Re: .Głód wolności i krwi

#31
Image
Greer wyglądał jakby na nieco zirytowanego, a także trochę znużonego. Można było odnieść wrażenie, że takie sceny z Szeryfem odegrał w przeszłości wielokrotnie. Zagadką było ilu podobnych Noahowi przygarnął pod swoje skrzydła, by uchronić ich przed ostatecznym osądem i mrocznym losem.
Wtem, na twarzy ancilla można było dojrzeć pewną nutę dyskomfortu, gdy ciszę przerwał śmiech Kimboltona i uderzenia jego dłoni. Było to w końcu zachowanie mocno odbiegające od tego, czego można było się spodziewać po tym potworze. Oczywiście bardzo szybko można było zdać sobie sprawę co kryło się za tym śmiechem, gdy z ust Toreadora padła ciężka groźba, której młody nie mógł zignorować.
Szeryf stanowił niepodważalny autorytet. Jego wiek, siła i doświadczenie, obok jego statusu, czyniły z niego osobnika, z którym lepiej było nie zadzierać. W obecnej chwili ważyły się poniekąd losy młodego Spokrewnionego. Wziąwszy pod uwagę, że ten miał prawo jedynie milczeć i przysłuchiwać się rozmowie starszych od niego krwiopijców, wszystko wskazywało na to, że jego los zależał od tego, co Kimboltonowi powie James o niedawnych wydarzeniach.
Na szczęście Johnstona, ten w pełni rozumiał w jakiej znajdował się sytuacji, tak więc nie kwestionował tego, co usłyszał, a jedynie przyjął do wiadomości słowa skierowane w jego stronę. Zamierzał wykonywać instrukcje bez zająknięcia, gdyż zdawał sobie sprawę, że jakikolwiek inny kurs mógłby zagrozić jego egzystencji.
Nadszedł nieunikniony moment, kiedy Greer musiał zdać raport z tego, co miało miejsce, nim dotarli do tego mieszkania. Ten niemalże wziął głęboki wdech, a przynajmniej zrobiłby to, gdyby wciąż był człowiekiem. Teraz mógł jedynie imitować takie i podobne czynności.
ImageCóż, Noah został zaatakowany. Wydaje mi się, że był to jakiś czub z Sabbatu. Młody zaciekle się bronił i nawet dał zasrańcowi trochę popalić. Ostatecznie wkroczyłem do akcji i prawie gnoja wykończyłem, ale niestety ten bojowniczy skurwiel mi zwiał. — Spokrewniony krótko i klarownie podsumował całe wydarzenie, podkreślając wkład swojego podopiecznego w walce, spoglądając kątem oka w jego kierunku. Nie był jednak zadowolony z porażki, jaką sam odniósł w swojej próbie unicestwienia napastnika z wrogiej sekty. Tutaj na jego twarzy malowało się pewne lekko zauważalne zażenowanie, choć trudno było powiedzieć, czy samą tą porażką, czy faktem, że musiał się z niej wyspowiadać Szeryfowi, dając mu tym samym kolejny pocisk, który będzie mógł potem przeciwko niemu użyć. Być może jedno i drugie.
ImageAle bez obaw, popytam moje kontakty i go znajdę. — Parias nie miał zamiaru skupiać się na samej porażce, a zamiast tego z ogromną pewnością siebie próbował zapewnić Szeryfa, że nie zostawi tego bałaganu i dokończy sprawę. Wyprostował się i oczekiwał na odpowiedź egzekutora, który zapewne gdzieś w głowie mierzył mierną w jego oczach wartość obu wampirów.

Re: .Głód wolności i krwi

#32
- "Czub z Sabbatu" - cisza po wywodzie ancilli została szybko wypełniona, zdając się nie ustępować nawet tykaniu przywieszonego zegara. Słowa te, w ustach Kimboltona zabrzmiały bardziej jak przemyślenie z domieszką drobnej uszczypliwości, na prostacki i bezpośredni język nieetykietalnego wampira. Samozwańczy Hrabia połączył palce obu dłoni, rozsiadając się jeszcze wygodniej i przekładając z nogi na nogę. Widocznie ważąc słowa Greer'a, oceniając je z ostrożnością, nabrał powagi i pozwolił fasadzie własnej szydery po prostu zniknąć. Zagrożenie Sabbatu nie pozwalało na żarty - nawet jeśli ofiarami były brudne bezklanowce.
- Odważnie sobie poczynają... Niechybnie zaznaczają terytorium. Fakt, że Twój nowy piesek przeżył starcie świadczy wyłącznie o tym, że napastnik również był ledwie świeżym nabytkiem. Zwiększają szeregi. Hycle puszczają szczeniaki ze smyczy. Sprawdzają nas. Niedobrze - Percival przeniósł wzrok na Noaha, ledwie chwile, jakby oceniając jego osobę od stóp do głów. Próżno doszukiwać można było w spojrzeniu szacunku, czy chociażby uznania, nie większej niż zatroskany rolnik spoglądający na niechcianego lisa, który znalazł przejście przez ogrodzenie. Zwierzę było sprytne i zaradne, nie mniej, nie chciane i trzeba było je uśpić nim dojdzie do kurnika. Kimbolton spochmurniał, widocznie niepocieszony faktem, że ktoś próbował dostać się do jego grzędy. Pytanie było tylko jedno: kto tutaj był lisem? Sabatnik... Czy Noah?
Szeryf westchnął ciężko i teatralnie, jakby dając upust chwilowemu przemyśleniu i niewygodnej myśli. Przeniósł wzrok ponownie na starszego Pariasa- Co wasz piesek potrafi, poza niechcianym szczekaniem i przeżywaniem ataków zgłodniałych kundli? - Kimbolton skierował słowa do Greer'a, gestem jednak, wyraźnym i władczym, pozwalając Johnstonowi dojść do głosu.
Percival Kimbolton, Wygląd | 
» Nonszalancja przemieszana z dżentelmeńską elegancją zdaje się towarzyszyć wyrafinowanej uprzejmości i drapieżnemu usposobieniu. Percival Kimbolton jest człowiekiem wysokiego statusu i wysokiej klasy: świadczy o tym nie tylko zawsze wyszukany wygląd dopasowany do sytuacji, co sposób chodu, zachowania i obycia. Głowa, zwykła spoglądać na wszystkich wyniośle, faktem jest jednak, że poczucie to może wzmacniać blisko dwumetrowy wzrost postaci. To fakt, spokrewniony ten, tytułujący się samozwańczo “Hrabią” jest istotą nie-niską, dobrze zbudowaną, która na pierwszy rzut oka zwraca uwagę na przymioty zdrowego ciała i wysportowanej sylwetki. Chociaż w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że posiada ciało sportowego atlety, czy też siłacza, nie można odmówić mu tężyzny i witalizmu.
Włosy o kolorze miedzianym, zdają się wiecznie uczesane na tył, ulizane do podstawy czaszki tak, że zakrywają nawet sprawnie ukryty przedziałek. Zadbana, przystrzyżona broda - chociaż tak niemodna na salonowej gościnie - nadaje mężczyźnie nie tylko szorstkości charakteru, ale także pociągłości twarzy, budząc pełne skojarzenia z powiązaniem ze światem innym niż salonowy, bardziej dzikim, nieznanym i obcym wśród dwornych balów.
To jednak oczy budzą największe zakłopotanie: drapieżne, agresywne i bystre, utopione w błękitnym odcieniu, sprawiają wrażenie niepohamowanych, gwałtownych i kpiąco wyzywających rozmówcę.
Samozwańczy Hrabia jest drapieżny, widać to po jego zachowaniu, ruchach i obyciu. Groteskowość i subtelne wyrachowanie nie skrywa impulsywności wyraźnych zachowań, które nawet skryte pod maskami uprzejmości wybijają się podczas konwersacji.

