Co w trawie piszczy

Granica The Loop z Near West Side

Co w trawie piszczy

#1
Noah Johnston postanowił tym razem samotnie odwiedzić miejsce, które prawdopodobnie było bazą jego mentora, Jamesa Greera. Jakiś czas temu młody Parias odwiedził opuszczony klub wraz z Riderem, aby dogadać się w kwestii wilkołaków z opiekunem bezklanowców, jednak teraz inna sprawa zmusiła neonatę do zapukania w ciężkie, industrialne drzwi.
Nieumarła egzystencja zupełnie zmieniła tryb, w jakim młody wampir musiał egzystować. Dawniej, jeszcze za czasów życia, Noah obracał się wśród wykształconych ludzi, nie unikał jakichkolwiek spotkań z ważnymi przedstawicielami miasta, prowadził kursy dotyczące przygotowywania zwłok do pochówków, a nawet raz na jakiś czas udzielał wywiadów w tematyce medycznej. A teraz? Johnston poruszał się po ciemnych uliczkach, odwiedzał obskurne bary pełne męt społecznych, korzystał z niebezpiecznych tras, na których jeden nieuważny krok kończył się napaścią. Problem polegał na tym, że neonata nic nie wiedział o ciemnej stronie Wietrznego Miasta, potrzebował wiedzy o półświatku i miejscowych gangach, żeby wykorzystać to na swoją korzyść. W imię przetrwania. Zdawał sobie sprawę, że edukacja u Jamesa to kolejne zaciąganie długów; że pewnej nocy jego opiekun zechce odzyskać to, co zainwestował w młodego, ale była to cena, jaką Noah zamierzał zapłacić.
Wampir uderzył pięścią w bramę. Przedstawiwszy się odźwiernemu, poprosił go o wpuszczenie do środka.

Re: Co w trawie piszczy

#2
Powrót do królestwa opiekuna Pariasów. Minęło kilka nocy od czasu jak Noah przybył tam z Riderem, ale dopiero teraz miał czas, by się porządnie przyjrzeć okolicy. Zaciemniony, pozornie opuszczony budynek klubu umieszczony w szemranej okolicy centrum Chicago, nie zachęcał. Może miał też pewną złą sławę, gdyż ludzie się tam właściwie nie kręcili. Ot czasem pojedyncza, zabłąkana dusza przeszła obok szybkim krokiem, oddalając się od tego miejsca jak najszybciej. Miejsce było doprawdy obskurne, a więc doskonałe dla wszelkiej maści wyrzutków i potępieńców, takich jak Greer i jego podopieczni. Noah nie miał okazji jeszcze zajrzeć do środka, więc nie wiedział co mógł tam zastać. Miał oczywiście nadzieję, że będzie tam jego mentor, który był mu ponownie potrzebny. Co prawda Johnston zaczął już chodzić własnymi ścieżkami, starając się stać niezależnym, wartościowym członkiem społeczności Spokrewnionych, ale jego wiedza była ograniczona. Szczególnie przestępcze podziemie było czymś zupełnie obcym dla młodego Pariasa, co przy jego obecnym trybie nieżycia mogło w którymś momencie skończyć się tragicznie. Póki co mógł cieszyć się niepospolitym szczęściem, które mu towarzyszyło, ale ono mogło prędzej czy później przestać mu dopisywać. Wampir musiał przygotować się na taką ewentualność i jak najszybciej zasięgnąć języka, zdobyć trochę informacji, które mogłyby ułatwić jego egzystencję.
Nieumarły zbliżył się do metalowych drzwi i uderzył w nie, powodując ruch po drugiej stronie. Zasuwa po chwili się otworzyła, ukazując znajome ślepia, które rozpoznały gościa. Zasuwa się zamknęła, a metalowe drzwi zostały otwarte. Odźwierny skierował wampira do głównej sali, instruując go, by zaczekał tam na Jamesa, który miał pojawić się nieco później. Brodacz szybko dotarł do tego, co zostało z głównej sali klubu. W półmroku, jaki obejmował znaczną część sali, dojrzeć można było zniszczone ściany, a pomiędzy nimi scenę, na której zapewne dawniej występowali artyści, śpiewając i grając muzykę ku uciesze publiki. Niżej, tam gdzie było miejsce dla widowni, znajdowały się pojedyncze stoły, niektóre z nich połamane i pozostawione w takim stanie na miejscu, podobnie jak i część krzeseł. Najlepiej zachowana była chyba część baru, najlepiej oświetlone miejsce, gdzie znajdowała się dwójka mężczyzn, kątem oka spoglądając na pajacującego na scenie, krótko ściętego osobnika, trzymającego w dłoni kocią czaszkę i parodiującego Szekspira. Przy barze siedział wyraźnie znużony, a nawet sprawiający wrażenie zmęczonego, mężczyzna wyglądający na grubo po trzydziestce, który trzymał w dłoni kieliszek w jednej czwartej zapełniony żółtawym napojem. Obok niego chuderlawy, nieco skulony, wyglądający raczej na nieśmiałego, chłopak który na oko miał może z szesnaście lat. Co on w ogóle robił w takim miejscu.
Po chwili cała trójka zauważyła nowo przybyłego. Facet na scenie zaśmiał się pod nosem na widok gościa, zeskakując ze sceny i powoli idąc w jego kierunku z szyderczym uśmiechem na twarzy, przerzucając kocią czaszkę między rękoma.
Image No, no, no. Kogo my tu mamy. Nie widziałem cię tu wcześniej. Czyżby świeże mięsko? — Znów się zaśmiał. Tymczasem starszy mężczyzna tylko spojrzał przez ramię, po czym znów skupił wzrok na swoim kieliszku. Młody chłopak spoglądał na Johnstona z lekkim zainteresowaniem, wciskając złączone palcami dłonie między uda. Cała ta trójka wyglądała jak z zupełnie różnych światów. Dziwna zgraja.

Re: Co w trawie piszczy

#3
Przywitawszy odźwiernego uprzejmym gestem, nieumarły skierował swoje dalsze kroki we wskazane miejsce. Czym bliżej znajdował się głównej sali, tym bardziej uświadamiał sobie, jak rośnie w nim niezadowolenie wywołane patrzeniem na zdemolowany lokaj. Zniszczone ściany, połamane stoły, ogólny bajzel nie zachęcał do poznawania uroków klubu. Mało tego, Noah przez przypadek otarł się barkiem o ścianę, pajęczyna przykleiła mu się do ubrania, mamrocząc pod nosem przekleństwa pozbył się paskudztwa. Nie lubił on bajzlu, nie tolerował nieporządku, a poza tym za bardzo sceneria przypominała mu piwnicę, w której przetrzymywał go James. Wcześniej doskwierał mu głód, dzięki któremu ignorował koszmarne warunki, lecz teraz był on napojony krwią i nie mógł zaakceptować faktu, że Greer operował w takim syfie.
Kiedy Parias dotarł przed scenę, natychmiast zauważył osobnika bawiącego się na podium. Prawa brew grabarza uniosła się w zdziwieniu, bo zupełnie nie spodziewał się takiego przedstawienia. Analityczny umysł wampira natychmiast próbował skojarzyć twórczość szekspirowską, aby zidentyfikować pseudo sztukę, jaka była tutaj odgrywana, być może ta informacja mogłaby się do czegoś przydać w przyszłości, a przynajmniej był to wstęp do rozszyfrowania pierwszego z osobników.
Uwagę także przyciągnął nastolatek. W tych czasach takie dzieciaki marnowały swoje najlepsze lata w pracach w fabrykach, szybko dorastały, dlatego spojrzenie Noha nie było protekcjonalne, raczej zaciekawione. Czy ten chłopak był wampirem? Czy skurwysyństwo nieumarłych dosięgało również dzieci? Johnston był ojcem, dlatego procesowanie myśli przeistaczania dzieci w wampiry wzbudzało w nim pogardę i niepokój.
Trzydziestoletni mężczyzna wydawał się najbardziej statyczny, ponieważ siedział i pił, nie wyglądał na pajaca, ani nie wyróżniał się wyglądem od innych ludzi w jego wieku. Człowiek? Czy tutaj także obowiązywała Maskarada? Być może Noah miał do czynienia z samymi ludźmi? A może każdy z nich był wampirem? Postanowił zachować czujność, ponieważ nie wiedział czy był całkowicie bezpieczny w tym mętnym otoczeniu. Szybko odrzucił naiwne myślenie oczywistym faktem: nigdy nie był bezpieczny.
Pierwszy zagadał artysta, z jakiegoś nieznanego Noahowi powodu krótkościęty facet pokusił się o szyderczy uśmiech. To sprawiło, że dawny lekarz próbował sobie przypomnieć twarz szydercy w Elizjum, gdyż wydawał się on jegomościem walczącym o uwagę, a takich najłatwiej zapamiętać. Tak czy siak Noah czuł się niepewnie, nieswojo w tym otoczeniu, dlatego zasłonił swoje prawdziwe intencje maską dobrego wychowania, kultury i przyjaznego uśmiechu.
— Aż tak to widać? — odpowiedział humorem, rozwierając ramiona w udawanym zdziwieniu. — Nazywam się Noah. — Przedstawiwszy się, wyciągnął rękę w kierunku aktorzyny w celu powitania. Dla pozostałych panów Noah zdjął kaszkiet, z uszanowaniem skinął głową.
— Również oczekujecie na pojawienie się pana Greera? — Na osobności Johnston zwracał się bezpośrednio do Jamesa, ale tutaj wolał podkreślić szacunek, jakim go obdarzał. Lepiej zbyt szybko się nie spoufalać z tymi nieznajomymi.

Re: Co w trawie piszczy

#4
Facet przy drzwiach, jak zauważył Parias przekraczając próg, był okazałej postury i z pewnością potrafił przywalić, jeśli była taka potrzeba. Jako iż jego funkcją było najwyraźniej chronienie tego miejsca, niewątpliwie był to bardzo ceniony przez Jamesa atut.
Warunki jakie panowały w tym miejscu mogły odstraszać, aczkolwiek jak na ironię doskonale odzwierciedlały pozycję społeczną bezklanowców. Byli często pogardzani i traktowani jak śmiecie. Noah przekonał się o tym na własnej skórze minionej nocy. Czy był to jednak powód, by egzystować w takim nieładzie? Może niekoniecznie. A może po prostu opiekun Pariasów nie przywiązywał wagi do otoczenia w odróżnieniu od Toreadorów i Ventrue. Poza tym, miejsce mogło też być ruiną z przyczyn strategicznych. Brak wartościowych łupów i ogólnie panujący syf powodowały, że nie było to miejsce atrakcyjne dla żadnych bandziorów, czy to żywych czy nieumarłych.
Wcześniej, z ust bawiącego się na scenie osobnika, dało się usłyszeć frazę “Być albo nie być…”, kiedy Noah akurat wszedł do pomieszczenia. Przyglądając się trójce, na pierwszy rzut oka nie był w stanie stwierdzić czy są wampirami, czy nie. Jednak teraz, gdy niebezpiecznie blisko się zbliżył, mierząc brodacza surowym spojrzeniem od góry do dołu, Bestia w trzewiach Noaha wzdrygnęła. Uśmieszek nie schodził gościowi z twarzy.
Image Czuć to na kilometr, facet. Ale spokojnie, każdy gdzieś zaczynał. — Zaśmiał się, obracając się w stronę towarzystwa i chyba licząc na ich reakcję, której się nie doczekał. Facet przy barze siedział niewzruszony, wciąż trzymając kieliszek, który był chyba w ogóle nie napoczęty. Młodziak podrapał się po karku, odwracając wzrok.
Image Jestem Wesley, ale możesz mówić mi Skinner. — Chwycił i mocno ścisnął grabę Johnstona, mierząc jego siłę.
Image Ten młody to Emil Sheppard, ale nazywamy go Mały. — Wskazał ruchem głowy w stronę chłopaka, który nieśmiało, zaciskając usta, lekko uniósł otwartą dłoń i delikatnie pomachał w stronę nowo przybyłego, gdy usłyszał swoje imię.
Image A tamten gość to Michael Rivers. Jest dość cichy, ale jak się go bliżej pozna, to nawet spoko facet. — Zwrócił wzrok w stronę starszego osobnika.
Image Pana Greera? Pfft. Hahaha. — Skinner parsknął śmiechem.
Image O stary, długa droga przed tobą. — Skomentował grzeczność Johnstona, opanowując się po chwili.
Image Ale tak, czekamy na Jamesa. Jaki ty masz w sumie do niego interes, co? — Uniósł łeb, rzucając pytającym spojrzeniem.
Image I właściwie, skoro już tutaj tak sobie czekamy, to co powiesz na mały sparring? Trzeba cię trochę rozruszać i przećwiczyć. Muszę zobaczyć z jakiej gliny jesteś ulepiony. — Rzucając czaszkę na ziemię, począł z zadowoleniem pocierać knykcie i lekko, rytmicznie unosząc się na palcach, niemalże tańcząc w miejscu, mając wyraźnie ochotę na odrobinę mordobicia.
Image Uspokój się, Skinner. — Spokojny, poważny głos dobiegł ze strony baru.
Image On już został dość przetestowany przez Szeryfa. — Dodał, mówiąc przez ramię.
Image Czekaj, to ten Noah? Johnston? — Zdziwiony rzucił pytaniem w stronę Riversa, by następnie spojrzeć znów na gościa, przyglądając mu się z uwagą. Przez krótki moment wybałuszał ślepia, aż wreszcie zaśmiał się zadowolony.
Image Jasna cholera, to z ciebie niezły twardziel! Dogadamy się! — Przyjaźnie klepnął neonatę w ramię.
Image Postawiłbym ci piwo, no ale wiesz. — Wzruszył ramionami z uśmiechem na gębie. Jego słowa interpretować można było na różny sposób, ale balsamista musiał zdążyć już wywnioskować, że jest w otoczeniu ‘swoich’, którzy z resztą wiedzieli o jego przygodzie z Kimboltonem i arenie, przez którą go przeciągnął. Tutaj Skinner najpewniej odnosił się do ich nieumarłej natury, która uniemożliwiała delektowanie się alkoholem.

Re: Co w trawie piszczy

#5
Stan wnętrza klubu nie stanowił usprawiedliwienia dla syfu, gdyż nawet jeżeli wyposażenie wnętrza i jego stan było warte co najwyżej pogardliwie spojrzenie, to już sama lokalizacja mogłaby stanowić łakomy kąsek. Jeśli James potrafił utrzymać swoje terytorium, chwała mu za to, lecz za bałagan to powinien dostać zmiotką przez łeb. Noah postanowił wziąć sobie za punkt honoru poruszenie tej kwestii w przyszłości.
Wesley postanowił zmierzyć siłę nowo przybyłego, zacisnął łapę niczym imadło, ale Johnston jedynie spoglądał mu w oczy. Zamiast odwzajemnić siłę, to nieustannie świdrował oczy aktorzyny, pokazując mu, że nie musiał niczego udowadniać.
Raz jeszcze skinął z szacunkiem do osobników przy barze, teraz znając ich imiona, pokusił się o serdeczny uśmiech.
— Cenię sobie kulturę osobistą, a szacunek u pana Greera — Johnston zachował swoją ramę postępowania. Domyślił się, że Wesley był typem wampira, który albo wchodził komuś na głowę, albo uprawiał błazenadę. Noah nie żywił do niego wrogich zamiarów, ale nie zamierzał dla niego odpuszczać swoich manieryzmów.
— W każdym razie miło mi jest ciebie poznać Wesley. Koniecznie musimy wypić kieliszek w Elizjum, z całą pewnością docenią tam twoje umiłowanie dla sztuki — tutaj Noah prowokacyjne zażartował, ponieważ zdawał sobie sprawę, że bandziorski styl bycia zostałby tam szybko ukrócony.
Wzmianka o pojedynku pięściarskim spięła balsamistę. Nie przybył tutaj się bić i dalej był dość cienki w mordobiciu, ale z drugiej strony dostawnie w pysk od doświadczonych zawodników stanowiło lekcję, z której mógłby wyciągnąć parę sztuczek. Silas pokazał mu postawy, więc mając już fundamentalne pojęcie o pięściarstwie, potrafiłby ukraść parę sztuczek od potencjalnych oponentów. Niemniej jednak perspektywa niespodziewanej walki nieco przeraziła Noaha. Na szczęście miłośnik trunków, cicha woda Rivers, przywołał dokonania świeżaka na arenie Szeryfa, przez co potencjalna walka z Wesley-em ominęła go. Wyglądało na to, że zbudował sobie jakieś początki reputacji u bezklanowców, skoro to wydarzenie opuściło granice terytorium Szeryfa. Nic dziwnego, było wielu widzów.
— Twierdzenie, że jestem twardzielem jest przesadą. Domyślam się, panowie, że każdy z nas przeszedł próby Szeryfa — poruszył tę kwestię poważnym tonem. Chciał w ten sposób zbudować nić porozumienia z wyrzutkami, opierając się na wspólnym doświadczeniu. — Niemniej jednak Wesley chętnie nauczę się od ciebie ciosów. Zapraszam do klubu KO Silasa. Jak mamy się bić, to w sportowych warunkach — dodał, zachęcając cwaniaka do wspólnego wypadu. Być może przemoc była kierunkiem, aby zbratać się z nim?
— Ale mogę zaproponować ci papierosa. Trzymaj. — Wyciągnął paczkę do Wesley-a.
Po chwili Noah zbliżył się do baru. Usiadł obok dzieciaka, postawił kaszkiet na blacie.
— Przybyłem tutaj, ponieważ potrzebuję informacji odnośnie półświatka Chicago. Rozpracowuję dla Camarilli sprawę lupiniów, dlatego muszę sprawdzić potencjalną rolę mafii oraz gangów w tej sprawie, być może są powiązani. Wiem, że pan Greer doskonale orientuje się w tych sprawach, niemniej wyświadczycie mi, panowie, przysługę, jeżeli potraficie rozjaśnić dla mnie sytuacje organizacji przestępczych, ich powiązań oraz wpływów na miasto. Oczywiście, będę zobowiązany odpłacić się za przysługę, więc jeśli będziecie czegoś ode mnie potrzebowali, to na pewno się dogadamy. — Noah nie mógł powiedzieć wprost, że był zupełnie zielony w kwestiach gangów, a bezpośrednie przyznanie się do tego byłoby głupotą. Dlatego podbudował wypowiedź tym, że miał poważną robotę do wykonania i szukał konkretnych informacji, miał nadzieję, że dzięki temu nie straciłby w oczach towarzystwa. Johnston zaczął uprawiać takie gierki słowne, gdyż wiedział, że to druga natura wampirów, dlatego wykorzystał każdą napotkaną sytuację, aby nauczyć się przebiegłości i sprytu w rozmowach.

Re: Co w trawie piszczy

#6
Nie przyzwyczajony do obecności tak potwornego nieładu, młody Parias postawił sobie za cel poczynić kroki, by zmienić obecny stan rzeczy. Egzystencja w tak paskudnych warunkach nie mogła być komfortowa, nawet dla zepchniętych najdalej na margines Kainitów. Noah miał pewną klasę i standardy, co nie zmieniło się mimo tego, co przeżył w ostatnich nocach. Nie zamierzał akceptować absolutnego minimum i dążył do tego, by poprawić swój los i coś osiągnąć w tym mieście. Może rzeczywiście warto było zacząć od czegoś tak prozaicznego, jak kwestia wystroju głównej bazy bezklanowców, którzy siedzieli tam niczym banda szczurów w tym odrażającym syfie.
Image To właściwa postawa, panie Johnston. Nie mamy wiele, poza sobą nawzajem i powszechną pogardą ze strony pozostałych, dlatego ważnym jest, byśmy zachowali przynajmniej jakiś poziom i nie dali się upodlić. — W sali znów rozbrzmiał poważny ton Riversa, który pochwalił młodego i jego podejście.
Image A i szacunek wobec Jamesa jest jak najbardziej słuszny. Wielu z nas sporo zawdzięcza temu Spokrewnionemu stojącemu między nami a nieprzyjaznym otoczeniem, któremu nasza egzystencja nieszczególnie odpowiada. — W tym momencie obrócił lekko głowę, posyłając Noahowi spojrzenie na krótki moment.
Image Dobra, dobra, Rivers. Już tak nie smęć. W dupie z tym, że nas nie lubią. Radzimy sobie doskonale bez tej bandy zadufanych w sobie ćwoków. Sam mówiłeś, mamy siebie nawzajem, nie? Na tym trzeba się skupić. Co nie, Mały? — Energiczny wampir przewrócił oczami na słowa elegancika, zwracając się na koniec do Emila, który delikatnie skinął głową w odpowiedzi na słowa starszego kolegi.
Image Można się kiedyś wybrać. Lubię popatrzeć i pośmiać się z tych wszystkich dwulicowych cwaniaków, którzy podają sobie ręce z uśmiechem na ustach, za plecami trzymając nóż i czekając na dogodny moment, by zaatakować. To cholernie piękne przedstawienie. — Skinner znów się zaśmiał, widocznie mając w pogardzie do nieumarłych spoza grona bezklanowców.
Image Różnie bywa. Większość z nas trzyma się od tego psychopaty z daleka. Zawsze jest lepiej dotrzeć do Księcia zanim Kimbolton dobierze ci się do tyłka. Dopóki nie jesteś uznany przez naszego pięknego lidera, Szeryf może robić z tobą co chce, bez żadnych konsekwencji. Sam się o tym przekonałeś. — Komentując kwestie testów Szeryfa, Wesley uświadomił Noaha, że miał szansę uniknąć tego całego piekła, gdyby wpierw spotkał się z Księciem. Ciekawe jak wielu Pariasom się poszczęściło, i kto z obecnych w tej chwili miał podobne doświadczenia co on sam.
Image Trenowałeś u Silasa? Szacuneczek, chłopie. Możemy się tam ponapieprzać, tylko mów kiedy. — Zadowolony i widocznie przepełniony energią wyraził aprobatę dla szkolenia, jakie przeszedł brodacz oraz chęci, by się umówić na sparring w klubie kiedy ten będzie gotowy. Następnie pochwycił papierosa z paczki bez słowa, jedynie z dziękującym skinieniem głowy, i wcisnął go za prawe ucho. To czy sam podzielał podobne Greerowi nawyki nie było jednak w tym momencie jasne.
Image Nie gadaj! Ty badasz sprawę tych ataków? Myślałem że to ten, jak mu tam, Rejder? Rajder? Się na nich czaił. — Ponownie wybałuszył oczy, opierając głowę o złączone za nią palcami dłonie.
Image I co, macie zamiar się z nimi tłuc? Czy szukacie winnych? Bo pewnie ktoś ich musiał sprowokować, nie? — Zapytał o sprawię Lupinów wyraźnie zaciekawiony. W tym momencie dało się usłyszeć niewyraźne napomknięcie młodego chłopaka.
Image Nie ma żadnych... — Wypowiedział prawie szeptem, jakby pod nosem i do siebie.
Image Co tam mówisz Mały? — Rzucił do Shepparda, licząc na to, że chłopak nieco głośniej powtórzy co mówił.
Image N-Nic. Nieważne. — Spłoszony opuścił głowę, nerwowo przeciągając dłońmi po udach, ponownie wciskając między nie dłonie.
Image Jak tam chcesz. — Skinner machnął ręką olewając sprawę. Znów zwrócił się do Noaha.
Image To mówisz, że coś o lokalnych gangach chcesz wiedzieć, czy coś? O których konkretnie? Jakieś kontakty mam, niewielkie grupki iroli i innych takich, to coś może będę mógł ci powiedzieć, ale to James bardziej trzyma rękę na pulsie jeśli o to chodzi. — Wesley przyznał, że ma jakieś znajomości, zaznaczając przy tym, że to James najgłębiej siedzi w temacie, sugerując tym samym, że to jego będzie najlepiej pytać o Chicagowskie gangi.
Na szczęście nikt nie dopytywał o wiedzę Johnstona, czy raczej jej brak. Chociaż biorąc pod uwagę jak wyrozumiałe było obecne tam towarzystwo, nawet przyznanie się do tej niewiedzy zapewne nie przyniosłoby negatywnych skutków.

Re: Co w trawie piszczy

#7
Noah postanowił włączyć się do żwawej pogawędki, nie zostawiając w tyle. Poruszono wiele wątków, do których chciał nawiązać.
— Bynajmniej nie, Wesley. Spokrewnieni Camarilli mogą nas mieć w głębokim poważaniu, ale my nie możemy podzielać podobnego stanowiska. Dwór Wieży przypomina feudalną strukturę, gdzie pan jest otoczony swoimi wasalami. Pod wasalami są sługi, a my jesteśmy jeszcze niżej. Niestety, nasza egzystencja trwa dopóki udowadniany swoją użyteczność. Przynajmniej tak jest w moim przypadku. — Tłumaczył rzeczowym tonem.
— Wygląda na to, że i tak mamy szczęście, panowie. Księciem Wietrznego Miasta jest przedstawiciel Niskiego Klanu Nosferatu. Być może patrzy na nas łaskawszym okiem, niżeli czyniłby to Książe Ventrue czy Toreador.
Na wieść o tym, że istniała możliwość zupełnego uniknięcia spotkania z Szeryfem, Johnston wyciągnął z paczki Lucky Strike-a i zapalił. Zdziwił się i wkurwił jednocześnie.
— Niestety, nie miałem tyle szczęścia, aby wywiedzieć się, że dało się rozwiązać sprawę bez uczestnictwa w zabawach pana Kimboltona. Muszę przyznać, że nieźle mnie załatwił. Zanim wrzucił mnie do klatki z jakimś zdziczałym wampirem Sabbatu, to uprzednio sprał mnie laseczką. Nie radzę próbować odczytywać jego aury, panowie, wyłapie ten podstęp. — Dokończył cynicznym żartem, przemieniając swoje bolesne wspomnienia w humor, który pozwolił mu się zdystansować do przeżytego cierpienia.
— Rider jest pajacem. Jeszcze kilka nocy temu zaparkował tutaj swój motocykl i razem czekaliśmy na pana Greera. W tym samym czasie jego banda cymbałów poszła do Leona na wódeczkę. Cóż, postanowili zrobić rozróbę. Na ich nieszczęście był tam pan Greer i sprał ich. Jak Rider się dowiedział o tym, to pobiegł w te pędy uratować bandę pokrak, jaką nazywa gangiem. Jeszcze miał jaja prosić pana Greera o przysługi — opowiadał historię rozbawionym głosem. — Gadał coś jeszcze rozłamie, że trzeba opuścić Camarillę, jakieś takieś anarchistyczne farmazony. To skrytykowaliśmy jego pomysł, suchej nitki na nim nie zostawiając. Rozdzieliliśmy się. On jeździ po mieście, żeby znaleźć srebro, a ja próbuję rozwiązać sprawę bez rozlewu krwi. — Coś się zmieniło w Noahu przez ostatnie noce. Jeszcze kilka tygodni temu nie wypowiedziałby się w tak drastycznym tonie na temat osoby, która zamierzała mu pomóc. Cała ta sprawa z wilkołakami spowodowała, że cząstka współczucia wygasła. Mozolnie, lecz nieubłagalnie człowieczeństwo młodego wampira degenerowało się.
Noah nie zamierzał naciskać na Małego, ponieważ wydawał się małomówny. Niemniej odnotował tę informację.
— Zacznij od Irlandczyków, a potem przeleć proszę po następnych, jakich znasz. Zamieniam się w słuch.
— Swoją drogą, skoro wyjawiłem swój powód przybycia tutaj, jaki jest wasz? Idziecie na jakąś robotę? Mógłbym się przydać, jeśli potrzebujecie intelektualnego oka.

Re: Co w trawie piszczy

#8
Cała trójka obecnych nieumarłych zdawała się słuchać wypowiedzi Johnstona na temat funkcjonowania Sekty, której wszyscy byli częścią, czy tego chcieli czy nie. Rivers subtelnie kiwnął głową, wyraźnie zgadzając się ze słowami nowoprzybyłego, po czym otworzył usta, rozwijając temat, który sam z resztą zaczął.
Image Pan Johnston ma absolutną rację. Nie posiadamy takiego komfortu, który pozwalałby nam na zignorowanie tejże struktury i działanie jako odrębny byt. W grupie siła, to prawda, ale nasza grupa nie jest ani na tyle liczna, ani na tyle wpływowa, by stanowić realną siłę mogącą zapewnić nam komfort egzystencji bez Camarilli, która jest obecnie zarówno naszą tarczą, jak i cierniem kłującym na każdym kroku, co nie ulegnie zmianie zbyt prędko, o ile w ogóle. — Zrobił chwilę pauzy, patrząc kątem oka w stronę krzywiącego się Wesleya, wyraźnie niezadowolonego z obecnego stanu rzeczy. Na jego nieszczęście, nie miał żadnej kontry, żadnego argumentu przeciwko stanowisku Noaha i Michaela. Wbrew jego nadziejom i idealistycznej wizji, gdzie Pariasi mogliby w spokoju egzystować bez reszty Rodziny, musiał zaakceptować fakt, że bezklanowcy bardziej potrzebowali Camarilli, niż ona ich.
Image Książę Archibald jest, w istocie, nieco przychylniejszy wobec naszej grupy, aniżeli wspomniane klany. W żadnym wypadku nie oznacza to jednak łatwiejszej dla nas egzystencji, a jedynie to, że nie toczymy z góry przegranej walki. — Chłodno skwitował odniesienie się do lokalnego lidera Camarilli. Patrzał na rzeczywistość przez pryzmat chłodnego realizmu. Brzmiał jak ktoś, kto sporo przeżył i wyciągnął z tego lekcje. Jego zrozumienie polityki Spokrewnionych było zdecydowanie znaczące, przynajmniej jak na standardy tej grupy, na tyle, na ile dało się to zauważyć.
Image Że co? Ty go jeszcze prowokowałeś? O stary, ciesz się, że w ogóle dożyłeś tej nocy. Musiał mieć dobry humor, skoro nie skasował cię na miejscu. — Skinner zszokowany złapał się za głowę, gdy usłyszał co Noah próbował zrobić. Nie było trudno zrozumieć reakcję wampira. Noah pamiętał przecież, że otrzymał jasne instrukcje od Greera tamtej pamiętnej nocy, a mimo to zdołał władować się w tarapaty, gdzie o mały włos nie zakończył swej egzystencji permanentnie. Jednak może była to lekcja, której potrzebował, by odbić się od dna i zyskać pewne zrozumienie jego sytuacji i otoczenia.
Image Cholera, to jak on chce się z wilkami siekać, jak nawet nie potrafi upilnować swoich ludzi? Haha. Co za komedia. — Otwarcie wyśmiał Ridera po wysłuchaniu podsumowania jego przygody w Leon’s Haven.
Postawa młodego bezklanowca rzeczywiście uległa zmianie. Nie był tak kruchy, niepewny i pełen współczucia jak wcześniej. Jego emocje się nieznacznie stępiły i pojawił się w nim pewien chłód. Ciekawym było, że wcale nie minęło wiele czasu od jego Spokrewnienia, jednak ciężar jego nieumarłej egzystencji zdążył mimo to odcisnąć na nim swoje piętno. Być może gdyby prowadził bardziej spokojne nieżycie, bez pakowania się w kłopoty i angażowania się w sprawy Rodziny, nie byłby tak narażony na duchowo wyniszczający wpływ tego środowiska.
Image Irole, ta? Niech pomyślę. — Krótko ścięty Kainita rozciągnął się, myśląc przez moment.
Image A, mam. Parę z tych małych gangów, to chociażby Gang O’Shea, czy Gang Buckley’a. Płotki w sumie, ale się przydają, jak trzeba kogoś postraszyć albo przewieść coś z jednego miejsca do drugiego. Coś tam ogarniają z alkoholem też, więc biedni raczej nie są. Chyba oboje trzymają sztamę z tymi większymi, jak im tam, O’Donnelami, tam na południu miasta. — Zrelacjonował, choć nie mając stuprocentowej pewności co do wszystkich informacji, jakie posiadał. Z pewnością łatwiej było o pewne informacje o grubych rybach, niż takich właśnie płotkach, które pojawiały się i znikały, by po chwili ich miejsce zajęła inna mała grupka z ambicjami. Ale z drugiej strony pewnie łatwiej było współpracować i manipulować tymi mniejszymi, którzy nie ściągali na siebie zbyt dużej uwagi, i pewnie nie byli trudni do zastąpienia.
Image No a na północnym-zachodzie Chicago mam całkiem ciekawego zawodnika. Ogromny facet, góra mięśni, którego nazywają Rzeźnikiem. Niemioszek, który, no, ma własną rzeźnię. Jak chcesz kogoś, no wiesz, tsk tsk, to najlepiej uderzać do niego. — Facet zaśmiał się pod nosem. Podczas gdy wcześniej wymieniona dwójka brzmiała jak pospolici, drobni przestępcy, tak ze słów Skinnera wynikało, że ten ostatni był niebezpiecznym oprychem, którego profesja zdwała się być co najmniej dwuznaczna. Gdy Johnston zapytał o cel trójki bezklanowców, Wesley spojrzał po dwójce kolegów. Rivers rzucił mu wymowne spojrzenie.
Image Mamy swoje raporty do złożenia szefowi i nowe instrukcje do otrzymania. Takie tam. — Dość ogólnikowo odpowiedział brodaczowi, nie zdradzając nic na temat zadań, jakie wykonywali z polecenia ich opiekuna.
Image Ale pewnie, jeśli będzie sposobność to damy ci znać. Zobaczymy co będzie jak James wróci. — Dodał z uśmiechem. W cokolwiek byli zaangażowani, możliwe że nie było szans na to, by pomóc grupie bez zgody Greera. Noah wciąż nie miał nawet bladego pojęcia czym zajmował się jego zbawca i mentor. Mógł mieć nadzieję, że w najbliższym czasie wreszcie ulegnie to zmianie i wprowadzi go do swojej operacji. Współpraca z podobnymi jemu, wyrzutkami bez klanu, mogła być potencjalnie przyjemną odmianą obok użerania się z Riderem i innymi.

Re: Co w trawie piszczy

#9
Johnston sporządził mentalną notatkę na temat pomniejszych gangów irlandzkich. Wbrew pozorom to informacje o nich były Noahowi ciekawsze, niżeli wzmianka o zabójcy z krwi i kości. Parias wyczuł okazję.
— Ktoś z Spokrewnionych kontroluje irlandzkie gangi, o których wspomniałeś? — zapytał z nieukrywaną ciekawością.
Wyglądało na to, że trzech bezklanowców pracowało bezpośrednio dla Greera. Balsamista zastanawiał się, jakimi działalnościami zajmowali się, co konkretnego robili? Warto było pogrzebać w stosownym czasie.
— Cieszę się, chętnie pomogę. — Skwitował i dopalił papierosa. Zamilkł i czekał na rozwój wydarzeń.

Re: Co w trawie piszczy

#10
Z wymienionych przez nowego kumpla Noaha bandziorów, tylko przedsiębiorczy Irlandczycy wydali się Pariasowi warci uwagi. Wspomniany siepacz nie wydawał się być kimś, kto mógłby być ambitnemu intelektualiście potrzebny. Przynajmniej nie na tę chwilę. Nie wiadomo było, co miały przynieść kolejne noce.
Image Wydaje mi się, że nikt. A przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Jak mówiłem, to płotki. Albo coś ukręcą i się rozwiną, albo wszyscy o nich zapomną. Jak chcesz się tam z nimi w interes mieszać, czy coś, to śmiało, droga wolna. — Z pewną obojętnością zachęcił Johnstona do kontaktu z gangsterami, posyłając mu wymowne spojrzenie.
Po zakończeniu dyskusji minęła dobra chwila spędzona w absolutnej ciszy. Żaden z trójki bezklanowców nie odezwał się słowem. Skinner tylko pokazywał swoje znudzenie kręcąc głową i oczyma, podczas gdy Rivers siedział w bezruchu cały czas z tym samym kieliszkiem. W tej ciszy Noah mógł jedynie usłyszeć sporadyczne skrzypienie pracującego drewna, a także dźwięk myszy, lub szczura, który przemieszczał się gdzieś w cieniu. To miejsce naprawdę wymagało renowacji. Ciekawym było jak długo Pariasi egzystowali w tym miejscu w takich warunkach. To było doprawdy niegodne, nawet grupy wyrzutków.
Po około dwudziestu minutach, można było usłyszeć dźwięk metalowych drzwi wejściowych, przez które Noah dostał się wcześniej do środka. Gdy te zostały zatrzaśnięte, Rivers się odwrócił i wszystkie pary oczu zwróciły się w tamtym kierunku, by wkrótce zobaczyć znajomą sylwetkę. Z cienia wyłonił się nie kto inny jak opiekun wyrzutków, dopalający akurat papierosa.
Zbliżając się pociągnął wzrokiem po zebranych, wydając się być może trochę zaskoczonym obecnością brodacza. Stając w miejscu obok grupy, rzucił peta na ziemię i zdeptał.
Image Panowie. — Przywitał wszystkich zebranych wraz ze skinięciem głowy. Unosząc brwi spojrzał na papierosa siedzącego wygodnie za uchem Skinnera, na co ten odpowiedział gestem głowy wskazującym na ich gościa.
Image Co ty tu u licha robisz, chłopie? — Rzucił pytaniem w stronę Noaha z lekkim uśmiechem, nie kryjąc swojego zdziwienia jego obecnością w tym miejscu.
Image Coś nowego się urodziło w sprawie Lupinów? — Dodał z pewną ciekawością w głosie.
Image A wy widzę wszyscy w jednym kawałku. To dobrze. Rozumiem, że wszystko poszło jak należy? — Zwrócił się do pozostałych, pytając ich najpewniej o wykonane zadanie.
Image Jasna sprawa, szefie. Poszli na nasze warunki. Szkoda że nie słyszałeś jak Rivers nawijał. Myślałem że zesrają się ze strachu. Hehehe. — Parsknął śmiechem, zdając dość niejasny, przynajmniej dla niewtajemniczonego, raport. Rivers tylko ciężko westchnął pod nosem, przyglądając się Jamesowi.
Image A Mały się sprawił? — Spojrzał na młodzieńca z zainteresowaniem.
Image O stary, żebyś wiedział. Ułatwił nam robotę jak nie wiem. Bez jego pomocy musielibyśmy tłuc się z całą tą bandą, a tak dotarliśmy po cichu prosto do szefostwa. — Zadowolony pochwalił młodego Shepparda, który okazał się mieć pewne atuty, dzięki którym okazał się być bardzo użyteczny.
Image No to świetnie. Dobra robota, panowie. — Pokiwał głową z zadowoleniem i aprobatą. Ponownie skierował wzrok w stronę balsamisty, pierwszy raz będącego w tej bazie Pariasów.
Image Mam nadzieję, że Skinner nie zamęczył cię gadaniem. — Zażartował, na co Wesley odpowiedział mu wymownym spojrzeniem, kręcąc przy tym głową.

Re: Co w trawie piszczy

#11
Zapanowała cisza. Dziwnym doświadczeniem było trwać w milczeniu przy nieumarłych. Stawali się oni posągami, gdyż żaden oddech; żaden odruch; żadna potrzeba nie zmuszała ich ciała do ruchu. Upiorna, nienaturalna cisza. Nawet w takich momentach względnego spokoju wyczuwalna była aura groteskowości. Bezklanowcy samą swoją obecnością wypaczali prawidła naturalne.
Balsamista wyłapał zakłócenia w eterze, coś zmąciło próżnią, w jakiej się znajdował. Raz jeszcze przeleciał wzrokiem po wnętrzu klubu, aby zlokalizować źródło piszczenia. Znów wzdrygnął się, kiedy musiał oglądać zdewastowane meble. Panujący tutaj syf irytował Noaha do takiego stopnia, że zaczął wystukiwać palcem prosty rytm, uderzając o blat baru. Dawniej był lekarzem, zapewnienie porządku i sterylności czasem było kroplą decydującą o życiu i śmierci pacjenta. Dawne odruchy i potrzeby Noaha jeszcze nie zanikły w klątwie wampiryzmu.
W końcu pojawił się James Greer.
— Dobry wieczór panu. — Powstawszy z siedziska, Noah elegancko się przedstawił.
Kiedy mentor zadał pytanie balsamiście, ten w reakcji wyciągnął ostatniego papierosa z paczki. Zapalił.
— Zebrałem wystarczającą ilość informacji, aby zdać raport Księciu. Wygląda na to, że sprawa ma drugie dno, a nasza Maskarada nie jest wystarczająco szczelna — przedstawił zdawkowo to, jak wyglądało jego śledztwo. Noah nie zamierzał się spowiadać, w szczególności w towarzystwie miłych, lecz jeszcze niezaufanych osobników.
Później dawny chirurg zamilkł, pozwalając Skinnerowi na omówienie zadania, jakie zostało wykonane z powodzeniem. Brzmiało to tak, jakby Skinner, Rivers i Mały działali w drużynie. Czyżby byli koterią? Zgrany zespół zawsze potrafił się wykaraskać z kłopotów, a synergia poszczególnych członków oraz ich talentów zapewne otwierała wiele drzwi. Z nieukrywaną ciekawością Noah się temu przesłuchiwał.
— Słowa Wesleya z całą pewnością mnie rozbudziły. Rozbrykany jest to dżentelmen, ale jak najbardziej w porządku — spróbował oczyścić atmosferę dawką humoru.
Johnston podszedł do czaszki kota, którą Skinner rzucił w cholerę jakiś czas temu. Podniósł ją, złapał oburącz i odwrócił się do mężczyzn. Kłęby dymu ulatniały się z ust brodacza, kiedy utrzymywał papierosa między zębami.
— Jestem tutaj, gdyż potrzebuję wiedzy na temat półświatka Chicago. Dżentelmen Wesley był na tyle uprzejmy, aby uchylić rąbka tajemnicy. Chętnie dowiem się więcej. Tak jak mówiłem wcześniej, mogę się odwdzięczyć za te przysługi, panie Greer — mówił do zebranych, ale patrzył i badał dotykiem czaszkę kota.
— Swoją drogą, często zaglądacie tutaj? Jaka historia kryje się za tą ruderą? — Postanowił zacząć wątek zdewastowanego klubu.

Re: Co w trawie piszczy

#12
Obserwacja siedzących w bezruchu grupy pozbawionych funkcji życiowych krwiopijców rzeczywiścia mogła budzić pewien dyskomfort. W takiej atmosferze te niespełnia pół godziny mogło zdawać się trwać wieczność, a może nawet i dwie. Na szczęście tę paskudną ciszę przerwał wreszcie dźwięk gryzonia. Na krótki moment dało to brodaczowi coś, na czym mógł się skupić, choć to niestety na powrót zwróciło jego uwagę na zdemolowane otoczenie. Ta sama reakcja, która ponownie pojawiła się u Noaha, jasno świadczyła o pewnej jego odrazie do obecnego stanu kryjówki bezklanowców.
Zdziwienie opiekuna Pariasów pogłębiło się, gdy usłyszał oficjalne powitanie Johnstona. Oczywiście, że musiało być to co najmniej dziwne, w końcu gdy widzieli się ostatnim razem, rozmawiali dość luźno i byli na “ty”. Tym razem jednak, młody Kainita przyjął zupełnie inną postawę, co spowodowało, iż James uniósł brew, przyglądając się pytająco balsamiście. Szybko jednak się rozluźnił i wysłuchał co ten miał do powiedzenia na temat tego, co dowiedział się w ostatnim czasie.
Image Niewystarczająco szczelna… Hmm… Brzmi dość poważnie. Co dokładnie udało ci się odkryć? — Chwilę podumał, by następnie zacząć drążyć. Oczywiście, że był zainteresowany rezultatami śledztwa, zwłaszcza gdy powiało taką grozą. Maskarada była wszakże tym, co chroniło Rodzinę przed śmiertelnikami. To ona zapewniała bezpieczeństwo Spokrewnionym, którzy w innych okolicznościach byliby ścigani i niszczeni tak, jak za czasów średniowiecza, a może nawet jeszcze skuteczniej z dostępną w tych czasach technologią.
Image No, zakumplowaliśmy się, szefie. Johnston to spoko gość. — Skinner przyjacielsko klepnął nowego kolegę w ramię, uśmiechając się do Greera, na co ten z aprobatą pokiwał głową.
Image Zobaczymy. Na razie to musi zaczekać. Skinner. — Odwrócił się do krótko ściętego jegomościa i wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki złożony kawałek papieru.
Image Tutaj masz kilku typów, którzy zalegają z kasą. — Wręczył papier nieumarłemu. Ten natychmiast go rozwinął i przeczytał.
Image Wyciśnij z nich wszystko, co do centa. — Dodał surowym tonem. Czyżby jakiś haracz albo inny deal? Można było tylko spekulować. Wesley westchnął zirytowany po zapoznaniu się z treścią, kręcąc przy tym głową.
Image Kurwa. Ja pierdolę. Mówiłem ci, że z nimi będą kłopoty. Ta banda, o ci, od razu ci mówię, będą się stawiać. — Wskazał palcem na papierze, odchylając kartkę w stronę Jamesa. Szef podumał chwilę, przeciągając dłonią po podbródku. Wreszcie wyciągnął kolejnego papierosa, odpalił go i wsunął do ust. Następnie spojrzał na Johnstona i po chwili znów na Wesleya.
Image Weź go ze sobą. Niech ci pomoże to ogarnąć. Riversa i Małego potrzebuję do innej fuchy. — Wykonał gest głową w stronę balsamisty, sugerując by Wesley skorzystał z pomocy nowego kolegi.
Image Piszesz się na to? — Ponownie odwrócił łeb do Noaha, spoglądając mu w oczy, a w jego ślady poszedł równie zainteresowany Skinner. Miał okazję pomóc, tak jak chciał. Był to pierwszy moment, kiedy jego mentor był gotów zaufać mu, w pewnym stopniu, z robotą, jakimi parała się jego organizacja. Nie brzmiało to na w pełni bezpieczną robotę, ale skoro chciał poznać świat swojego nauczyciela i się zaangażować w to, czym się zajmował, to miał ku temu sposobność. Dopiero po wymianie zdań Neonata miał okazję dopytać o klub.
Image Spotykamy się tutaj kiedy organizuję zebrania. Czasem parę razy w tygodniu, czasem częściej. A jeśli chodzi o historię tego miejsca, opowiem ci kiedy indziej. — Uśmiechnął się lekko po czym dodał.
Image Może jak skończysz z tym pieprzeniem do mnie per pan. Nie wiem co cię z tym dzisiaj ugryzło. — Na te słowa Skinner zaśmiał się pod nosem.

Re: Co w trawie piszczy

#13
Johnston nie miał żadnego powodu, aby nie wtajemniczać mentora w sprawy, jakimi się zajmował. Zawdzięczał temu wampirowi wiele, zatem zasługiwał na odpowiedzi. Johnston przyjął poważną postawę, gdy zaczął mówić.
— Agenci Biura Śledczego zorganizowali wycinkę na terenie, w którym doszło do masakry, a następnie wypłacili jednemu człowiekowi czek. Udało nam się go przechwycić i zgarnąć na ulicy, koło pubu Leona. Tak jak rozmawialiśmy, ja i Marcus dopilnowaliśmy, aby bar pozostał bezpieczny. Niestety, byliśmy śledzeni przez dwóch agentów i zaczepili nas w uliczce. Dali nam jasno do zrozumienia, że wiedzą o tym, iż ludźmi już nie jesteśmy. Trzeba o tym koniecznie zawiadomić Księcia — wytłumaczył grobowym głosem. Nie ujawnił wszystkich szczegółów Greerowi, w szczególności o groźbie agenta Doe, który znał rodzinę Johnstona.
Na szczęście nowy wątek, poruszony przez Jamesa, odegnał od balsamisty ponure myśli. Widocznie ktoś był winien szefowi bezklanowców pieniądze i trzeba było je odzyskać. Noah domyślał się, iż w świecie gangsterów spłata długów często kończyła się krwią. Noah nie był typem, który przemocą rozwiązywał problemy, ale chciał wziąć w tym udział, aby wzmocnić własny charakter. Jako Spokrewniony przemoc musiała stać się jego drugą naturą, albowiem wymagało tego przetrwanie nocy.
— Skinner, pokaż proszę tę kartkę — zwrócił się do wygadanego po jego ksywie. Noah postanowił, że będzie się tak do niego zwracać wyłącznie na robocie.
Jeżeli dawnemu chirurgowi przekazano papier, uważnie przeczytał, co jest tam napisane.
— Powiedzcie, panowie, na co patrzę — dodał, gdy w błyskawicznym tempie przyswajał zapisane informacje.
— Oczywiście, że się na to piszę. Powiedz nam tylko, ile mamy czasu na odzyskanie pieniędzy, panie Greer — dopytał, bo czas grał ważną rolę.
W końcu James zwrócił uwagę wychowankowi, że niepotrzebnie stosował zwroty grzecznościowe i brzmiało to co najmniej dziwnie. Kiedy Noah to usłyszał szczerze i serdecznie się uśmiechnął, gdyż mentor rozszyfrował jego małą grę. Teraz, kiedy James ustalił granicę w tym gronie, Noah miał pewność, że mógł swobodnie się tutaj wypowiadać, bez łuskania czyjeś dupy wymuszoną grzecznością.
— A tak mi się mówiło, James. W porządku, nie będę już takim sztywniakiem, chociaż wiesz, że to bardzo lubię — puścił do niego oczko, kiedy zażartował w celu rozładowania atmosfery. — Z całą pewnością ugryzło mnie to, że tutaj macie bajzel — nagle dodał bezpośrednio, ewidentnie patrząc na szluga, który James przed chwilą zgniótł na podłodze. — Nie chciało się wam posprzątać? Tutaj szczury łażą, panowie, litości.

Re: Co w trawie piszczy

#14
Zdany przez brodacza raport zainteresował opiekuna wyrzutków, który słuchał z uwagą. Również pozostali przyglądali się Johnstonowi, nadstawiając ucha i marszcząc brwi, gdy ten wspomniał o agentach. To zagrożenie dla kurtyny oddzielającej świat śmiertelników od świata mroku brzmiało jak paskudna sprawa. Tym bardziej, że nie tylko tamta dwójka nie zdawała się obawiać nieumarłych, ale też nie było jasne jak wiele rzeczywiście wiedzieli na temat Kainitów. Książę, bardziej niż ktokolwiek, będzie mieć jasność co do faktycznej wagi tego problemu.
Image Faktycznie nieciekawie. Jak to się w ogóle stało? Mam nadzieję, że nie zdradziliście się w żaden sposób, bo jeśli by tak było, to rozmowa z Księciem na ten temat to ostatnie, czego byście chcieli. — Ostrzegł podopiecznego przed popełnieniem głupstwa, które mogło kosztować go jego egzystencję w przypadku, gdyby byli winni złamania Maskarady. Na szczęście Neonata nie musiał się obawiać, gdyż nie miał powodów sądzić, by jakiekolwiek jego czyny mogły narazić Pierwszą.
Image Nazwiska typów, którzy nie wywiązali się z umowy i zalegają z zapłatą naszej działki. — Wesley ustawił się obok balsamisty i zwrócił kartę w jego stronę tak, by mógł przeczytać co było na niej napisane. Widniało tam osiem nazwisk, z czego piątka z nich była już przekreślona, co oznaczało zapewne, iż sprawa z nimi została zamknięta. Obok nazwisk widniały liczby, będące niewątpliwie sumą, jaka była do zapłacenia przez tych ludzi. Były to wyłącznie dwucyfrowe sumy, gdzie najniższą była czterdzieści pięć, a najwyższa osiemdziesiąt dwa. To było całkiem sporo forsy, zwłaszcza gdy wszystko zebrało się do kupy, dając łącznie dobre kilkaset dolców. Trójka ludzi, którzy byli obecnie w centrum zainteresowania obecnych Spokrewnionych, nosiła nazwiska kolejno; Collins, z długiem liczącym sobie sześćdziesiąt osiem dolarów, Hogan z pięćdziesięcioma i jednym, oraz Jacoski z najwyższą sumą osiemdziesięciu dwóch dolarów.
Image Im szybciej to ogarniecie, tym lepiej, bo na pewno będą próbować się ustawić z innymi tak, żeby mieć obstawę i nie musieć nam oddać należnego. — Popatrzał po obu słuchaczach, którym zlecał zadanie.
Image No to damy tym cwaniakom do zrozumienia, że albo trzymają się z nami, albo mają przesrane. — Skinner uśmiechnął się szeroko, zacierając ręce, widocznie napalony na robotę, która chyba wpasowywała się w jego… talenty. James potwierdzająco kiwnął głową do wampira, nie mówiąc nic więcej.
Wyglądało na to, że robota uwzględniała, a może nawet i wymagała specyficznej formy perswazji, z użyciem siły fizycznej.
Image Bajzel… — Szef omiótł znużonym spojrzeniem całe pomieszczenie, wzdychając ciężko i wzruszając ramionami.
Image No cóż. Jakoś nigdy odrestaurowanie tego klubu nie należało do naszych priorytetów. — Skomentował chłodno, nie zdając się być szczególnie zainteresowany wyglądem kryjówki.
Image Pan Johnston słusznie zwraca uwagę na ten problem. Wypadałoby doprowadzić to miejsce do ładu, jeśli ma służyć jako nasza stała baza operacyjna. — Cicha woda odezwał się zza pleców Greera, stając po stronie Noaha w temacie renowacji klubu.
Image Kurde, w sumie racja James. Trochę tu bieda. — Do walki o lepszy byt przyłączył się i Skinner.
Image Poważnie? Nagle wam zaczęło przeszkadzać? Ech. Dobra, przy okazji zorganizujemy jakieś porządki. Ale najpierw zajmijcie się tymi palantami. — Ciężko wzdychając, James ugiął się pod naciskiem grupy. Nawet Mały gdzieś tam z tyłu sprawiał wrażenie zainteresowanego i zgodnego w tym temacie, choć nie miał chyba odwagi otwarcie nic powiedzieć.
Image A wasza dwójka dostanie inne zadanie. — Greer rzucił do Shepparda i Riversa, ruszając w kierunku baru i siedzącego tam wampira, czekając aż Mały dołączy do dwójki.
Image To co, gotowy? A, masz w ogóle jakiegoś gnata? Może ci się przydać. — Pytanie o pukawkę nie było raczej szczególnie niespodziewane, biorąc pod uwagę naturę zadania, jakie dwójka bezklanowców właśnie otrzymała.

Re: Co w trawie piszczy

#15
— Nie mam bladego pojęcia, James. Śledzili nas od momentu, kiedy wraz z Primogen zawitaliśmy w kostnicy, żeby zbadać zwłoki. Dziwi mnie, że pani Celeste nie wykryła, że mamy ogon. W każdym razie czym prędzej dam znać Księciu, tym lepiej — wytłumaczył Noah skonfundowanym głosem.
Aprobata Jamesa względem renowacji klubu uradowała balsamistę, ponieważ brakowało mu robienia czegoś normalnego, zwyczajnego. Dawno już nie tynkował, nie malował czy nie kładł paneli. Nie był fachurą, ale też nie było to zbyt trudne do wykonania. Potrzebowali czasu i materiałów.
— Świetnie. Mamy tutaj pięciu dżentelmenów. Mam nadzieję, że nie zapomnieliście jak się robiło remont. James, szykuj szpachle i pędzle — powiedział zadowolonym tonem.
Spluwa okazałaby się przydatnym instrumentem pracy wymagającej podkreślenia ostatecznych argumentów w dyskusji, niemniej balsamista nie umiał strzelać. Nie był pewien czy potrzebna była mu broń palna.
— Nie mam broni palnej. Nie wiem czy warto, abym ją posiadał, gdyż nie umiem strzelać. Hm, być może udałoby się nam sprytem podejść dłużników? Potrafię niezauważony wkraczać na posesje, być może znajdziemy coś, co skłoni ich do spłaty długów?

Re: Co w trawie piszczy

#16
Image
Przewodnik grupy bezklanowców wzruszył ramionami na entuzjastyczne, dalsze wspomnienie o renowacji klubu, który kto wie jak długo był w tym opłakanym stanie. Nie miał na to ochoty, ale grupa przemówiła. Większość chciała pracować w nieco bardziej komfortowych warunkach. Być może w nadchodzących nocach mogło udać się wspólnymi siłami doprowadzić to miejsce do ładu.
Westchnięcie Skinnera w odpowiedzi na rozczarowujące słowa nowego kolegi dałoby się usłyszeć na końcu sali.
Image Poważnie? Ani gnata ani nawet strzelać nie umiesz? Chłopie, jak ty przetrwałeś tyle czasu bez pukawki. — Wzruszył ramionami jakby kompletnie nie wyobrażając sobie świata bez broni, która rzeczywiście miała multum zastosowań, od militarnych po te bardziej socjalne. W końcu nie ma zbyt wiele rzeczy na tym świecie, które tak mocno wzmacniają zdolności perswazji, jak lufa broni wymierzona w głowę delikwenta.
Image To niestety trochę nam utrudni robotę. Tak to wystarczyłoby, żebyśmy tam razem wjechali ostro i wymusili na nich współpracę. Z zakradaniem się może być ciężko, zwłaszcza jeśli ułożyli się już z tamtymi i dostali dodatkową obstawę. Ale chuj tam, możemy spróbować, tylko mi wyjaśnij jak chcesz to zrobić, bo bez urazy, ale trochę rzucasz się w oczy. — Odpowiedział, kończąc lekkim śmiechem po wymownym zmierzeniu Noaha wzrokiem. Nie miał pojęcia o jego zdolnościach i chyba nie spodziewał się po świeżaku niczego nadzwyczajnego, nawet jeśli przetrwał na arenie Szeryfa. Neonata miał okazję, by zaskoczyć Wesleya i zrobić na nim wrażenie.
Dwójka wampirów powoli opuściła budynek, zostawiając pozostają trójkę Pariasów w środku i kierując się w stronę ciemnej uliczki niedaleko za klubem, gdzie zaparkowany był czarny Ford, do którego wsiedli. Skinner uruchomił jego silnik i automobil powoli stoczył się na ulicę, skąd następnie ruszył na przód między budynkami. Spokrewnieni jechali do celu i mieli póki co jeszcze chwilę czasu, by przedyskutować szczegóły planu, nim spotkają się z pierwszym dłużnikiem.

Re: Co w trawie piszczy

#17
Noah uśmiechnął się na dwuznaczną sugestię.
— Wybacz, nie miałem okazji zrobić formy przed śmiercią — zaczął żartobliwie, pokazując, że miał dystans do siebie. — Potrafię oszukać wzrok ludzi w taki sposób, że jestem dla nich niewidzialny — zdradził swoją moc.
Kiedy bezklanowcy zbliżyli się do pojazdu, Noah zagwizdnął z wrażenia.
— Robi wrażenie — ujął krótko.
W środku Johnston kontynuował rozmowę.
— Nie jestem specjalistą od roboty tego typu, niemniej wydaje mi się, że należałoby zrobić to raz a porządnie. Być może machanie spluwą dałoby nam korzyści, lecz na jak długo? Jeśli byśmy znaleźli na nich haka i wykorzystali go do szantażu, zatrzymalibyśmy ich na dłużej . Ich forsę.

Re: Co w trawie piszczy

#18
Image
Żartobliwy komentarz rozbawił Skinnera, który zdawał się być właśnie typem osobnika lubiącym wyluzowanych ludzi. Humor był więc niewątpliwie czymś, co mogło nieco zbliżyć dwójkę bezklanowców.
Image Niewidzialny, co? To się może przydać, zwłaszcza jeśli wolisz uniknąć bezpośredniego starcia, co z resztą w twoim przypadku nie byłoby głupie. Hmm. — Skwitował, widząc sensowną alternatywę obok swojego pierwotnego planu. Może i Wesley był narwany, ale z pewnością wolał uniknąć niepotrzebnego konfliktu i robienia hałasu, który ściągnąłby niechcianą uwagę.
Gdy oboje byli już wewnątrz automobilu, Skinner odpalił silnik i ruszyli przez miasto. Mieli chwilę na ugadanie planu przed dotarciem na miejsce i konfrontacją z dłużnikami.
Image Dobra, to mówisz, że chcesz się wpierw tam u nich rozejrzeć po cichu i poszukać czegoś użytecznego? — Pytająco powtórzył właściwie słowa balsamisty, chcąc się upewnić co do jego zamiarów. Neonata nie miał co prawda żadnego pojęcia, co miałby znaleźć za linią wroga, ale jeśli miało tam być cokolwiek, co pomogłoby w negocjacjach, to na pewno była to lepsza opcja, niźli czysty pokaz agresji i brutalności, mający potencjał mocno skomplikować sprawy. Pojazd kierował się teraz w kierunku w tej chwili jeszcze ruchliwej, północno-wschodniej części dzielnicy West Side.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron