Ta noc była stosunkowo rześka. Chłodny wiatr raz po raz wkradał się pomiędzy warstwy ubrań i przyprawiał o dreszcze. Niektórym to nie przeszkadzało, inni jednak woleli się ogrzać. Nie inaczej było w przypadku tej dwójki włóczęgów - jednego starszego, jednego młodszego - którzy postanowili rozpalić sobie ognisko w zacienionej alejce, z dala od wścibskich oczu. Towarzyszył im Gene, chociaż nie brał czynnego udziału w ogrzewaniu się ogniem ani dyskusjami o tym, kto gdzie zniknął albo co będą rano jeść. Nie wiedzieli nawet, że ktoś tu jeszcze z nimi był. Nosferatu nie afiszował się swoją obecnością, usadowiony po turecku w cieniu pod ścianą, gdzie nie docierało światło ogniska w beczce. Nie dość, że nie lubił ognia, tak jak zresztą każdy Spokrewniony, to był zajęty oczekiwaniem. A tymczasem głód dawał się we znaki...
W tej okolicy miał pojawić się kurier klanu. Nie wiedział, kto by to miał być, ale gdy tylko dotarła do niego pocztą pantoflową wieść, że gdzieś tam kręci się jeden z jego "kuzynów" chętny i gotów do zrekonstruowania tego, co stracili przez tych pieprzonych łopatogłowych, nie mógł się powstrzymać i ruszył na zwiady. Może ta wiadomość to pewniak, a może to tylko durny żart albo gorzej - sposób na wyłowienie z tłumu ocalałych Nosferatu przez Sabbat. Tak czy inaczej, czy miał jakiekolwiek inne plany na ten wieczór? Niekoniecznie. No, może poza znalezieniem pożywki, ale o nią w Seattle nietrudno. Tym się zajmie już wkrótce.
Tymczasem podziwiał widok ze swojego kąta na skrawek ulicy i wiszącą nad nią Space Needle. Nawet ładne mieli to miasto.
Re: Między nami, szczurami
#2Brak dachu nad głową i ciepłych czterech ścian zmuszał śmiertelników do walki o przetrwanie. Każdej chłodnej nocy dbali o to, by mieć się czym ogrzać, nierzadko organizując się w małe, wspierające siebie grupki, wspólnie dążące do tego samego celu. Co prawda rzeczywistość tych ludzi skrajnie odbiegała od przeciętnego zjadacza chleba, ale Gene zdążył już przywyknąć do tego widoku. Ta ‘kasta’ była wręcz niewidzialna dla większości, co ułatwiało mu ukrywanie się. Był to odludek pośród śmiertelników, na których nikt nie zwracał uwagi.
Przynajmniej Diogenes nie musiał martwić się o ciepło, ani inne podstawowe potrzeby, które dla jego towarzystwa nieopodal były wręcz luksusem. Spokrewnionemu z kolei do przetrwania wystarczyła vitae i sen, choć wielu nieumarłych uwielbiało pławić się w luksusie, budując sobie pałace, zatrudniając służących, a nawet hodując sobie trzodę. Gene nie miał nic z tego, i może nawet nie było mu to potrzebne.
To co Maddoxowi było potrzebne, to kontakt z jego pobratymcami, jego współklanowiczami, których w tym mieście nie ostało się zbyt wielu. Nosferatu zawsze trzymali się razem. Odludki pozbawione urody, ale za to mające mnóstwo innych zalet.
Noc się niemiłosiernie dłużyła. Do czasu. W którymś momencie poczuł coś dziwnego. Delikatny dreszcz istynktownie wyostrzył wszystkie zmysły Nosferatu. Czy ktoś go obserwował? Nie była to dwójka bezdomnych, gdyż ci wciąż zajęci byli sobą. Nie było w pobliżu nikogo innego. Co więc sprawiło, że Gene poczuł się tak nieswojo?
Przynajmniej Diogenes nie musiał martwić się o ciepło, ani inne podstawowe potrzeby, które dla jego towarzystwa nieopodal były wręcz luksusem. Spokrewnionemu z kolei do przetrwania wystarczyła vitae i sen, choć wielu nieumarłych uwielbiało pławić się w luksusie, budując sobie pałace, zatrudniając służących, a nawet hodując sobie trzodę. Gene nie miał nic z tego, i może nawet nie było mu to potrzebne.
To co Maddoxowi było potrzebne, to kontakt z jego pobratymcami, jego współklanowiczami, których w tym mieście nie ostało się zbyt wielu. Nosferatu zawsze trzymali się razem. Odludki pozbawione urody, ale za to mające mnóstwo innych zalet.
Noc się niemiłosiernie dłużyła. Do czasu. W którymś momencie poczuł coś dziwnego. Delikatny dreszcz istynktownie wyostrzył wszystkie zmysły Nosferatu. Czy ktoś go obserwował? Nie była to dwójka bezdomnych, gdyż ci wciąż zajęci byli sobą. Nie było w pobliżu nikogo innego. Co więc sprawiło, że Gene poczuł się tak nieswojo?
Re: Między nami, szczurami
#3Odkąd został Spokrewniony, Maddox znajdywał faktyczne towarzystwo właściwie jedynie już wśród Nosferatu. Wszyscy oni jechali na jednym wózku, niby kompletne wyrzutki, a w istocie jedni z najważniejszych członków wampirzego społeczeństwa. Każdy jeden potwór w unikalnym wydaniu, ale zechciej tylko jakiejś ważnej informacji; wyraź potrzebę wydobycia czegoś z jakiejś pilnie strzeżonej lokacji i nagle zaczynasz doceniać fakt, jak to z klanem Ukrytych miło się dogadać.
A teraz? Teraz mało kto się z nimi dogada, bo Nosferatu z Seattle trafili właśnie na listę gatunków zagrożonych. Ilekroć Gene o tym myślał, to miał ochotę zjeść coś ludzkiego, by następnie to brutalnie zwrócić; może wymioty oczyściłyby mu nie tylko gardziel, ale i myśli.
Siedział tak i czekał. Był jak posąg, zupełnie nieruchomy, z tymi "martwymi" oczami skupionymi na jakimś niewidocznym dla innych punkcie gdzieś po drugiej stronie ulicy. Gdyby ktoś zwrócił na niego uwagę, pewnie rzuciłby się do ucieczki z powodu samych oczu - bo w sumie tylko te pozostawały u niego odkryte. W końcu kiedy potencjalnie obłąkany bezdomny patrzy na ciebie jak na zwierzynę bądź powód wszystkich swoich problemów, bądź jednego i drugiego, jedyna opcja to nie wchodzić takiemu w drogę. Gdzie był ten...
Dreszcz! Maddox napiął nieznacznie mięśnie. Od tak, znikąd? Niemożliwe. Ktoś musiał tu być. Ktoś poza nim i tamtą dwójką. Wytężył wzrok. Rozejrzał się ostrożnie wokół alejki, nie ruszając się z miejsca.
- Wiem, że tu jesteś - wyszeptał w ciemność.
A teraz? Teraz mało kto się z nimi dogada, bo Nosferatu z Seattle trafili właśnie na listę gatunków zagrożonych. Ilekroć Gene o tym myślał, to miał ochotę zjeść coś ludzkiego, by następnie to brutalnie zwrócić; może wymioty oczyściłyby mu nie tylko gardziel, ale i myśli.
Siedział tak i czekał. Był jak posąg, zupełnie nieruchomy, z tymi "martwymi" oczami skupionymi na jakimś niewidocznym dla innych punkcie gdzieś po drugiej stronie ulicy. Gdyby ktoś zwrócił na niego uwagę, pewnie rzuciłby się do ucieczki z powodu samych oczu - bo w sumie tylko te pozostawały u niego odkryte. W końcu kiedy potencjalnie obłąkany bezdomny patrzy na ciebie jak na zwierzynę bądź powód wszystkich swoich problemów, bądź jednego i drugiego, jedyna opcja to nie wchodzić takiemu w drogę. Gdzie był ten...
Dreszcz! Maddox napiął nieznacznie mięśnie. Od tak, znikąd? Niemożliwe. Ktoś musiał tu być. Ktoś poza nim i tamtą dwójką. Wytężył wzrok. Rozejrzał się ostrożnie wokół alejki, nie ruszając się z miejsca.
- Wiem, że tu jesteś - wyszeptał w ciemność.
Re: Między nami, szczurami
#4






Re: Między nami, szczurami
#5Głos po jego prawej. A jednak instynkt go nie zawiódł. Spojrzał w bok i oto dostrzegł chudą męską sylwetkę i parę oczu. Drugi Nosferatu. Ironicznie bardzo szczęśliwy dla Maddoxa widok. Jak długo tu już był? Dopiero przyszedł i tylko robił sobie z niego jaja czy przez cały ten czas siedział tutaj i czekał, aż ktoś go w końcu zauważy? W końcu Spokrewnieni mieli często więcej czasu wolnego niż by chcieli.
- Ano ja. Miło wreszcie poznać - przyznał z uśmiechem ukrytym pod maską. Zdecydował się przerwać swój bezruch i wyciągnął rękę do Hectora, by przybić z nim żółwika. - To co tam? Coś mi się obiło o uszy, że chcesz odbudować "Net".
- Ano ja. Miło wreszcie poznać - przyznał z uśmiechem ukrytym pod maską. Zdecydował się przerwać swój bezruch i wyciągnął rękę do Hectora, by przybić z nim żółwika. - To co tam? Coś mi się obiło o uszy, że chcesz odbudować "Net".
Re: Między nami, szczurami
#6






Re: Między nami, szczurami
#7Gene chętnie przysunął się nieco bliżej. Nie jakoś szczególnie blisko, ale na wyciągnięcie ręki na pewno; zagrożone wyginięciem wampiry czy nie, zachowajmy jakieś maniery. Prosty żółwik jak najbardziej wystarczył.
- Znaczy tak jakby to dopiero wróciłem. W tym mieście się urodziłem i wychowałem, dopiero niedawno miałem wypad do LA, więc temu pewnie się nie spotkaliśmy - wyjaśnił szybko Diogenes. - I zgaduję, że to właśnie przez to jeszcze żyję, cholera jasna... Co tam się w końcu stało? Łopaty? Jakiś zamach? Ktoś gotował metę i puścił z dymem tunele? - zapytał. W końcu ma okazję porozmawiać z kimś jak równy z równym, więc naturalnie, że dowie się jak najwięcej z pierwszej ręki.
Odbudowa SchreckNetu od podstaw... Gene nie był na tyle wtajemniczony, by znać wszystkie tajniki nosferackiej "ciemnej strony" internetu, jednak nie mógł ukryć przed sobą samym, że wielokrotnie kusiło go zagłębienie się w niej samopas, gdy tylko nadarzy się okazja. Naturalnie tych okazji było mniej niż niewiele, biorąc pod uwagę styl (nie)życia Maddoxa porównywalny do stylu życia filozofa, któremu podprowadził imię. Za komputer z dostępem do sieci się płaci. Sama wizyta w kafejce internetowej również nie jest za darmo, a nie zdarzyło się jeszcze, by zdołał wybłagać u ludzi czegoś tak specyficznego. Także na ten moment wizja surfowania po SchreckNecie pozostawała w sferze marzeń. Aczkolwiek możliwość dołożenia się do przedsięwzięcia odbudowy sieci... To brzmiało równie dobrze.
- Cóż... Jak jeszcze nie było ze mną aż tak "źle", to zaglądałem do jakiejś kafejki raz czy dwa, ale w tej chwili raczej mnie by już nie wpuścili. Umiem z komputerów korzystać. I, no, niekoniecznie. Mam może o, taki telefon. - Wyciągnął na pokaz komórkę. Prosty, czarny telefon z klapką marki Sony Ericsson, z obudową wyglądającą tak, jakby kilka razy wypadła mu na chodnik. Poza tymi rysami wydawał się jednak w porządku. - Ale nie wiem, czy wystarczy.
- Znaczy tak jakby to dopiero wróciłem. W tym mieście się urodziłem i wychowałem, dopiero niedawno miałem wypad do LA, więc temu pewnie się nie spotkaliśmy - wyjaśnił szybko Diogenes. - I zgaduję, że to właśnie przez to jeszcze żyję, cholera jasna... Co tam się w końcu stało? Łopaty? Jakiś zamach? Ktoś gotował metę i puścił z dymem tunele? - zapytał. W końcu ma okazję porozmawiać z kimś jak równy z równym, więc naturalnie, że dowie się jak najwięcej z pierwszej ręki.
Odbudowa SchreckNetu od podstaw... Gene nie był na tyle wtajemniczony, by znać wszystkie tajniki nosferackiej "ciemnej strony" internetu, jednak nie mógł ukryć przed sobą samym, że wielokrotnie kusiło go zagłębienie się w niej samopas, gdy tylko nadarzy się okazja. Naturalnie tych okazji było mniej niż niewiele, biorąc pod uwagę styl (nie)życia Maddoxa porównywalny do stylu życia filozofa, któremu podprowadził imię. Za komputer z dostępem do sieci się płaci. Sama wizyta w kafejce internetowej również nie jest za darmo, a nie zdarzyło się jeszcze, by zdołał wybłagać u ludzi czegoś tak specyficznego. Także na ten moment wizja surfowania po SchreckNecie pozostawała w sferze marzeń. Aczkolwiek możliwość dołożenia się do przedsięwzięcia odbudowy sieci... To brzmiało równie dobrze.
- Cóż... Jak jeszcze nie było ze mną aż tak "źle", to zaglądałem do jakiejś kafejki raz czy dwa, ale w tej chwili raczej mnie by już nie wpuścili. Umiem z komputerów korzystać. I, no, niekoniecznie. Mam może o, taki telefon. - Wyciągnął na pokaz komórkę. Prosty, czarny telefon z klapką marki Sony Ericsson, z obudową wyglądającą tak, jakby kilka razy wypadła mu na chodnik. Poza tymi rysami wydawał się jednak w porządku. - Ale nie wiem, czy wystarczy.
Re: Między nami, szczurami
#8




Hector przysłuchiwał się słowom Maddoxa, po czym zlustrował dobrze telefon, który wyciągnął z kieszeni. Jeśli ten mu pozwolił, wampir chwycił telefon do ręki.




Re: Między nami, szczurami
#9Gene wręczył wyraźnie zainteresowanemu Hectorowi swój telefon i pozwolił mu wstukać jego numer. W międzyczasie przetworzył to, czego się dowiedział na temat zniszczenia tuneli. Czyli wyglądało to tak, jak brzmiał konsensus wśród Spokrewnionych: Nosferatu nastąpili komuś na odcisk, a ten się odwdzięczył z nawiązką. Ten cały tzi... czi... TAMTEN WAMPIR, JEZU!... Typ musi być pijawką z górnej półki, skoro miałby samemu przykryć gruzem cały klan. Albo ktoś tutaj podkolorowywał i ten tak naprawdę po prostu zawiadywał operacją przeprowadzoną przez kilku(nastu?) innych Spokrewnionych. Dla zmniejszenia niepokoju, że gdzieś tam po ulicach chodzi nieumarła jednoosobowa armia, uznał, że przyjmie prędzej wariant numer dwa.
- Może jakiś laptop czy coś? - zaproponował Diogenes. - Nie mam za bardzo stałego schronienia, a tak to mógłbym się spokojnie i rozglądać po mieście, i być w kontakcie z resztą. Właśnie, może do tego czasu bym jeszcze jakoś pomógł? Nie znam się tak bardzo na kompach, ale może trzeba coś pozyskać? Gdzieś się włamać albo podsłuchać, poobserwować? Umieram już na tej ulicy z nudów.
- Może jakiś laptop czy coś? - zaproponował Diogenes. - Nie mam za bardzo stałego schronienia, a tak to mógłbym się spokojnie i rozglądać po mieście, i być w kontakcie z resztą. Właśnie, może do tego czasu bym jeszcze jakoś pomógł? Nie znam się tak bardzo na kompach, ale może trzeba coś pozyskać? Gdzieś się włamać albo podsłuchać, poobserwować? Umieram już na tej ulicy z nudów.
Re: Między nami, szczurami
#10








Re: Między nami, szczurami
#11Gene może nie był aż tak dobrze obeznany w stosunkach międzywampirzych, wszak nie miał nawet dziesięciu lat, lecz już teraz doskonale dostrzegał, że Nosferatu to zgraja zupełnie odmienna od reszty klanów Camarilli pod więcej niż jednym względem. To chyba jedyna z linii krwi, która nie cierpiała na chroniczną potrzebę wbijania sobie nawzajem noża w plecy. Jakkolwiek lepsze w obcowaniu ze śmiertelnikami inne klany by nie były, to jednak Maddox wolał trzymać z paskudami, co dla odmiany się wspierają.
Czyli sprawa wyglądała następująco: obserwowany typ ogarnął, że jest obserwowany i odciął się od sieci. Jak wiele wiedział? I kim właściwie był, że w ogóle połapał się, że Hector siedzi mu w kompie? To zagadka na inną noc, ale pewnie wkrótce się tego dowiedzą. Jeśli wiedział coś więcej na temat "tajemniczego hakera", to tym bardziej przydałoby się złożyć mu wizytę. O tym, co robią w necie Nosferatu mogą wiedzieć tylko Nosferatu. I raz na sto lat może ktoś spoza klanu, ale to wyjątkowo. Przynajmniej tak tłumaczyli mu to podczas jego pierwszych nocy.
- Brzmi jak spoko układ. Pewnie. - Maddox pokiwał głową z aprobatą. Jak dobrze pójdzie, to może zwinie typowi jeszcze portfel i będzie miał na ewentualne wydatki na ulicy. - To dokąd konkretnie miałbym się wybrać? Ubrać się w jakieś wyjściowe szmaty, wyperfumować?
Czyli sprawa wyglądała następująco: obserwowany typ ogarnął, że jest obserwowany i odciął się od sieci. Jak wiele wiedział? I kim właściwie był, że w ogóle połapał się, że Hector siedzi mu w kompie? To zagadka na inną noc, ale pewnie wkrótce się tego dowiedzą. Jeśli wiedział coś więcej na temat "tajemniczego hakera", to tym bardziej przydałoby się złożyć mu wizytę. O tym, co robią w necie Nosferatu mogą wiedzieć tylko Nosferatu. I raz na sto lat może ktoś spoza klanu, ale to wyjątkowo. Przynajmniej tak tłumaczyli mu to podczas jego pierwszych nocy.
- Brzmi jak spoko układ. Pewnie. - Maddox pokiwał głową z aprobatą. Jak dobrze pójdzie, to może zwinie typowi jeszcze portfel i będzie miał na ewentualne wydatki na ulicy. - To dokąd konkretnie miałbym się wybrać? Ubrać się w jakieś wyjściowe szmaty, wyperfumować?
Re: Między nami, szczurami
#12
Była to pewna ciekawostka, bo Nosferatu którzy znają się na komputerach, naprawdę wiedzą co robią. Jeśli więc ktoś wbił klina Hectorowi, który należał do tych bardziej uzdolnionych, to nasuwało się pytanie jak udało mu się to osiągnąć.






[1 Nowa Wiadomość]
Hector: 1006 Spring St, Seattle
Hector: 1006 Spring St, Seattle


Re: Między nami, szczurami
#13Maddox raz jeszcze przetworzył sobie, co robić. Im więcej informacji posiadał, tym lepiej da radę się przygotować. Quinn Ross. The Inn at Virginia Mason na Spring Street... Osoba potencjalnie zaznajomiona z metodologią Nosferatu. Pomijając tę ostatnią ewentualność, sprawa wydawała się pozornie prosta. Jednak na ile prosta była faktycznie? Tego będzie zmuszony dowiedzieć się na własnej skórze. Po chwili kontemplacji w ciszy skinął wreszcie głową w kierunku Hectora.
- Dobra. Jeszcze tylko gdzieś wpadnę i zaraz się tym zajmę. Jak tylko załatwię sprawę, dam ci znać; zgadamy się, co, jak i gdzie - oznajmił i wreszcie podniósł się ze swojej pozycji. Poprawił kaptur na łysym, żylastym czerepie, maskę na oszpeconych ustach i w ciszy opuścił alejkę, pokazując jeszcze Hectorowi znak pokoju.
Do tej pory Gene nie miał większych problemów z poruszaniem się między śmiertelnikami. Jego sytuacja materialna robiła za idealny kamuflaż na ulicy. Ale on nie wybierał się na ulicę, a do hotelu; nawet jeśli nie należał on do tych luksusowych ą-ę lokali godnych Ventrue czy innych Toreadorów, to ludzie pewnie dziwnie by na niego patrzyli, gdyby się tam od tak pojawił. Czy raczej wyczuliby jego obecność mimo jego znajomości dyscypliny Niewidoczności. Dosłownie. Był bezdomnym, a bezdomni rzadko pachną różami. Udał się zatem swoimi ścieżkami do najbliższego schroniska, gdzie postanowił zrobić dwie rzeczy: wziąć szybki prysznic, by zmyć ze swego ciała swąd ulicy, a następnie pożywić się odrobinę śpiącymi "lokatorami". Nie sądził, by potrzebował używać tutaj swoich dyscyplin; ludzie tutaj byli niewątpliwie zbyt zmęczeni, by zwrócić uwagę na jeszcze jednego włóczęgę chcącego się odświeżyć.
- Dobra. Jeszcze tylko gdzieś wpadnę i zaraz się tym zajmę. Jak tylko załatwię sprawę, dam ci znać; zgadamy się, co, jak i gdzie - oznajmił i wreszcie podniósł się ze swojej pozycji. Poprawił kaptur na łysym, żylastym czerepie, maskę na oszpeconych ustach i w ciszy opuścił alejkę, pokazując jeszcze Hectorowi znak pokoju.
Do tej pory Gene nie miał większych problemów z poruszaniem się między śmiertelnikami. Jego sytuacja materialna robiła za idealny kamuflaż na ulicy. Ale on nie wybierał się na ulicę, a do hotelu; nawet jeśli nie należał on do tych luksusowych ą-ę lokali godnych Ventrue czy innych Toreadorów, to ludzie pewnie dziwnie by na niego patrzyli, gdyby się tam od tak pojawił. Czy raczej wyczuliby jego obecność mimo jego znajomości dyscypliny Niewidoczności. Dosłownie. Był bezdomnym, a bezdomni rzadko pachną różami. Udał się zatem swoimi ścieżkami do najbliższego schroniska, gdzie postanowił zrobić dwie rzeczy: wziąć szybki prysznic, by zmyć ze swego ciała swąd ulicy, a następnie pożywić się odrobinę śpiącymi "lokatorami". Nie sądził, by potrzebował używać tutaj swoich dyscyplin; ludzie tutaj byli niewątpliwie zbyt zmęczeni, by zwrócić uwagę na jeszcze jednego włóczęgę chcącego się odświeżyć.
Re: Między nami, szczurami
#14Bycie w posiadaniu dość szczegółowych informacji zdecydowanie zwiększało szansę na sukces. Nosferatu posiadał bowiem adres i nazwisko celu, który był w posiadaniu pożądanego przez admina Schrecknetu sprzętu komputerowego. Co więcej trzeba było? Jedynie cierpliwości, bo przejazd taksówką kosztował, a ograniczone fundusze neonaty nie pozwalały mu na luksus bycia wożonym po mieście.
Pożegnanie zostało przez Hectora odwzajemnione zwyczajnym uniesieniem otwartej dłoni, której kształt i ruch dało się zauważyć. Zniknął on w mroku jak tylko Diogenes spuścił z niego wzrok. Nikt nie zwrócił uwagi na prowadzoną przez dwójkę nieumarłych cichej konwersacji. Byli niewidzialni nawet dla innych bezdomnych.
Nieumarły porządnie obmył swoje pozbawione koloru i miejscami zdeformowane ciało, wyzbywając się nasilającego się odoru, którego obecność mogła, z biegiem czasu, stać się dla innych zauważalna. Stałe przebywanie na ulicy miało sporo minusów, a ten był jednym z nich.
Po skorzystaniu z prysznica, Gene postanowił posilić się na jednym ze śpiących włóczęgów. Znalazł dość atrakcyjne miejsce w kącie, gdzie wszystkie oczy zdawały się być dawno zamknięte i nachyił się nad jednym z mężczyzn. Gdy odsłonił jego szyję i był gotowy do zanurzenia kłów, zza jego pleców zabrzmiał młody głos jednego z tutejszych wolontariuszy, który zarywał nockę, sprzątając i dbając o przebywających w schronisku potrzebujących; ”Hej, wszystko w porządku? Stało się coś?”. Był to dobry moment, by znaleźć dobre usprawiedliwienie dla podejrzanego zachowania.
Pożegnanie zostało przez Hectora odwzajemnione zwyczajnym uniesieniem otwartej dłoni, której kształt i ruch dało się zauważyć. Zniknął on w mroku jak tylko Diogenes spuścił z niego wzrok. Nikt nie zwrócił uwagi na prowadzoną przez dwójkę nieumarłych cichej konwersacji. Byli niewidzialni nawet dla innych bezdomnych.
Nieumarły porządnie obmył swoje pozbawione koloru i miejscami zdeformowane ciało, wyzbywając się nasilającego się odoru, którego obecność mogła, z biegiem czasu, stać się dla innych zauważalna. Stałe przebywanie na ulicy miało sporo minusów, a ten był jednym z nich.
Po skorzystaniu z prysznica, Gene postanowił posilić się na jednym ze śpiących włóczęgów. Znalazł dość atrakcyjne miejsce w kącie, gdzie wszystkie oczy zdawały się być dawno zamknięte i nachyił się nad jednym z mężczyzn. Gdy odsłonił jego szyję i był gotowy do zanurzenia kłów, zza jego pleców zabrzmiał młody głos jednego z tutejszych wolontariuszy, który zarywał nockę, sprzątając i dbając o przebywających w schronisku potrzebujących; ”Hej, wszystko w porządku? Stało się coś?”. Był to dobry moment, by znaleźć dobre usprawiedliwienie dla podejrzanego zachowania.
Re: Między nami, szczurami
#15Żywy czy nieumarły, gorący prysznic zawsze był przyjemny. Gene nie miał jednak czasu na relaks. Odpocznie sobie po Ostatecznej Śmierci. Zmył z siebie smród ulicy, wytarł się i ubrał. Sam też niespecjalnie miał ochotę na podziwianie swojego zmutowanego przez Spokrewnienie ciała. Nie było na co patrzeć.
Znalazł sobie dobrego żywiciela. Skrył się przez chwilę, odczekał, a kiedy miał pewność, że może się posilić, zbliżył się do jednego ze śpiących bezdomnych. Już-już miał zatopić w jego szyi swoje kły, kiedy nagle dotarł do niego czyjś głos, zaraz za jego plecami. Prędko naciągnął z powrotem maskę na twarz. W pierwszej chwili pomyślał, że może dałby radę się wyłgać - skłamać, że to jego chory znajomy i że nie chce, by ten nagle udusił się przez sen - lecz szybko zdał sobie sprawę z jednej ważnej rzeczy: krew ludzi bardziej ułożonych smakowała lepiej niż krew bezdomnych. Postanowił zatem prędko odwrócić się i pochwycić wolontariusza, by następnie zatopić kły w jego szyi. Wampirzy pocałunek powinien go dostatecznie otumanić, podobnie jak utrata krwi. Nie chciał go osuszyć, ale na pewno osłabić, może nawet pozbawić w ten sposób przytomności.
Znalazł sobie dobrego żywiciela. Skrył się przez chwilę, odczekał, a kiedy miał pewność, że może się posilić, zbliżył się do jednego ze śpiących bezdomnych. Już-już miał zatopić w jego szyi swoje kły, kiedy nagle dotarł do niego czyjś głos, zaraz za jego plecami. Prędko naciągnął z powrotem maskę na twarz. W pierwszej chwili pomyślał, że może dałby radę się wyłgać - skłamać, że to jego chory znajomy i że nie chce, by ten nagle udusił się przez sen - lecz szybko zdał sobie sprawę z jednej ważnej rzeczy: krew ludzi bardziej ułożonych smakowała lepiej niż krew bezdomnych. Postanowił zatem prędko odwrócić się i pochwycić wolontariusza, by następnie zatopić kły w jego szyi. Wampirzy pocałunek powinien go dostatecznie otumanić, podobnie jak utrata krwi. Nie chciał go osuszyć, ale na pewno osłabić, może nawet pozbawić w ten sposób przytomności.
Re: Między nami, szczurami
#16Zaistniała sytuacja wymusiła na Maddoxie szybkie działanie. Pierwszy instynkt został zepchnięty na dalszy plan. Po co marnować czas na łgarstwa, a potem na szukanie pożywienia gdzie indziej, skoro można zaryzykować i skosztować młodej, świeżej krwi, która była niczym wino w porównaniu ze starymi łazęgami.
Wampira i śmiertelnego wolontariusza nie dzieliła duża odległość, bo może z trzy-cztery metry. Był to młody chłopak, który pewnie uczęszczał na jakieś studia dzienne. Wątpliwe, by stawiał dużo oporu. Nosferatu po szybkiej analizie sytuacji na prędce się odwrócił, dopadł chłopaka i zanim ten zdążył wydać z siebie dźwięk, stał się posiłkiem paskudnego nieumarłego, który trzymał go w swoim żelaznym uścisku i wydobywał z niego vitae (+3PK).
Wszyscy śpiący dookoła pozostali w błogiej nieświadomości, a sama ofiara w błogości odpłynęła wraz ze stopniową utratą krwi, która pozbawiła go tymczasowo przytomności. Nieopodal, obok jednego z łóżek, znajdowało się krzesło, na którym można było, potencjalnie, posadzić osłabionego chłopaka. O tak, młoda krew! Wybornie. To było znacznie przyjemniejsze, aniżeli to, co pozyskałby z biedaka, nad którym się wcześniej pochylał. Jedyna realna przyjemność, jaka Maddoxowi została w tej marnej egzystencji.
Wampira i śmiertelnego wolontariusza nie dzieliła duża odległość, bo może z trzy-cztery metry. Był to młody chłopak, który pewnie uczęszczał na jakieś studia dzienne. Wątpliwe, by stawiał dużo oporu. Nosferatu po szybkiej analizie sytuacji na prędce się odwrócił, dopadł chłopaka i zanim ten zdążył wydać z siebie dźwięk, stał się posiłkiem paskudnego nieumarłego, który trzymał go w swoim żelaznym uścisku i wydobywał z niego vitae (+3PK).
Wszyscy śpiący dookoła pozostali w błogiej nieświadomości, a sama ofiara w błogości odpłynęła wraz ze stopniową utratą krwi, która pozbawiła go tymczasowo przytomności. Nieopodal, obok jednego z łóżek, znajdowało się krzesło, na którym można było, potencjalnie, posadzić osłabionego chłopaka. O tak, młoda krew! Wybornie. To było znacznie przyjemniejsze, aniżeli to, co pozyskałby z biedaka, nad którym się wcześniej pochylał. Jedyna realna przyjemność, jaka Maddoxowi została w tej marnej egzystencji.
Re: Między nami, szczurami
#17Och tak. Taaak... Tak, tego właśnie potrzebował. Nie byle jakiej krwi bezdomnego (chociaż ratowała ona przed wygłodzeniem w ekstremalnych sytuacjach), lecz konkretnej, zdrowej krwi zdrowego, młodego człowieka. Aż poczuł ten przyjemny dreszcz przebiegający mu po ciele, od czubków kłów po koniuszki palców.
Złapał pewniej otępiałego wolontariusza i posadził go na wolnym krześle. Nie zapomniał przy okazji pozbyć się rany z jego szyi. Jeśli ktoś go odnajdzie w takim stanie, uzna po prostu, że zasłabł po nocce; w końcu nie każdy miał tyle siły, by wytrzymać całą zmianę na nogach. Postarał się nawet i nalał mu wody do szklanki, by się nawodnił, jak już dojdzie do siebie. Z kolei sam, uzupełniwszy płyny na swój sposób, wybrał się wreszcie na miasto.
Gene szedł z opuszczoną głową, by nie zwracać na siebie specjalnej uwagi. Już tak nie śmierdząc, sprawiał pewnie wrażenie jakiegoś turysty-backpackera, któremu się ostatnimi czasy nie wiedzie. Zobaczył raz jeszcze wiadomość od Hectora. 1006 Spring Street. Dobra. Pora na spacerek...
Złapał pewniej otępiałego wolontariusza i posadził go na wolnym krześle. Nie zapomniał przy okazji pozbyć się rany z jego szyi. Jeśli ktoś go odnajdzie w takim stanie, uzna po prostu, że zasłabł po nocce; w końcu nie każdy miał tyle siły, by wytrzymać całą zmianę na nogach. Postarał się nawet i nalał mu wody do szklanki, by się nawodnił, jak już dojdzie do siebie. Z kolei sam, uzupełniwszy płyny na swój sposób, wybrał się wreszcie na miasto.
Gene szedł z opuszczoną głową, by nie zwracać na siebie specjalnej uwagi. Już tak nie śmierdząc, sprawiał pewnie wrażenie jakiegoś turysty-backpackera, któremu się ostatnimi czasy nie wiedzie. Zobaczył raz jeszcze wiadomość od Hectora. 1006 Spring Street. Dobra. Pora na spacerek...
Re: Między nami, szczurami
#18Rzadko zdarza się okazja do skosztowania tak dobrej krwi. Większość młodych, o względnie dobrym statusie, prowadzi aktywne życie, czy to zawodowe, czy klubowe, i ich drogi po prostu nie ścierają się z Maddoxem, kryjącym się w cieniu miasta, z dala od oczu i zatłoczonych, czy mocno oświetlonych miejsc.
Obecny cel jego podróży również nie należał do nazbyt rozrywkowych. The Inn at Virginia Mason nie należał do największych hoteli, co Gene mógł zobaczyć, gdy dotarł na miejsce. Nie musiał się spieszyć, więc po prostu przespacerował się pod wyznaczony przez Hectora budynek. Chwilę to oczywiście zajęło, ale trzymając się ciemnych uliczek, spokojny krok doprowadził go pod siedmiopiętrowy budynek którego ściany, pomijając parter, zdobiły w większości czerwone cegły.
Jako, iż lokacja znajdowała się obok jednej z głównych ulic, ruch nie był tu szczególnie mały, ale też nie było tutaj maksymalnego natężenia. Było jednak dość przechodniów, dla których Maddox był oczywiście prawie że niewidzialny, zupełnie jak znaczna większość bezdomnych, których egzystencja nie obchodziła ludzi średniej i wyższej klasy.
Do wnętrza hotelu prowadziły dwudrzwiowe, częściowo oszklone, białe drzwi. Recepcja znajdowała się na końcu holu, wzdłuż którego, na podłożu pokrytym jasnymi panelami, a w głębi już ciemną wykładziną, rozstawione były krzesła i stoły. Przy recepcji. za komputerem, siedział mężczyzna bliski trzydziestki, brunet dość krótko ścięty, nie należący do szczupłych ani nazbyt otyłych, czytający sobie gazetę. Był to chyba jakiś magazyn motoryzacyjny, co dało się wywnioskować po okładce. Był całkowicie oddany swojej lekturze.
Obecny cel jego podróży również nie należał do nazbyt rozrywkowych. The Inn at Virginia Mason nie należał do największych hoteli, co Gene mógł zobaczyć, gdy dotarł na miejsce. Nie musiał się spieszyć, więc po prostu przespacerował się pod wyznaczony przez Hectora budynek. Chwilę to oczywiście zajęło, ale trzymając się ciemnych uliczek, spokojny krok doprowadził go pod siedmiopiętrowy budynek którego ściany, pomijając parter, zdobiły w większości czerwone cegły.
Jako, iż lokacja znajdowała się obok jednej z głównych ulic, ruch nie był tu szczególnie mały, ale też nie było tutaj maksymalnego natężenia. Było jednak dość przechodniów, dla których Maddox był oczywiście prawie że niewidzialny, zupełnie jak znaczna większość bezdomnych, których egzystencja nie obchodziła ludzi średniej i wyższej klasy.
Do wnętrza hotelu prowadziły dwudrzwiowe, częściowo oszklone, białe drzwi. Recepcja znajdowała się na końcu holu, wzdłuż którego, na podłożu pokrytym jasnymi panelami, a w głębi już ciemną wykładziną, rozstawione były krzesła i stoły. Przy recepcji. za komputerem, siedział mężczyzna bliski trzydziestki, brunet dość krótko ścięty, nie należący do szczupłych ani nazbyt otyłych, czytający sobie gazetę. Był to chyba jakiś magazyn motoryzacyjny, co dało się wywnioskować po okładce. Był całkowicie oddany swojej lekturze.
Re: Między nami, szczurami
#19Gene obejrzał sobie z poziomu ulicy fasadę hotelu. E, nic nadzwyczajnego. Tak samo wnętrze, które widział przez oszklone drzwi, nie wydawało się specjalnie luksusowe. Siedem pięter przeciętniactwa... Ceny za noc musieli mieć naprawdę atrakcyjne.
Nawet jeśli zadanie wydawało się proste, należało podejść do tego ostrożnie. Ostatnie, czego chciałby każdy szanujący się Nosferatu, to zjebać poprzez danie się złapać. Skupił się i wymusił ruch na swojej krwi, tym samym aktywując Niewidzialną Obecność oraz Ciszę Śmierci na odległość wyciągniętego ramienia - to byłoby gdzieś z półtora metra? Nie zamierzał ryzykować dla samej idei ryzyka. Chciał w końcu buchnąć typowi laptopa, a nie wywoływać panikę.
Tak przygotowany, Diogenes ostrożnie wkroczył do recepcji i trzymając się możliwie tak blisko ściany, jak to możliwe, przeszedł ostrożnie w kierunku zajętego magazynem recepcjonisty. Potrzebował stąd dwóch rzeczy: informacji, w którym pokoju zatrzymał się Ross oraz klucza tamże. Na komputerze powinna być jakaś rozpiska, ale czy da radę ją podejrzeć bez zwracania na siebie uwagi - oto było pytanie.
Nawet jeśli zadanie wydawało się proste, należało podejść do tego ostrożnie. Ostatnie, czego chciałby każdy szanujący się Nosferatu, to zjebać poprzez danie się złapać. Skupił się i wymusił ruch na swojej krwi, tym samym aktywując Niewidzialną Obecność oraz Ciszę Śmierci na odległość wyciągniętego ramienia - to byłoby gdzieś z półtora metra? Nie zamierzał ryzykować dla samej idei ryzyka. Chciał w końcu buchnąć typowi laptopa, a nie wywoływać panikę.
Tak przygotowany, Diogenes ostrożnie wkroczył do recepcji i trzymając się możliwie tak blisko ściany, jak to możliwe, przeszedł ostrożnie w kierunku zajętego magazynem recepcjonisty. Potrzebował stąd dwóch rzeczy: informacji, w którym pokoju zatrzymał się Ross oraz klucza tamże. Na komputerze powinna być jakaś rozpiska, ale czy da radę ją podejrzeć bez zwracania na siebie uwagi - oto było pytanie.
Re: Między nami, szczurami
#20Wnętrze było dobrze oświetlone, ale puste. Poza recepcjonistą nie było tam w tej chwili nikogo innego. Korzystając z nieuwagi mężczyzny, Nosferatu pomyślnie aktywował Dyscyplinę nim pokonał odległość holu. Powolnym krokiem zaczął zbliżać się do recepcji. Otaczający Diogeneza obszar ciszy sprawił, że nie musiał się martwić o potencjalne skrzypienie paneli, bo nie zostałyby przez mężczyzne usłyszane.
Minęła chwila i wampir znalazł się przy recepcji, stojąc niewidzialny za plecami zaczytanego śmiertelnika. Spoglądając przez jego ramię, czy nawet z boku, dało się zobaczyć treść magazynu. ”Popularne auta XXI wieku i gdzie je kupić”. Tak brzmiał tytuł artykułu, które akurat czytał. Nie to jednak było ważne dla Nosferatu, a to, co widniało na ekranie jego komputera. Gdy się do niego zbliżył, zobaczył otwartą nie bazę lokatorów, a przeglądarkę internetową Internet Eksplorer, a konkretniej stronę craigslist.com, na której szukał używanych aut na sprzedaż.
Nie było sposobu, by skorzystać z komputera bez zwrócenia uwagi recepcjonisty, gdyż ekran był w zasięgu jego wzroku, mimo iż siedział lekko obrócony w prawą stronę, w taki sposób, że Ukryty stał dokładnie za jego plecami. Maddox musiał albo poczekać, aż ten wstanie i pójdzie, przykładowo, do toalety, albo w jakiś sposób odwróci jego uwagę, by przynajmniej na minutę, lub dwie, wstał z krzesła i odszedł z dala od komputera, co pozwoliłoby na szybkie otwarcie aplikacji z bazą danych i sprawdzenie w którym pokoju przebywa Quinn Ross.
Minęła chwila i wampir znalazł się przy recepcji, stojąc niewidzialny za plecami zaczytanego śmiertelnika. Spoglądając przez jego ramię, czy nawet z boku, dało się zobaczyć treść magazynu. ”Popularne auta XXI wieku i gdzie je kupić”. Tak brzmiał tytuł artykułu, które akurat czytał. Nie to jednak było ważne dla Nosferatu, a to, co widniało na ekranie jego komputera. Gdy się do niego zbliżył, zobaczył otwartą nie bazę lokatorów, a przeglądarkę internetową Internet Eksplorer, a konkretniej stronę craigslist.com, na której szukał używanych aut na sprzedaż.
Nie było sposobu, by skorzystać z komputera bez zwrócenia uwagi recepcjonisty, gdyż ekran był w zasięgu jego wzroku, mimo iż siedział lekko obrócony w prawą stronę, w taki sposób, że Ukryty stał dokładnie za jego plecami. Maddox musiał albo poczekać, aż ten wstanie i pójdzie, przykładowo, do toalety, albo w jakiś sposób odwróci jego uwagę, by przynajmniej na minutę, lub dwie, wstał z krzesła i odszedł z dala od komputera, co pozwoliłoby na szybkie otwarcie aplikacji z bazą danych i sprawdzenie w którym pokoju przebywa Quinn Ross.
Re: Między nami, szczurami
#21Gene stanął sobie z tyłu, zaraz za recepcjonistą. Był tak zafascynowany autami, że nie dość, że czytał o nich, to w międzyczasie przeglądał oferty na Craigsliście. Osobiście Maddox nie miał jakiegoś wielkiego gustu w kwestii samochodów - byleby jeździły. Aczkolwiek muscle cary mu się podobały. Tylko drogie jak cholera.
Teraz tylko odwrócić jego uwagę na tyle, by przyjrzeć się liście gości i zwinąć klucz. Nie wiedział, jak długo zajmie mu ruszenie się z własnej woli - mógł być świeżo po wizycie w łazience, on sam nie miał pojęcia. Dlatego też byłaby tu potrzebna mała "zachęta" do poderwania tyłka na minutę czy dwie. Zerknął na biurko, na którym stał komputer - koniecznie z daleka od wzroku recepcjonisty - w poszukiwaniu jakiejś drobnej, a dostatecznie ciężkiej rzeczy, na przykład kubka po kawie, zszywacza czy innego przedmiotu mieszczącego się w ręce. Gdyby coś takiego znalazł, mógłby podnieść je ostrożnie i cisnąć nim przez lobby. Hałas z pewnością wymusiłby na śmiertelniku sprawdzenie, co się stało, a on wówczas miałby chwilę na zajęcie się swoimi sprawami na komputerze. Tak, to brzmiało jak dobry plan: zwinie coś małego, a ciężkiego z biurka, rzuci nim kawałek dalej i gdy recepcjonista poderwie się z miejsca, Gene zobaczy sobie bazę danych, a gdy skończy, prędko wróci na stronę internetową, a sam zwinie klucz i ruszy na miejsce.
Teraz tylko odwrócić jego uwagę na tyle, by przyjrzeć się liście gości i zwinąć klucz. Nie wiedział, jak długo zajmie mu ruszenie się z własnej woli - mógł być świeżo po wizycie w łazience, on sam nie miał pojęcia. Dlatego też byłaby tu potrzebna mała "zachęta" do poderwania tyłka na minutę czy dwie. Zerknął na biurko, na którym stał komputer - koniecznie z daleka od wzroku recepcjonisty - w poszukiwaniu jakiejś drobnej, a dostatecznie ciężkiej rzeczy, na przykład kubka po kawie, zszywacza czy innego przedmiotu mieszczącego się w ręce. Gdyby coś takiego znalazł, mógłby podnieść je ostrożnie i cisnąć nim przez lobby. Hałas z pewnością wymusiłby na śmiertelniku sprawdzenie, co się stało, a on wówczas miałby chwilę na zajęcie się swoimi sprawami na komputerze. Tak, to brzmiało jak dobry plan: zwinie coś małego, a ciężkiego z biurka, rzuci nim kawałek dalej i gdy recepcjonista poderwie się z miejsca, Gene zobaczy sobie bazę danych, a gdy skończy, prędko wróci na stronę internetową, a sam zwinie klucz i ruszy na miejsce.
Re: Między nami, szczurami
#22Czekanie aż gość sam się ruszy nie miało oczywiście sensu. Gene mógł tam równie dobrze czekać godzinę, dwie albo więcej. Noc była długa, a facet miał co robić. Gazeta i internet skutecznie zajmowały jego uwagę. Pewnie przekąskę też miał niedaleko.
Spokrewniony rozejrzał się po lewej stronie biurka. Było tam kilka stosunkowo niedużych przedmiotów. Pierwszy z brzegu był opróżniony kubek, na którego dnie zostały jedynie fusy z kawy. Był odpowiednio duży, by zwrócić uwagę, więc Maddox po cichu złapał go w dłoń i rzucił kilka metrów za recepcję. Kubek odbił się od wykładziny, powodując delikatny stukot, który zwrócił uwagę recepcjonisty.
Facet momentalnie podniósł głowę i spojrzał w stronę leżącego na podłodze przedmiotu. Zdziwienie malowało się na jego twarzy. Zmarszczył brwi i podejrzliwie, niepewnie obejrzał się dookoła.
Halo? Jest tu kto? — Rzucił w powietrze, rozglądając się po biurku i nawet przez krótką chwilę patrząc prosto w stronę spowitego niewidzialnością wampira, wcale go nie dostrzegając.
Odłożył gazetę i powoli podniósł się z biurowego krzesła na kółkach, które lekko zaskrzypiało w tym momencie. Jeszcze przez chwilę stał w miejscu, rozglądając się podejrzliwie, nim ruszył powolnym krokiem w stronę kubka.
Dało to Diogenezowi dość czasu, by szybko przełączyć kartę i otworzyć bazę lokatorów. Klikanie po klawiaturze, czy użycie myszki komputerowej pozostawały niesłyszalne w trakcie działania dyscypliny, to też mógł śmiało przeglądać.
...Klik-Klik-Klik... Kilka sekund i udało się znaleźć poszukiwanego jegomościa. Quinn Ross. Pokój 503. Pomieszkiwał sobie bezpiecznie na piątym piętrze. Teraz jeszcze tylko klucz. Za biurkiem recepcji znajdowała się przeznaczona szafka wisząca na ścianie. Tylko na mniej niż połowie haczyków wisiały jeszcze klucze z numerkami, co oznaczało, że reszta była w rękach tymczasowych właścicieli. A ich kopie dla opiekunów i zarządców hotelu? Musiały znajdować się w mniej oczywistym miejscu. Na pewno nie było ich na wierzchu, nigdzie w zasięgu wzroku Nosferatu.
Co do licha... — Śmiertelnik mruknął do siebie, schylając się po kubek, podnosząc go i oglądając ze wszystkich stron, nim ponownie omiótł wzrokiem cały hol, od wejścia do recepcji. Był mocno zaniepokojony. Nie miał pojęcia co się dzieje i w jaki sposób kubek w magiczny sposób skoczył z biurka i wylądował kilka metrów dalej.
Spokrewniony rozejrzał się po lewej stronie biurka. Było tam kilka stosunkowo niedużych przedmiotów. Pierwszy z brzegu był opróżniony kubek, na którego dnie zostały jedynie fusy z kawy. Był odpowiednio duży, by zwrócić uwagę, więc Maddox po cichu złapał go w dłoń i rzucił kilka metrów za recepcję. Kubek odbił się od wykładziny, powodując delikatny stukot, który zwrócił uwagę recepcjonisty.
Facet momentalnie podniósł głowę i spojrzał w stronę leżącego na podłodze przedmiotu. Zdziwienie malowało się na jego twarzy. Zmarszczył brwi i podejrzliwie, niepewnie obejrzał się dookoła.

Odłożył gazetę i powoli podniósł się z biurowego krzesła na kółkach, które lekko zaskrzypiało w tym momencie. Jeszcze przez chwilę stał w miejscu, rozglądając się podejrzliwie, nim ruszył powolnym krokiem w stronę kubka.
Dało to Diogenezowi dość czasu, by szybko przełączyć kartę i otworzyć bazę lokatorów. Klikanie po klawiaturze, czy użycie myszki komputerowej pozostawały niesłyszalne w trakcie działania dyscypliny, to też mógł śmiało przeglądać.
...Klik-Klik-Klik... Kilka sekund i udało się znaleźć poszukiwanego jegomościa. Quinn Ross. Pokój 503. Pomieszkiwał sobie bezpiecznie na piątym piętrze. Teraz jeszcze tylko klucz. Za biurkiem recepcji znajdowała się przeznaczona szafka wisząca na ścianie. Tylko na mniej niż połowie haczyków wisiały jeszcze klucze z numerkami, co oznaczało, że reszta była w rękach tymczasowych właścicieli. A ich kopie dla opiekunów i zarządców hotelu? Musiały znajdować się w mniej oczywistym miejscu. Na pewno nie było ich na wierzchu, nigdzie w zasięgu wzroku Nosferatu.

Re: Między nami, szczurami
#23Kubek poleciał przez recepcję. Gość za biurkiem natychmiast za nim ruszył, pozwalając Gene'owi na rozejrzenie się po jego stanowisku. Teraz przyszła pora na zdobywanie informacji... Maddox podszedł do komputera, zminimalizował przeglądarkę i zajrzał do bazy danych. Szukał, szukał, aż znalazł. Pokój 503. Czyli zgadywał, że będzie się wybierał na piąte piętro. Teraz tylko znaleźć klucz i...
No właśnie, gdzie tu trzymali klucz? Na haczykach nie było żadnych zapasowych, to znaczy, że swoje trzymali gdzie indziej. Prawdopodobnie w jakimś swoim pomieszczeniu dla personelu, biurze albo kanciapie woźnego - woźni zawsze mają ze sobą całe pęki różnych kluczy. Zobaczył, czy nie ma tutaj jakichś kluczy podpisanych jako służbowe. Na wszelki wypadek też spojrzał, czy na haczykach nie wiszą może numery 502 albo 504. Gdyby któryś z nich był obecny, pożyczy go sobie w ramach planu B, który miał szczerą nadzieję, że okaże się zbyteczny.
Tak czy inaczej, musiał ruszyć głębiej w hotel. Jeśli znalazł klucze służbowe, to na poszukiwanie owego biura lub kanciapy, a jeśli zdobył klucze do sąsiedniego pokoju, to bezpośrednio w ich kierunku.
No właśnie, gdzie tu trzymali klucz? Na haczykach nie było żadnych zapasowych, to znaczy, że swoje trzymali gdzie indziej. Prawdopodobnie w jakimś swoim pomieszczeniu dla personelu, biurze albo kanciapie woźnego - woźni zawsze mają ze sobą całe pęki różnych kluczy. Zobaczył, czy nie ma tutaj jakichś kluczy podpisanych jako służbowe. Na wszelki wypadek też spojrzał, czy na haczykach nie wiszą może numery 502 albo 504. Gdyby któryś z nich był obecny, pożyczy go sobie w ramach planu B, który miał szczerą nadzieję, że okaże się zbyteczny.
Tak czy inaczej, musiał ruszyć głębiej w hotel. Jeśli znalazł klucze służbowe, to na poszukiwanie owego biura lub kanciapy, a jeśli zdobył klucze do sąsiedniego pokoju, to bezpośrednio w ich kierunku.
Re: Między nami, szczurami
#24Wszystko szło jak po maśle. No, prawie, bo brak klucza wymuszał na Maddoxie kombinowanie w jaki sposób dostać się do pokoju Rossa bez robienia hałasu.
Przyglądając się wiszącym kluczom mógł być trochę rozczarowany brakiem obecności numerków 502 i 504. Najbliższy wolny pokój na tym piętrze był pod numerem 506, co nieszczególnie urządzało Maddoxa. Ah, gdyby tylko były tam jakieś balkony, to dyndająca nieco wyżej alternatywa miałaby jakiś sens, albowiem apartament znajdujący się nad głową Rossa był akurat wolny.
Nie udało mu się znaleźć kluczy służbowych, które jeśli były w pobliżu, to najpewniej w wyposażeniu mężczyzny, wracającego powolnym krokiem do recepcji. Nim się dobrze rozsiadł i odstawił kubek na swoje miejsce, Diogenez się wycofał i ruszył wgłąb głównego korzytarza, szukając jakiegoś pomieszczenia służbowego. Pierwsze drzwi, pozbawione plakietki z oznaczeniem, które ustąpiły, gdy wampir pchnął je do środka, ujawniły składzik. Były tu miotły, środki czystości, ścierki, taśmy, śrubokręty i co nie tylko. Kawałek dalej udało mu się rzeczywiście znaleźć pomieszczenie należące do zarządcy hotelu, co sugerowała tabliczka z napisem “Kierownictwo”. Ku nieszczęściu Maddoxa, drzwi te były zamknięte na klucz.
Przyglądając się wiszącym kluczom mógł być trochę rozczarowany brakiem obecności numerków 502 i 504. Najbliższy wolny pokój na tym piętrze był pod numerem 506, co nieszczególnie urządzało Maddoxa. Ah, gdyby tylko były tam jakieś balkony, to dyndająca nieco wyżej alternatywa miałaby jakiś sens, albowiem apartament znajdujący się nad głową Rossa był akurat wolny.
Nie udało mu się znaleźć kluczy służbowych, które jeśli były w pobliżu, to najpewniej w wyposażeniu mężczyzny, wracającego powolnym krokiem do recepcji. Nim się dobrze rozsiadł i odstawił kubek na swoje miejsce, Diogenez się wycofał i ruszył wgłąb głównego korzytarza, szukając jakiegoś pomieszczenia służbowego. Pierwsze drzwi, pozbawione plakietki z oznaczeniem, które ustąpiły, gdy wampir pchnął je do środka, ujawniły składzik. Były tu miotły, środki czystości, ścierki, taśmy, śrubokręty i co nie tylko. Kawałek dalej udało mu się rzeczywiście znaleźć pomieszczenie należące do zarządcy hotelu, co sugerowała tabliczka z napisem “Kierownictwo”. Ku nieszczęściu Maddoxa, drzwi te były zamknięte na klucz.
Re: Między nami, szczurami
#25Szlag. Nie było tu żadnych kluczy, które by go interesowały. A w kanciapie tym bardziej nic, tylko narzędzia i chemia gospodarcza. To mu nie pomoże, chyba że będzie chciał bawić się w robienie gazu musztardowego. Ale na razie żaden z jego planów tego nie przewidywał.
Wyglądało na to, że będzie musiał przyjrzeć się samemu recepcjoniście, jeśli chciał znaleźć służbowe klucze. Nie widziało mu się przeskakiwanie między balkonami, tak więc nie widział innej opcji poza przetrzepaniem facetowi kieszeni.
Nie chcem, ale muszem.
Kiedy recepcjonista powrócił na swoje miejsce, Maddox zakradł się z powrotem do swojego miejsca za jego krzesłem. Uznał, że najlepszym sposobem tutaj będzie obezwładnienie go poprzez pożywienie się nim; połączy przyjemne z pożytecznym. Złapał więc mężczyznę i zatopił zęby w jego szyi. Upije z niego tyle, by go osłabić, a następnie przejrzy zawartość jego kieszeni i przy okazji oczyści po sobie ranę.
Wyglądało na to, że będzie musiał przyjrzeć się samemu recepcjoniście, jeśli chciał znaleźć służbowe klucze. Nie widziało mu się przeskakiwanie między balkonami, tak więc nie widział innej opcji poza przetrzepaniem facetowi kieszeni.
Nie chcem, ale muszem.
Kiedy recepcjonista powrócił na swoje miejsce, Maddox zakradł się z powrotem do swojego miejsca za jego krzesłem. Uznał, że najlepszym sposobem tutaj będzie obezwładnienie go poprzez pożywienie się nim; połączy przyjemne z pożytecznym. Złapał więc mężczyznę i zatopił zęby w jego szyi. Upije z niego tyle, by go osłabić, a następnie przejrzy zawartość jego kieszeni i przy okazji oczyści po sobie ranę.
Re: Między nami, szczurami
#26W obecnej sytuacji, pole manewru Ukrytego były cokolwiek ograniczone. Nie miał zamiaru wspinać się po ścianach i przemieszczać się między oknami obok ruchliwej ulicy, ani wyważać drzwi, by dostać się do środka i zabrać komputer. Postanowił więc podręczyć mężczyznę w recepcji jeszcze chwilę, by ułatwić sobie pracę i dobrać się do jego kluczy, które były mu potrzebne celem cichego działania.
Po przeanalizowaniu sytuacji zbliżył się ponownie do mężczyzny, który wrócił do czytania swojego magazynu o samochodach. Hol wciąż był pusty i panowała tu cisza, to też Maddox zatopił swoje kły w niczego nieświadomym osobniku i wziął może jeden dobry łyk (+1PK), nim zdał sobie sprawę, że jego niewidzialna aura się rozproszyła, i wystarczyło, by ktoś akurat wszedł do lobby, by cały plan poszedł się chrzanić.
W tej chwili Nosferatu musiał szybko myśleć. Każda kolejna sekunda, gdy był widzialny, wiązała się z realnym zagrożeniem dla Maskarady.
Po przeanalizowaniu sytuacji zbliżył się ponownie do mężczyzny, który wrócił do czytania swojego magazynu o samochodach. Hol wciąż był pusty i panowała tu cisza, to też Maddox zatopił swoje kły w niczego nieświadomym osobniku i wziął może jeden dobry łyk (+1PK), nim zdał sobie sprawę, że jego niewidzialna aura się rozproszyła, i wystarczyło, by ktoś akurat wszedł do lobby, by cały plan poszedł się chrzanić.
W tej chwili Nosferatu musiał szybko myśleć. Każda kolejna sekunda, gdy był widzialny, wiązała się z realnym zagrożeniem dla Maskarady.
Re: Między nami, szczurami
#27Ktoś go dostrzegł! Szlag. Szlag, szlag, szlag! Zmiana planów: najpierw zajmie się potencjalnym złamaniem maskarady, a potem dobierze się do komputera!
Nie namyślając się długo, Maddox złapał wcześniej rzucony kubek i cisnął nim prosto w głowę wchodzącego do hotelu śmiertelnika z zamiarem ogłuszenia go (nie zabicia!) lub przynajmniej obezwładnienia i zdezorientowania na tyle, by prędko znów odpalić i Ciszę Śmierci na tym samym dystansie, co poprzednio, i Niewidzialną Obecność. Może się okaże, że potencjalny świadek pomyśli, że to recepcjonista go zaatakował i w ten sposób zajmie ich obu, a sam weźmie klucz do pokoju zaraz nad 503 i ruszy w głąb hotelu. Pieprzyć to, skoro już teraz plan A zaczął się sypać, to zabierze się za plan B!
Gdyby jednak okazało się, że zdołał ogłuszyć typa natychmiast, obezwładnił jeszcze recepcjonistę poprzez przyduszenie (co się będzie dalej cackał z pożywianiem się, już mu zresztą przeszedł apetyt) i dopiero wówczas przeszukał mu kieszenie.
Nie namyślając się długo, Maddox złapał wcześniej rzucony kubek i cisnął nim prosto w głowę wchodzącego do hotelu śmiertelnika z zamiarem ogłuszenia go (nie zabicia!) lub przynajmniej obezwładnienia i zdezorientowania na tyle, by prędko znów odpalić i Ciszę Śmierci na tym samym dystansie, co poprzednio, i Niewidzialną Obecność. Może się okaże, że potencjalny świadek pomyśli, że to recepcjonista go zaatakował i w ten sposób zajmie ich obu, a sam weźmie klucz do pokoju zaraz nad 503 i ruszy w głąb hotelu. Pieprzyć to, skoro już teraz plan A zaczął się sypać, to zabierze się za plan B!
Gdyby jednak okazało się, że zdołał ogłuszyć typa natychmiast, obezwładnił jeszcze recepcjonistę poprzez przyduszenie (co się będzie dalej cackał z pożywianiem się, już mu zresztą przeszedł apetyt) i dopiero wówczas przeszukał mu kieszenie.
Re: Między nami, szczurami
#28Nastąpiła lekka panika. Gene był gotowy na to, że lada moment ktoś wejdzie do środka. Czekał tak chwilę z kubkiem w ręce, który miał zamiar wykorzystać jako broń dystansową. Czekał… jednak nie doczekał się pojawienia w wejściu żadnego człowieka. No dobrze, dyscyplina została na powrót aktywowana, a wampir powrócił do swojego zadania. Wsadził paluchy najpierw do jednej kieszeni, gdzie znalazł portfel, a potem do drugiej, gdzie znalazł pęczek pięciu kluczy. Jeden z nich musiał otwierać pomieszczenie kierownictwa.
Gdy wreszcie, już z kluczem, dotarł do drzwi pomieszczenia kierownictwa, mógł je wreszcie otworzyć i wejść do środka. Biuro menadżera nie było nadzwyczaj duże, ani bogate, bo i sam budynek do największych nie należał, a hotel był raczej średniej klasy. Po zapaleniu światła, oczom wampira ukazały szafki na dokumenty, biurko z komputerem, lampą i stertą papierów, dyplomy na ścianie, trochę ozdób na wiszących półkach i metalowa szafka na klucze obok samego biurka. Nie zwlekając, Diogenez dopadł do metalowej, wiszącej szafki. Tam znalazł kopie kluczy do wszystkich lokali w budynku, w tym również ten do pokoju 503.
Gdy wreszcie, już z kluczem, dotarł do drzwi pomieszczenia kierownictwa, mógł je wreszcie otworzyć i wejść do środka. Biuro menadżera nie było nadzwyczaj duże, ani bogate, bo i sam budynek do największych nie należał, a hotel był raczej średniej klasy. Po zapaleniu światła, oczom wampira ukazały szafki na dokumenty, biurko z komputerem, lampą i stertą papierów, dyplomy na ścianie, trochę ozdób na wiszących półkach i metalowa szafka na klucze obok samego biurka. Nie zwlekając, Diogenez dopadł do metalowej, wiszącej szafki. Tam znalazł kopie kluczy do wszystkich lokali w budynku, w tym również ten do pokoju 503.
Re: Między nami, szczurami
#29...Dobra, jednak fałszywy alarm. Cholera jasna, nie powinien tak panikować, nie jak jest w pracy! No cóż... ale przynajmniej znalazł to, czego szukał: klucze służbowe. Portfela nawet nie ruszył, nie chciał zostawiać po sobie jeszcze więcej śladów. Zlizał ranę z szyi recepcjonisty i ruszył otworzyć sobie biuro.
Pomieszczenie prezentowało się Maddoxowi tak samo jak reszta hotelu: skromnie. Tyle tu było ciekawych rzeczy do przejrzenia, lecz jemu zależało przede wszystkim na kolejnych kluczach. I oto znalazł: numer 503! Jednak warto było się trochę pomęczyć. Pochwycił klucz, wyszedł z biura, zamknął za sobą drzwi i odłożył klucze recepcjonisty na biurko obok komputera. Gdy się obudzi, powinien pomyśleć, że po prostu je tu odłożył, bo w kieszeni były niewygodne. Sam Gene znał to uczucie aż za dobrze. Teraz nie pozostało mu nic, jak zajrzeć do pokoju 503...
Pomieszczenie prezentowało się Maddoxowi tak samo jak reszta hotelu: skromnie. Tyle tu było ciekawych rzeczy do przejrzenia, lecz jemu zależało przede wszystkim na kolejnych kluczach. I oto znalazł: numer 503! Jednak warto było się trochę pomęczyć. Pochwycił klucz, wyszedł z biura, zamknął za sobą drzwi i odłożył klucze recepcjonisty na biurko obok komputera. Gdy się obudzi, powinien pomyśleć, że po prostu je tu odłożył, bo w kieszeni były niewygodne. Sam Gene znał to uczucie aż za dobrze. Teraz nie pozostało mu nic, jak zajrzeć do pokoju 503...
Re: Między nami, szczurami
#30Pozostawiony w krześle mężczyzna, oszołomiony i nieświadomy tego co się działo, nie stanowił żadnego problemu ani zagrożenia. Na szczęście Gene zdołał przejrzeć komputer i zdobyć klucz w ciągu raptem kilku minut. Kolejna minuta, może dwie, i pozyskany z kieszeni recepcjonisty klucz został mu zwróciony. Czas było się zmyć, zanim do lobby wejdzie któryś z rezydentów hotelu.
Maddox ruszył w górę schodów znajdujących się w lobby, wspinając się po nich powoli na piąte piętro, gdzie zastał pusty korytarz i przytłumiony dźwięk muzyki dobiegający z jednego z apartamentów. Zbliżając się powoli do pokoju Rossa, mógł usłyszeć szczekanie psa, dobiegające z końca korytarza. Czy to na obecność nieumarłego zareagował psiak? Trudno było powiedzieć. To prawda, że zwierzęta nie przepadały za wampirami, ale czy wyczułyby go nawet pod osłoną dyscypliny Niewidzialności?
Tak czy inaczej, Diogenes nie marnował czasu. Ostrożnie wsunął zdobyty klucz do zamka i powoli go przekręciłli. Drzwi ustąpiły. W środku panowała ciemność. Żaluzje na oknach w większości blokowały światło dobiegające z ulicy.
Nosferatu nie wiedział, czy w apartamencie jest jego właściciel, to też zapalanie światła było ryzykowne. Wytężając oczy w ciemności nie dojrzał nic nadzwyczajnego. Przed sobą dojrzeć mógł kształt kanapy oraz stolika. Na kanapie chyba coś leżało. Wyglądało to na… stos ubrań? Na stoliku kształt kwadratowego pudła przypominał karton od pizzy. Pod ścianą po przeciwnej stronie był najpewniej telewizor. Po jego prawej jakaś mała szafeczka, a dalej? Musiał podejść bliżej.