Dodatkowe informacje | 
Brak.

Legenda Kolorów Języka | 
Francuski, Niemiecki, Dialekt rdzenny indian, Holenderski, Zulu

Re: .Głód wolności i krwi

#33
Żółtodziób dalej starał się utrzymać kamienny wyraz na twarzy, co było trudnym zadaniem, gdyż każda cząstka jego ciała przeżywała ogromny stres, wywołany zwierzęcą prezencją Szeryfa. Na razie Noah dawał radę powstrzymywać swoje odruchy, jednak w konsekwencji wewnętrznej walki ze strachem, umykały mu pewne niuanse rozmowy. W tej chwili skupiał się wyłącznie na oczywistych informacjach, jakie zdradzał Szeryf.
Pierwsza wskazówka ujawniała postawę hrabiego względem starszego bezklanowca, która nacechowana była zaskakująco dużą dawką tolerancji. W przypadku niewłaściwego zachowania nowicjusza natychmiastowo została zastosowana groźba surowej kary, natomiast Greer nie zmienił swojego ulicznego stylu wypowiedzi nawet w obecności przełożonego, zaś ten nie wyciągnął z tego konsekwencji, jedynie pokusił się o kpinę. Wyglądało na to, że James nie bał się wyrażać własnych myśli przed potworem go nienawidzącym.
Kolejny raz w przeciągu tej nocy Johnston usłyszał o Sabbacie stojącym w opozycji do Camarilli. Jeśli Sabbat przyjmował w swoje szeregi włochate małpy, istnych degeneratów społecznych, nie życzył im wielkiego sukcesu. Odnotował wyrażone obawy przez Szeryfa, któremu nie przypadło do gustu testujące posunięcia przeciwnika. Noah ucieszył się w duchu, bo na ten moment Kimbolton nie wiedział o właściwym powodzie ataku Sabbatu na Pariasów, co z kolei oznaczało, iż nie miał na ręce wszystkich kart — nie znał wszystkich informacji.
Gest Szeryfa pobudził Noaha. Zanim otworzył usta, poprawił swoją służebną postawę i czekał na dobry moment na mówienie. Starał się przypominać dobrze wyszkolonego lokaja, którego obecność nigdy nie była nachalna, a wręcz zapominało się o nim do momentu pojawienia się potrzeby do zrealizowania.
— Jestem tanatopraktorem, przygotuję zmarłych do wiecznego spoczynku w moim domu pogrzebowym — przemówił głosem wyraźnym, lecz nie głośnym, aby nie irytować szlacheckiego sadysty. Rzekł także krótko i na temat, bo brak statusu ograniczał swobodę wypowiedzi. Jednak dawny lekarz nieświadomie nasycił swoją wypowiedź dumą, ponieważ droga jaką pokonał do stania się balsamistą była niezwykle trudna.
— Czy podać panu Szeryfowi laskę? — niespodziewanie zapytał, ale uczynił to z szacunkiem i w dobrej woli.
Hrabia opuścił swoją laskę, która dalej leżała na ziemi. Noah nie zignorował tego faktu i zamierzał ukazać swoją pokorę i użyteczność, o ile otrzyma na to przyzwolenie.
Noah Johnston, Wygląd | 
» Właściciel domów pogrzebowych gustuje w tradycyjnej modzie i nie przepada za wyzywającą ekstrawagancją. Pomimo problemów z nadwagą, szyte na miarę komplety garniturów łagodziły przywary jego tuszy. Obecnie jest on ubrany w trzyczęściowy garnitur w ciemnoszarej barwie i zestaw dopełniała biała koszula z krawatem. Zainspirowany żołnierzami z Wielkiej Wojny, nosi na lewej ręce zegarek na skórzanej bransolecie. Noah lubi swoje gęste włosy, regularnie o nie dba oraz zaczesuje do tyłu. Także się nie goli, jego estetyczną brodę podkreślają wąsy przystrzyżone w stylu niemieckim.
Prezencja tęgiego dżentelmena ukazuje spokojnego flegmatyka spoglądającego na świat przygaszonym spojrzeniem, jakby brakuje mu energii, werwy do działania. Sposób wypowiedzi zdradzał dobre wykształcenie, a preferowany przez niego ton raczej wzbudza sympatię czy zaufanie, gdyż nacechowany jest szczerą uprzejmością. Preferuje perfumy o zapachu kojarzącym się z lasem.

Dodatkowe informacje | 
Wkrótce.

Legenda Kolorów Języka | 
Łacina

Re: .Głód wolności i krwi

#34
Nagła zmiana w atmosferze była widocznie odczuwalna. Bardzo poważnie zostały przez Kimboltona odebrane wieści o ataku wampira Sabbatu. Rozprawianie się z zagrożeniem ze strony tych potworów były jednym z jego obowiązków, to też głębsze przemyślenie i powaga, jakie zastąpiły jeszcze chwilę temu obecną atmosferę grozy nie były zaskakujące. Na głos analizował sytuację, jaka miała miejsce, jednocześnie informując młodsze wampiry o obecnej strategii nieprzyjaciela, zdradzając przy tym swoje niezadowolenie.
Greer również popadł w zamysł, słuchając słów Szeryfa z uwagą, powstrzymując się teraz od rzucania komentarzy w tym momencie. Wyraz jego twarzy i zmarszczone brwi wskazywały na to, że najpewniej analizował w głowie to co zostało mu przekazane. Zagrożenie to uderzało w końcu bezpośrednio w jego podopiecznych. Co jeśli Noah nie miał być jedynym apetycznym kąskiem dla wampirów Sabbatu? W końcu porzuceni, niechciani przez nikogo pariasi byli drugim w kolejności, po shovelheadach, idealnym materiałem na mięso armatnie.
Cisza przemyśleń zebranych w pomieszczeniu nieumarłych została po raz kolejny przerwana przez Toreadora, zainteresowanego teraz zdolnościami i wiedzą, jakie posiadał żółtodziób. Pytając, miał na myśli oczywiście to, co miało się przydać w jego nieżyciu, i nie tylko jemu, ale przede wszystkim jego przełożonym. W pierwszej kolejności usta otworzył Johnston, mówiąc krótko o swoim zawodzie i... niczym więcej. Nim Greer miał szansę powiedzieć coś więcej, młody parias wyszedł ze służalczą chęcią i pytaniem o podniesienie leżącej laski, co spotkało się z krzywym spojrzeniem ze strony jego opiekuna.
Reakcja Kimboltona była równie niespodziewana, co pytanie stojącego przed nim 'kundla'. Nie był to ani rubaszny śmiech ani przepełnione grozą warknięcie, a lekkie, nieco niechętne skinięcie głową i wzrok wbity teraz w Noaha, który niemalże klęknął przed Szeryfem, wyciągając dłoń po jego laskę. Gdy za nią złapał, można było odnieść wrażenie, jakby zamarł na kilka dobrych sekund, by wreszcie ostrożnie i z szacunkiem unieść przedmiot, oczekując aż siedzący przed nim Spokrewniony go odbierze.

Re: .Głód wolności i krwi

#35
Wyciągnął dłoń w stronę Noaha, chwytając delikatnie podawany z należytą estymą przedmiot. Na jego twarzy pojawiło się zaintrygowanie, które wszyscy zebrani mogli odczytać jako oznakę uznania. Kimbolton - chociaż nastawiony wyraźnie antagonistycznie do bezklanowej dwójki - sprawiał wrażenie wielce zadowolonego z właściwego uniżenia i znalezienia swojego miejsca głęboko na tyłach szeregu wampirzej hierarchii.
Trzymając laskę jedną ręką przejechał drugą dłonią po fakturze drewna. Wysilił się na lekki chichot oceniając etykietalność bezklanowca. Zupełnie tak jakby ten akt przerwał fasadę powagi wyłaniającą się podczas rozważań kwestii Sabbatu. Pokiwał głową - Ha. To ciekawe. Naprawdę ciekawe. Nie dość, że wie kiedy warować to jeszcze kijka przynosi... Umie też szczekać na komendę. Skąd Ty ich bierzesz Greer? - zarechotał próżno, jakby z żartu który nawet śmieszny przecież nie był. Pławiąc się we własnym upadlaniu zastukał palcami i skierował czubek laski prosto w stronę piersi Noaha. Na linii serca.
- Odważne posunięcie bezklanowcu. Odważnie sprawdzać aurę przedmiotów, których właścicieli należy się obawiać i przestrzegać. Dlatego teraz powiedz: co stoi na przeszkodzie bym docisnął podany mi przedmiot do końca. Hm...?
Percival Kimbolton, Wygląd | 
» Nonszalancja przemieszana z dżentelmeńską elegancją zdaje się towarzyszyć wyrafinowanej uprzejmości i drapieżnemu usposobieniu. Percival Kimbolton jest człowiekiem wysokiego statusu i wysokiej klasy: świadczy o tym nie tylko zawsze wyszukany wygląd dopasowany do sytuacji, co sposób chodu, zachowania i obycia. Głowa, zwykła spoglądać na wszystkich wyniośle, faktem jest jednak, że poczucie to może wzmacniać blisko dwumetrowy wzrost postaci. To fakt, spokrewniony ten, tytułujący się samozwańczo “Hrabią” jest istotą nie-niską, dobrze zbudowaną, która na pierwszy rzut oka zwraca uwagę na przymioty zdrowego ciała i wysportowanej sylwetki. Chociaż w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że posiada ciało sportowego atlety, czy też siłacza, nie można odmówić mu tężyzny i witalizmu.
Włosy o kolorze miedzianym, zdają się wiecznie uczesane na tył, ulizane do podstawy czaszki tak, że zakrywają nawet sprawnie ukryty przedziałek. Zadbana, przystrzyżona broda - chociaż tak niemodna na salonowej gościnie - nadaje mężczyźnie nie tylko szorstkości charakteru, ale także pociągłości twarzy, budząc pełne skojarzenia z powiązaniem ze światem innym niż salonowy, bardziej dzikim, nieznanym i obcym wśród dwornych balów.
To jednak oczy budzą największe zakłopotanie: drapieżne, agresywne i bystre, utopione w błękitnym odcieniu, sprawiają wrażenie niepohamowanych, gwałtownych i kpiąco wyzywających rozmówcę.
Samozwańczy Hrabia jest drapieżny, widać to po jego zachowaniu, ruchach i obyciu. Groteskowość i subtelne wyrachowanie nie skrywa impulsywności wyraźnych zachowań, które nawet skryte pod maskami uprzejmości wybijają się podczas konwersacji.

Dodatkowe informacje | 
Brak.

Legenda Kolorów Języka | 
Francuski, Niemiecki, Dialekt rdzenny indian, Holenderski, Zulu

Re: .Głód wolności i krwi

#36
Podjęte ryzyko przyniosło dość ironiczne konsekwencje, ponieważ laska Szeryfa wycelowana w pierś bezklanowca wywołała w nim upiornie dogłębne uczucie déjà vu. Jego twarz zdradzała zdenerwowanie, stres, ale nie zdziwienie, jakby przewidział swój los.
Noah postanowił w pełni przyjąć uniżoną pozycję. Uklęknął na oba kolana niczym katolik składający cześć prawdziwemu Bogu, oddał pokłon wiekowej potędze. Parias mógł teraz błagać o życie, gdyż popełnił czyn godny srogiej kary, ale nie zamierzał tego uczynić. Był pogardzany przez silniejszego wampira, sprowadzony do roli nędznego psa. To przynosiło upokorzenie młodemu wampirowi, niemniej postanowił szczerze przyjąć ten ból. Nie wypierał go, zaakceptował swój los. Stał się psem.
— Szeryfie, stoi przed panem zysk. Decyduje pan o losie psów posiadających panów. Napastnik, który mnie zaatakował uciekł, więc ma dokąd wracać — mówił głosem nasyconym determinacją. Noah emanował strachem, ale nie uciekał od niego. Podjął walkę z własnym przerażeniem, aby móc wyzwolić swoje słowa.
— Spokrewnienie obdarzyło mnie widzeniem. Widzę aury, ale nie tylko. Jestem w stanie dojrzeć dusze tych, którzy nie dotarli na drugą stronę i tułaczą się po tym świecie. Kiedy piję krew pochłaniam wspomnienia ludzi — ujawniał swoje zdolności przez egzekutorem, a kiedy to robił, patrzył mu prosto w oczy. Noah w tym momencie chciał być prześwietlany, nie ukrywał niczego.
— Odnajdę siedliszcze, w którym gnieżdżą się członkowie Sabbatu. Jestem nikim, więc nie zasługuję na nagrody. Jestem nikim, więc moja zguba nie zaszkodzi. Proszę jedynie o szansę.
Noah Johnston, Wygląd | 
» Właściciel domów pogrzebowych gustuje w tradycyjnej modzie i nie przepada za wyzywającą ekstrawagancją. Pomimo problemów z nadwagą, szyte na miarę komplety garniturów łagodziły przywary jego tuszy. Obecnie jest on ubrany w trzyczęściowy garnitur w ciemnoszarej barwie i zestaw dopełniała biała koszula z krawatem. Zainspirowany żołnierzami z Wielkiej Wojny, nosi na lewej ręce zegarek na skórzanej bransolecie. Noah lubi swoje gęste włosy, regularnie o nie dba oraz zaczesuje do tyłu. Także się nie goli, jego estetyczną brodę podkreślają wąsy przystrzyżone w stylu niemieckim.
Prezencja tęgiego dżentelmena ukazuje spokojnego flegmatyka spoglądającego na świat przygaszonym spojrzeniem, jakby brakuje mu energii, werwy do działania. Sposób wypowiedzi zdradzał dobre wykształcenie, a preferowany przez niego ton raczej wzbudza sympatię czy zaufanie, gdyż nacechowany jest szczerą uprzejmością. Preferuje perfumy o zapachu kojarzącym się z lasem.

Dodatkowe informacje | 
Wkrótce.

Legenda Kolorów Języka | 
Łacina

Re: .Głód wolności i krwi

#37
Cisza.

Przeszywająca i niekomfortowa. Tykanie zegara jakby ustało, w chwili gdy wskazówki pod ciężarem sytuacji przestały wydawać z siebie charakterystyczny tykot. Powietrze stężało. Aura zdawała się przytłaczać. Wszystko to było niepokojące - zupełnie tak, jakby wampir swoją pozą wytwarzał takie poczucie, tworzył takie emocje w samym otoczeniu.
Nie przeszkadzało mu to. Pozwolił tej chwili trwać. Noszona razem z nią niepewność sprawiała wrażenie pławienia się w zadowoleniu. Samozwańczy Hrabia milczał, patrząc jak bezklanowiec wije się i wygina z próbą pokazania należytego szacunku. Stawiając swoje miejsce we właściwej i należytej w tym świecie hierarchii. Można było uznać, że wyraźna satysfakcja Kimboltona syciła jego poczucie ego na tyle by mógł pławić się w niej jeszcze dłużej - tak jednak, ku zaskoczeniu zebranych, wcale nie było.
Percival patrzył na pariasa ze smutkiem, wyraźnym smutkiem trwającym ledwie kilka sekund, które mógł zauważyć zarówno Greer jak i błagający o przebaczenie parias - jeśli tylko odważył się podnieść głowę by spojrzeć w twarz swojego sądownika. Zachowanie Noaha wzbudziło w jakiś sposób w samym Kimboltonie pewną emocję, nikłą, acz wyraźną w swoim przebłysku. Potwór z jakim przyszło im się teraz widzieć, zaledwie jakby na chwilę stężał i zastygł w bezruchu, pokazując swoje kruche, acz ludzkie oblicze.
- Jest pewna lekcja... - zaczął, stając z fotela. Przestał celować laską w stronę serca pariasa, jednocześnie trzymając przedmiot dalej wysoko w swojej ręce - ...którą musisz wynieść. Lekcja, którą i ja wyniosłem i wyniesie ją każdy z nas jeśli nie chce stanowić zagrożenia dla naszej społeczności, Bezpańczyku - skierował w stronę pariasa swoją dłoń w jasnym i wyczekiwanym geście. Pozwalając mu pocałować ją w geście uznania, jasno zaznaczył swój status i jeszcze bardziej upodlił. Nie czekał jednak na to czy wampir podejmie ten krok. Kontynuował:
- Jesteśmy drapieżnikami Mój Drogi. Jesteśmy w jasnej hierarchii, w jasnej uformowanej strukturze z jasnym celem i jasnym założeniem istnienia. Nasza egzystencja kierowana jest przez tych, którzy wiedzą, dla tych którzy wiedzę muszą dopiero pozyskać. Gdzie silni mówią, słabi słuchają - nagła wibracja, świst powietrza tak szybki, że nie trwał nawet sekundy. Drewniany obiekt, wcześniej trzymany w dłoni za pomocą niezwykłego zrywu i pędu napędzanej akceleracji przebił tworzoną atmosferę niczym nóż. Nie, nie nóż... Raczej skalpel. Jeśli Noah nie próbował uciec, jeśli nie zdążył, nie zauważył lub nie zareagował posłusznie: czuł potężny cios wymierzony prosto w dłoń. Po nim kolejny, zadany w bok podbrzusza, nogi, bark czy plecy. Drewniana laska skrzypiała w chwili katowniczego batożenia, raz za razem, nie łamiąc się pod nasadą ciosów. Parias mógł zrozumieć czemu: metalowy rdzeń wewnątrz drewna tak bardzo odczuwalny w chwili mierzenia sromoty zdawał się utrzymywać konstrukcję w ryzach - jednocześnie łamiąc kości.
- JESTEŚ SŁABY CHŁOPCZE! SŁABY! - prędkości ciosów nie miała ustępować, celowana prosto w ciało wampira, dążyła do przybicia go do ziemi, obezwładnienie i złamanie w duchu i ciele. Jednocześnie celowo omijała głowę oraz serce - nie chcąc dać mu przywileju szybkiej śmierci - ŚWIAT NALEŻY DO SILNYCH, ZAŚ TY WYCHODZISZ PRZED SZEREG. TY?! KIM JESTEŚ BY ROBIĆ TEN KROK! LEDWIE PYŁEM! ŚCIERWEM BEZ STWÓRCY! WYPLUTYM BŁĘDEM I ODRZUTKIEM! - metalowy rdzeń drżał, gdy okuta nim laska zadawała kolejne ciosy. Kimbolton czekał aż ofiara przestanie się ruszać, zbyt słaba by wykonać chociaż najmniejszy gest czy skinieniem. Zbyt słaby by mógł zacząć krzyczeć w przestrachu.
- JESTEŚ POMYŁKĄ. MUTACJĄ. EWOLUCYJNYM OCHŁAPEM. DARWINISTYCZNYM ŻARTEM - gdyby musiał, wypuściłby teraz ze świstem powietrze. Mimo to jednak tego nie zrobił, jego martwe- od tylko Stwórca wie ilu lat - płuca, nie potrzebowały filtrować tlenu. Nie czuły zmęczenia. Jeśli parias leżał nieruchomy, acz jeszcze przytomny, Kimbolton chwyciłby jego okrwawione włosy i pociągnął drapieżnie z głową do góry.
- Czasem psa trzeba potraktować kijem by zrozumiał swoje miejsce w stadzie. Dychasz, bo mówiłeś z sensem. Pokażesz swoją przydatność. Moje gratulacje - puścił go z impetem, pozwalając wsiąknąć w podłogę i oddać się słodkiej nicości.

- Greer. Zabierz go stąd do Mojej Domeny. Zadbaj tylko by się zregenerował. Udowodni czy potrafi coś więcej niż tylko gadanie. I na Boga, posprzątaj tutaj następnym razem jak mnie zaprosisz. .
Percival Kimbolton, Wygląd | 
» Nonszalancja przemieszana z dżentelmeńską elegancją zdaje się towarzyszyć wyrafinowanej uprzejmości i drapieżnemu usposobieniu. Percival Kimbolton jest człowiekiem wysokiego statusu i wysokiej klasy: świadczy o tym nie tylko zawsze wyszukany wygląd dopasowany do sytuacji, co sposób chodu, zachowania i obycia. Głowa, zwykła spoglądać na wszystkich wyniośle, faktem jest jednak, że poczucie to może wzmacniać blisko dwumetrowy wzrost postaci. To fakt, spokrewniony ten, tytułujący się samozwańczo “Hrabią” jest istotą nie-niską, dobrze zbudowaną, która na pierwszy rzut oka zwraca uwagę na przymioty zdrowego ciała i wysportowanej sylwetki. Chociaż w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że posiada ciało sportowego atlety, czy też siłacza, nie można odmówić mu tężyzny i witalizmu.
Włosy o kolorze miedzianym, zdają się wiecznie uczesane na tył, ulizane do podstawy czaszki tak, że zakrywają nawet sprawnie ukryty przedziałek. Zadbana, przystrzyżona broda - chociaż tak niemodna na salonowej gościnie - nadaje mężczyźnie nie tylko szorstkości charakteru, ale także pociągłości twarzy, budząc pełne skojarzenia z powiązaniem ze światem innym niż salonowy, bardziej dzikim, nieznanym i obcym wśród dwornych balów.
To jednak oczy budzą największe zakłopotanie: drapieżne, agresywne i bystre, utopione w błękitnym odcieniu, sprawiają wrażenie niepohamowanych, gwałtownych i kpiąco wyzywających rozmówcę.
Samozwańczy Hrabia jest drapieżny, widać to po jego zachowaniu, ruchach i obyciu. Groteskowość i subtelne wyrachowanie nie skrywa impulsywności wyraźnych zachowań, które nawet skryte pod maskami uprzejmości wybijają się podczas konwersacji.

Dodatkowe informacje | 
Brak.

Legenda Kolorów Języka | 
Francuski, Niemiecki, Dialekt rdzenny indian, Holenderski, Zulu

Re: .Głód wolności i krwi

#38
Choć Johnston dopiero wykonywał swoje pierwsze kroki, ucząc się podstaw nieżycia i poznając jak funkcjonują i czym kierują się nieumarli, instynktownie zaczął grać w ich grę. Jego próba pozyskania nadnaturalnymi metodami informacji o Szeryfie pokazała, że rzeczywiście coś wie i coś potrafi. Pokazał również swoją zdolność do podstępu. Sposób w jaki to zrobił, jednakże, pozostawiał dużo do życzenia. Staremu Toreadorowi nie mogło umknąć to, co Noah zrobił, najpewniej doskonale rozumiejąc działanie dyscypliny, jaką parias użył na jego lasce znajdującej się w zasięgu jego wzroku.
Szeryf był cierpliwy. Czekał i obserwował, analizując każdy ruch i słowo płaszczącego się przed nim kundla. Parias zrozumiał, w jak fatalnej sytuacji się teraz znalazł. Nie brał pod uwagę możliwości, że jego podstęp zostanie wykryty, gdyż wciąż był niedoświadczony w użytkowaniu swoich stosunkowo nowo nabytych mocy. Miał jednak nadzieję, że jego nietakt zostanie mu wybaczony i nie spotka go ostateczna śmierć tej nocy, choć miał świadomość, jak blisko mrocznego losu się w tej chwili znajdował.
Jego mentor nie mógł mu teraz pomóc. Czy zrobiłby to gdyby mógł w obliczu sytuacji, jaką Johnston sam stworzył? Ostrzegał go wszakże. Ostrzegał. Teraz mógł jedynie patrzeć z zawodem na swojego podopiecznego, klęczącego i proszącego o szansę, zapewniającego Hrabię o swojej potencjalnej użyteczności w służalczej, uniżonej, właściwej mu pozycji.
Moment ciszy powodował coraz to większe napięcie, a gdy Percival rozpoczął swój monolog, podciągając swe nieumarłe ciało do pozycji stojącej, James skrzywił twarz i spuścił na moment głowę, jakby wiedząc, co miało za chwilę nastąpić.
Intencją Szeryfa było dobitne pokazanie podwładnemu jego miejsca, jak i również podkreślenia własnej pozycji w hierarchii Spokrewnionych. Była to lekcja, jakiej Noah miał nigdy nie zapomnieć.
Spokój przeminął, gdy padły pierwsze uderzenia wymierzone w żółtodzioba. Ten mógł się próbować bronić, mógł walczyć, oczywiście. Czy był jednak gotów podjąć się takiego ryzyka wiedząc, że zasłużył na wymierzoną mu karę? Czy był zdolny wytrwać ten ból i upokorzenie? Musiał być, inaczej czekał go koniec. Dźwięk drewnianego kija łojącego ciało nieumarłego z ogromną siłą i uniesiony głos Kimboltona wypełniły ściany apartamentu. Greer jedynie kątem oka spoglądał na to, co się dzieje, kręcąc lekko głową w geście niezadowolenia i zawodu.
Dopiero w momencie, gdy Noah leżał na podłodze zakrwawiony, połamany i bez sił, niezdolny do ruchu, oporu i odzewu, chłosta się skończyła, a jego kat obwieścił mu radosną nowinę - jego egzystencja nie zostanie zakończona tej nocy. Jego prośba miała zostać spełniona. Szeryf wkrótce opuścił apartament, zostawiając żółtodzioba z jego opiekunem, mającym zabrać go teraz do lwiego leża.
ImageCo za cholerny dureń z ciebie. Ale przynajmniej przetrwałeś. Zobaczymy jak długo. — Rzucił w stronę bezwładnie leżącego truchła młodego wampira. Pomiędzy długimi momentami, kiedy niezdolny do ruchu, oszołomiony Noah poddawał się własnym myślom, starszy Parias zdobył pożywienie, dzięki któremu żółtodziób mógł pozyskać dość vitae, by zacząć powoli regenerować rany, a następnie zorganizował transport, by przewieźć go, wedle polecenia Szeryfa, do wyznaczonego miejsca. Na wpół 'przytomny' Johnston nie był w stanie stwierdzić ile czasu minęło, ani jak długą drogę przebył. Na jej końcu zdołał jedynie usłyszeć stłumione głosy rozmawiających ze sobą mężczyzn, nim wreszcie odzyskawszy siły zdał sobie sprawę, że znajduje się w całkowitej ciemności. Dochodziły go tutaj odgłosy zwierząt znajdujących nieopodal. Głośne okrzyki goryli, czy warczenie tygrysów były nazbyt wyraźne. Wymacawszy metalowe ściany niedużego pomieszczenia, w którym się znajdował, prędko mógł zdać sobie sprawę, że znajdował się w potrzasku. W środku nie było klamki, ani żadnej możliwości otwarcia drzwi od wewnątrz. Czy ktoś zamknął go w klatce jak zwierzę? I gdzie podział się James?

Re: .Głód wolności i krwi

#39
Ucałował dłoń egzekutora.
A potem zaznał kaźni, kiedy oddał katowi swoją godność. Fizyczny ból, wymierzany laską rozpędzoną do niewiarygodnej prędkości, łamał ducha i ciało, odgłosy zmiażdżanej powłoki wymieszały się z krzykiem pogardy, dając początek torturze.
Noah na początku zasłaniał się, próbował przyjąć uderzenia na przedramiona, jednak wkrótce kończyny osłabły. Wampir po opuszczeniu gardy, za sprawą kolejnego ciosu, upadł na ziemię. Zniósł tylko kilka batów, potem poddał się cierpieniu.
Krwawe łzy spłyęły mu po policzkach. Ostatkami sił chwycił za swoją obrączkę i zamarzył o powrocie do domu, do poprzedniego życia. Przywitała go pustka.
Było mu głupio, kiedy w przebłyskach świadomości James dostarczał mu vitae. Wychowanek odnosił wrażenie, że zawiódł jedynego Spokrewnionego, który był w stanie mu pomóc. Wstyd, jaki zawładnął Noahem był wręcz namacalny. Aby nie pogrążać się jeszcze bardziej, żółtodziób starał się zachowywać zupełnie pokornie, na tyle, ile pozwalał mu stan zdrowia.

Dopiero pełne przebudzenie w ciemności otrzeźwiło Johnstona. Najpierw zawładnęła nim panika. Po omacku próbował wybadać nieznaną przestrzeń, a kiedy nie udało mu się wydostać, usiadł bezradny.
Dał sobie chwilę na uporządkowaniu myśli. Najpierw starał się odtworzyć wspomnienia z interakcji z Szeryfem. Nie było to łatwe zadanie, lecz Johnston miał na to czas. Powtarzał w głowie na nowo spotkanie z katem do momentu stonowania emocji. Noah musiał ze spokojem przyswoić lekcję, a także przeanalizować własne wnioski.
Młody wampir następnie zaczął analizować odgłosy otoczenia. Słyszał dzikie zwierzęta, czyżby zoo Lincolna? Być może znajdował się na terenie prywatnej posesji Szeryfa, ale czy posiadał on środki, żeby ufundować sobie zwierzyniec? Dlaczego akurat tutaj trafił Noah, jakie miało to znaczenie? Szeryf miał fioła na punkcie kontroli i wybrany przeń teren z całą pewnością to odzwierciedlał.
W tym momencie priorytetem żółtodzioba było określenie swojego położenia geograficznego, więc potrzebował wskazówek. Wykorzystując samotność w ciemności, zescalenie z własnym umysłem, użył Astralnego Dotyku na powierzchni więzienia. Być może klatka byłaby zdolna do transportu, a to oznaczałoby, iż ktoś wchodził z nią w kontakt.
Noah Johnston, Wygląd | 
» Właściciel domów pogrzebowych gustuje w tradycyjnej modzie i nie przepada za wyzywającą ekstrawagancją. Pomimo problemów z nadwagą, szyte na miarę komplety garniturów łagodziły przywary jego tuszy. Obecnie jest on ubrany w trzyczęściowy garnitur w ciemnoszarej barwie i zestaw dopełniała biała koszula z krawatem. Zainspirowany żołnierzami z Wielkiej Wojny, nosi na lewej ręce zegarek na skórzanej bransolecie. Noah lubi swoje gęste włosy, regularnie o nie dba oraz zaczesuje do tyłu. Także się nie goli, jego estetyczną brodę podkreślają wąsy przystrzyżone w stylu niemieckim.
Prezencja tęgiego dżentelmena ukazuje spokojnego flegmatyka spoglądającego na świat przygaszonym spojrzeniem, jakby brakuje mu energii, werwy do działania. Sposób wypowiedzi zdradzał dobre wykształcenie, a preferowany przez niego ton raczej wzbudza sympatię czy zaufanie, gdyż nacechowany jest szczerą uprzejmością. Preferuje perfumy o zapachu kojarzącym się z lasem.

Dodatkowe informacje | 
Wkrótce.

Legenda Kolorów Języka | 
Łacina

Re: .Głód wolności i krwi

#40
W otaczającym Johnstona mroku, gdy przeminął strach i panika, a ich miejsce zajął spokój i logiczna myśl, wampir mógł zacząć analizować swoją sytuację. Pozostawał ślepy, skąpany w ciemności, otoczony zwierzętami. Posiadał jednak coś, czego dzikie bestie nie miały, wampirze dyscypliny. Po raz kolejny tej nocy, tym razem w mniej niebezpiecznych - potencjalnie - warunkach, użył mocy nadwrażliwości, próbując wydobyć z aury obiektu, w którym się znajdował, jakiekolwiek przydatne informacje.
Ciemność. Wampira przeszyły na wskroś zapisane w aurze obiektu chaotyczne, acz intensywne emocje; gniew, furia, strach, panika, poczucie ilozacji, zagubienie. W mroku czuć gniewne, desperackie warczenie dzikich zwierząt i ich nieudolne próby wydrapania sobie pazurami drogi ucieczki. Jest tam również uczucie pobudzonej, wampirzej vitae i echo potężnych uderzeń pięści.
Odzyskując pełną świadomość, Noah wciąż miał w sobie echo emocji stworzeń, które były w tej klatce przed nim. W raptem parę minut zdołał jednak otrząsnąć się z tego i wrócić do siebie. Nie wydawało się jednak, by żółtodziób mógł w ten sposób dowiedzieć się gdzie się znajdował. Pozostało mu czekać na rozstrzygnięcie jego dalszego losu. Wszystko było w tej chwili jedną wielką niewiadomą.

Re: .Głód wolności i krwi

#41
Kroki. Początkowo stłumione przez odgłosy otoczenia i zwierzęcego skowytu oraz wycia. Później zaś coraz wyraźniejsze, narastające odbicia obcasa coraz bardziej wyłaniające się w sferze dźwięku. To zabawne jak w ciemności szybko zdajemy sobie sprawę od uzależnienia co do jednego z naszych zmysłów. Upatrywanie świata w zwięzłej perspektywie, która jest równie trwała w naszym postrzeganiu co i zwyczajnie mylna. Bo przecież, widząc wszystko pod jednym kątem, jesteśmy w stanie zupełnie nie zauważyć całego obrazu wyłaniającej się sytuacji.
To ciemność rozgościła Noaha w chwili jego przebudzenia. To także ciemność opatuliła go woalem braku światła gdy próbował rozeznać się w swojej własnej, niejasnej wszak sytuacji. Parias musiał zrezygnować z jednego ze zmysłów, stępić potrzebę postrzegania oczami, skupiając się na słuchu i węchu, gdy wszystko inne zawodziło w swej mylności postrzegania.
Odgłosy obcasów uderzały o kamienny bruk, głuchy stukot sprawiał wrażenie powolnego tempa równego marszu, okutego obuwiem zdecydowanie mocniejszym, z metaliczną cholewą. Obuwia bez wątpienia bardziej obudowanego, twardo trzymającego stopę nosiciela i kostki posiadacza. Stukot ten, wcześniejszym echem, zdawał się zbliżać z każdym ruchem, zatrzymując przed jedną ze ścianek wnętrza jego niejasnego więzienia. Przy nim zaś towarzyszło coś jeszcze, jakby... pisk?
Coś zaskrzypiało, coś zapiszczało, gdy snop światła wlał się do środka, rozdzielając mroki i blaski, zalewając miejsce pariasa w widocznym półmroku. W chwili gdy drobna zasuwa została odsunięta z zewnątrz Noah mógł przyjrzeć się miejscu dokładniej: metalowa skrzynia, nie znacznie większa niż on sam, posiadała na sobie liczne ślady pazurów i zwierzęcego futra. Leżące na ziemi siano, niczym siennik przygotowany był do transportowania większych i mniejszych polowczyków - wywodzących się ze swojej drapieżnej natury. W świetle które dostało się do środka można było zauważyć, że światło ma odcień naftowej lampy. Położona wyraźnie pomiędzy klatką, a nieznanym dopiero co przyszłym osobnikiem, odbijało cień jego długich wojskowych butów.
- Lepiej się nażryj Nowy - głos nieznanego mężczyzny, sprawiał wrażenie chrypowatego i nieprzyjemnego w obyciu - Musisz zapewnić niezłą zabawę więc lepiej byś był o siłach. Polecam nie uronić ni kropli - nie pozostało nawet chwili na zadanie pytań, gdy przez otwór zasuwy zaczęły wylewać się źródła przedziwnych pisków. Gdy z zarzuconego wiadra do środka zaczęły wypadać kolejne długo ogoniaste szczury, wiercące się i wylewające, nie znające celu swojego przeznaczenia w tym miejscu - Bon Appetite pięknisiu! - scenę zakończył rechot, gdy zasuwa została znowu zakryta, zostawiając małe tylko ujście na tyle duże by pozwolić wejść światłu do środka, ale na nic więcej.
Percival Kimbolton, Wygląd | 
» Nonszalancja przemieszana z dżentelmeńską elegancją zdaje się towarzyszyć wyrafinowanej uprzejmości i drapieżnemu usposobieniu. Percival Kimbolton jest człowiekiem wysokiego statusu i wysokiej klasy: świadczy o tym nie tylko zawsze wyszukany wygląd dopasowany do sytuacji, co sposób chodu, zachowania i obycia. Głowa, zwykła spoglądać na wszystkich wyniośle, faktem jest jednak, że poczucie to może wzmacniać blisko dwumetrowy wzrost postaci. To fakt, spokrewniony ten, tytułujący się samozwańczo “Hrabią” jest istotą nie-niską, dobrze zbudowaną, która na pierwszy rzut oka zwraca uwagę na przymioty zdrowego ciała i wysportowanej sylwetki. Chociaż w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że posiada ciało sportowego atlety, czy też siłacza, nie można odmówić mu tężyzny i witalizmu.
Włosy o kolorze miedzianym, zdają się wiecznie uczesane na tył, ulizane do podstawy czaszki tak, że zakrywają nawet sprawnie ukryty przedziałek. Zadbana, przystrzyżona broda - chociaż tak niemodna na salonowej gościnie - nadaje mężczyźnie nie tylko szorstkości charakteru, ale także pociągłości twarzy, budząc pełne skojarzenia z powiązaniem ze światem innym niż salonowy, bardziej dzikim, nieznanym i obcym wśród dwornych balów.
To jednak oczy budzą największe zakłopotanie: drapieżne, agresywne i bystre, utopione w błękitnym odcieniu, sprawiają wrażenie niepohamowanych, gwałtownych i kpiąco wyzywających rozmówcę.
Samozwańczy Hrabia jest drapieżny, widać to po jego zachowaniu, ruchach i obyciu. Groteskowość i subtelne wyrachowanie nie skrywa impulsywności wyraźnych zachowań, które nawet skryte pod maskami uprzejmości wybijają się podczas konwersacji.

Dodatkowe informacje | 
Brak.

Legenda Kolorów Języka | 
Francuski, Niemiecki, Dialekt rdzenny indian, Holenderski, Zulu

Re: .Głód wolności i krwi

#42
Astralne dotknięcie ujęło niewidoczną gołym okiem tkaninę rzeczywistości, palce wodziły po wielobarwnych niciach stworzonych ze skrawków emocji. Noah wymusił drgania na kolorowym materiale, zawibrował on niczym sieć pająka potargana wiatrem. Wibracje zrodziły w mężczyźnie wizje, odcinając go od rzeczywistości na chwilę. Przyswojone informacje ujawniły poprzednich więźniów, jeden z nich był wampirem próbującym wyzwolić się z niewoli, a desperackim próbom towarzyszyła emocja dzikości. Czy udało mu się uwolnić? Czy stał się jak zamknięte zwierzę, pozbawione człowieczeństwa i wolnej woli?
Dźwięk kroków zwrócił uwagę żółtodzioba, który powrócił zmysłami do materialnego świata. Nasłuchiwał czujnie. Nie znał celu drogi pieszego ani jego zamiarów. Wkrótce nieznajomy zatrzymał się przy więzieniu Johnstona. Otworzył zasuwę i ujawnił jedynie swój nieprzyjemny głos. Wampir nie odezwał ani słowem, gdyż bał się przybysza, którego głos mieszał się z piskami. W momencie wyrzucenia do środka klatki stada szczurów, uwięziony w niej Noah krzyknął w panice. Dalej zachowywał się jak człowiek, czuł jak człowiek i reagował jak człowiek. Widok rozdrażnionych gryzoni wywołał w nim strach, bowiem tuzin szczurów było zdolnych zabić człowieka w tak małej przestrzeni, skazując go na zdychanie w mękach.
Więzień złapał się za twarz w zamierzeniu ochrony głowy i szyi przed kąsaniami szczurów. Dopiero po dłuższej chwili przyszło zrozumienie, że te zwierzątka nie stanowiły zagrożenia. Były jedzeniem. Dla niego.
Gniew.
Znowu Noah Johnston znajdował się w mroku izolacji przed światem. Najpierw uwięził go Greer, a teraz Kimbolton. Znowu musiał spożywać krew z szkodników. Poczuł się źle.
Ręce przesunęły się na włosy. Palce zacisnęły się na kosmykach, w porywie wściekłości Noah zaryczał i w furii rwał własne włosy. Zaryczał, uwalniąc nagromadzoną frustrację z całej nocy, jego krzyk niósł się po nieznanym miejscu. Zjednoczył się z odgłosami dzikich zwierząt.
A potem wampir, poczuciem upodlenia i wstydu, zaczał pić ze szczurów.
Noah Johnston, Wygląd | 
» Właściciel domów pogrzebowych gustuje w tradycyjnej modzie i nie przepada za wyzywającą ekstrawagancją. Pomimo problemów z nadwagą, szyte na miarę komplety garniturów łagodziły przywary jego tuszy. Obecnie jest on ubrany w trzyczęściowy garnitur w ciemnoszarej barwie i zestaw dopełniała biała koszula z krawatem. Zainspirowany żołnierzami z Wielkiej Wojny, nosi na lewej ręce zegarek na skórzanej bransolecie. Noah lubi swoje gęste włosy, regularnie o nie dba oraz zaczesuje do tyłu. Także się nie goli, jego estetyczną brodę podkreślają wąsy przystrzyżone w stylu niemieckim.
Prezencja tęgiego dżentelmena ukazuje spokojnego flegmatyka spoglądającego na świat przygaszonym spojrzeniem, jakby brakuje mu energii, werwy do działania. Sposób wypowiedzi zdradzał dobre wykształcenie, a preferowany przez niego ton raczej wzbudza sympatię czy zaufanie, gdyż nacechowany jest szczerą uprzejmością. Preferuje perfumy o zapachu kojarzącym się z lasem.

Dodatkowe informacje | 
Wkrótce.

Legenda Kolorów Języka | 
Łacina

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość