spuszczał Pariasa z swojego wzroku nawet na moment, praktycznie dysząc na jego krak gdy mężczyźni jeden za drugim wysunęli się w głąb chłodnej nocy. Jeden, dwa, trzy skręty, Noah musiał przyspieszyć kroku w momencie gdy wielki drwal uczynił to jako pierwszy, najpewniej chcąc pierwszy położyć dłonie na odsłoniętych plecach Noaha. Parias bez większego problemu wyczuwał zbliżające się źródło potu i starego alkoholu, a gdy cień wielkiej dłoni rzucany przez jedno z odległych ulicznych świateł przykrył jego własny - dźwięk stóp na błotnistym chodniku przeszyło stłumione stękniecie pomieszane ze zdziwieniem i zaskoczeniem.

Marcus dopadł do wielkoluda w odpowiednim momencie, wybijając go z równowagi pewnym wyjściem z bara wzmocnionym dyscypliną Potencji. Brujah doskonale wiedział jak silne potrafią być jego ciosy, jednak albo ze względu na wielkość samego drwala, albo jakieś drobne niedopatrzenie z jego strony, nie udało się mu od razu obezwładnić brodacza. Chwyt jego wielkich dłoni dorównywał temu jakim mógł pochwalić się sam Marcus, w momencie gdy nie pobudzał krwi by zyskać na przewadze. Dwójka mężczyzn zaczęła siłować się w ciasnej uliczce, miotając o okoliczne murowane ściany i ślizgając na niepewnym podłożu. Oczywiście jednak Spokrewnieni mieli jedną, bardzo istotną przewagę - liczebność. W momencie gdy Noah dołączył do szamotaniny, sytuacja szybko obróciła się na korzyść dwójki wampirów, a sam brodacz znalazł się przygwożdżony do ściany zdumiewającą siłą samego Marcusa. Spod grubego wąsa szczerzył wściekle nieco różne od rannych warg i dziąseł zęby, wydmuchując kłębki gęstej pary. - Śmiało, bierzcie co chcecie, złodziejskie śmiecie! Wszystko co istotne i tak mi już ukradliście! - Mężczyzna niemalże warczał, przyduszony ramieniem Brujah które trzymało go mocno dociśniętego do chłodnej ściany budynku.

Marcus Galloway - 1 poziom obrażeń niegroźnych

Re: Polowanie na Wilki (IV)

#11
Prowadzenie śmiertelnika w mrok uliczek z całą pewnością zestresowało Noaha, gdyż nie był on pewny czy Marcus na pewno przybędzie zrealizować swoją część zadania. Przez krótką chwilę w głowie bezklanowca kotłowała się myśl o samotnej walce z goliatem i nie było to w żaden sposób pocieszające. Kiedy drwal, najwidoczniej rozgniewany podróżą w nieznane, wyciągnął swoją łapę, jego przewodnik gotował się na najgorsze. Na szczęście Marcus przybył z odsieczą, a potem nieumarli obezwładnili cel.
Johnston był zmęczony. Od dłuższego czasu próbował poukładać fakty dotyczące mętnej sprawy z wilkołakami. Przez wiele nocy działał niczym bandyta, nie w swoim stylu, wiele razy wystawiał na próbę swe przekonania i musiał je łamać. Chciał już skończyć robotę i ruszyć do przodu, lecz ten zafajdany alkoholik dalej się stawiał pomimo oczywistej przegranej. Irytujące.
Parias zostawił drwala w żelaznym uścisku kompana, a potem cofnął się o krok. Wyciągnął rewolwer, odbezpieczył, wycelował w łeb człowieka.
— Zaraz wezmę twoje życie. Ucisz się — wycedził przez zęby.
Nieumarły, cały czas patrząc w oczy powalonego, zaczął łowić wolną ręką w kieszeniach, aby wyciągnąć jeden z przedmiotów osobistych uzyskanych ze skrytki.
— Wciąż możesz to odzyskać, więc zacznij myśleć, sukinsynie. W tej chwili przekonujesz mnie, abym cię zabił. Zmień moje zdanie — przedstawił sytuację, w jakiej znalazł się drwal. — Zacznijmy od początku. Po pierwsze: twoje imię i nazwisko. Po drugie: trzech drwali zginęło, dlaczego? Co szukali w lasach? Po trzecie: za co otrzymałeś zapłatę od biura i co oznacza hasło Czerwony Klon?

Re: Polowanie na Wilki (IV)

#12
Ta część planu zadziałała bez większych problemów. Marcus musiał przyznać, że trafił im się człowiek całkiem konkretny, skoro był w stanie dorównać siłą jemu, wampirowi pobudzonemu Potencją. Krzykacz, mimo oberwania samemu w trakcie tej przepychanki, zdołał z pomocą Noaha przyszpilić wielkoluda i przytrzymać w miejscu. A ten jeszcze dalej się stawiał! Głupie i imponujące zarazem. Chociaż z drugiej strony ciekawe, czy byłby tak samo chętny do rzucania im się do gardeł, gdyby miał świadomość, z kim tak naprawdę ma tu do czynienia.
W duchu podziękował wręcz za taki obrót spraw - dawno nie czuł się taki pobudzony. Taki... żywy. To były jego prawdziwe uczucia? A może przemawiała przez niego krew dzieci Kartaginy?
Galloway pozwolił Johnstonowi mówić. Sam był zresztą zbyt zajęty trzymaniem drwala w miejscu, a podzielenie uwagi w takiej sytuacji nie wydawała mu się dobrym pomysłem. Mimo to z zaciekawieniem słuchał i oczekiwał wszelkich odpowiedzi ze strony mężczyzny. I miał nadzieję, że nie będzie miał ochoty jeszcze sypać im piasku w oczy, bo tak się składało, że Marcus był we wręcz idealnej pozycji, by w bardzo nieprzyjemny sposób wyłamać mu rękę.

Re: Polowanie na Wilki (IV)

#13
Noah widział prawdę na temat tego człowieka w jego oczach - spojrzeniu kryjącym mieszaninę strachu i desperacji, wszystko podlane płonącym paliwem wściekłej adrenaliny. Drwal bez problemu rozpoznał przedmiot jaki Noah sprezentował po wyłowieniu ze swojej kieszeni. Trudno było powiedzieć czy następne słowa zostały wyduszone z powodu strachu, czy wewnętrznej potrzeby podzielenia się czymkolwiek, co było ukryte za jakimś rodzajem blokady, która teraz została rozbita przez dłonie Brujah. - Steve..Steven Smith. Nie wiem, gościu. Proste zlecenie, rozumiesz? Jakieś typki w garniakach chcące rzadkiego drewna, co mnie obchodziło czy po kredens czy fotel?! - Ten człowiek też był zmęczony, wyczerpany ciężarem odpowiedzialności za śmierć trzech swoich pracowników i całkiem możliwe że bliższych znajomych. Nie wydawał się typem który miałby jaja by posłać kogoś z kim na co dzień pracował ku śmierci tylko z powodu pieniędzy.Grał wcześniej twardziela, bo wielki facet z brodą musi takim być, tyle. - Zapłacili z góry, pewnie żebyśmy się nie ociągali, ale czekiem - mogli to przecież zawsze odwołać. -

Coś błyszczącego zaczęło cieknąć mu po twarzy. Spokrewnieni z pewnością mogli na początku podejrzewać że to krew, jednak brak dodatkowej porcji smakowitej woni i szybka obserwacja powiedziała inaczej - łzy. Mężczyzna zwyczajnie zaczął płakać, co mocniej odbijało się na stabilności jego przepitego głosu. - Chcę stąd uciec. Wszyscy myślą że to moja wina, ich rodziny, moi kumple. Nie mam tu życia. Proszę, daj mi te pieniądze. Nigdy mnie już nikt z Chicago nie zobaczy, przeklęte miasto..! - Śmiertelny był szczery.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron