Miasto Seattle

Opis oraz mapa miasta Seattle i jego dzielnic


Rozgrywany jest: Prolog: Oblezenie
Trwa: Marzec 2004
Dołącz do walki z Sabbatem i pomóż w odbiciu utraconych przez Camarillę terenów Seattle. Zbadaj losy oblężonej przez Sabbat Fundacji Franka Weavera.
Znajdź i zbadaj źródło rozszerzającej się pandemii, odkryj jej możliwy wpływ na Spokrewnionych i pomóż w jej powstrzymaniu.
Zrób co w twojej mocy, by wesprzeć Camarillę w odzyskaniu stabilizacji i dominującej pozycji w mieście do końca roku, celem odwołania wizyty Justycariusza.
Jako Nosferatu rozbuduj na powrót sieć SchreckNetu i rozwiń sieć informacyjną do użytku klanu oraz Camarilli jako całości.
Wykorzystaj obecną destabilizację wewnątrz Camarilli na swoją korzyść, by zająć miejsce w hierarchii i poszerzyć przy tym swoje wpływy
Działaj w grupie. Znajdź sprzymierzeńców. Dołącz do, lub załóż, koterię.
Cokolwiek zrobisz, pamiętaj że w pojedynkę nie przetrwasz nadchodzących nocy.

Seattle: Mapa Miasta

#2


Mapa Miasta





PRZEJDŹ DO MAPY SEATTLE



Dzielnice kontrolowane przez Camarillę
Centrum
  • Magnolia / Queen Anne (Wschodnia część)
  • Lake Union (Południowa część)
  • East
  • Central Area
  • Downtown

Dzielnice kontrolowane przez Anarchów
Północ
  • Northwest

Dzielnice kontrolowane przez Sabbat
Północ
  • Ballard
  • North
  • Northeast
Centrum
  • Magnolia / Queen Anne (Zachodnia część)
  • Lake Union (Północna część)
Południe
  • Southwest
  • Deldridge
  • Greater Duwamish
  • Southeast



Miasto Seattle

#3


Miasto i Lokacje


Seattle to największe, liczące w 2004 roku blisko 580 tysięcy mieszkańców, miasto w północno-zachodnich Stanach Zjednoczonych, tym samym w stanie Waszyngton, usytuowane pomiędzy Zatoką Puget a jeziorem Waszyngtona z ujściem na Pacyfik, około 175 km na południe od granicy z Kanadą. Nazwa miasta pochodzi od zniekształcenia imienia Si’ahl, wodza okolicznych plemion Duwamish i Suquamish, zwanego częściej Wodzem Seattle. Oficjalnie nazywane jest również „Szmaragdowym Miastem”. Osada europejskich osadników powstała około 1851. W czerwcu 1889 centrum miasta uległo pożarowi nazwanemu The Great Seattle Fire. Władze miasta podjęły dwie ważne decyzje związane z odbudową. Po pierwsze wszystkie nowe budynki musiały powstać z kamienia lub cegły, po drugie powinny one być wyższe przynajmniej o jedno piętro niż poprzednie. W ciągu kolejnych lat nowe drogi budowano od 3,7 do nawet 9 metrów wyżej niż poprzednie, było to podyktowane wysokim poziomem wód gruntowych. Tak właśnie w Seattle powstały charakterystyczne piwnice. Spacerując obecnie po centrum Seattle, przechodzień znajdzie się często na zewnątrz na poziomie drugiego piętra. Żaden z budynków Seattle pierwotnie nie posiadał piwnic. Jeszcze do dziś w „piwnicach” istnieją dawne witryny sklepów i widoczne są okna instytucji i mieszkań.
Miasto jest obecnie ważnym morskim i lotniczym portem towarowym i osobowym w handlu z państwami azjatyckimi. Od wielu lat Seattle jest głównym przesiadkowym centrum żeglugi promowej Washington State Ferries na wodach Puget Sound. W Seattle, tak jak w każdym mieście północno-zachodniego USA, dominuje prywatny transport samochodowy. Swoistym symbolem Seattle jest wysoka wieża widokowa znana jako Space Needle, a innym wartym uwagi budynkiem jest chociażby Smith Tower, najstarszy drapacz chmur w mieście. Warto dodać, że z Seattle pochodzą popularne gwiazdy rocka takie jak Jimi Hendrix, czy Duff McKagan.

Dzielnice i SĄsiedztwa


Łnoc
Ballard (Dzielnica oblężona przez Sabbat)
Dawniej było to zupełnie odrębne, wyjątkowe miasto, o czym świadczą choćby naklejki "Free Ballard" widoczne na zderzakach wielu samochodów. To szczególna część Seattle, z własną historią i duszą, a zarazem miejsce, które jest już nieodłączną częścią czegoś większego. Nie są to zresztą przedmieścia, raczej trochę spokojniejsze centrum wielkiego miasta.

Sasiedztwa i lokacje w Ballard | 
Sąsiedztwa i lokacje w Ballard

  • Ballard — Dawniej było to zupełnie odrębne, wyjątkowe miasto, o czym świadczą choćby naklejki "Free Ballard" widoczne na zderzakach wielu samochodów. To szczególna część Seattle, z własną historią i duszą, a zarazem miejsce, które jest już nieodłączną częścią czegoś większego. Nie są to zresztą przedmieścia, raczej trochę spokojniejsze centrum wielkiego miasta.
    • 2026 Nw Market Street, Ballard Carnegie Library | Fundacja Tremere
  • Blue Ridge — Pierwsze - ale nie jedyne - sąsiedztwo korzystające z zalesionego, pagórkowatego terenu północnej części Seattle! Można uznać te rejony za elitarne, za bogate i wykwintne, ponad gusta przeciętnych mieszkańców i w pewnym sensie będzie to prawda, bo większość tego terenu porastają imponujące lasy, za którymi rozciąga się cudowny widok na wody Puget Sound.
  • Central Ballard — Nie jest to może prawdziwe centrum miasta, ale jako ważna część dzielnicy doskonale się sprawdza. Trzeba też pamiętać, że to jest część Ballard przede wszystkim, a nie Seattle jako takiego; młodzi przeważnie wzruszają ramionami na te słowa, ale starsi... no, oni mają inne podejście do życia, wpojone im przez dziadków i pradziadków.
  • Crown Hill — Pierwszymi mieszkańcami tej części Seattle byli - o dziwo - martwi. W miarę rozwoju miasta, i chodzi tutaj o Ballard, a nie Seattle, rosło zapotrzebowanie na miejsca pochówku, dlatego to właśnie cmentarz jest jednym z najważniejszych jak nie najważniejszym miejscem w Crown Hill. I to nie byle jaki cmentarz, a mająca blisko sto lat nekropolia.
  • East Ballard — Kolejna część miasta wchłoniętego przez większe miasto, tym razem jednak znajdująca się na wschodzie. Z tego też względu nie ma tutaj aż tak wyrazistego, "lokalnego patriotyzmu" wpajanego przez starsze pokolenia; nie znaczy jednak, że tutejsi mieszkańcy nie pamiętają o historii i przeszłości tego miejsc
  • Loyal Heights — Dawno, dawno temu te łagodne wzgórza były niczym innymi jak przedmieściami i naturalną granicą Ballard, zanim Seattle się rozrosło na tyle, by pochłonąć najbliższe okolice. Mało kto jednak o tym pamięta, bo to w końcu tylko mała, acz bardzo urocza dzielnica mieszkaniowa
  • North Beach — Skaliste nabrzeża, szerokie plaże i piękne lasy nie są niestety w stanie przykryć faktu, że jest tutaj sporo dość paskudnych domostw oraz nie do końca porządnych ludzi. Lepiej po zmroku zamykać drzwi i nie wpuszczać do domu obcych, czy w niektórych przypadkach - sąsiadów.
  • Olympic Manor — Niewielki fragment czegoś większego, miejsce, które można przeoczyć jeśli się mrugnie w nieodpowiednim momencie. Olympic Manor to naprawdę nieduże osiedla mieszkaniowe tworzące dość zwartą społeczność, w sam raz dla tych, którzy szukają odosobnienia, ciszy i spokoju.
  • Shilshole Liveboard Community — Bardzo wąski pas na zachodzie miasta przy Seaview Avenue to tak na dobrą sprawę odrębna społeczność, marynarzy, rybaków oraz fanatyków żeglowania, skupiona wokół wody i skryta w cieniu masywnego zbocza porośniętego gęstymi lasami. Czy trzeba dodawać coś więcej?
  • Sunset Hill — Jeśli szukasz najlepszego miejsca, by móc bez przeszkód podziwiać potężne pasmo Olympic Mountains, to nie mogłeś trafić lepiej. To przyjemne, nieduże sąsiedztwo gwarantuje wiele cudownych punktów widokowych oraz urokliwych, cichych zakątków.
  • West Woodland — Jeszcze jedno sąsiedztwo, które dawno temu stanowiło część innego miasta. Ballard, wbrew pozorom, naprawdę było rozległą mieściną, a West Woodland stanowiło jego niewielką część. I wbrew nazwie nie była to część zachodnia, tylko przeciwnie - wschodnia.
  • Whittier Heights — Malutka dzielnica mieszkaniowa, która dawniej była integralną częścią Ballard (co jest rzeczą oczywistą), w sam raz dla ludzi którzy cenią sobie ciszę i spokój przy jednoczesnej bliskości do centrum Seattle oraz atrakcji, jakie się z tym wiążą. Dziwna mieszanka? O tak!


Northwest (Dzielnica pod kontrolą Anarchów)
Zachód Seattle to praktycznie kraina nieskończonych lasów, wielu jezior oraz strumieni i niezliczonych wzniesień. Miejsce ciche i spokojne, idealne na relaks i odpoczynek z dala od miejskiego zgiełku oraz chaosu. Co ciekawsze, mieszkanie w tej części miasta nie jest równoznaczne z rezygnacją z wszelkich jego zalet! Blisko jest do centrum, do sklepów, do miejsc pracy, do barów i pubów...

Sąsiedztwa i lokacje w Northwest | 
Sąsiedztwa i lokacje w Northwest

  • Bitter Lake — Sąsiedztwo skupione wokół jednego z wielu jezior nie bez powodu nosi taką, a nie inną nazwę. Brzmi dziwacznie, nawet jak na standardy Seattle? Oczywiście, ale taka jest prawa. Wody Bitter Lake są w smaku gorzkie, nieprzyjemnie drażniące, ale nieszkodliwe w żadnym stopniu, po prostu kojarzą się z bardzo cierpką, zimną, herbatą o najniższej możliwej jakości.
  • Broadview — To najbardziej wysunięta na północny-zachód część miasta, znajdująca się na masywnym wzniesieniu - wyżynie raczej - otoczonej z trzech stron niesamowicie gęstymi, zbitymi lasami. To tutaj także znajduje się jedyny w Seattle szpital psychiatryczny którego historia sięga połowy dziewiętnastego wieku.
  • Green Lake — Kolejne z jezior znajdujących się na terenie miasta, tym razem jednak wody Green Lake są pozbawione nieprzyjemnego posmaku. Nie znaczy to jednak, że są czyste i można je żłopać niczym piwo, o nie, są one bowiem pełne alg i innych, zielonkawych roślin, od których zresztą wzięła się nazwa tej okolicy.
  • Greenwood — Mała dzielnica mieszkaniowa, słynąca nie tylko z licznych barów, knajp, pubów oraz restauracji, ale także z festynów, w których rolę główną odgrywają samochody, motocykle oraz bliskość jezior.
    • 8412 Greenwood Ave N, The Angry Beaver Pub | Siedziba Anarchów
  • Haller Lake — Małe, przyjemne jezioro znajdujące się w sercu równie małego i przyjemnego sąsiedztwa, o bardzo bogatej i ściścle związanej z Indianami historii. Plemię Duwamish nazywało te okolice "seesáhLtub", co można przetłumaczyć jako "miejsce ciche i spokojne", co prawdopodobnie odnosi się do faktu, że to właśnie tutaj Indianie uciekali przez najeźdźcami.
  • Licton Springs — Malutka, wciśnięta gdzieś pomiędzy kilka innych dzielnic mieszkalna część Seattle, posiadająca również ważne korzenie indiańskie - tym razem chodzi o naturalne gorące kąpieliska będące największą atrakcję Licton Springs.
  • Phinney — Dzielnica mieszkaniowa skupiona wokół dużego i bardzo popularnego zoo oraz parku, przedzielonych drogą stanową o numerze dziewięćdziesiątym dziewiątym. Jest to chyba także jedyne miejsce w Seattle, gdzie znajduje się aż tyle dzikich zwierząt!


North (Dzielnica oblężona przez Sabbat)
Niemal perfekcyjne uzupełnienie wielkiego, dusznego i zatłoczonego miasta, pozbawione zarazem wszelkich wad jakie mogą się skojarzyć z życiem w wielotysięcznym ulu z prawie wszystkimi jego zaletami. Północ Seattle oferuje więc spokój i wytchnienie, a przy tym bliskość wszystkiego, co jest ważne w życiu każdego człowieka, niezależnie od jego wieku.

Sąsiedztwa i lokacje w North | 
Sąsiedztwa i lokacje w North

  • Cedar Park — Jedna z wielu dzielnic mieszkaniowych leżących u brzegu Lake Washington. Mieszkańcy posiadają tu swoje własne, prywatne przystanie i doki a nawet i kawałki plaży, na których uwielbiają odpoczywać gdy pogoda pozwoli. Jeśli jednak nie, pozostają rozległe, cedrowe lasy, od których ta okolica wzięła swoją nazwę.
  • Jackson Park — Publiczny park oraz pole golfowe zajmują większą część tego sąsiedztwa, przez co mieszkania i domy nie należą do najtańszych. Nie przeszkadzało to jednak podzielić się mieszkańcom na dwie grupy - bogatszych, mieszkających często na strzeżonych osiedlach i zdecydowanie biedniejszych, którzy korzystają ze wszystkiego, co jest pod ręką.
  • Lake City — Jeszcze jedna z wielu dzielnic znajdujących się na brzegu jeziora. Na granicy Lake Washington ludzie mieszkali praktycznie od zawsze, więc nie powinno to w żadnym stopniu dziwić; warunki są tutaj naprawdę doskonałe. Gdyby tylko centrum miasta było bliżej...
  • Maple Leaf — "Trzecia najlepsza dzielnica mieszkaniowa w Stanach!" brzmi dumnie, nawet, jeśli ten tytuł został przyznany prawie piętnaście lat temu przed rządową organizację. Maple Leaf to miłe miejsce, skąpane w cieniu wielu rosnących klonów, gdzie każdy lub prawie każdy znajdzie coś dla siebie.
  • Meadowbrook — Podobnie jak Ballard było to swego czasu zupełnie osobne miasto, które w starciu z rozrastającą się potęgą Seattle nie miało zbyt wielkich szans. Obie te mieściny jednak na tym skorzystały i nikt nie ma o nic żalu, chociaż czasem można jeszcze spotkać starszych mieszkańców, marudzących na polityków którzy doprowadzili do takiego stanu.
  • North Matthews Beach — Dzielnica w dzielnicy, sąsiedztwo w sąsiedztwie, którego granice są tajemnicą chyba nawet dla mieszkających tutaj ludzi. Nie zmienia to jednak faktu, że mieszkanie przy brzegu Lake Washington ma swoje zalety, z których największymi są cisza, spokój i przepiękne, zapierające dech w piersiach widoki.
  • Northgate — Teoretycznie powinno to być jedno z większych sąsiedztw nie tylko w północnej części miasta, ale w całej skali Seattle. Praktycznie sytuacja wygląda nieco inaczej i mniej ciekawie, jako, że Northgate jest po prostu sąsiedztwem skupionym wokoło centrum handlowego.
  • Olympic Hills — Zgodnie z nazwą są to liczne, acz niezbyt wysokie wzgórza, na zboczach i szczytach których znajdują się dziesiątki i setki małych i większych domostw. Jest tutaj także coś, co wyróżnia się w skali całego kraju: świątynia wyznawców Matki Ziemi.
  • Pinehurst — Oficjalnie jest to jedna z najbardziej wysuniętych na północ części miasta, ale prawdę mówiąc, jest kilka innych dzielnic i sąsiedztw, które spokojnie znajdują się dalej na północy. Mimo to Pinehurst jest przyjemną okolicą, pełną drzew, parków oraz uroczych domków.
  • Victory Heights — Jeszcze jedna dzielnica mieszkaniowa rzucona na zbocza i szczyty gór. Ukształtowanie terenu Seattle jest jedyne w swoim rodzaju, a w połączeniu z ogromną ilością zieleni to wszystko sprawia cudowne wrażenie niesamowicie bliskiego obcowania z naturą.


Northeast (Dzielnica oblężona przez Sabbat)
Wschodnie wybrzeże to luksusowe i bogate - ale bez przesady - rejony miasta oraz jego intelektualne centrum. To tutaj bowiem znajduje się University of Washington, którego mury regularnie opuszczają kolejne pokolenia wykształconej młodzieży oraz stadion, gdzie regularnie odbywają się mecze pomiędzy Washington Huskies i Seattle Seahawks. Której drużynie Ty kibicujesz?

Sąsiedztwa i lokacje w Northeast | 
Sąsiedztwa i lokacje w Northeast

  • Belvedere Terrace — Cztery przecznice pełne budynków szeregowych tworzą małe, charakterystyczne osiedla, które zaznaczyły się na mapie Seattle w dość niechlubny sposób przy pomocy krwi i łez. Najbezpieczniej jest unikać tej części miasta i mieszkających tu przestępców.
  • Hawthorne Hills — Jeden z wielu przykładów skomplikowanego rozdziału dzielnicowego Seattle. Hawthorne Hills według części przedstawicieli ratusza jest nierozerwalną częścią Windermere, jednakże według innych osób to autonomiczna jednostka. Wszyscy się jednak zgadzają co do jednego - mieszkają tutaj niemalże najbogatsi ludzie w Seattle i jednocześnie jest to jedno z najbezpieczniejszych miejsc w całym mieście.
  • Iverness — Niewielka dzielnica mieszkaniowa, nie wyróżniająca się absolutnie niczym na tle miasta, może pomijając tylko znajdujący się na jej granicy "park", ale z drugiej strony... nawet i tam nie ma nic ciekawego.
  • Iverness Park — Nie da się zliczyć osób, które zwabione nazwą i perspektywą wędrówki wzdłuż naprawdę głębokiego i długiego jaru gorzko się rozczarowały. Nie ma też żadnego logicznego wytłumaczenia, dlaczego akurat ta część Seattle jest oznaczona jako teren rekreacyjny, skoro nie da się po prostu tu wejść!
  • Laurelhurst — Bez wątpienia jest to najpiękniejsza, najbogatsza i najbardziej reprezentatywna część całego miasta. Wystarczająco blisko centrum, ale jednocześnie wystarczająco daleko, by mieć wszystkie zalety i żadnych wad. A jakie tu są widoki! Jezioro Lake Washington, pasmo gór Cascade Range, wyspy Foster i Marsh!
  • Magnuson Park — Drugi co do wielkości park w mieście, leżący u brzegów Lake Washington, nie będący jednak tak gęsto zalesiony jak pozostałe. Nie to jest jego siłą ani atrakcją, tylko wiele, wiele innych wartych odwiedzenia miejsc (na czele z "ogrodem dźwięku" oraz historycznymi budynkami z lat czterdziestych, służącymi wojsku).
  • Matthews Beach — I znowu, nie jest to park w pełnym tego słowa znaczeniu. Są liczne wzniesienia, są piaszczyste ścieżki i dróżki, jest masa gęstych krzewów i setki wysokich drzew o wąskich pniach porośniętych mchem, są bardzo strome, sypkie zbocza... a to dopiero początek.
  • Portage Bay/Roanoke Park — Zatoka znajdująca się niemal idealnie w połowie między jeziorami Lake Union oraz Lake Washington, będąca domem dla pewnej nietypowej, wyjątkowej rzeźni, ciągle opływającej gęstą, lepką i cudownie słodką krwią.
  • Ravenna-Bryant — Dwa sąsiedztwa połączone w jedną, masywną dzielnicę, z ogromnym parkiem w południowej części przez który przepływa strumień. Nie jest to także zwyczajna dzielnica mieszkaniowa, bo znaleźć tutaj można naprawdę wiele najróżniejszych sklepów, barów, restauracji i mniejszych oraz większych firm.
  • Roosevelt — Dzielnica mieszkalna i biznesowa nazwana na cześć Theodore'a Roosevelt'a, weterana, polityka, biznesmena oraz prezydenta Stanów Zjednoczonych. Miejsce to tętni życiem głównie za sprawą młodych ludzi, którzy tłumnie uczęszczają do pobliskiego uniwersytetu.
  • University — Część Seattle zdominowana przez studentów, ludzi, którzy mają tylko trochę ponad dwadzieścia lat. Co za tym idzie jest to chyba jedyna okolica w całym mieście, która nigdy nie zasypia. I nie dlatego, że znajduje się tutaj największy publiczny uniwersytet badawczy w tej części kraju!
  • University Park - Studenci oraz wykładowcy muszą gdzieś mieszkać, a najlepszym do tego miejscem są domy znajdujące się w miarę blisko uniwersytetu. Jest tutaj tylko trochę spokojniej niż na University of Washington, ale to dlatego, że za dnia wszyscy siedzą w akademickich murach. Co innego wieczorami i nocami...
  • View Ridge — To jest przede wszystkim dzielnica mieszkalna, oferująca cudowne widoki, ciszę, spokój oraz bliskość natury. Fakt, że znajduje się na szczycie jednego z licznych wzgórz znaczy tu bardzo wiele; nazwa idealnie bowiem oddaje charakter tego miejsca.
  • Wedgwood — Dzielnica mieszkalna klasy średniej sięgająca czasów tuż po drugiej wojnie światowej; zaczęło się niewinnie, od pięciuset domów dla robotników skleconych na szybkiego, byle tylko był dach nad głową. Teraz wystarczy się rozejrzeć, by zrozumieć jak daleką drogę przeszli mieszkający tu ludzie. Po prostych domkach nie ma śladu, są za to eleganckie budynki, zadbane podwórka i całkiem wysoki standard życia.
  • Windermere — Część Seattle wciśnięta między imponujący park imienia Magnusona oraz bogate okolice Laurelhurst wyraźnie odstaje od swoich sąsiadów pod każdym względem, ale może to i dobrze? Nie trzeba się o nic martwić, tylko korzystać z życia i spokoju pomiędzy takimi sąsiadami...
  • Windermere North — Kolejna dzielnica mieszkaniowa, przeznaczone głównie dla osób młodych, którzy nie tyle rozpoczynają dorosłe życie, co szukają jakiegoś miejsca dla siebie bez żadnych większych planów na przyszłość.




Centrum
Magnolia / Queen Anne (Obecność Sabbatu)
Tę środkowo-zachodnią część Seattle można podsumować raptem trzema słowami: wzgórza oraz lasy. To tutaj znajduje się największy park w całym mieście, to tutaj są jedne z najwyższych wzniesień, to tutaj można poczuć się jak w dzikiej, nieskalanej ludzką obecnością puszczy. Jednocześnie na wyciągnięcie ręki jest centrum miasta, więc... żyć, nie umierać! W końcu nie bez powodu Seattle jest nazwane "Emerald City".

Sąsiedztwa i lokacje w Magnolia / Queen Anne

  • Interbay — Dość spora, industrialna dolina rozciągająca się pomiędzy Wzgórzem Królowej Anny oraz Magnolią, tak skrajnie odmienna od wszystkiego w pobliżu, że bardziej się już nie ta. Na wschodzie i zachodzie dominują potężna wzgórza, gęste lasy i soczysta, żywa zieleń - Interbay to beton, stal, żwir, piach oraz asfalt.
    • 2880-2998 20th Ave W, Balmer Yard | Dworzec Kolejowy
  • Magnolia — Drugie co do wielkości sąsiedztwo w Seattle i zarazem największy w całym mieście publiczny park, zajmująca prawie połowę całego półwyspu. Jest tu wszystko - prawie dwadzieścia kilometrów szlaków, gęste, zbite lasy, rozległe łąki i pola, wzniesienia małe i duże, obszerne plaże...
    • 1400 Discovery Park Blvd, Nosferatu Warrens | Zniszczona kryjówka Nosferatu
  • Queen Anne — Wzgórze Królowej Anny to bardzo elegancka, piękna część Seattle, w pewnym sensie górująca nad resztą miasta. Warto także wiedzieć, że pierwotna ta okolica nazywała się "Eden", co powinno wystarczyć za wszelki komentarz.
    • 400 Broad St, Space Needle | Budynek Historyczny, Restauracja
    • 2142 10th Ave W, Seattle Children's Home | Spalony sierociniec Jane Doe



Central Area
Środek Seattle to, jak można przypuszczać, centrum biznesowe. Nie jest to co prawda miejsce tak zatłoczone i chaotyczne jak Downtown, ale doskonale się sprawdza jako tereny wokół serca miasta, jako jego lżejsza, znacznie bardziej przystępna wersja.

Sąsiedztwa i lokacje Central Area

  • 12th Avenue Neighborhood — Dwunasta Aleja jest w pewnym sensie idealnym połączeniem dzielnicy mieszkaniowej i biznesowej; nic więc dziwnego, że wedle osób zasiadających w miejskim ratuszu ta część Seattle zasłużyła na wyróżnienie pośród wszystkich dzielnic, sąsiedztw oraz mniejszych i większych jednostek administracyjnych.
  • 23rd & Jackson Business District — Skrzyżowanie Dwudziestej Trzeciej oraz Jackson nie bez powodu jest przez wszystkich mieszkańców Seattle uważana za modelową, biznesową dzielnicę. Nie jest pierwszym ani ostatnim tego typu sąsiedztwem w mieście, ale i tak zasługuje na szczególną uwagę.
  • Colman — Idealny przykład, że nawet w centrum miasta można znaleźć bardzo przyjemne, odosobnione zakątki i miejsca, gdzie nie ma tego całego, przeklętego zgiełku oraz nieustającego wyścigu szczurów.
    • 819 25th Ave S, Old Yeller Gun Shop | Sklep z Bronią
    • 407 26th Ave, Pacific Northwest Bail Bonding | Poręczenia Majątkowe
  • Jackson Place — Seattle jest pełne małych, pozornie nic nieznaczących sąsiedztw i dzielnic. Jackson Place jest właśnie takim sąsiedztwem, gdzie życie toczy się spokojnym, leniwym rytmem w cieniu wielkich firm, biznesów oraz agresywnej polityki.
    • 708 Rainer Ave S, The Green Door Seattle | Klub Muzyczny, Miejsce Spotkań Klanu Brujah
  • Jackson Street Corridor Business District — Dzielnica biznesowa, ale nie do końca. Żadnych wieżowców czy ogromnych apartamentowców - wszystko jest małe, skromne, lokalne i każdy zna tutaj każdego, a tuż obok mieszkań znajdują się sklepy i sklepiki, zakłady i warsztaty oraz biura i gabinety prywatnych przedsiębiorców.
  • Leschi — Kolejne sąsiedztwo leżące u brzegów jeziora Lake Washington, na całkiem łagodnych zboczach jednego z wielu wzgórz. Leschi gwarantuje cudowne widoki w postaci pasma gór na horyzoncie, ogromnego jeziora i gęstych lasów oraz nierozerwalnie wiążące się z tym ciszę i spokój. I jakby tego było mało, centrum jest praktycznie na wyciągnięcie ręki!
  • Madison Valley — Tak samo jak Chinatown kusi orientalnym światem, tak centrum Madison Valley kusi francuskim urokiem. Oczywiście nie robi tego w nachalny, chamski sposób, nie narzuca się, po prostu delikatnie sugeruje, że jest tutaj coś więcej, niż widać na pierwszy rzut oka.
  • Madrona — Chociaż ta część Seattle wydaje się być oazą ciszy i spokoju, to w rzeczywistości jest to jedno z mniej przyjemnych miejsc w całym mieście. Aż trudno uwierzyć, że pośród tych uroczych domków, cichych zakątków i starych lasów można zostać napadniętym, pobitym, okradzionym, albo i jeszcze gorzej...
    • 1409 27th Ave, Reeves Residence | Zniszczona kryjówka Mosesa Reeves'a
  • Squire Park — Kolejna, niewielka dzielnica łącząca w sobie wszystkie pozytywne i negatywne cechy zarówno małych osiedli, jak i wielkich firm i najróżniejszych biznesów. Z różnym skutkiem, niestety.
  • Union Street Business District — Nie sposób opisać wszystkiego, co można znaleźć w tej szczególnej części Seattle, będącej przecież niczym innym jak ulicą. Niesamowicie długą, szeroką, dwupasmową rzeką z wylanego asfaltu i kostek brukowych, ale tylko ulicą, przy której piętrzą się kolejne firmy, zakłady, warsztaty oraz biznesy.



Downtown
Bijące serce Seattle! To tutaj znajdują najważniejsze miejsca w całym Szmaragdowym Mieście! Wysokie wieżowce, zwaliste kamieniczki, długie i szerokie ulice pełne sklepów i sklepików, ogromna ilość teatrów, kin i restauracji, największy w mieście port... istny ul. Spacerując po centrum nigdy nie będziesz się nudzić. Nigdy.

Sąsiedztwa i lokacje w Downtown

  • Belltown —Masz samochód? Sprzedaj go, w gąszczu uliczek i alejek nie będzie potrzebny; wręcz przeciwnie, będzie tylko zawadzał. Belltown jest małe, ale wszystko czego potrzebujesz znajduje się w zasięgu ręki. Nawet port, do którego można dojść pieszo w ciągu paru chwil!
    • 2711 Alaskan Way, Port of Seattle | Port
  • Chinatown / International District — Chinatown, Koreantown, Japantown, Little Saigon... prawdziwy kocioł gdzie mieszają się najróżniejsze narodowości (aczkolwiek zgodnie z nazwą najwięcej jest tutaj Azjatów) i gdzie każda uliczka stanowi zupełnie odrębny, egzotyczny świat.
    • 1238 S Weller St, The Undeground | Klub Techno
  • Commercial Core — Ogromne wieżowce, nieustanny zgiełk i chaos, nieskończony wyścig szczurów, korki, polityka... ot, centrum wielkiego miasta. A przynajmniej namiastka tego, co znajduje się dosłownie kawałeczek dalej.
    • 701 5th Ave, Columbia Center | Wieżowiec, Fundacja Tremere
  • Denny Triangle — Wystarczy spojrzeć na dowolną mapę miasta, by zauważyć szczególny fragment w centralnej części Seattle, znajdujący się pomiędzy trzema potężnymi ulicami. Sympatyczne rozwiązanie i bardzo udane połączenie dzielnicy mieszkaniowej oraz biznesowej. Coś, co można uznać za wstęp dla najważniejszej części miasta.
  • Pioneer Square — To właśnie tutaj, na terenie Pioneer Square w samym centrum Seattle, mieszczą się budynki i urzędy niezbędne w życiu każdego człowieka. Bogata, zatłoczona, głośna okolica pełna wkurzonych i znużonych zarazem ludzi jest domem dla ratusza, dla policji, dla gmachu sądu i dla dziesiątek barów oraz pubów, w których ludzie piją ze szczęścia bądź smutku.
    • 506 2nd Ave, Smith Tower, Ventrue Penthouse | Siedziba Zarządu Ventrue
  • Pike Place Market — Targowisko ze świnką", jak nieoficjalnie niektórzy mieszkańcy Seattle nazywają tę okolicę, to w sumie nic innego jak najzwyklejszy, publiczny targ gdzie dziesiątki sklepów, kawiarni i barów sąsiadują z budynkami mieszkalnymi, teatrem, miejscami pamięci oraz warsztatami.
    • 1932 2nd Ave, Moore theatre | Główne Elizjum



East
Wschód miasta to bezsprzeczna domena bogaczy. Ludzi, którzy dosłownie śpią na pieniądzach i nie muszą się o nic martwić. Na łagodnych wzgórzach, na ich zboczach i w ich cieniu znaleźć można strzeżone osiedla, małe i piękne wille oraz pałacyki, a także ogrom szpitali, parków oraz ośrodków kulturalnych.

Sąsiedztwa i lokacje w East

  • Broadmoor — Cudownie bogata, a przy tym przepiękna okolica, stanowiąca w pewnym sensie miasto w mieście - strzeżone, zamknięte osiedla pełne zamożnych, nieco snobistycznych ludzi to normalny widok w tej części Seattle.
    • 2300 Arboterum Dr E, Washington Park Arboterum | Park
  • Capitol Hill — Mieszkańcy mówią na tę część miasta po prostu "Wzgórze". Większość, jak nie wszystkie najważniejsze budynki, urzędy oraz bary, kluby i restauracje (a tych jest tutaj naprawdę sporo) znajdują się zresztą na zboczach i szczycie Capitol Hill; domy i posiadłości są trochę niżej.
    • 1554 15th Ave E, Lake View Cemetery | Cmentarz
  • First Hill — First Hill jest bardzo często określany mianem "Pill Hill" z racji tego, że znajdują się tutaj trzy ważne szpitale i kliniki. Albo cztery czy nawet i pięć, jeśli by liczyć inne, chociaż to już zależy od tego jak ktoś interpretuje rozkład dzielnic i sąsiedztw tego miasta. Czujesz się źle? Tutaj uzyskasz najlepszą możliwą pomoc!
    • 901 12th Ave, Seattle University | Uniwersytet
    • 921 Terry Ave, Puget Sound Blood Center | Bank Krwi
  • Madison Park — Dawno, dawno temu Indianie zamieszkujący rejony dzisiejszego Seattle uznawali te miejsce za teren wypoczynkowy, rekreacyjny, gdzie można się rozluźnić i odprężyć. I tak jest do dnia dzisiejszego!
  • Volunteer Park — Początkowo cały teren wzniesienia na którym znajduje się to sąsiedztwo, od szczytu aż na sam dół, miał być przeznaczony na chowanie zmarłych, tworząc jedną ogromną nekropolię. Skończyło się na podzieleniu wzgórza i najbliższych mu okolic na kilka części, z których każda ma inne przeznaczenie.



Lake Union (Obecność Sabbatu)
Wielkie jezioro w samym środku miasta jest dosłowną perłą w koronie Seattle i chyba największą jego turystyczną atrakcją. Albo jedną z takich atrakcji, ciężko powiedzieć... jedno jest pewne - na brzegach Lake Union spotkać można każdego. Od wrażliwych, artystycznych dusz, poprzez biznesmenów dyskutujących o ważnych transakcjach, aż po nastolatków i młodzież cieszących się młodością oraz życiem.

Sąsiedztwa i lokacje w Lake Union

  • Eastlake — Tereny znajdujące się u wschodniego brzegu jeziora Lake Union, aż do autostrady międzystanowej I-5 Express to jedne z piękniejszych miejsc w całym mieście. Między innymi dlatego, że spora liczba mieszkańców dosłownie mieszka na jeziorze!
  • Fremont — Kolejny przykład na to, że mieszanka dzielnic biznesowych oraz mieszkaniowych ma sens; dodatkowo jedną z największych atrakcji tej okolicy jest most... pod którym mieszka troll. Naprawdę.
  • South Lake Union — Królestwo tak zwanych niebieskich kołnierzyków oraz jedno z ważniejszych centrów biznesowych w całym mieście. To w końcu tutaj znajduje się redakcja The Seattle Times oraz siedziby wielu, wielu innych firm, zarówno tych małych, jak i dużych.
    • 1000 Denny Way, The Seattle Times | Redakcja
  • Wallingford — Całkiem spora dzielnica znajdująca się na zboczach i szczycie jednego z nieskończonych wzgórz, leżąca także na północnym brzegu Lake Union. Idealny dom dla klasy średniej, łączący w sobie cechy charakterystyczne dla terenów biznesowych oraz mieszkaniowych.




PoŁudnie
Southwest (Dzielnica oblężona przez Sabbat)
Południowy-zachód miasta to bogate, eleganckie przedmieścia rozrzucone na kilku wzgórzach i kilkunastu niewielkich wzniesieniach, gdzie mieszkają ludzie mniej i bardziej zamożni, cieszący się życiem oraz korzystający z uroków tej części Seattle. I chociaż znajdują się dość daleko od centrum kulturalnego i biznesowego Seattle, tuż za cuchnącymi terenami fabrycznymi oraz całym, industrialnym piekłem, to są to tereny które warto odwiedzić dla urokliwych plaż, prastarych lasów oraz malutkich osiedli pełnych okazałych posiadłości, willi oraz bliźniaczych domków i domostw.

Sąsiedztwa i lokacje w Southwest | 
Sąsiedztwa i lokacje w Southwest

  • Admiral — Jedno ze starszych - jeśli nie najstarsze - sąsiedztwo w całym mieście, stanowiące praktycznie zupełnie odrębną mieścinę z własnymi tradycjami, zwyczajami i historią. Za taki stan rzeczy odpowiada unikatowe ukształtowanie terenu; Admiral znajduje się na szczycie i na zboczach jednego z większych wzgórz w Seattle, co w połączeniu z bardzo gęstymi lasami jeszcze bardziej izoluje tę część miasta.
  • Alki — W języku jednego z wielu indiańskich plemiona ta część Seattle nazywa się po prostu "by-and-by" czy też "in a while". Wystarczy jednak poświęcić jedno popołudnie, by zrozumieć, dlaczego akurat tak nazywa się tę okolicę. Nieprzyjazny teren ze stromymi wzniesieniami, skalistymi plażami, zimną i wzburzoną wodą nie zachęcają do dłuższego przebywania w tym rejonie...
  • Fairmont — Zakład karny znajdujący się na Trzydziestej Piątej Alei jest niechlubnym symbolem tego sąsiedztwa. Charakterystyczny betonowy budynek w kształcie litery "U" zdominował całą okolicę i, niestety, rzuca cień na wszystko inne, co można tu znaleźć.
  • Fauntleroy — Zachodnia granica miasta to po prostu wody Puget Sound oraz ogromna, gigantyczna wręcz plaża rozciągająca się na całej długości tego sąsiedztwa. Ta rozciągnięta część Seattle jest znana przede wszystkim z przepięknych widoków, ciszy oraz niewątpliwego uroku niedużych osiedli, ogromnej ilości zielonych terenów oraz dużej przystani dla promów.
  • Genesee-Schmitz — Nieoficjalną wizytówką sąsiedztwa Genesee-Schmitz w południowo-zachodniej części Seattle jest stary, wieżowy zbiornik na wodę, zamieniający się w nocnych godzinach w miejsce spotkań i imprez młodzieży. I takie też jest to miejsce; małe, miłe, przyjemne, ciche i całkiem spokojne. Przynajmniej w teorii.
  • Morgan Junction — W teorii jest to tylko jedno z wielu skrzyżowań w tak wielkim jak Seattle mieście. W praktyce jest to mały park, będący jednocześnie wejściem do lasu.
  • Seaview — Woda, góry, drzewa, niewielkie domki, oszałamiająca cisza i jeszcze większy spokój. Oaza dla biednych, średnio-zamożnych i tych najbogatszych, którzy okupują poszczególne poziomy jednego z wielu wzniesień. Niby jest to jedna z wielu dzielnic mieszkaniowych, ale to dopiero początek. Jest tutaj znacznie więcej, niż tylko mieszkania i apartamenty.
  • West Seattle Junction — “Where It’s At.” I to powinno wystarczyć za wszelki komentarz, bo już kilka minut spaceru po tym ogromnym skrzyżowaniu w zachodnim Seattle sprawia, że można doznać zawrotu głowy!


Delridge (Dzielnica oblężona przez Sabbat)
Chyba najbardziej okazała dzielnica w tej części miasta, otoczona z jednej i drugiej strony gęstymi, potężnymi lasami, rozrzuconymi na licznych wzniesieniach oraz wzgórzach, tworząc swego rodzaju rynnę czy też dolinę. Charakterystyczne ukształtowanie terenu sprawia, że Delridge (a przynajmniej część dzielnicy) bywa uznawana za osobne miasto, z własnymi tradycjami i własna historią. Co więcej, jest to jedno z niewielu miejsc z dostępem do prawdziwej rzeki i Duwamish River (znana także jako Duwamish Waterway) stanowi dodatkowa barierę oddzielająca industrialne, głośne i brudne tereny Seattle!

Sąsiedztwa i lokacje w Delridge | 
Sąsiedztwa i lokacje w Delridge

  • Cottage Grove — Osiedle mieszkaniowe, malutka i nic nie znacząca część wielkiego miasta, miejsce dla biednych i potrzebujących, gdzie naprawdę można liczyć na pomocną dłoń, ciepły uśmiech i miłe słowa.
  • High Point — Przy łagodnym łuku High Point Drive, tuż obok niezliczonych osiedli bliźniaczo do siebie podobnych domków, w cieniu wysokich i rozłożystych wierzb oraz sosen, znajduje się ukryta jedna z wielu perełek Seattle. W języku Lushootseed, jakim posługiwali i posługują się Indianie zamieszkujący teren stanu, dosłowne tłumaczenie "jeziorka" oznacza "odbicie złego światła", cokolwiek to znaczy.
  • Highland Park — Elegancka i dość zamożna dzielnica mieszkaniowa mająca jednak swoją ciemniejszą stronę. Znajdą się tutaj bowiem i piękne osiedla, i siedziby firm, i cudowne parki oraz lasy, ale także paskudne zakłady produkcyjne, ciemne zaułki oraz rozpadające się rudery.
  • Pigeon Point — Zgodnie z nazwą, spore wzniesienie o płaskim szczycie otoczonym z każdej strony gęstymi drzewami jest domeną gołębi. Kolejna dzielnica mieszkaniowa - aczkolwiek znajdująca się na szczycie wzniesienia. Jest tutaj cicho, spokojnie, bezpiecznie, chociaż sąsiedzi mogli by być nieco bardziej otwarci i tolerancyjni, nie wspominając już o tym, że mogą mówić rano "dzień dobry"...
  • Puget Ridge — Miejsce wyjątkowe i niepowtarzalne w skali całego miasta. Nie są to słowa rzucone od tak sobie, byle tylko były, skądże znowu! To czyste fakty oraz suche liczby, nic więcej. Widać tutaj także coraz więcej fabryk, zakładów, warsztatów.
  • South Delridge Triangle / White Center — Na swój sposób są to urocze przedmieścia łączące większość pozytywnych elementów dzielnic mieszkaniowych oraz biznesowych. I, niestety, większość tych negatywnych elementów również. Z jednej strony jest biblioteka, która śmiało może konkurować z uniwersytecką, a z drugiej zapuszczone jeziora oraz polany i łąki.
  • Sunrise Heights — Absolutnie nie czuć, że jest się częścią wielkiej metropolii, że te niziutkie domki i małe, acz bardzo zadbane trawniki i potężne, liczące wiele dziesiątek lat drzewa są nierozerwalną częścią Seattle.
  • Westwood — Tak zwana Village jest zdecydowanie najważniejszą częścią Westwood. To centrum handlowe, ale inne niż wszystkie, stanowiące źródło dumy okolicznych mieszkańców.
  • Youngstown — Sąsiedztwo- a raczej osobna dzielnica czy nawet i miasteczko, wchłonięte przez Seattle wiele lat temu - początkowo było niczym innym jak miejscem gdzie pracownicy okolicznych fabryk mogli zamieszkać. Teraz jest to jedna ze starszych dzielnic mieszkaniowych w skali całego miasta, z własną, unikatową historią i budynkami, których średnia wieku wynosi prawie sto lat!


Greater Duwamish (Dzielnica oblężona przez Sabbat)
Oto industrialne serce Seattle. Miejsce tak odmienne od reszty tego wiecznie zielonego, żywego i cudownego miasta, ale jednocześnie będące jego integralną, nierozerwalną częścią. To tutaj znajdują się największe fabryki i zakłady produkcyjne, to tutaj ludzie ciężko pracują, nierzadko narażając swoje życie i zdrowie operując ciężkim sprzętem oraz potężnymi maszynami, to tutaj zamiast drzew, krzewów i traw są murowane, wysokie kominy z których w niebo wzbijają się gęste chmury dymu, trawniki są porośnięte rachityczną, żółtawą trawą, a karłowate drzewa rosną przy asfaltowych i betonowych parkingach, w oparach spalin.

Sąsiedztwa i lokacje w Greater Duwamish | 
Sąsiedztwa i lokacje w Greater Duwamish

  • Georgetown — Dolina leżąca u brzegów Duwamish Waterway jest potężną dzielnicą biznesową - i chociaż ciągle znaleźć tutaj można masę osiedli, domków oraz apartamentowców, to nie sposób zauważyć ogromnych fabryk, zakładów pracy a także... lotniska. Dla własnego bezpieczeństwa lepiej jednak zostać po zmroku w domu.
  • North Beacon Hill — To właśnie tutaj znajduje się niesławna The Jungle, potężny pas zieleni leżący w sąsiedztwo autostrad I-90 oraz I-5. Z drugiej jednak strony można tutaj znaleźć także ogromny gmach prywatnego szpitala klinicznego, a obok zapijaczonych meneli są biznesmeni i artyści... cóż, North Beacon Hill to miejsce kontrastów.
  • Sodo — "South of Downtown", czyli industrialne centrum miasta, praktycznie pozbawione zieleni, ciszy i spokoju. Jest tu mnóstwo fabryk, jeszcze więcej firm i warsztatów, a beton, stal i cegła dominują tak bardzo, że na rzece zbudowano sztuczną wyspę poświęconą tylko i wyłącznie maszynom i ludziom z nich korzystających.
  • South Beacon Hill — Południowa część Beacon Hill to malownicza, całkiem cicha i spokojna okolica, gdzie można w spokoju osiąść na stare lata.
  • South Park — Gdyby nie dwa ogromne, potężne mosty to ta część miasta praktycznie by nikogo nie interesowała. South Park jest na południu, daleko od centrum, na brzegu rzeki, blisko lotniska i najróżniejszych fabryk... można powiedzieć, że jest to najmniej popularne sąsiedztwo w całym Seattle.


Southeast (Dzielnica oblężona przez Sabbat)
Południowo-wschodni kraniec Seattle to leżące u wybrzeży Lake Washington urokliwe, ciche i w miarę spokojne zakątki, aczkolwiek nie ma tutaj aż tak wiele zieleni jak można się było spodziewać. Wyjątek stanowi Seward Park, do którego tłumami przybywają wszyscy okoliczni mieszkańcy. Inaczej mówiąc, to typowe przedmieścia wielkiego miasta, gdzie życie toczy się swoim specyficznym, leniwym rytmem.

Sąsiedztwa i lokacje w Southeast | 
Sąsiedztwa i lokacje w Southeast

  • Brighton — Pod koniec dziewiętnastego wieku angielscy imigranci założyli tutaj własną niezależną mieścinę - bardzo szybko jednak ten teren został wchłonięty przez rozrastające się Seattle. Inaczej mówiąc, jest to najzwyklejsza, acz bardzo stara, dzielnica mieszkaniowa.
  • Columbia City — Hasła "Columbia, Watch It Grow!" zdobią nie tylko zderzaki samochodów i wystawy niektórych sklepów, ale są przede wszystkim widoczne na ścianach wielu domów w postaci pstrokatego graffiti. To przyjemna, mieszkaniowa dzielnica, o własnym, wyjątkowym acz nieco wulgarnym charakterze.
  • Dunlap — Nieszczególnie duża, ale bardzo przyjemna okolica, której mieszkańcy stanowią prawdziwy przekrój społeczeństwa Seattle. Są tutaj biali, czarni, żółci, biedni, bogaci, klasa średnia, przestrzegający prawa oraz łamiący prawo... a wszystko to praktycznie na brzegu Lake Washington.
  • Genesee — Teoretycznie jest to jeden, ogromny park sięgający od wybrzeża, aż po granicę dzielnicy Columbia City, z kilkoma niewielkimi osiedlami domków jednorodzinnych rozrzuconymi dokoła. W praktyce są to dwa mniejsze parki, przedzielone asfaltowym pasem Genesee Street mniej więc na dwie, równe części.
  • Hillman City — "Jedno z najwyższych wzniesień w całym Seattle" może i brzmi dumnie, ale gdy się spojrzy na Hitt's Hill, stanowiące niejako centralny punkt tej okolicy to nie sposób odnieść wrażenia, że to najzwyklejsze kłamstwo. I to w dodatku kłamstwo bezczelne, bo rozglądając się dokoła dachy niektórych budynków będą ograniczać pole widzenia!
  • Lakewood — Leżąca u brzegu Lake Washington mała dzielnica mieszkaniowa, posiadająca jednakże własną wysepkę i przystań - wymarzone miejsce dla miłośników spędzania czasu nad wodą w ciszy i spokoju!
  • Mt Baker — Jadąc na zachód drogą międzystanową o numerze dziewięćdziesiątym pierwsze, co rzuca się w oczy to imponujące domy, parki i charakterystyczne ukształtowanie terenu, stopniowo i powoli pnące się ku górze. Oto Mount Baker w Seattle!
  • New Holly — Domena klasy średniej od lat czterdziestych. Większość budynków pochodzi właśnie z przełomu lat czterdziestych i pięćdziesiątych, jest więc to chyba jedyne miejsce w Seattle, gdzie "vintage" nie jest pustym słowem, tylko bardzo dokładną definicją najbliższej okolicy. Niestety, w ciągu paru ostatnich lat przestępczość zaczęła powoli, ale systematycznie rosnąć...
  • North Rainier — Północna część ogromnej nawet jak na standardy Seattle Doliny Rainier, rozciągającej się mniej więcej od drogi stanowej o numerze dziewięćdziesiątym daleko, daleko na południe, aż do granic miasta. I tyle.
  • Othello — Jedna z wielu malutkich, bardzo łatwych do ominięcia dzielnic mieszkaniowych Seattle, których granice są bardzo ciężkie do ustalenia. Wystarczy jednak spędzić trochę czasu w tym sąsiedztwie, wystarczy poznać okolicznych mieszkańców, by zrozumieć, że jest to całkiem miłe i przyjemne miejsce.
  • Pritchard Beach — Wbrew nazwie nie ma tutaj plaży w pełnym tego słowa rozumieniu, bo znaczna większość całego terenu to po prostu prywatne, nieduże przystanie oraz amatorsko zabetonowane i wyłożone cegłami nabrzeża.
  • Rainier Valley — Kolejna część sławnej i wielkiej Doliny Rainier, gdzie obok siebie znajdują się małe i duże biznesy, osiedla i domki jednorodzinne oraz wszelkiego rodzaju parki, lasy i łąki. Ot, urok Seattle.
  • Rainier View — Mimo relatywnie pięknej okolicy i cudownich widoków, jest tutaj dość niebezpiecznie. I nie chodzi nawet o zwykłe kradzieże, tylko o napaści, pobicia i gwałty, czy nawet i morderstwa - aż strach wychodzić z domu.
  • Rainier Vista — Chyba najmniejsza część Doliny Rainier, jaką można wyróżnić - nie znaczy to jednak, że jest najmniej ważna czy interesująca, o nie. Wręcz przeciwnie!
  • Seward Park — To nie tylko imponujący półwysep stanowiący unikatowy rezerwat przyrody, ale także centrum żydowskiej społeczności Seattle, z największą i najstarszą synagogą w całym mieście. Mówi się, że blisko dziewięćdziesięciu procent Żydów z Seattle mieszka i żyje właśnie tutaj!

Autor tekstu: Mort | Poprawki: Caine



Lokacje - Seattle, Północ

#4
Image
2026 NW Market Street
Ballard Carnegie Library
Biblioteka, Fundacja Tremere
Dzielnica 'Ballard', Sasiedztwo 'Ballard'

Image
Ulica Północno-zachodnia Handlowa, numer 2026. Darmowa publiczna biblioteka Ballard Carnegie. Przepiękny budynek, powstały na planie krzyża ankh, w dość bliskim sąsiedztwie Salmon Bay (dosłownie kilka minut spacerkiem), na nieznacznym, trawiastym wzniesieniu, skryty w cieniu potężnych klonów, oddzielony od ulicy obszernym parkingiem. Zbudowany tuż na początku dwudziestego wieku nie zmienił się aż do tej pory w jakimś szczególnie wielkim stopniu - przeszedł jedynie kilka mniejszych remontów, dotyczących głównie wnętrza, gdy przez kilka lat zamiast biblioteki była tutaj restauracja i pub - i wychował wiele pokoleń czytelników.

To zwalista konstrukcja z małej, czerwonej cegły, teraz już nieco wyblakłej po tylu latach i nieprzerwanym działaniu warunków atmosferycznych. Nad wejściem, otoczonym dwiema kolumnami, znajduje się mały balkon z kolejnymi kolumnami połączonymi łukiem - od frontu znaleźć też można jedyne okrągłe okna. Reszta jest standardowa, wysoka i wąska, nawet od części czytelni, która zgodnie z wszelkimi zasadami powinna być miejscem bardzo dobrze oświetlonym.

Carnegie Library nie jest jednak wielką biblioteką. Zbiór książek nie jest wcale ogromny, chociaż w zbiorach znajdzie się pewnie kilka pozycji, które wywołają szybsze bicie serca u paru osób. Na parterze i piętrze są co prawda dziesiątki regałów i półek oraz mnóstwo stolików z fotelami i lampkami, przy których można przejrzeć poszczególne tomy, ale w każdej dowolnej bibliotece w Seattle można znaleźć to samo i wiele więcej.

Miejsce to mogło swego czasu poszczycić się dużą uwagą czytelników w różnym wieku. Jednakże, od czasu oblężenia Ballard przez wampiry Sabbatu, biblioteka pozostaje nieczynna. Oficjalną przyczyną zamknięcia pozostaje wysoka przestępczość i częste strzelaniny w okolicy, co w rzeczywistości nie jest dalekie od prawdy. Dostęp do biblioteki, a nawet i całego regionu, pozostaje póki co niemożliwy z powodu aktywności watah wrogiej Sekty oraz niebezpieczeństwa, jakie wiąże się z zapuszczeniem się do tych rejonów.


8412 Greenwood Ave N
The Angry Beaver Pub
Pub, Siedziba Anarchów
Dzielnica 'Northwest', Sasiedztwo 'Greenwood'

Image
 Połączenie baru i klubu, gdzie można bez obaw oddać się konsumpcji napojów alkoholowych (nie tylko tych o niskiej jego zawartości, jak piwo, ale także znacznie mocniejszych, jak whisky czy wódka) oraz miło spędzić czas, słuchając muzyki, oglądając telewizję i ćwiczyć koordynację na linii oko-ręka podczas gry w rzutki, bilard, obijanie czyjejś twarzy oraz gry na jednym z trzech automatów. The Angry Beaver Pub jest piętrowym budynkiem z drobnej, ciemnej cegły i całościowo jest utrzymany w ciemnych, stonowanych barwach. Dominują tutaj brązy i czerwienie, front jest dodatkowo ozdobiony terakotą i potężnym szyldem przedstawiającym bardzo zdenerwowanego, agresywnego bobra o karykaturalnie długich kłach i przekrwionych oczkach.

Podobne wizerunki tego uroczego zwierzątka znajdują się na drzwiach wejściowych do pubu oraz na wysokich, szerokich oknach, aczkolwiek z racji tego, że szyby są zaciemnione, szare, to bóbr jest tam tylko konturem, sylwetką pozbawioną detali i szczegółów. Ale nie przeszkadza to nikomu, wręcz przeciwnie, każdy chwali sobie taką stylizację; coś takiego jest uznawane za luźne, spokojne podejście do życia, nie traktowanie wszystkiego śmiertelnie poważne, ot, carpe diem. Bo żaden lokal z wkurzonym bobrem w logo nie może być traktowany poważnie, prawda?

Zwykle na tym wąskim, ciasnym chodniku z niewielkich, betonowych płyt, w cieniu kilku niezbyt wysokich drzew jest zaparkowanych kilka motocykli należących do niektórych gości oraz właścicieli. Najczęstszym widokiem jest więc zabytkowy, niesamowicie cenny i kultowy już Harley-Davidson EL z 1936 roku, w ciemnym błękicie i jasnej, kremowej bieli zdecydowanie przykuwa wzrok. Nie jest to maszyna, którą widzi się codziennie i wszędzie i każdy, kto znajdzie się w pobliżu Wściekłego Bobra przystanie przynajmniej na chwilkę, by podziwiać tę maszynę.

Drugim, znacznie nowszym ale nie mniej kultowym jest czerwono-czarny potwór sprzed piętnastu lat, Kawasaki ZX900 Ninja, z pękniętą szybką która zwraca szczególną uwagę stróżów prawa, ale mimo kilku mandatów właściciel tego motocyklu nie zamierza dokonywać napraw. Ostatnia maszyna to dwuletnia Yamaha Royal Star Tour Deluxe, potężna, ogromna bestia lśniącą bielą i czernią, przeznaczona do bardzo długich, dalekich tras, wprowadzona na rynek w 1997 roku, marzenie wielu osób, ale nie każdego na nią stać - inne motocykle, jakie można spotkać na chodniku przed Bobrem, są klasyczne modele, Harley-Davidson, Suzuki i Ducatti, Yamahy i BMW oraz Hondy. Nie parkują jednak zbyt często, bo jak zostało już wspomniane, teren przed pubem nie jest wcale taki szeroki, a kilka potężnych maszyn to już ogromny tłok.

Od czasu oblężenia miasta przez Sabbat i unicestwienia Alexandra Thorburna, Anarchowie prędzej wypieprzą stąd wampiry Camarilli na zbity pysk, aniżeli wdadzą się w jakąkolwiek dyskusję po wszystkim co się stało. Obecnie muszą mieć naprawdę dobry powód, by nie praktykować na wejściu zasady 'najpierw bić, potem pytać'. Utrudnia to, o ile nie uniemożliwia, jakiekolwiek 'misje' dyplomatyczne. Choć może po prostu trzeba wiedzieć jak do nich zagadać, by nie mieć obitej gęby.

The Angry Beaver Pub - Sala Główna | 
Początkowo The Angry Beaver Pub był najzwyklejszym barem sportowym, przeznaczonym głównie dla miłośników hokeja oraz Kanadyjczyków mieszkających w Seattle, ale z biegiem czasu zaczęły zachodzić coraz większe i coraz wyraźniejsze zmiany, by ostatecznie Bóbr przekształcił się w miejsce spotkań osób o trochę innych upodobaniach. Owszem, dalej odbywają się tutaj spotkania poświęcone wydarzeniom sportowym oraz praktycznie każdego dnia transmitowane są rozgrywki hokeja czy innego futbolu, ale nie to jest już najważniejsze.

Nawet wygląd się zmienił. Do niedawna na ciemnych, czerwonych ścianach z drobnej cegły wisiały dziesiątki koszulek z autografami sportowców, oprawione w ramki fotografie, flagi i proporczyki zespołów i drużyn, były tablice pełne biletów z najważniejszych meczów i spotkań, ale to należy do przeszłości. Teraz miejsce koszulek zajęły ciężkie, skórzane kurtki motocyklistów z różnych zakątków Stanów, nierzadko poznaczone śladami po ciosach nożem czy dziurami po kulach małego i dużego kalibru, z obowiązkowymi, ciemnymi plamami po zaschniętej krwi. Zdjęcia zespołów ustąpiły miejsca fotografiom z kartotek policyjnych przedstawiających osoby o dość paskudnych, często zarośniętych i pokrytych bliznami twarzach. Proporczyki i flagi zniknęły, a w zamian wiszą kopie nakazów aresztowania, przeszukania oraz, w dwóch przypadkach, kopie aktu zgonu.

Sala główna dzieli się na dwie części. Po lewej, na nieznacznym podwyższeniu od okna aż do schodów i wyjścia na tyły pubu rozciąga się pokaźnych rozmiarów bar z lakierowanego, ciemnego i bardzo sękatego drewna. Przy nim jest szereg stołków obitych skórą z wizerunkiem bobra, pod sufitem wiszą trzy telewizory, a ściana za barem to spora chłodziarka dysponująca alkoholem w postaci butelek, puszek oraz kegów (na najniższej, ukrytej przez wzrokiem postronnych półce są worki i butelki z krwią). Jest tam też przejście do malutkiej kuchni, gdzie znaleźć można lodówkę, mikrofalówkę oraz elektryczny grill/opiekacz.

Po prawej stronie znajduje się tuzin okrągłych stolików z wygrawerowaną sylwetką bobra oraz wąskimi, wysokimi (i zadziwiająco wygodnymi) krzesłami, a także parę automatów do gier, tablica z rzutkami oraz korkowa tablica, na której znajdują się lokalne ogłoszenia oraz informacje przestrzegające przed zbytnim ufaniem władzy. W głębi sali są jeszcze schody prowadzące na piętro i do piwnic oraz wyjście na tył pubu, to małej i ciasnej alejki, ale praktycznie zawsze stoi tam barczysty i ponuro wyglądający mężczyzna w czarnej koszulce z napisem "security".

The Angry Beaver Pub - Piętro | 
Na piętro pubu The Angry Beaver prowadzą strome, drewniane schody z barierką w kształcie bardzo długich kijów hokejowych; nie jest to może najbardziej optymalne rozwiązanie ani nawet skuteczne, bo ciężko znaleźć odpowiednie oparcie na wąskiej i cienkiej (acz wytrzymałej, to trzeba przyznać) powierzchni lakierowanej sklejki. Stopnie były dawniej oklejone logosami poszczególnych zespołów hokejowych, ale z biegiem czasu wszystkie zostały zatarte i teraz nie sposób powiedzieć, co to były za drużyny - niewyraźne, postrzępione litery układają się w różne, często długie słowa nie mówiąc absolutnie nic klientom Bobra.

Ściany piętra, podobnie jak na parterze, były dawniej ozdobione koszulkami graczy i jeszcze w paru miejscach można zauważyć charakterystyczne, obszerne koszulki z długimi rękawami, stanowią jednak mniejszość. Znacznie więcej jest tutaj skórzanych, motocyklowych kurtek, ale nie sposób powiedzieć, by dominował pośród nich jakiś konkretny klub czy nawet stowarzyszenie. Znajdą się więc tu i kurtki z Los Angeles, i z Meksyku, z Nevady, ze wschodniego wybrzeża, a nawet z maleńkich mieścin o których nikt nigdy nie słyszał.

Piętro jest podzielone w podobny sposób jak parter, aczkolwiek lewą stronę (licząc od schodów) zajmuje nie bar, tylko szereg boksów oddzielonych drewnianymi ściankami imitującymi bandy z lodowiska hokejowego, mające na cel oddzielenie tafli lodu od widowni - w pubie te ściany oddzielają poszczególne boksy i gwarantują ciszę i spokój, a nade wszystko prywatność i pewność, że nikt nie będzie zakłócał rozmów. Narożne, skórzane kanapy posiadają oczywiście wytłoczoną sylwetką bobra z karykaturalnie długimi zębiskami, a niskie i szerokie stoły są zwykle zastawione przez butelki, kufle i puszki. Za oświetlenie robią nieduże lampy wiszące na ścianie, z całkiem sporym polem umożliwiającym regulację światła.

Po prawej stronie z kolei jest stół bilardowy z ciemnego drewna i łagodnego, czerwonego pluszu pełniącego rolę sukna, a obok niego, pod ścianą na eleganckich wieszakach, są kije; kawałek dalej jest też drugi stół, ale przeznaczony do gry w piłkarzyki. Ostatnią rzeczą, która naprawdę wygląda jak dodana przez nowego właściciela jest mała, narożna kanapa w ciemnym, zielonkawym odcieniu, przy której jest niski stolik ze szklanym blatem. Stolik powstały na bazie silnika motocyklowego, trzeba dodać.

Toaleta jest skandalicznie mała, ze zbitym lustrem (pajęczyna pęknięć niepokojąco pasuje do kształtu głowy) i pokrytą miedzianym nalotem umywalką. Papier toalety jest szary, szorstki i zdecydowanie zbyt cienki, a dwie kabiny nie spełniają swojej roli jak na taki pub. Jest ich po prostu za mało, a jak się do tego doda jeszcze małe okno wychodzące na tylną alejkę... to już w ogóle nie ma tu prawie miejsca na nic. Tyle dobrego, że ściany są pokryte drewnianymi panelami i nie widać nigdzie żadnych wulgarnych, obraźliwych napisów.

The Angry Beaver Pub - Tył | 
Tył Wkurzonego Bobra wygląda trochę gorzej. Do zamkniętych, masywnych drzwi z malutka klapką otwieraną przez jednego z pracowników ochrony prowadzi bardzo wąska i ciasnawa alejka, wypełniona pełnymi, metalowymi koszami na śmiecie. Sąsiednie budynki rzucają mnóstwo cienia i nawet w samo południe panuje tutaj półmrok - wieczorami i w nocy zaś jest tutaj tak ciemno, że nie da się poruszać bez jakiegoś źródła światła. Są oczywiście latarnie uliczne, ale ktoś stłukł żarówki w dwóch najbliższych, a sam pub nie posiada żadnego oświetlenia z tej strony.

No dobrze, posiada mały, neonowy szyld przedstawiający karykaturę bobra, ale mdłe, czerwone światło jest zbyt słabe, by rozproszyć mrok. Nawet i blask jaki bije z okien na piętrze lokalu nie pomaga; szyby są przyciemniane, ozdobione sylwetką tego pociesznego zwierzątka, więc to wszystko, co można na ten temat powiedzieć. Jest ku temu jednak bardzo dobry powód; tuż przy szyldzie znajduje się mała kamera, rejestrująca wszystko co się dzieje na terenie alejki, ze względów bezpieczeństwa. Czasami też zdarzy się, że obok koszy i worków na śmiecie zostanie zaparkowany jeden czy dwa motocykle, należące do osób które niezbyt chętnie korzystają z głównego, frontowego wejścia, jest to jednak rzadkość.

Zwykle z tej alejki korzystają ludzie mieszkający w pobliżu i chcący uniknąć tłumów jakie mogą wystąpić na wąskich chodnikach od strony Greenwood Avenue, ale nawet i oni nie robią tego zbyt chętnie. Obecność pubu, którego klientela to osoby dorosłe, lubujące się w spożywaniu naprawdę dużych ilości alkoholu i nie stroniące od innych, zakazanych substancji nie zachęca do zapuszczania się w ciasne, wąski uliczki, gdzie nie ma zbyt wiele światła. A jak się jeszcze doda do tego fakt, że The Angry Beaver to tak na dobrą sprawę pub dla motocyklistów, czyli osób które w taki bądź inny sposób wchodzą w konflikt z prawem... no, nie jest rozsądne włóczenie się po tej okolicy po zachodzie słońca.

Parę osób padło ofiarą pobicia przez członków motocyklowego gangu, oficjalnie uznawanego za zwyczajny klub. Ktoś został okradziony ze wszystkiego co miał przy sobie (aczkolwiek bieliznę mu zostawili, chociaż gdyby ofiarą tej kradzieży padła przedstawicielka płci pięknej, a nie czarnoskóry, dość otyły jegomość, wszystko mogło by się inaczej potoczyć). Jeden pechowiec zaparkował swój skuter w pobliżu tylnego wejścia do Bobra i gdy rano przyszedł po swoją maszynę, zastał ją z przebitymi oponami i ze spuszczonym paliwem. Dowodów nie ma. Winy też nie. Kamera należąca do pubu jasno udowadnia, że nic podejrzanego się nie działo na tyłach lokalu, w małej, ciasnej alejce.


Autor tekstu: Mort | Poprawki: Caine
Image

Lokacje - Seattle, Centrum

#5
Image
2880-2998 20th Ave W
Balmer Yard
Dworzec Kolejowy
Dzielnica 'Magnolia / Queen Anne', Sasiedztwo 'Interbay'

Interbay wykorzystuje jak tylko może ukształtowanie terenu, dzięki czemu to właśnie ta dzielnica stała się domem dla jednej z większych stacji rozrządowych w całym Seattle. Należąca do DNSF Railway stacja posiada aż szesnaście torów zdolnych przyjąć co najmniej szesnaście pociągów i obsłużyć je może nie w rekordowym czasie, ale i tak bardzo szybko i profesjonalnie. A jakby tego było, to znajduje się tutaj także i dworzec, dzięki któremu można ruszyć w podróż prowadzącą bezpośrednio do Kanady lub gdzieś wgłąb starych, poczciwych Stanów.

Dość ponuro wyglądający gmach dworca to zwykły, betonowy kloc, jak niemal wszystko w tej okolicy (co może być dość dziwne patrząc na ogrom zieleni w całym Seattle). Budynek ten posiada wąskie i bardzo wysokie okna, przez które do środka wpada niewystarczająca ilość światła; niezbędne było więc dodatkowe oświetlenie w postaci mocnych, raniących oczy jarzeniówek. Ich błękitny blask odbija się od ciemnych kafelków, jakimi wyłożono parkiet dworca, a liczne szklane i metalowe powierzchnie znajdujących się tam sklepików i kawiarni tylko zwiększają ryzyko bycia oślepionym.

Stada gołębi, mające swoje gniazda tuż pod wysokim stropem, jakoś nie wydają się przejmować tym faktem i gruchają wesoło o każdej porze. To jeszcze można znieść, ale ich białawe odchody, które spadają w najmniej odpowiednim momencie to już zupełnie inna, znacznie mniej przyjemna sprawa. I jakby tego było mało, te latające szkodniki okupują też rozległy parking! A tam przecież nie ma żadnych drzew, jest tylko kilka wysokich latarni!

Ptactwo unika jednak terenu właściwego dla Balmer Yard, czyli linii i dróg kolejowych, złożonych z kilku czy nawet i kilkunastu torów szlakowych i ich podsypki. Beton nie jest więc tutaj jedynym surowcem i piach oraz żwir są znacznie częstszym widokiem. Nie ma w tym nic dziwnego, w końcu tworzą nawierzchnię kolejową, podtorze, nasypy i całą resztę torowiska. Poszczególne tory ułożone są z zachowaniem skrajni umożliwiającej przejazd pociągu, a całe wspomniane już torowisko umieszczone jest w pasie kolejowym wyłączonym z użytkowania innego niż służące kolei. Droga kolejowa obejmuje budowle inżynierskie, takie jak mosty, wiadukty, tunele i zaopatrzona jest w urządzenia sygnalizacji, będące elementem systemu sterowania ruchem kolejowym.

Całkowita powierzchnia Balmer Yard to ponad osiemdziesiąt arów (trochę ponad trzysta dwadzieścia tysięcy metrów kwadratowych) na których znajduje się łącznie czterdzieści torów - osobowych, towarowych, starych, nowych, pomalowanych sprejem, czystych i pachnących, okupowanych przez nastolatków, przez bezdomnych... chociaż ci ostatni starają się też włamać do jednego z kilku magazynów, ale grube łańcuchy i ciężkie, stalowe drzwi skutecznie im to utrudniają.


400 Broad St
Space Needle
Budynek historyczny, restauracja
Dzielnica 'Magnolia / Queen Anne', Sasiedztwo 'Queen Anne'

Kolejna z ikon Szmaragdowego Miasta, nierozerwalnie związana z historią Seattle. Ten ogromny, bo liczący ponad sto osiemdziesiąt metrów i ważący prawie dziesięć tysięcy ton stalowy, potężny słup wybija się z miejskiego krajobrazu jak nic innego w tej części Stanów Zjednoczonych. I bardzo dobrze! To nie tylko atrakcja turystyczna i świadectwo bogatej, acz wcale nie tak długiej historii miasta, ale przede wszystkim symbol jego mieszkańców. Nowoczesny, solidny, ale zarazem tradycyjny, hołdujący klasycznym wartościom.

Najlepiej świadczy o tym fakt, na szczycie znajduje się charakterystyczny "latający spodek", czyli najzwyklejszy taras obserwacyjny oraz nie należąca do szczególnie tanich, ale szalenie popularna restauracja, która przyciąga wcale nie mniej osób niż budynek, w którym się znajduje. SkyCity - czy też Eye of the Needle - oferuje doskonały widok na miasto, zatokę i góry w bezpośrednim sąsiedztwie Seattle, a wszystkie stoliki i krzesła są rozstawione w taki sposób, by każdy z gości restauracji mógł bez żadnego problemu podziwiać pełen krajobraz, całą panoramę. Nie jest to przesada; SkyCity jest bowiem restauracją umieszczoną na masywnych szynach, obracających się powoli wzdłuż osi będącej rdzeniem Space Needle.

Nie obowiązuje tam żadna szczególna etykieta ubioru. Można przyjść zarówno w garniturze czy sukni wieczorowej, jak i swetrze oraz bojówkach czy koszulce z logo jakiegoś zespołu i porwanych dżinsach. Masz pieniądze, to możesz tu siedzieć, jeść, pić i cieszyć się klasyczną kuchnią Wybrzeża Północno-Zachodniego, czyli rybami, owocami morza, kurczakami oraz pierwszorzędnymi stekami.

A kiedy już każdy napełni swój żołądek, nic nie stoi na przeszkodzie, by udać się na taras widokowy, znajdujący się grubo ponad sto sześćdziesiąt metrów nad miastem. Widok na miasto i jego okolice zapiera dech w piersiach, taras jest szeroki, posiada też kilka lornetek rozmieszczonych w równych odstępach, a całość jest zabezpieczona wysoką barierką i siatką uniemożliwiającą potencjalnym samobójcom odebranie sobie życia. Niestety, to ciągle mało i w całej historii Space Needle kilka osób zdołało przeskoczyć przez te zabezpieczenia, kończąc swoje życie w jeden z najbardziej tragicznych sposobów.

Aby uniknąć podobnych, przykrych dla każdego sytuacji, na tarasie widokowym nieustannie przebywają pracownicy Space Needle, których jedynym zadaniem jest pilnowanie, by nikt nie próbował się zabić. Póki co to się udaje i od dobrych dwudziestu lat nikt nie odebrał sobie życia, ba, wręcz przeciwnie - jest kilkanaście zarejestrowanych przypadków, gdy domniemany samobójca już miał przechodzić przez barierkę, już wspinał się po siatce ochronnej, gdy w ostatniej chwili rezygnował i roztrzęsiony wracał do jednej z wind (które, tak swoją drogą, są znane ze swojej szybkości - od parteru, gdzie mieści się sklepik z pamiątkami aż po taras widokowy na szczycie podróż trwa tylko trochę ponad pół minuty).


819 25th Ave S
Old Yeller Gun Shop
Sklep z bronia
Dzielnica 'Central Area', Sasiedztwo 'Colman'
W samym środku niewielkiej, Dwudziestej Piątej Alei, gdzieś na tle Colman, troszeczkę na wschód od samego centrum Seattle, jest sklep z bronią, którego pilnuje potężnych rozmiarów, nieco skundlone i niesamowicie leniwe psisko. Zwierz ten zwykle wyleguje się na werandzie, tuż pod bujanym fotelem przy oknie wystawowym sklepu lub gdzieś na trawniku, w cieniu rozłożystych dębów i klonów porastających działkę Parringtona. Psiak gdy ustanie na tylnych łapach jest trochę wyższy niż przeciętny, dorosły człowiek; maleńkie, ciemne oczka spoglądają na wszystko i wszystkich z wyrzutem, a obwisłe fałdy skóry i mięśni przy wiecznie zaślinionym pysku wcale nie sprawiają dobrego wrażenia.

Yeller, bo tak się zwie ten sporawy kundel, to oficjalnie maskotka sklepu Jerry'ego, byłego żołnierza, weterana który brał udział w walkach w Somalii. I chociaż minęło już kilka lat, to ból obu nóg daje o sobie znać - kapral Parrington został dwukrotnie ranny, raz w lewa nogę, tuż pod kolanem i raz w prawą, w połowie uda. Porusza się z tego względu o lasce i szczerze nienawidzi wszelkiego rodzaju schodów, ale nie zamierza montować w swoim domu małej windy, by dostać się na piętro. I tak większość czas spędza na parterze, w sklepie, w towarzystwie swojego wiernego, podpalanego i leniwego kundla.

Ten kaleki (sam tak twierdzi!), były żołnierz posiada dość dużą kolekcję broni palnej - dysponuje jednak tylko bronią krótką i długą. Znaleźć u niego można różnego rodzaju pistolety, rewolwery i karabiny oraz strzelby, wszystko do polowania w lasach lub do obrony własnej. Nic większego i groźniejszego, wszystko legalne, sprawdzone i dość tanie, a jeśli masz udokumentowaną historię pobytu w wojsku, to możesz dostać spluwę dosłownie za pół darmo.

Ostatnimi czasy Jerry nawet żartuje, że "jakiś wariat zamówił dwa tuziny kul do rewolweru, kaliber trzydzieści osiem special, ale z czystego srebra, a potem nie odebrał. Jego strata, zapłacił z góry." i bardzo chętnie pokazuje pudełeczko z błyszczącymi, srebrnymi pociskami do rewolweru, ułożonymi w dwóch rzędach. Jeśli przycisnąć kulawego sprzedawcę, to można się dowiedzieć, że kule zamówił jakiś znerwicowany, chuderlawy typek w okularach, z dziwnym naszyjnikiem. Cóż, różni są ludzie.

Mieszkanie i sklep Jerry'ego to piętrowy, nieduży domek zagubiony pośród drzew - z każdej strony piętrowy, drewniany dom na ceglanej podbudowie otaczają dęby i klony, a na podwórzu z tyłu, przy garażu, rośnie strzelista sosna zasadzona jeszcze przez pradziadka Parringtona, pochodzącego z wschodniego wybrzeża kraju. Trawnik jest koszony regularnie, a małe, betonowe płyty pełniące rolę chodnika są niemal białe. Żołnierz dba o dom i wszystko, co znajduje się na działce, bo tak został nauczony, wychowany i wytrenowany, więc nie znajdzie się tutaj ani jednego liścia z drzewa, jakiegoś samotnie rosnącego chwasta, czy nawet psiej kupy znajdującej się pod werandą.

Tak, Jerry tam też sprząta i w piwnicznych okienkach wzmocnionych kratami można się przejrzeć, tak są czyste. Piwnica nie jest wyjątkiem, wszystko jest posegregowane w dobrze opisanych pudłach i kartonach, a własnoręcznie zmontowane półki i regały są pełne słoików z przetworami, nakrętkami, śrubkami i smarem; w piwnicy bowiem znajduje się warsztat żołnierza, gdzie czyści i naprawia broń oraz, jeśli ktoś ma ochotę oraz pieniądze, może dokonać jakiś drobnych, nie wykraczających poza prawo modyfikacji. Kraty są też we wszystkich oknach na parterze - to tam znajduje się sklep, więc bezpieczeństwo musi być zachowane.

Wnętrze prezentuje się dość skromnie, kuchnia jest mikroskopijna i lśni czystością (poza miejscem, gdzie Yeller ma swoje miski, ale trzeba to wybaczyć psu), nie uświadczy się nawet brudnych naczyń stojących w stalowym zlewie, czy na plastikowym stole.

Lodówka też jest czysta, nie ma na drzwiach żadnych magnesów, karteczek, zdjęć. Nic. Tak samo w korytarzu, wyłożonym drewnianymi panelami, nie widać absolutnie, co by świadczyło o lokatorze. Dopiero w salonie, przerobionym na sklep, można poczuć się "jak w domu". Na ścianie na wprost od wzmocnionych stalą drzwi wisi lekko postrzępiona u dołu flaga trzeciego plutonu kompanii C, pierwszego batalionu osiemdziesiątego siódmego regimentu piechoty rangersów, jednostki Jerry'ego.

Pod ścianami są przeszklone, zbrojone gablotki zamykane na klucz zawierające broń palną, od pistoletów i rewolwerów, poprzez amunicję, aż po karabiny i strzelby. Akcesoria i sprzęt rozłożone są na ladzie przy oknach, tam też jest kasa oraz naprawdę spora, narożna biblioteczka, zawierająca książki o historii wojskowości, broni palnej oraz kilka zdjęć z pobytu w Somalii (w tym z piekła, jakim były walki w Mogadiszu). Pod biblioteczką leży trochę cuchnący, puchaty koc, na którym śpi Yeller.

Piętro przedstawia się tak samo bezosobowo jak parter. I tak samo jak salon-sklep jest jedynym dowodem na obecność gospodarza, tak tylko jeden pokój na piętrze jest otwarty - sypialnia. Wisi tam kolejna flaga, na półeczkach jest mnóstwo zdjęć przyjaciół, rodziny i psa gdy był jeszcze szczeniakiem, pod materacem jest schowany pistolet, w szafie w równych rzędach wiszą ubrania i mundur, w kufrze przy łóżku jest mnóstwo starych zabawek, którymi Yeller się już nie bawi, a na dywanie jest pełno jego sierści.

No a przy małym telewizorze, podłączonym do magnetowidu, piętrzy się stos kaset.


407 26th Ave
Pacific Northwest Bail Bonding
Poreczenia majatkowe
Dzielnica 'Central Area', Sasiedztwo 'Colman'

Wszystko sprowadza się do kaucji, czy też - używając języka dojrzalszego, będącego tak na dobrą sprawę żargonem prawniczym - poręczenia majątkowego. W wielkim skrócie chodzi o pieniądze bądź ich równowartość w hipotece, czy innym zastawie, jako zabezpieczenie roszczeń. Pacific Northwest Bail Bonding zapewnia wsparcie, doradztwo oraz wszelką pomoc w tych trudnych chwilach, kiedy w grę wchodzi możliwość aresztowania (już bez znaczenia, czy jest to areszt tymczasowy, czy dłuższy). Randolph Bosley, Joan Hibbitt oraz Bart Nguyen służą pomocą.

Oficjalnie pomagają tylko w granicach prawa, ale nieoficjalnie i bardzo rzadko zdarza się, że pomagają też w nieco inny, znacznie dosadniejszy sposób. Można powiedzieć, że to PNWBB to nic innego, jak prywatne biuro detektywistyczne, operujące na terenie stanu Waszyngton i nie będące wybredne, jeśli chodzi o klientów. Ksiądz, samotna matka, ojciec rodziny, narzeczony, robotnik drogowy, nauczyciel, polityk... Randy, Joan i Bart pomogą, wykorzystując swoje znajomości, umiejętności oraz talent. A to wszystko za niecałe osiem do dziesięciu procent sumy, jaką stanowi poręczenie (kaucja znaczy).

Ich biuro mieści się na Dwudziestej Szóstej Alei, w podłużnym, ceglanym budynku przy całkiem sporym, betonowym placu pełniącym jednocześnie rolę parkingu dla pobliskiej knajpy oraz weterynarza, po drugiej stronie ulicy. Jak na parterowe, niepozorne biuro z szarej cegły, z zakratowanymi oknami i małym, neonowym szyldem z pięcioma literami wnętrze prezentuje się zaskakująco dobrze (chociaż tak na dobrą sprawę to po prostu jedno, wielkie pomieszczenie). Stoją tutaj cztery biurka, zastawione komputerami, teczkami, książkami, fotografiami oraz listami. Krzesła i fotele skrzypią niemiłosiernie, ale to zasługa prawdziwej, bydlęcej skóry. Ściany są pokryte drewnianymi panelami, dyplomami i listami pochwalnymi trójki poręczycieli/detektywów oraz imponujących rozmiarów mapą całego miasta.

Papierowa wersja Seattle jest podzielona na dzielnice - te zaś dzielą się na sąsiedztwa - a te na poszczególne ulice. Z początku wygląda to niesamowicie chaotycznie i nieskładnie, zwłaszcza, jeśli spojrzy się na różnokolorowe pinezki powtykane tu i tam, ale wystarczy poświęcić kilka chwil by wszystko zaczęło nabierać kształtu. A jeśli ciągle coś nie jest jasne, Joan albo Bart pomogą. Randy też, ale on przede wszystkim siedzi obwieszony słuchawkami telefonów, ze spojrzeniem wlepionym w wzrok monitora, więc rzadko można z niego coś wydobyć.

Bart chętnie objaśni wszelkie zasady dotyczące mapy Seattle. Joan bez trudu wskaże najważniejsze miejsca dla osób mających problemy z prawem; miejsca, których należy unikać i miejsca, które należy odwiedzać. Na samym końcu budynku znajdują się sejfy i kasy pancerne, w których przechowywane są najważniejsze, najcenniejsze informacje na temat klientów oraz - oczywiście - broń palna.


708 Rainier Ave S
The Green Door Seattle
Klub muzyczny, Miejsce spotkan klanu Brujah
Dzielnica 'Central Area', Sasiedztwo 'Jackson Place'

Image
"Oficjalnie" to klub dla artystów, muzyków, pisarzy, czy innych utalentowanych i zdesperowanych jednostek, którzy walczą z otaczającym ich światem przy pomocy swej sztuki. Nieoficjalnie to najzwyklejsza melina, gdzie można w spokoju wypalić skręta i dyskutować na temat jedności duszy z naturą wszechświata oraz tworzyć czapeczki z folii aluminiowej, bo rząd ma plan wyniszczenia kilkunastu procent populacji. Czy coś takiego. Nie da się tego wytłumaczyć w prostych słowach, to trzeba przeżyć na własnej skórze - znajdujący się mniej więcej na środku Rainier Avenue budynek nie rzuca się zbyt mocno w oczy i bardo dobrze.

Od frontu wygląda jak jeden z wielu sklepów barów. Zielone, drewniane drzwi są poklejony plakatami informującymi o występach amatorskich zespołów, a mała tabliczka z godzinami otwarcia jest ozdobiona kilkoma odręcznie namalowanymi, zielonymi listkami. Niby detal, mało istotny szczegół, ale dla wąskiego grona jest to wystarczający wyraźny sygnał, czym tak naprawdę jest The Green Door Seattle. Już po przekroczeniu progu mogą się pojawić problemy z oddychaniem - powietrze jest duszne, ciężkie i szare od gęstego, tytoniowego dymu. Dopiero po kilku głębszych wdechach można wyczuć charakterystyczny aromat czegoś innego, czegoś, co nie jest powszechne i cieszy się ogromną popularnością.

Są tu tylko trzy pomieszczenia; jedno będące gabinetem i zapleczem (mieści się tam sejf, w którym znaleźć można kilka papierowych torebek z narkotykami, tj. z marihuaną oraz kokainą), obskurna toaleta ze zbitym lusterkiem i pomazanymi ścianami i sala główna, gdzie można wypić piwo, posłuchać muzyki oraz odpocząć w specyficzny sposób, oddając się relaksowi przy użyciu kilku szczególnych wspomagaczy. I nie chodzi tutaj o piwo czy wódkę, które są w bardzo niskich cenach.

Czarne, skórzane kanapy są tylko w kilku miejscach poprzecierane (i w paru kolejnych noszą ślady wyglądające jak po przypaleniu papierosem), gołe, pozbawione tynku ściany w większości są pokryte całkiem zgrabnym, zielonym, różowym i czarnym graffiti przedstawiającym fantazyjne wzory i kształty - można się w nich doszukać zarówno panoramy Seattle z górami w tle, jak i zderzających się ze sobą galaktyk oraz dzikich zwierząt, zależnie od tego ile i czego wypalono. Podłoga była nawet pokryta zielonym materiałem sztucznego torfu, ale po dość przykrym incydencie dotyczącym zapałek, papierosa oraz bibułki zrezygnowane z takiego rozwiązania.

Teraz tylko pod kanapami można znaleźć resztki tego torfu, który fascynuje trójkę właścicieli i najczęstszych gości Zielonych Drzwi Seattle. Pierwszą z tych osób jest Tara Cartmann, zdecydowanie zbyt chuda i chorobliwie blada artystka-malarka, ubrana zwykle w za duże swetry i koszule, mające na celu ukrycie śladów po igłach na przegubach rąk. Jako jedyna ze wszystkich osób w tym "klubie" przestaje palić marihuanę i sięga po mocniejszy i znacznie bardziej groźny towar; wie jednak od kogo załatwić kokainę czy całkiem dobrej jakości metaamfetaminę (tylko odrobinę zanieczyszczoną).

Drugi jest Sang Hwa Yoo, typowy ćpun oderwany od świata który najchętniej by tylko żarł, żarł i żarł, patrząc w ścianę czy maleńki telewizor. Niegroźny, acz wymagający opieki gdy za bardzo się oddali od otaczającej go rzeczywistości. Ten pyzaty Koreańczyk jest bowiem idealnym partnerem do jarania zielska, czego nie można powiedzieć o Jamesie. Pan McKinney to mający ponad trzydzieści lat brodaty fan teorii spiskowych, święcie przekonany, że świat nie jest taki jaki się wydaje. Co gorsza, ma pistolet i bardzo często po niego sięga, ale na całe szczęście nie pamięta gdzie ma amunicję.

Jeśli jednak chcesz posłuchać Pink Floyd, Beatlesów, Hendriksa, czy innych, znacznie mniej znanych zespołów (w tym amatorskich, przećpanych do granic możliwości band z Seattle), to The Green Door Seattle jest idealnym miejscem. Miłe, małe, ciche, spokojne. Przynajmniej do czasu, aż nie wpadnie tutaj policja robiąc nalot...


E Pine St/35th Ave
Church of True Path
Kosciól
Dzielnica 'Central Area', Sasiedztwo 'Madrona'

Church of True Path, zbudowany na rogu E Pine Street i 35th Ave jest idealnym przykładem siły pamięci i potęgi wiary w tych jakże wątpliwych i obrazoburczych czasach. Stanowiąc w latach 70tych główny ośrodek utrzymywania i szerzenia wiary dla wszystkich czarnoskórych z okolic Madrony, został spalony w 1979 przez nieznanego sprawcę z równie nieznanych pobudek. Obiekt mógł zostać odbudowany, gdyby nie fakt, że podczas pożaru zginął Ojciec Charles Wellingtton, ikona i symbol dobra, którego śmierć poruszyła wszystkich należących do parafii wyznawców. “True Path” bez niego nie był tym samym miejscem, przez brak konstrukcja powoli rozpadała się i niszczyła - dotknięta coraz mocniej przez ząb czasu.

Parafia stała opustoszała do roku 1991, do czasu gdy mało znany duchowny - Ojciec Francis Freeman - zdecydował się rozpocząć akcję odnowienia i odrestaurowania budowli. Chcąc zdobyć fundusze rozpoczął akcje charytatywną, podczas której pamiętliwe owieczki Wellingttona zdecydowały się wesprzeć inicjatywę.

Church of True Path, to parafia ze szpiczastym czarnym dachem i kamiennych ścianach o szarym odcieniu. Przed drzwiami znajduję się tablica upamiętniająca dzień pożaru oraz wymieniająca najszczodrzejszych dobroczyńców. Wejście prowadzi przez niedużą wieżę - pełniącą funkcję dzwonnicy - do nawy głównej, w której znajduje się kilkanaście prostym drewnianych ław. Podłoga, będąca mozaikową posadzką o czarnym i białym odcieniu lśni widocznie od ciągłego pastowania. Wiszące na łańcuchach oświetlenie, do złudzenia przypomina starodawne żyrandole, z tym tylko rzecz jasna, że z wbudowanymi do nich żarówkami. Na ścianach wiszące obrazy przedstawiające chrystusową mękę i sceny ukrzyżowań, a w rogu obok odstającej nawy bocznej: wykonany ze starego dębu, starannie rzeźbiony motywami roślinnymi symbolami konfesjonał.

Ołtarz jest prosty i ubogi, ale schludny. Widocznie fundusze skupiły się na białych, pozłacanych organach, które są idealną repliką tych wykorzystywanych przed pożarem.

Wejście do zakrystii, znajdujące się na tyłach prezydium prowadzi do małego pomieszczenia z szafą, biurkiem, krzesłami i oddzielną toaletą. Są tutaj też dwie pary dodatkowych drzwi: jedne prowadzące na tyły Kościoła jako boczne wyjście i drugie, będące przejściem do małej piwniczki.

Drzwi piwnicy zaryglowane są grubym zamkiem oraz sporą belką i nikt, poza duchownymi związanymi z True Pathm, nie ma do niej dostępu.


2711 Alaskan Way
Port of Seattle
Port
Dzielnica 'Downtown', Sasiedztwo 'Belltown'

Seattle leży nad brzegiem Pacyfiku. Może nie idealnie, bo do samego oceanu jest jednak kawał drogi i cały system wąskich, za to bardzo głęboko wbijających się w ląd zatok i do tego jest jeszcze Salish Sea, ale... tak, Seattle jest nad wodą. To miasto, w którym port odgrywa szczególnie ważną rolę i stanowi nierozerwalną część historii i, co ciekawsze, w sposób mniej lub bardziej bezpośredni dotyka każdego mieszkańca tego "szmaragdowego miasta".

I nie jest to wcale określenie na wyrost! Wręcz przeciwnie, port znajduje się bowiem w centralnej części miasta i siłą rzeczy każdy, kto jest choćby przejazdem w samym środku aglomeracji, odczuwa obecność portu. Wystarczy spojrzeć na nabrzeże; niby to najzwyklejsze tereny portowe, odpowiednio przystosowane do postoju i obsługi jednostek pływających ale to jednocześnie sfera niekończących się konfliktów na linii miasto-port dotyczących w sumie wszystkiego, od administracji, poprzez ekonomię, aż po przestrzeń jaką zajmuje nabrzeże i miasto.

To, co dzisiaj znajduje się w obrębie portu, jeszcze kilka lat temu było fragmentem centrum miasta i odwrotnie. Nie trzeba więc być geniuszem, by zrozumieć, że takie zamieszanie (przynoszące mimo wszystko ogromne zyski), jest wręcz zachętą dla wszelkiego rodzaju przestępców. Gęsta sieć uliczek, mnóstwo magazynów i hal fabrycznych o gigantycznej powierzchni (lub wręcz przeciwnie, maleńkich jak kawalerka czy wolno stojący domek), sztuczne półwyspy, mola, pomosty... dla każdego coś się znajdzie.

Chcesz po prostu miło spędzić czas, pośród krzyków mew, syren okrętowych i słonego zapachu morza? Da się zrobić, deptak czeka, wraz ze sprzedawcami hot-dogów, hamburgerów i smażonych, świeżo złowionych ryb. Chcesz dyskretnie wynająć jakiś mały magazyn i nie martwić się o nic? Nie ma sprawy, wystarczy udać się w jedną z mniejszych alejek odchodzących od Alaskan Way i popytać tu i tam. Szukasz pracy? Stocznia czeka. Wózek widłowy czeka. Ciężarówka z naczepą też. Rybak, marynarz, sprzątacz, operator dźwigu, suwnicy, najróżniejszych urządzeń tak samo. Nawet, jeśli nie posiadasz odpowiednich umiejętności ani wiedzy, coś się znajdzie.

Tutaj zawsze coś się dzieje, chociaż nabrzeże to tylko ogólna część portu. Prawdziwy diabeł tkwi w szczegółach.

Port of Seattle - Stocznia | 
Czym byłby ważny port w dużym mieście bez stoczni? Ta znajdująca się w Seattle nie jest wyjątkiem. To hałaśliwy, brudny dom mew i zmęczonych, równie brudnych roboli, którzy harują od rana do nocy za nadzwyczaj godziwe pieniądze w nadzwyczaj ciężkich warunkach, za to z pięknym widokiem na ocean, morze i zatoki. Uwagę każdego, kto znajdzie się w tej części miasta przykuwa z pewnością kilka basenów portowych - miejsc postoju statków, w kształcie podłużnego, dość wąskiego, betonowego prostokąta z zabudowaną częścią nabrzeżną, pełną dźwigów i żurawi, urządzeń przeładunkowych, odgrodzonych placów składowych i manewrowych oraz dróg dojazdowych, aczkolwiek tylko jeden z tych basenów (a raczej jego lądowa część) ma dostęp do kolei.

Doki, zarówno portowe, z wodoszczelnymi wrotami umożliwiającymi swobodną, bieżącą obsługę zacumowanej łajby jak i suche, posiadająca potężne urządzenia służące do wypompowywania wody oraz bezpiecznego osadzenia kadłuba danej jednostki na dnie budzą nie mniejszy podziw, a przecież to dopiero początek! Jedną z większych, jeśli nie największą halą jest tak zwana kadłubownia oraz trasernia, czyli najprościej mówiąc, fabryka zajmująca się produkcją stali, to znaczy budową gigantycznych arkuszy blachy, z których następnie wykonuje się poszycie statku oraz poszczególne elementy kadłuba, czasem nawet i cały kadłub, od początku do końca.

Oprócz tego pełno tutaj ciężarówek i półciężarówek, wyładowanych aż do granic wytrzymałości towarem. Kontenery z logami firm transportowych, producentów oraz dostawców piętrzą się chyba na każdej wolnej przestrzeni, tworząc niejako labirynt praktycznie na samym brzegu portowej części miasta. Przy linii brzegowej zaś cumuje kilka barek, transportowców i kutrów, wokół których krąży pełno przekrzykujących się ludzi. Czasami dojdzie do jakiejś krótkiej bitki między nimi, ale nic, co mogłoby się zakończyć tragicznie - pracujący tu ludzie to poważni i sumienni pracownicy, którzy muszą odstawić na bok wszelkie waśnie i spory, by nie stracić pracy.

Dalej są stare, ceglane budynki administracji, pamiętające jeszcze zapewne wiek dziewiętnasty, ale zadbane, odnowione i pełne życia. Praktycznie cały czas, od wczesnego ranka do późnej nocy, znaleźć tam można kogoś z kubkiem kawy i papierosem wiszącym w kąciku ust, jak kłóci się ze swoimi kolegami po fachu, ze związkowcami, z politykami czy podległymi pracownikami. Mieszczą się tam więc biura, pomieszczenia socjalne, szatnie i niewielki punkt medyczny, w końcu podczas prac z ciężkimi narzędziami i w takich warunkach nie trudno było o utratę palca czy całego ramienia.


1238 S Weller St
The Underground
Klub Techno
Dzielnica 'Downtown', Sasiedztwo 'Chinatown'

Niepozorny, biały budynek, który ciągnie się od jednej ulicy do drugiej, służący jako magazyn. Tylko tyle widać docierając na miejsce, i nie, nie jest to fasada. To faktycznie funkcjonujący biznes, który akurat okazał się być umieszczony w budynku, posiadającym piwniczną przestrzeń znacznie większą, niż wymagali właściciele. W końcu co najmniej drugie tyle powierzchni znajduje się pod ziemią. Z tego też powodu właściciele wynajęli tę obszerną piwnicę, w której założono klub o stosunkowo mało oryginalnej nazwie "The Underground". Wejście do niego, otwierane na godzinę przed północą, kiedy można usłyszeć wytłumione dźwięki muzyki techno, znajduje się po prawej stronie budynku. Pilnuje go przeważnie średniego wzrostu, krótko ścięty brunet w czarnej, skórzanej kurtce, dbając o to, by do środka nie dostał się nikt w stanie upojenia alkoholowego, ani powyżej - lub poniżej - pewnego pułapu wiekowego.

Wchodząc do środka, pierwszym co wita klubowicza jest szatnia, w której można zostawić wierzchnie odzienie za drobną opłatą, a także gdzie obowiązkowo należy zdać swoją pukawkę, o ile bramkarz pozwolił uzbrojonemu delikwentowi przejść przez próg drzwi. Szatnię obsługują zazwyczaj dziewczyny o przyjaznym usposobieniu i niebanalnej urodzie, z uśmiechem witającymi gości. Wbrew pozorom, zdają sie dobrze sobie radzić z awanturnikami. Za szatnią znajdują się schody prowadzące do głównej hali, gdzie panuje półmrok rozświetlany ruchomymi, mieniącymi się kolorami światłami scenicznymi. Niedaleko od schodów znajduje się bar, będący jednym z kilku stale oświetlonych miejsc w klubie. Tutaj można kupić zimne piwo, drinki, a także napoje gazowane, czy nawet zwykłą wodę. Tutaj również pracują sympatyczne dziewczęta, które sprawnie realizują zamówienia.

Oczywiście to nie bar jest główną atrakcją w tym miejscu, a obszerny parkiet goszczący tłumy tańczące, pod mieniącymi się, kolorowymi światłami rozświetlającymi mrok, do rytmu muzyki techno granej przez DJa. To tutaj można ujrzeć uniesione do góry ręce i ocierające się o siebie sylwetki.

Z kolei po prawej i lewej stronie parkietu można znaleźć miejsca siedzące. Stoliki i krzesła, a także sofy pod ścianami ścianami. Jest także piętro, do którego można wejść po schodach, gdzie znajdują się loże dla VIPów, a także biuro właściciela klubu.


701 5th Ave
Columbia Center
Wieżowiec, Fundacja Tremere
Dzielnica 'Downtown', Sasiedztwo 'Commercial Core'

Image
Symbol i jednocześnie najwyższy budynek Seattle! Liczący prawie trzysta metrów granitowy, łukowaty wieżowiec w którym mieści się aż siedemdziesiąt sześć kondygnacji przeznaczonych w całości na pomieszczenia biurowe (i siedem poniżej poziomu ulicy, służących jako parkingi, garaże oraz kotłownia) jest miejscem pracy setek, a może nawet i tysięcy osób. To tutaj od rana do późnych godzin wieczornych można spotkać białe, różowe i niebieskie kołnierzyki - pracownicy administracyjni niskiego, średniego i wysokiego szczebla oraz pracownicy produkcyjni nie związani bezpośrednio z pracą fizyczną siedzą przy telefonach i komputerach.

Pomijając setki biur (i to nie jest przesada, kilkadziesiąt pięter pozwala na coś takiego), to w Columbia Center należy wyróżnić trzypiętrowe atrium, witające każdego kto przekroczy próg budynku. Znaleźć tam można kilkanaście mniejszych i większych sklepików, będących niejako oddziałami większych sieci które można spotkać w bezpośrednim sąsiedztwie wieżowca. Na kolejnych piętrach znajdują się doskonale wyposażone sale konferencyjne, oferujące rzutniki, projektory, ekrany, telewizory, magnetowidy, komputery, faksy i całą resztę technologicznych nowinek.

Na innym piętrze jest restauracja, specjalizująca się w kuchni europejskiej i azjatyckiej i choć ceny są dość wygórowane, a na stolik trzeba czekać naprawdę długo, to warto trochę pocierpieć. Taki smak, takie porcje i taki talent kucharzy jest wart każdej ceny, a jak się do tego doda jeszcze przepiękną panoramę Seattle, otoczona wodą, z górami w tle i zalesionymi terenami tu i tam... obiad bądź kolacja będzie prawdziwym wydarzeniem.

Jednak to, co naprawdę budzi zachwyt, zapiera dech w piersiach i jest warte swej ceny, znajduje się na jednym z ostatnich pięter. Taras widokowy, zwany Sky View Observatory, umożliwia przy dobrej pogodzie podziwianie całego miasta, gór, wód i wszystkiego, co jest wokoło Seattle. Jako, że Columbia Center jest najwyższym budynkiem w mieście, jest to naprawdę niezapomniane przeżycie. I, w przeciwieństwie do innych tego typu budynków, tutaj nie ma możliwości popełnienia samobójstwo poprzez skok z tak wysoka. Okna, sięgające od podłogi do sufitu, są zamknięte.

Z kolei wejście do Fundacji Tremere zapewnia nie tylko dyskrecję, ale również i doskonałą ochronę przed nieproszonymi gośćmi, czyli tak naprawdę każdym, kto nie jest bezpośrednio związany z Fundacją. Po wejściu do budynku, po drugiej stronie atrium na poziomie parteru, znajduje się jedyny nieoznaczony korytarz o ścianach pokrytych chropowatymi płytami ciemnego granitu. Każdy osobnik o słabej woli, czyli właściwie każdy śmiertelnik, a nawet i niejeden Kainita, czuje instynkt, by zawrócić, bądź całkowicie omijać ten mało zachęcający, ciemny i surowy korytarz, niezależnie od tego jak silna jest ciekawość i chęci, by zwiedzić to miejsce. Na końcu tej drogi znajdują się proste, stalowe drzwi pozbawione zamka. Za drzwiami, których klamka z łatwością poddaje się naciskowi, znajduje się nieco abstrakcyjny, równie ciemny hol, zdający się ciągnąć w nieskończoność. Jeśli jakimś cudem dostanie się tam śmiertelnik, to niezależnie od tego, które drzwi wybierze, znajdzie się z powrotem na zewnątrz, pozbawiony wspomnień o tym, że kiedykolwiek był w środku. Podobnie w przypadku niezrzeszonych Spokrewnionych, którzy możliwie zachowają wspomnienia, ale każde z drzwi zaprowadzą ich z powrotem do atrium.


506 2nd Ave
Smith Tower
Wieżowiec, Siedziba klanu Ventrue
Dzielnica 'Downtown', Sasiedztwo 'Pioneer Square'

Image
Najstarszy wieżowiec w całym mieście i jeden z nieśmiertelnych, legendarnych wręcz symboli Seattle! I, jak przystało na budynek z tak dawnych lat, posiada swoją własną historię. Do lat trzydziestych Smith Tower cieszył się też tytułem najwyższego budynku na zachód od Mississippi (co jest nie lada wyróżnieniem, zwłaszcza, że dopiero w latach sześćdziesiątych stracił tytuł najwyższego wieżowca w stanie), licząc trzydzieści osiem pięter i prawie sto pięćdziesiąt metrów wysokości.

Sztandarowy przykład neoklasycznej architektury, ze swoją potężną, strzelistą sylwetką pokrytą granitem na pierwszych dwóch piętrach i terakotą na pozostałych dla wielu osób jest szpetną naroślą na pięknej, soczyście zielonej i żywej twarzy Szmaragdowego Miasta. Dla innych jest dowodem na to, że Seattle to miasto szczególne, wyjątkowo, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. I jest to prawda!

Tym bardziej, że to właśnie tutaj można spotkać przedstawicieli powoli wymierającego zawodu - każda z ośmiu wind ma swojego własnego opiekuna, która otwiera drzwi, wybiera piętro i udziela rad, wskazówek oraz odpowiedzi na wszelkie pytania związane z budynkiem. Pracownicy Otis Elevator Company są dumni z faktu, że stanowią niejako relikt mijającej epoki; prawda jest jednak znacznie prostsza. To łatwa, choć nudna robota, całkiem dobrze płatna, także nie trzeba się o nic martwić. Wciskać guziki może każdy, a przejażdżka windą, gdzie ciągle są rozsuwane, klasyczne drzwiczki z kratownicą to prawdziwa przyjemność.

Hol wejściowy (z którego tak w ogóle można dotrzeć do starego schronu przeciwatomowego, znajdującego się głęboko poniżej piwnic wieżowca, z własnym systemem filtrów oraz odpowiednia infrastrukturą i pokaźnym zapasem wody, żywności i leków) jest obszerny, elegancki, typowy dla neoklasycyzmu. Pomalowany jasnymi kolorami, z białym jak mleko sufitem bardziej przypomina wejście do teatru, niż hol biurowca. Pełno w nim kolumnad i portyków, dużych okien pozbawionych zasłon, z posadzką wyłożoną różnokolorowymi, kontrastującymi kafelkami, a tuż obok drzwi wejściowych znajdują się pracownicy ochrony oraz wysokie tablice informujące, co się znajduje na poszczególnych piętrach.

Na szczególną uwagę zasługują dwa miejsca. Provisions General Store to przyjemny, mały, acz doskonale wyposażony sklepik w którym można zrobić szybkie zakupy - miejsce idealne dla pracowników spędzających całe dnie w biurach, jak i dla nielicznych lokatorów Smith Tower. Temperance Cafe & Bar natomiast, mieszczący się na trzydziestym piątym piętrze bar utrzymany w klimacie zakazanych klubów i barów z czasów prohibicji to idealne miejsce pozwalające odpocząć po całym stresującym i męczącym dniu. Wystarczy tylko wyciągnąć się na kanapie bądź fotelu, z kieliszkiem w dłoni i wsłuchać w cudowną muzykę przypominającą dawne czasy...

Wieżowiec jest zwieńczony szklaną kopułą o średnicy prawie dwóch i pół metra, oświetloną od środka błękitnym, łagodnym ale i bardzo mocnym światłem - jedynie w grudniu i okresie świąt Bożego Narodzenia barwa zostaje zmieniona na wyrazistą zieleń. Nie zmienia to jednak faktu, że Smith Tower o wschodzie i zachodzie słońca, gdy promienie padają na szczyt budynku, skrzy się w przepiękny sposób.


1932 2nd Ave
Moore Theatre
Teatr, Elizjum
Dzielnica 'Downtown', Sasiedztwo 'Pike Place Market'

Image
Cóż to za miejsce! Jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne, owiane legendą! Teatr Moore'a to bowiem nie tylko najstarszy teatr w Seattle, to przede wszystkim najstarszy aktywny teatr, w którym ciągle są wystawiane sztuki, ciągle mają miejsce przedstawienia, ciągle pojawiają się aktorzy i aktorki! I to nie są słowa rzucane na wiatr, bo ten masywny, zwalisty i tak w sumie brzydki budynek - zbudowany ze zbrojonego betonu z masywną, ogromną wręcz stalową belką podtrzymująca całość - nijak nie zwiastuje tego, co się czai w jego wnętrzu. Niepozorna konstrukcja tylko czeka, by zaskoczyć niczego nieświadomego biedaka niemal barokowym bogactwem wnętrza. Dosłownie.

Front teatru jest prosty, pokryty prostymi, białymi płytkami ceramiki i terakotą, z niezbyt dużymi oknami rozsianymi na każdym piętrze od strony ulicy i masywną nadbudówką, pełną plakatów i nazw nadchodzących przedstawień i widowisk. Kiedy jednak przekroczy się obrotowe, przeszklone drzwi i zrobi kilka pierwszych kroków po czerwonym, szerokim dywanie i znajdzie się w obszernym holu wyłożonym ciemną, dębową boazerią pokrytą misternym choć niewidocznym na pierwszy rzut oka wzorem, dech naprawdę zamiera w piersiach.

Na ścianach po lewej i prawie stronie wiszą oprawione w szkle plakaty największych hitów od początku działalności teatru. Rock opera "Tommy" legendarnej grupy The Who oraz "Fopp" równie legendarnej formacji Soundgarden. Pearl Jam, Alice in Chains, Mad Season i wiele innych gigantów muzyki odwiedziło teatr i zostawiło po sobie ślad. Autentyczne, liczące ponad pół wieku plakaty największych komedii i tragedii Szekspira (od "Snu nocy letniej", poprzez "Romeo i Julię" oraz "Makbeta" aż po "Hamleta" i "Króla Leara") z gwiazdami sceny i, w paru przypadkach, aktorami i aktorkami z samego Hollywood, ze złotego okresu tej fabryki snów. "Koty" i "Hair" to stałe pozycje, regularnie zapełniające całą salę, w sumie tak jak cały dorobek Eugene'a O’Neilla i innych. Nowsze, ale już pożółkłe ze starości plakaty autorskich i oryginalnych widowisk przygotowanych przez największych artystów ze stanu Washington... dla każdego coś miłego. Żaden miłośnik sztuki z dwudziestego wieku się nie zawiedzie, to jest pewne.

Kasy biletowe są dwie, jedna po lewej i jedna po prawej stronie, natomiast na wprost od wejścia znajdują się schody prowadzące do głównych scen, gdzie wystawiane są dzieła znakomitych reżyserów - a także uczących się studentów i aspirujących do miana "wielkiego" świeżaków - przed oczyma prawie półtora tysiąca widzów. Dawniej liczba osób mieszczących się na sali wynosiła sporo ponad dwa tysiące, ale zaszły zmiany w prawie, trzeba się było dostosować i uwzględnić nowe wytyczne, niestety.

Kolejna, mniejsza już klatka schodowa, umieszczona obok toalet i zejścia do piwnic oraz magazynów (gdzie wstęp ma tylko personel teatru) prowadzi na wyższe piętra. Tam mieszczą się pokoje przeznaczone dla artystów, dla obsługi technicznej, dla właścicieli teatru oraz, co ciekawsze, znaleźć tam można jedno z dwóch foyer, aczkolwiek te na piętrze jest przeznaczone tylko i wyłącznie dla "wyższych sfer" cokolwiek to znaczy. Drugie, mniejsze foyer jest na parterze i bezpośrednio przylega do widowni.

Tak samo jak szatnia, będąca w sumie tylko długim i wąskim korytarzem, gdzie pracownicy Moore Theatre dbają o wierzchnie okrycia gości.

Moore Theatre - SALA GŁÓWNA, WIDOWNIA I SCENA | 
To tutaj odbywa się magia. To tutaj wystawiane są sztuki, to tutaj aktorzy sprawiają, że widzowie śmieją się, płaczą, wpadają w zadumę czy po prostu siedzą bez ruchu, z oczyma szeroko otwartymi nie będąc w stanie wydusić z siebie choćby jednego słowa. Ogromna sala, swego czasu największa w tej części stanu, teraz może pomieścić półtora tysiąca osób w łagodnych, półkolistych rzędach, powoli i stopniowo wznoszących się ku górze oraz w małych, ale i bogatych lożach oraz balkonach wiszących dokoła sceny.

Ściany są z grubego betonu obitego drewnem oraz, dodatkowo, pokryte pluszem, tak, by zapewnić jak najlepszą akustykę i jednocześnie izolować dźwięki z zewnątrz, ograniczając tym samym wszelkie źródła niepotrzebnego hałasu. Krzesła są wygodne, dodatkowo umieszczone zostały w taki sposób, że nikt nikomu nie przeszkadza. Wyciągnięcie nóg nie sprawia żadnego problemu, chociaż nie jest szczególnie mile widziane, ale za to można swobodnie oprzeć ramiona na podłokietnikach, bez obaw, że szturchnięty zostanie siedzący obok widz.

Maleńkie lampki umieszczone w podłodze w regularnych odstępach nie męczą wzroku i nie przeszkadzają w oglądaniu przedstawienia - ich blady, czerwony kolor jest naprawdę delikatny i nie rzuca się w oczy, a przy tym ułatwia nawigację i pozwala bez trudu dotrzeć do konkretnego rzędu, schodów prowadzących do loży i balkonów czy po prostu do wyjścia do holu lub foyer. To nie jest jednak jedyne oświetlenie, jest jeszcze szereg lamp przy scenie, oświetlających aktorów oraz potężnie wyglądający, kryształowy żyrandol, który gaśnie z chwilą rozpoczęcia spektaklu. Wtedy zapalają się lampy i reflektory, skupiając uwagę na najważniejszym miejscu w całym teatrze. Na scenie, będącej swoistą mieszanka sceny pudełkowej i otwartej, łączącej to, co najlepsze z obu tych odmian.

Ta znajduje się na nieznacznym podwyższeniu, na podium, by każdy z widzów mógł podziwiać kunszt aktorskich i reżyserski, zwyczajowo skryte za grubą i ciężką kurtyną, odgradzająca widzów od aktorów. Niewielka, nierzucająca się w oczy budka suflera co prawda mieści się na przedzie, na proscenium, ale jest tylko reliktem minionej epoki - suflerzy od dawna siedzą za kulisami i stamtąd, korzystając z drogi radiowej i małych słuchawek oraz mikrofonów, podpowiadają aktorom jeśli jest taka potrzeby.

Drewniany, solidny podest oferuje wystarczająco dużo miejsca na każdą chyba sztukę, zwłaszcza, jeśli odsunie się kolejne kotary i kurtynę, odsłaniając coraz to więcej miejsca (aż w końcu pojawi się kinowy ekran - filmy nie są priorytetem, ale można je tutaj oglądać wbrew pozorom).

Moore Theatre - SALA GŁÓWNA, KULISY | 
Za czarną, neutralną kotarą wiszącą z góry i po bokach sceny znajduje się bardzo skomplikowany, z pozoru chaotyczny i nieprzyjazny świat, gdzie aktorzy nie mają wcale tak dużo do powiedzenia. O ile scena to ich królestwo, domena gdzie mogą robić co tylko im się zachce, tak za kulisami rządzi reżyser, scenograf i cały pion techniczny odpowiadający za to, by dany spektakl po prostu jakoś wyglądał i nie przerodził się w jedną, wielką katastrofę. To znaczy owszem, dobry aktor i dobry reżyser poradzą sobie i bez tego, wystarczy dać im scenariusz i miejsce, gdzie mogą występować.

Tutaj znajduje się najbardziej potrzebne elementy dekoracji. Stojący dwu- i trójwymiarowe podesty służące do kształtowania terenu, schody, ramy obite płótnem imitujące ściany bądź dalekie elementy krajobrazu (ale też i te bliższe, jak drzewa, posągi, kolumny czy ściany budynków) oraz wiszące, będące także dalszym planem, których głównym celem jest maskowania urządzeń w stylu sznurowni i okablowania.

Wszystko jest wykonane z lekkich materiałów, podatnych na uszkodzenia, ale i bardzo prostych w naprawie jak dykta, cienkie drewno, płyta pilśniona, płótno i tektura z ogromną ilością farby. Z tego względu tylko pracownicy teatru - i to ci bezpośrednio związani z danym spektaklem - mają tam wstęp. Nikt inny ze względów bezpieczeństwa, wystarczy bowiem jeden niefortunny krok, nieodpowiedni ruch by coś poruszyć i wszystko się rozsypie jak drogocenny domek z kart, obracając w pył wszystko co się da.

Najbardziej na boki wysunięte są więc drabiny prowadzące do sznurowni, metalowych balkoników wiszących nad sceną, skąd można swobodnie opuszczać i wznosić kurtynę i poszczególne elementy dekoracji (a nawet i aktorów, jeśli zajdzie taka potrzeba, chociaż tutaj odpowiada za to sprzęt, nie siła mięśni) oraz czegoś, można w sumie określić jako reżyserkę i montażownię w jednym. Wydzielona część z pulpitem, przy pomocy którego kieruje się oświetleniem i udźwiękowieniem, a także w razie potrzeby wzywa pomoc z magazynów mieszczących się pod sceną i w piwnicach.

W dalszej części znajdują się korytarze prowadzące do pomieszczeń przeznaczonych na rekwizyty, do charakteryzatorni, przymierzalni i małych pokojów, gdzie aktorzy mogą po raz ostatni powtórzyć kwestię i przygotować się do gry lub po prostu odświeżyć się.

Moore Theatre - Garderoby | 
W przeciwieństwie do wielu innych teatrów Seattle - a bardzo możliwe, że i w całym stanie - Moore posiada ogromną wręcz ilość pomieszczeń garderobianych, dostosowanych do potrzeb niemal każdego aktora i aktorki. Od małych, gdzie warunki są niemalże spartańskie i jedyną tak naprawdę wartą uwagi rzeczą jest lustro i szafa na ubrania bądź stroje, poprzez garderoby przypominające małe mieszkanka, aczkolwiek bez kuchni i toalety, aż po obszerne, bogate małe mieszkania, wyposażone w sposób budzący zazdrość niejednego hotelu.

Tak, Moore Theatre, jako miejsce o ogromnej renomie i równie wielkiej historii, może sobie pozwolić na takie coś. Zasada jest tutaj banalnie prosta. Im wyższe piętro, tym bogatsze garderoby, znacznie lepiej wyposażone, posiadające nawet osobne linie telefoniczne. Klucze do nich posiada zwyczajowo obsługa teatru, ale zdarza się, że i aktorzy występujący regularnie w danym teatrze posiadają własne komplety - czasami dochodzi więc do sprzeczek na tym tle, gdy nagle okazuje się, że dana garderoba jest już zajęta przez jakiegoś wymęczonego, wczorajszego aktora, który po prostu wykorzystał ją jako dodatkowe mieszkanie.

Co można więc znaleźć w takim pomieszczeniu? Lustro bądź lustra, gdzie można do woli przeglądać się w stroju i upewniać się, że wszystko jest należycie dopasowane. Zdarza się, że cała, jedna ściana jest zamieniona na lustro z małymi lampkami, ale przeważnie na wyposażeniu garderoby jest jedna lub dwie toaletki. Do tego kanapa lub łóżko, fotel i krzesło, stół bądź stoliczek i szafy oraz szafki najróżniejszych rozmiarów rozmiarów, gdzie można przechowywać naprawdę wiele rzeczy (chociaż nie ma co udawać, że zwykle znajdują się tam prywatne ubrania aktorów oraz stroje przeznaczone do kolejnych występów). Coraz częściej jednak trafiają się też i telewizory z magnetowidami oraz, co dziwniejsze, komputery, zastępujące powoli maszyny do pisania.

Okna, z szybami wykonanymi z zamglonego szkła, wychodzą na ulicę - otwierają się tylko od góry, umożliwiając nieznaczne uchylenie i sprawną cyrkulację powietrza ze względów bezpieczeństwa. Moore Theatre co prawda okazał się być wolny od tego typu skandali, ale nie raz i nie dwa zdarzało się, że aktor czy aktorka w kryzysie po prostu dokonywał ostatecznego skoku przez okno, prosto na ulicę. A tego nikt nie chce, takie wydarzenie choć przykuwa uwagę, nie jest dobre dla teatru ani świata aktorskiego.

Moore Theatre - REKWIZYTORNIE I MAGAZYNY, PIWNICE | 
Gdzieś trzeba przechowywać wszystkie gadżety, rekwizyty, ubrania, peruki, meble i całą resztę, która dla przeciętnego widza teatralnego nawet nie istnieje. Moore Theatre posiada kilka sporych rekwizytorni i magazynów rozmieszczonych w różnych miejscach gmachu - od magazynów umieszczonych bezpośrednio przy lub pod sceną, poprzez rozległe hale i korytarze rozciągające się pod całym budynkiem tworząc z pozoru nieskończony labirynt.

Wszystko jest jednak rozmieszczone według odpowiedniego klucza, ustalonego przez dwie osoby (trzy nawet, ale póki co nikt nie jest pewny, kim jest ta trzecia) odpowiedzialne za tę właśnie część teatru. Steven Macher i Richard Kowalsky co prawda są zatrudnieni dopiero od niecałej dekady, ale ich system i klucz naprawdę pomaga i usprawnia pracę. Niektórzy twierdzą nawet, że tak wyglądał oryginalny, pierwszy system i sposób zarządzania Moore Theatre...

Jest więc tutaj przechowalnia mebli, zbrojownia, hala gdzie trzymane są elementy plenerowe, w innym pomieszczeniu gromadzone są wyroby szklane i metalowe, w kolejnym imitacje biżuterii oraz czasami nawet prawdziwa, w następnych pracowniach są instrumenty oraz dodatki do kostiumów jak i same kostiumy. Część z tych bezcennych, mających swoją własną historię przedmiotów znajduje się w magazynie najbliżej sceny i są wykorzystywane przy bieżących spektaklach, tak aby prędko trafiły na swoje miejsca w odpowiednim momencie przedstawienia.

Reszta czeka cierpliwie na swoją kolej, aż pracownicy - tak zwani rekwizytorzy - zejdą pod teatr i odnajdą niezbędne rekwizyty. Ich ilość i różnorodność naprawdę potrafi oszołomić, a swobodne poruszanie się po magazynach wymaga nie lada wprawy; korytarzy jest mnóstwo, pomieszczeń jeszcze więcej, do tego nie wszystkie są należycie oznaczone. Dla starych, doświadczonych osób, którzy pracują w teatrze od lat nie stanowi to problemu, ale jakiś nowy, świeżo zatrudniony technik czy asystent może się zgubić w gąszczu korytarzy.

I zamiast do magazynu z ubraniami taki biedak może trafić do zejścia do kanalizacji, pamiętającego jeszcze czasy prohibicji i zakazu handlu alkoholem. W teatrze, zwłaszcza tak wielkim jak Moore, są też normalne pracownie, zatrudniające stolarzy, tapicerzy, malarzy i innych fachowców, skupiających się na tym, by aktorzy i teatr wyglądali jak... jak aktorzy i teatr. Charakteryzatorzy mają swoją osobną część rekwizytorni i bardzo niechętnie wpuszczają tam kogoś innego, niż samych aktorów. Nawet dyrekcję czy przedstawicieli Seattle Theatre Group, de facto prawowitych właścicieli teatru. Sami natomiast dość często korzystają z dobrodziejstw magazynów i, gdy nikt nie patrzy, wynoszą co się da. Ale zawsze przynoszą! Wyprane, czyste i pachnące, chociaż raz można było zobaczyć plamki czegoś czerwonego na peruce i sukience.

Moore Theatre - FOYER, PARTER | 
Zgodnie z ogólnie przyjęta definicją i znaczeniem tego słowa, foyer to nic innego jak duże i rozległe pomieszczenie, gdzie można odpocząć w bardzo komfortowych warunkach przed rozpoczęciem spektaklu lub w czasie jego przerwy, ewentualnie już po zakończeniu, na uroczystości poświęconej danej sztuce, aktorowi, aktorce czy innej ważnej osobistości. Moore Theater nie byłby jednak sobą, gdyby i tutaj nie dokonano małych zmian - już od pierwszych lat istnienia teatru, jeszcze na początku dwudziestego wieku, nie poprzestano tylko na jednym tego typu miejscu.

Tak, w tym budynku są dwa foyer. Jedno na parterze, ogólnie dostępne i jedno na przedostatnim piętrze, przeznaczone dla tak zwanych elit i wyższych sfer. Różnice są oczywiste na pierwszy rzut oka i będąc na parterze wstęp do foyer jest z dwóch stron - z holu wejściowego lub bezpośrednio z widowni, po uprzednim uchyleniu dwuskrzydłowych, masywnych, dębowych drzwi bardzo dobrze tłumiących dźwięki. Akustyka w teatrze jest w końcu bardzo ważna, to nie jest kino, gdzie można wrzucić ile się chce głośników i już po sprawie. Tutaj liczy się prawdziwe, namacalne wręcz obcowanie ze sztuką.

A foyer tylko w tym pomaga. Przestronna sala z licznymi sofami i kanapami, na których można usiąść i zrelaksować się czekając na wznowienie występu bądź jego rozpoczęcie sprawia naprawdę przyjemne wrażenie - meble są bardzo eleganckie, bogato zdobione, wykonane z dbałością o wszelkie detale i szczegóły. Kolorystycznie są utrzymane w przyjemnej dla oka, stonowanej palecie, troszeczkę tylko kontrastującej z ciemnymi barwami drewna. Złoty, czerwony i kremowy jedwab pięknie komponują się z ciemnem dębu, orzecha czy czernią mahoniu. Posadzka jest pokryta czerwonym welurem, nie najwyższej jakości, ale za to idealnym do szybkiego czyszczenia, podobnie jak ściany pokryte boazerią z delikatnym wzorkiem.

Funkcjonalność i elegancja, tak można określić to miejsce. Życia i świeżości dodają liczne rozłożyste kwiaty w masywnych, potężnie wyglądających donicach oraz wystawione na płótnie plakaty reklamujące nadchodzące premiery oraz spotkania z ludźmi z branży, a dziesiątki - jak nie setki - kryształowych kieliszków wiszących tuż obok butelek najprzedniejszych alkoholi tylko zachęcają do konwersacji na najróżniejsze tematy.

2305 1st Ave, Seattle
The Asylum

Klub
Dzielnica 'Downtown', Sasiedztwo 'Pike Place Market'
Parter
Piętro
Filia znanego i poważanego klubu z Santa Monica, którego tamtejszym właścicielami są siostry Voermann. Natomiast ten w Seattle istnieje pod przewodnictwem Dziecka Jeanette Voermann, Elizabeth Quinn. Odbiega on stylem od tamtejszego, ale dzięki temu szybko został uznany za klub typu premium. Wygląd tak zewnętrzy jak i wewnętrzy, przynosi na myśl styl nowoczesny gotycki, przeplatany z industrial i loft.

Budynek został wykupiony za przysłowiowy bezcen, gdyż była to dawna opuszczona fabryka. Przez dziesięciolecia straszyła swoim stanem, jednakże panna Quinn uczyniła z niego punkt w mieście, którego żaden wampir nie powinien ominąć. Oczywiście jest on otwarty także dla ludzi, a także kontynuuje tradycję i założenie pierwotnego klubu - Sanktuarium dla każdego. Na jego terenie niedozwolone są potyczki, nawet pomiędzy zaciekłymi wrogami. Jego właścicielka, Elizabeth Quinn jest natomiast pomocą dla każdego młodego, zagubionego wampira, a także tych bardziej "żywotnych". Chociaż jest ona znaną Anarchistką, nie żywi żadnej urazy do Camarilli i chętnie też gości ich w klubie. Co zaskakujące, nawet członkowie Sabatu znajdą tu chwilę wytchnienia, o ile tylko przestrzegają zasad.

Klub posiada kilka kondygnacji. Poziom -2 to rozległe piwnice dostepne tylko dla obsługi. Na poziomie -1 dostępne są prywatne sale, jeśli klienci chcą spędzić czas sam na sam w towarzystwie muzyki, alkoholu i swoim. Parter to oczywiście sala główna z parkietem i obszernym barem. To tutaj dzieje się życie towarzyskie. Poziom +1 przeznaczony jest na loże VIP i spotkania wampirów - tak, tutaj czasami też organizowane są imprezy zamknięte. Poziom +2 to w rzeczywistości poddasze, może nie tak przestronne i wysokie, ale spełniające w zupełności wymagania na potrzeby mieszkalne Elizabeth.

Dzięki klubowi okolica odżyła i zyskała na cenie nieruchomości. Władze miasta zaczęły dbać o drogi i chodniki, dzięki czemu nie jest już taka obskurna. Klub na tyłach posiada jeszcze wiele miejsca i budynków po starej fabryce. Na razie to jedynie opuszczone budynki, ale ten kto zna pannę Quinn, może się domyślać, że ma co do nich plany. Szczególnie, że prowadzi tam uliczka i posiada wewnętrzny dziedziniec, na którym tylko właścicielka na ten czas parkuje samochód.

Okna ze względów bezpieczeństwa są zbrojone, a także trwale pokryte fioletową farbą, która nie przepuszcza bezpośredniego światła słonecznego. Klub oczywiście ze względów bezpieczeństwa, posiada także ochronę ludzką w ciągu dnia, wspomaganą kilkoma młodymi wampirami w nocy. Nie jest to może siła, która przeciwstawi się zmasowanemu atakowi, ale Quinn ma nadzieję, że tak jak The Asylum w Santa Monica, będzie to miejsce szanowane przez największe grupy jak Camarilla, Anarchiści i Sabat.

2300 Arboretum Dr E
Washington Park Arboterum
Park
Dzielnica 'East', Sasiedztwo 'Broadmoor'

Tuż obok klubu golfowego jest park uznawany za jeden z większych w całym Seattle. W najszerszym miejscu liczy sobie prawie dwieście metrów, jego długość z kolei spokojnie przekracza kilometr. Ciężko podać dokładne wymiary, gdyż jedna czwarta (albo i więcej) powierzchni znajduje się na terenie Union Bay, w postaci kilku wysp oraz wysepek połączonych mostami i drogą stanową numer pięćset dwadzieścia. Park ten, jak wiele innych w Seattle, znajduje się na zboczach licznych wzgórz i wzniesień i bardziej przypomina gęsty, mieszany las, niż normalny park.

Owszem, jest tutaj mnóstwo dróżek, ścieżek i alejek, jest pełno ławek i ław ale nie sposób pozbyć się wrażenia, że to po prostu las, a nie park, a przepływający niezbyt szeroki i dość płytki strumień tylko to potwierdza. Jego czysta, acz niesamowicie zimna woda jest ulubionym miejscem każdego dzieciaka. Niecałe pół metra głębokości i to w najszerszym miejscu gwarantuje bezpieczeństwo, a jak ktoś ma szczęście, to może nawet uda mu się wypatrzyć jakiegoś zwierzaka... takie spotkanie naprawdę zapada w pamięć.

Najważniejszą częścią jest jednak ogród botaniczny, znajdujący się tuż przy wejściu, niedaleko parkingu. To miejsce, gdzie połączone siły University of Washington, Seattle Peartment of Parks and Recreation oraz Arboretum Foundation w kilku potężnych budynkach ze stali i szkła (oraz paru mniejszych, tradycyjnych, ceglanych barakach) prowadzą badania nad zgromadzonymi na terenie parku oraz ogrodu botanicznego roślinami. Szczególną uwagę poświęcają jednakże nie drzewom i krzewom, a kwiatom i to właśnie one dominują w szklarniach. Wejście do jednej z nich jest jednak dość ryzykowne, bo panuje tam nieznośny zaduch, a powietrze jest ciężkie od zmieszanych słodkich i ostrych zapachów kwiatów oraz wilgoci czarnej, sypkiej ziemi.

Ale widok dziesiątek - setek wręcz - różnokolorowych kwiatów o płatkach tak delikatnych i cieniutkich jak papier, o fantazyjnych kolorach i drobnych, wijących się łodyżkach sprawia, że szklarnie w Washington Park Arboterum są niczym wyjęte z najpiękniejszego snu. Albo jakiejś bajki, którą właśnie produkuje Disney, tylko "jeszcze bardziej". Co ciekawsze, niektóre z gatunków kwiatów są tak rzadkie, że stanowią jedyne egzemplarze w tej części kraju i tylko uniwersytet ma do nich prawo!


1554 15th Ave E
Lake View Cemetery
Cmentarz
Dzielnica 'East', Sasiedztwo 'Capitol Hill'

Na szczycie szerokiego, ale niezbyt wysokiego wzgórza - wzniesienia właściwie - znajduje się rozległy cmentarz sięgający drugiej połowy dziewiętnastego wieku. Przez kilkanaście lat pierwszych był znany jako Seattle Masonic Cemetery i, jak można się łatwo domyślić, pierwsze groby należały właśnie do wolnomurarzy i masonów. Ich krypty są największymi i najbardziej okazałymi ze wszystkich na terenie tej nekropolii i chociaż marmur oraz kamień w wielu miejscach jest skruszony i porośnięty bluszczem oraz mchem, to ciągle groby te budzą zachwyt i wprawiają w zadumę nad kruchością i ulotnością ludzkiego żywota, zwłaszcza gdy się spojrzy na piękne rzeźby i pomniki.

Figury te, wykonane przeważnie z szarego i czarnego kamienia, przedstawiają sylwetki aniołów oraz świętych, aczkolwiek nie da się jednoznacznie stwierdzić, kogo konkretnie. Wielu księży, wielu wiernych i naprawdę wielu uczonych nie jeden raz próbował dopasować postacie kobiet i mężczyzn, ale bez większego sukcesu. Pewne elementy jasno wskazywały na podobieństwo do konkretnych świętych, ale inne wręcz przeciwnie, wykluczały całkowicie jakiekolwiek powiązanie. Najlepszym wyjściem wydaje się wycieczka do Watykanu, na plac świętego Piotra i dokładne opisanie każdej z rzeźb z kolumnady Berniniego i dopasowanie do tego, co znajduje się na Lake View Cemetery, ale... nie ma jeszcze szaleńca, który by się tego podjął.

Zresztą, kto wie co jeszcze można znaleźć w starych grobach należących do masonów. Niejako przeciwieństwem tego bogactwa i przepychu są pozostałe krypty, gdzie pochowani są ludzie znacznie bardziej zasłużeni dla kraju, ludzie, którzy swoje życie stracili w czasie secesji i innych wojen, w których brały udział Stany Zjednoczone. Ich groby, proste i małe, nie są jednak zapomniane ani zaniedbane. Owszem, kilka takich miejsc się znajdzie, porośniętych trawą i z zabrudzonymi nagrobkami, ale stanowią znakomitą mniejszość. Mieszkańcy Seattle pamiętają o swojej historii, zarówno tej dawniejszej, jak i tej znacznie bliższej współczesności.

I nie, nie chodzi tutaj o groby takich sław jak Bruce i Brandon Lee, bo te przyciągają ogromne rzesze turystów, tylko o zwyczajne miejsca ostatecznego spoczynku zwyczajnych mieszkańców Seattle. Nie ma też tu zbyt wiele alejek i ścieżek; cały teren jest porośnięty równiutką, delikatną trawą i tylko układ grobów wyznacza dróżki wzdłuż których można się poruszać. Nikt nie będzie jednak krzyczał, gdy ktoś zdecyduje się na jakiś skrót, grunt, by po prostu nie łazić po nagrobkach. No, może jeszcze drzewa trochę wyznaczają drogi i granice, zwłaszcza na południu nekropolii, oddzielając cmentarz od znajdującego się na zboczu wzniesienia parku i na północy, gdzie jest kaplica i zaczynają się już osiedla (na północnym wschodzie, oddzielone uliczką, są kolejne zielone tereny: Boren Park oraz Interlaken Park. Ten pierwszy jest malutkim, acz przyjemnym skwerem, natomiast ten drugi to praktycznie gęsty las rzucony w środek miasta i rozciągnięty wzdłuż Boyer Avenue, aż do autostrady 520).


901 12th Ave
Seattle University
Uniwersytet
Dzielnica 'East', Sasiedztwo 'First Hill'

Uniwersytet prywatny, jezuicki, nonprofit, koedukacyjny, w centrum miasta, kilka lat temu świętował stulecie swojego istnienia, uznawany za jeden z lepszych w zachodniej części Stanów Zjednoczonych. To tak w skrócie, bo SU - czyli Seattle University - to naprawdę fascynujące miejsce, a kampus na pierwszy rzut oka nie różni się niczym od innych budynków na terenie First Hill. Ba, to już nawet inny uniwersytet w tym mieście jest znacznie bardziej charakterystyczny i dominujący nad otoczeniem! W przypadku SU gdyby nie tablice i plakietki informujące o poszczególnych wydziałach i katedrach oraz gdyby nie setki młodych ludzi wędrujących z miejsca nie miejsce nikt by nie mógł powiedzieć, że tutaj jest jakiś uniwersytet, czy nawet zwyczajna szkoła.

Budynki tworzące kampus są wykonane w jednym stylu architektonicznym, z drobnej cegły i terakoty, otoczone mnóstwem potężnych drzew i rozłożystych, choć niskich krzewów. Ulice i alejki, jakie znajdują się pomiędzy każdym z tych gmachów, także nie wyglądają szczególnie - nie ma tu deptaków ani ścieżek, jest pełno samochodów, ludzi dorosłych, mniejszych i większych sklepików, przystanków autobusowych i tramwajowych... gdy jednak się lepiej rozejrzeć, to widać pewne szczegóły, detale wskazujące co to naprawdę za okolica. I nie chodzi wcale o jezuitów, stanowiących część kadry uniwersyteckiej, o nie!

To drobne szczegóły. Tablice z ogłoszeniami wiszące na słupach i oknach wystawowych sklepów. Flagi z maskotką uniwersyteckiej drużyny koszykówki. Drogowskazy do akademików, do poszczególnych wydziałów i najważniejszych budynków. Młodzi, zagubieni studenci pierwszego roku szukający konkretnego budynku i konkretnej sali. Grupki młodzieży dyskutujących o zbliżających się egzaminach i wymieniających się notatkami. Wszechobecny zapach kawy z licznych kawiarni. Kaplica świętego Ignacego natomiast znajduje się w samym centrum kampusu i wszystkie pozostałe budynki są rozmieszczone dokoła tego niedużego, intrygującego, nowocześnie wyglądającego kościoła z cegieł i marmurowych płyt, wraz z niedużą i płytką fontanną obok. Ze szczytu wieży każdego wieczora i przez całą noc, aż do rana, błyszczy światło, niczym w latarni morskiej.

Inne ważne miejsca, które każdy student - zwłaszcza przyszły - powinien znać to trzy budynki administracyjne, skupione dość blisko siebie. James C. Pigott Pavilion for Leadership, Admissions and Alumni Building oraz University Services Building to miejsca, gdzie dokonuje się wszelkich spraw związanych z administracją, dokumentacją, oraz stosunkami na linii kadra-słuchacze. Wnętrza nie są zbyt przestronne, by nie powiedzieć wprost ciasnawe i przytłaczające, ale wszystko jest dobrze rozplanowane i oznaczone. Nie sposób się zgubić, a po kilku czy kilkunastu minutach można bez problemu dotrzeć do danego biura czy gabinetu.

Pod warunkiem, że nie ma tam już kolejki innych studentów. Lemieux Library z kolei ustępuje rozmiarami i księgozbiorem dowolnej innej bibliotece w Seattle, ale jako członek American Theological Library Associaton może się pochwalić białymi krukami których nie da się znaleźć w innych miejscach. Bibliotekarze, zakonnicy jezuiccy, traktują to miejsce ze szczególnym namaszczeniem i są bardzo surowi wobec każdego, kto nie zachowuje się zgodnie z protokołem i zasadami. Niejednokrotnie zdarzało się, że jezuici po prostu wypraszali studentów, a także i niektórych wykładowców, jeśli tylko ci zachowywali się zbyt hałaśliwie.

Wydział prawa, zgodnie uznawany za jeden z największych na całym wybrzeżu, jest prawdziwą dumą SU i głównym powodem, dla którego uniwersytet cieszy się taką renomą. Wydziały teologiczne, mieszczące się w gmachu Hunthausen Hall, nie są może tak prestiżowe ani poważane, ale za to oferują pełne studia aż do stopnia magister divinitatis otwierające niemal nieskończenie wiele możliwości, jeśli chodzi o sprawy duchowe i teologiczne właśnie.


921 Terry Ave
Puget Sound Blood Center
Bank krwi
Dzielnica 'East', Sasiedztwo 'First Hill'

Sześciopiętrowy, betonowy kloc z okazjonalnymi akcentami w postaci terakoty znajdujący się w centrum miasta nie brzmi i nie wygląda zbyt miło, ale tak na dobrą sprawę to jest to jeden z ważniejszych budynków w całym Seattle. To tutaj bowiem przechowywane są dziesiątki, setki litrów krwi w ogromnych chłodziarkach, to tutaj prowadzone są badania i to tutaj setki jak nie tysiące ludzi daje się kłuć igłami i oddaje krew, osocze oraz płytki wszystkim tym, którzy są w potrzebie. Blood Center jest nierzucającym się w oczy, prostym budynkiem przypominającym jeden z wielu biurowców. Jedyne, co naprawdę zwraca uwagę i przykuwa wzrok, to sporych rozmiarów tablica z lśniącego, brązowego kamienia z adresem, logo i nazwą.

Na szczęście we wnętrzu jest już znacznie lepiej. Przyjemniej, tak po prostu. Całość jest utrzymana w jasnych barwach bieli i łagodnej zieleni, z ogromną ilością kafelków i ceramicznych płytek pokrywających posadzki i ściany aż do połowy ich wysokości, ze świetlówkami wiszącymi pod sufitem i prostymi, acz bardzo funkcjonalnymi meblami. Wszelkie skojarzenia ze szpitalem są bardzo na miejscu, ba, nie jest niczym dziwnym ujrzeć tutaj zarówno lekarzy jak i pielęgniarki, w końcu krew to życie.

Na parterze mieści się punkt informacyjny, półokrągłe biurko z tworzywa sztucznego zastawione komputerami i telefonami, gdzie można się umówić na badanie krwi i na jej pobranie - wszystko oczywiście anonimowo, bez podawania żadnych konkretnych danych poza tymi niezbędnymi do odbioru wyników, ma się rozumieć. Blood Center jest zresztą czynne całodobowo; jedynie pobieranie krwi odbywa się dwa rany dziennie, rano i wieczorem i to wtedy można dojrzeć tutaj prawdziwe kolejki, czekające nie tylko by się umówić na badanie, ale po prostu na to, aż zjedzie winda.

Bo wszystko odbywa się na wyższych piętrach. Spacer po schodach nie jest zalecany, gdyż nawet przejście kilkunastu stopni może spowodować wzrost ciśnienia i wtedy trzeba odpocząć, odsapnąć, dlatego lepiej i łatwiej jest poruszać się windą. Do tego na każdym z trzech pierwszych pięter można pobrać krew; stanowiska są oddzielone dużymi parawanami z grubego, zielonego materiału, sprzęt jest sterylny i jednorazowego użytku, fotele ze skóry są bardzo wygodne i każdy z nich posiada obok mały stoliczek z gazetami czy książkami, by jakoś zająć czas.

Na wyższych piętrach budynku znajdują się kompleksowe laboratoria, gdzie krew jest dokładnie badana i sprawdzana pod każdym możliwym kątem przez wykwalifikowanych pracowników - nic się jednak nie marnuje. Jeżeli pobrana krew nie spełnia wymagań niezbędnych do transfuzji z takiego czy innego powodu zostaje przekazana do dalszych, najczęściej uniwersyteckich badań. Pełna lista wymagań, obostrzeń i zaleceń jest naprawdę długa i chociaż jest dostępna do wglądu dla każdego, to mało kto tak naprawdę się z nią zapoznaje; najważniejsze pozycje dotyczą wpływu alkoholu, narkotyków oraz stanu nadmiernego pobudzenia nerwowego; chorób zakaźnych i uczuleniowych, zakończenia leczenia antybiotykami, ciąży, okresu karmienia i miesiączkowania, szczepień wszelkiego rodzaju świeżych i starych tatuaży i tak dalej, i tak dalej...

Może się wydawać głupotą aż takie drobiazgowe sprawdzanie i pilnowanie każdego, najmniejszego detalu, ale jest to niezbędne. Sam proces pobierania krwi nie jest skomplikowany i trwa dość krótko. Dziesięć, może piętnaście minut, nie więcej. W przypadku oddawania osocza i płytek krwi proces ten może trwać dłużej, ale jest całkowicie bezpieczny. Najpoważniejszą rzeczą, jaka grozi oddającym krew, jest najzwyklejszy stres, szok spowodowany utratą tego cennego płynu, ale nawet jeśli ktoś straci przytomność - co się zdarza - nie ma powodów do obaw. Personel Puget Sound Blood Center pomoże, uspokoi, wyjaśni i da czekoladę. Albo bon na jakiś porządny posiłek o wartości czterech i pół tysiąca Kcal.

Podstawowe badania dotyczą testów na kiłę, rzeżączkę, antygen HBs, DNA-HBV, przeciwciała anty-HCV, RNA HCV, przeciwciała anty-HIV oraz RNA HIV (nie wspominając już już o klasycznej morfologii), ale można zamówić też inne, znacznie bardziej zaawansowane. Wymagana jest wtedy opłata, ale bardzo niewysoka, równa raptem kilku dolarom.

Na ostatnim piętrze znajdują się chłodziarki. Lodówki. Magazyny, gdzie posegregowana jest krew według grup i panuje odgórnie ustalana i kontrolowana temperatura; to piętro też jako jedyne posiada własne, niezależne zasilanie. I to tutaj znajduje się jedno z najważniejszych miejsc dla wampirów. Spokrewnieni są zgodni, że bank krwi Puget Sound Blood Center to neutralna ziemia, gdzie nie ma miejsca na konflikty, spięcia i animozje; niektóre ghule plotkują jednak, że Ventrue planują przejąć Blood Center i zamierzają zostać monopolistami jeśli chodzi o krew Seattle.


1000 Denny Way
The Seattle Times
Redakcja
Dzielnica 'Lake Union', Sasiedztwo 'South Lake Union'

The Seattle Times to największa, codzienna gazeta nie tylko w Szmaragdowym Mieście, ale także największy dziennik na całym północnym zachodzie kraju. Kosztująca ledwo jednego dolara jest jedną z niewielu gazet nie powiązanych z żadnym gigantem i jako jeden z ostatnich dzienników Times jest prywatną własnością rodziny z Seattle. Nie można też zapomnieć, że jest to zdobywca wielu nagród, w tym najbardziej prestiżowej - reporterzy Timesa z Seattle kilka razy zdobywali już nagrodę Pulitzera, jako ukoronowanie umiejętności i ostateczny dowód, że naprawdę znają się na swojej robocie i cieszą się zaufaniem czytelników.

Redakcja znajduje się na Denny Way, niedaleko Lake Union, na łagodnym wzniesieniu - potężna, zwalista sylwetka trzypiętrowego budynku, utrzymana w łagodnej, żółtej i kremowej barwie jest bardzo charakterystyczna. I nie dlatego, że posiada rozległy, płaski dach z ogromnym zbiornikiem na deszczówkę, ale dlatego, że tuż obok znajduje się naprawdę masywny parking, należący zarówno do redakcji The Seattle Times, jak i małej knajpki mieszczącej się dosłownie w sąsiednim budynku.

Parking, czyli betonowy plac z wymalowanymi białymi pasami, jest otoczony wysokim, metalowym płotem i posiada małą budkę strażnika, który dba o to, by nic złego nie przytrafiło się zaparkowanym samochodom. Tym bardziej, że auta te należą nie tylko do pracowników redakcji, ale także do osób zatrudnionych w pobliskiej restauracji i klientów tejże. 13 Coins, bo o tym miejscu mowa, to czynna całą dobę urocza knajpka serwująca domowe jedzenie. Są to specjalności nie tylko kuchni lokalnej, ze stanu Waszyngton, ale także z dalekiego Peru z Ameryki południowej, co zresztą można zauważyć po przyjemnym, gustownym i egzotycznym wystroju lokalu.

Ścisła współpraca z redakcją jest czymś normalnym. Dziennikarze często siedzą za biurkami do późnej nocy i, jeśli tylko mają przerwę, to szybko biegną do restauracji, by przekąsić coś dobrego i sycącego, byle tylko zyskać siłę do dalszej pracy. I wszyscy są zadowoleni! No, może nie wszyscy, bo pan Barksdale, stróż urzędujący na parkingu, najchętniej sam by poszedł do 13 Coins coś zjeść, ale kto wtedy będzie pilnował samochodów?

The Seattle Times - Redakcja, Parter | 
Parter redakcji jest przestronnym, dobrze oświetlonym holem, ze ścianami ozdobionymi reprodukcjami pierwszych stron gazety - artykuły, które wywołały największe poruszenie, które zostały obsypane nagrodami, które relacjonowały najważniejsze wydarzenia dla Seattle, dla kraju i dla całego świata znajdują się w szklanych gablotkach, rozwieszonych wzdłuż korytarzy. Od najstarszych po najnowsze, a trzeba dodać, że The Seattle Times stosunkowo niedawno świętował sto lat swojego istnienia; artykułów jest więc naprawdę mnóstwo i jeśli ktoś ma ochotę, wystarczy się przespacerować wzdłuż ścian, by prześledzić historię miasta.

Wnętrze prezentuje się podobnie jak front budynku. Duże, jasne, proste, funkcjonalne, utrzymane w jasnych, ciepłych barwach, z donicami pełnymi rozłożystych kwiatów, roztaczających wokoło przyjemny, słodkawy aromat. W holu, poza schodami prowadzącymi na wyższe piętra oraz do mieszczącej się na niższym poziomie drukarni, znajduje się oczywista recepcja z punktem informacyjnym, sala konferencyjna dla dziennikarzy spotykających się z czytelnikami i ważniejszymi osobistościami oraz mała czytelnia, gdzie można za darmo zapoznać się z najnowszym numerem lokalnego dziennika.

Sophie Delaney, słodka i urocza stażystka o buzi jasnowłosego dziecka pod czujnym okiem znacznie starszej i znacznie bardziej doświadczonej koleżanki pełni rolę sekretarki, asystentki, kelnerki i sprzątaczki na parterze redakcji. Dopiero się uczy, wiele rzeczy stanowi dla niej tajemnicę i nie jest rzadkością zobaczyć jak biegnie korytarzem z rozwianym włosem i zaróżowioną, dziecięcą twarzą, trzymając przy piersi stos dokumentów. Dopiero gdy stukot jej obcasów zniknie za jednymi z drzwi, Wilma Ives, potężna kobieta o rdzawych, kręconych włosach sięgających łopatek i prawdziwy weteran z dumą pokiwa głową, że jej protegowana tak dzielnie sobie radzi.

Inaczej mówiąc - jeśli ktoś chce coś załatwić w redakcji, musi odezwać się do pani Ives, inaczej tylko straci czas. Rudzielec nie jest wcale tak wredny, jak się może wydawać, chociaż bywa dość szorstki i bezpośredni w stosunkach międzyludzkich, ale co poradzić... lata pracy tak działają na człowieka. Mimo to Wilma Ives jest jedną z osób, które doskonale orientują się w świecie prasy i bez żadnego problemu potrafi wejść do każdego z pomieszczeń, niezależnie od tego, kto w nim urzęduje i co się aktualnie dzieje.

W sali konferencyjnej na przykład, gdzie ustawione jest kilka rzędów krzeseł, parę stołów oraz z pół tuzina telewizorów, czuje się jak w domu. W przytulnej, choć dość małej czytelni rządzi i dzieli, decydując o tym, kto może a kto nie korzystać ze zgromadzonych tam wydań gazety. Znacznie rzadziej można ją zobaczyć w pobliżu biblioteki, ale to dlatego, że w tej części budynku próżno szukać telewizora czy nawet radia; książki i archiwalne numery The Seattle Times to nie jest coś, co interesuje starą i doświadczoną plotkarę.

The Seattle Times - Redakcja, Pierwsze Piętro | 
Na pierwszym piętrze znajdują się najważniejsze miejsca w całym budynku - tutaj bowiem dziennikarze, reporterzy, redaktorzy, korespondenci, zastępcy, sekretarze i edytorzy (i cała masa innych osób, zajmujących się nie mniej ważnymi, acz nie tak bardzo popularnymi zajęciami) pracują w pocie czoła nad nowym wydaniem dziennika, który późną nocą zostaje oddany do drukarni. I już nad ranem, bladym świtem, jeszcze ciepłe gazety z często mokrym tuszem opuszczają drukarnię i na ciężarówkach jadą prosto do sklepów, do gazeciarzy, nawet na rogi ulic do maleńkich skrzynek, gdzie za jednego dolca można sobie poczytać najnowsze wieści lokalne i światowe.

O ile w pozostałych częściach budynku panuje cisza i spokój, wyłączając oczywiście drukarnię z wiadomych względów, tak tutaj nieustannie panuje chaos. Jest to złudne wrażenie, bo ludzie krzyczą do siebie, dyskutując zawzięcie na Bóg jeden wie jakie tematy, z telewizorów zawieszonych pod sufitem słychać dziennikarzy nieprzerwanie relacjonujących jakieś wydarzenia, w tle rozbrzmiewają przeraźliwe dzwonki telefonów, a faksy i drukarki wypluwają z siebie dziesiątki stron zadrukowanego papieru.

Ciężko się przyzwyczaić do panującego tutaj napięcia i tempa, wiele osób zwyczajnie się poddaje i rezygnuje - a przecież nie jest to gigant jak NY Times! Zespół redakcyjny na pierwszy rzut oka może się wydawać chamski i nieprzyjazny, wymagający absolutnego oddania pracy, ale gdy się już ich pozna bliżej, gdy się spędzi z nimi trochę czasu... wtedy można się w nich naprawdę zakochać.

Od strony schodów i biblioteki swoje gabinety mają edytorzy i wydawca, czyli Don Shelton oraz Ryan Blethen, mężczyźni pewni siebie i bezgranicznie oddani pracy, niemal ślepo wykonujący polecenia redaktora naczelnego. Frank A. Blethen, bo tak się on nazywa, od lat piastuje to stanowisko i chociaż ostatnio trochę podupadł na zdrowiu (niektórzy twierdza, że zaczął sięgać po narkotyki, aczkolwiek nie ma żadnych dowodów), to doskonale kieruje całą gazetą.

Ich gabinety są do siebie bliźniaczo podobne. Proste, niezbyt duże, z takim samym kompletem szarych mebli z Ikei, z biurkami zawalonymi odręcznymi notatkami, gazetami i kubkami po kawie, z których część pełni rolę popielniczek. Jedyne różnice stanowią osobiste detale i drobiazgi - Shelton ma na swoim biurku fotografie rodziny i psa, a bracia Blethen przyniesione z domu kubki, poduszki i kwiaty, które są o krok od zwiędnięcia. Ściany natomiast są obwieszone tablicami korkowymi oraz magnetycznymi, na których przyklejane są najważniejsze informacje oraz tworzony jest ogólny zarys najnowszego numeru Timesa.

The Seattle Times - Biblioteka, Parter/Pierwsze Piętro | 
Budynek największej redakcji w mieście posiada także swoją własną, dedykowaną bibliotekę, pełniącą nie tylko rolę archiwum gazety sięgającego aż do najdawniejszych numerów. Znajduje się tutaj pokaźny zbiór albumów, książek, listów oraz innych dokumentów związanych w mniejszym bądź większym stopniu z The Seattle Times, sala komputerowa posiadająca pól tuzina komputerów wyposażonych w najnowsze oprogramowanie, czytelnię pełną wygodnych fotelów oraz krzeseł. Kiedyś była tam nawet i maleńka kawiarenka, ale kilka lat temu została zlikwidowana.

Nie trzeba nawet tłumaczyć, dlaczego - wystarczy się rozejrzeć. Tak bliska obecność kawy i herbaty oraz książek, gazet i komputerów aż się prosiła o jakiś wypadek. Z racji swoich rozmiarów i bogatego zbioru, sięgającego kilkadziesiąt lat wstecz, prawie do samego początku Timesa, redakcyjna biblioteka jest położona na dwóch piętrach i dostęp do niej (oraz do maleńkiej kawiarenki, gdzie nieustannie unosi się zapach kawy, czyli standardowego dziennikarskiego paliwa obok papierosów) jest z dwóch miejsc.

Z parteru, poprzez przeszklone drzwi w głębi holu, niedaleko schodów oraz na piętrze, niedaleko gabinetów poszczególnych redaktorów. Jest to proste udogodnienie dla każdego zainteresowanego historią miasta oraz gazety, a także dla samych dziennikarzy szukających odniesień w starszych artykułach i wydaniach Timesa. Gazety są rozłożone rocznikami, od najnowszego, najbliżej wejścia i korytarza, poprzez coraz starsze, aż do jednych z pierwszych wydań, przechowywanych w szklanych gablotach oraz wewnątrz płóciennych pokrowców, by chronić cenną zawartość.

W przeciwieństwie do normalnych bibliotek, zarówno prywatnych jak i publicznych, nie ma tutaj tak wielu foteli, kanap, krzeseł i stołów z małymi lampkami. Oświetlenie jest ogólne, ale bardzo mocne; rozwieszone pod sufitem świetlówki ostrym, białym blaskiem oświetlające surowe, metalowe i plastikowe regały na których poukładane są według odpowiedniego systemu numery gazet, albumów i innych dokumentów. Proste krzesła i kilka foteli upchnięto w kącie, tak, by w spokoju można przejrzeć co trzeba nie zwracając na siebie zbyt wielkiej uwagi i nie przeszkadzając innym.

Pan Dean Wemann, chodzący żydowski stereotyp (chociaż nie jest wyznania dawidowego, po prostu lubi wkurzać i drażnić ludzi, powołując się na rzekomy antysemityzm innych) dba o redakcyjną bibliotekę. Wysoki, smukły, o kruczoczarnych włosach i delikatnym wąsiku pod nosem elegancik doskonale orientuje się w bibliotece i wie, gdzie najlepiej szukać konkretnych informacji - zwłaszcza, że jako jeden z nielicznych ma odpowiednie uprawnienia by szukać w komputerowym archiwum tego, co jest akurat potrzebne.


Autor tekstu: Mort | Poprawki: Caine
Kościół: Żuk
The Asylum: Key

Image

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość