VampBook | vol. 1

Zakończono | Prolog, Marzec 2004 | East | First Hill


Rozgrywany jest: Prolog: Oblezenie
Trwa: Marzec 2004
Dołącz do walki z Sabbatem i pomóż w odbiciu utraconych przez Camarillę terenów Seattle. Zbadaj losy oblężonej przez Sabbat Fundacji Franka Weavera.
Znajdź i zbadaj źródło rozszerzającej się pandemii, odkryj jej możliwy wpływ na Spokrewnionych i pomóż w jej powstrzymaniu.
Zrób co w twojej mocy, by wesprzeć Camarillę w odzyskaniu stabilizacji i dominującej pozycji w mieście do końca roku, celem odwołania wizyty Justycariusza.
Jako Nosferatu rozbuduj na powrót sieć SchreckNetu i rozwiń sieć informacyjną do użytku klanu oraz Camarilli jako całości.
Wykorzystaj obecną destabilizację wewnątrz Camarilli na swoją korzyść, by zająć miejsce w hierarchii i poszerzyć przy tym swoje wpływy
Działaj w grupie. Znajdź sprzymierzeńców. Dołącz do, lub załóż, koterię.
Cokolwiek zrobisz, pamiętaj że w pojedynkę nie przetrwasz nadchodzących nocy.

VampBook | vol. 1

#1
Ciche buczenie wiatraka w komputerze co jakiś czas przerywane było pomrukami odczytów z dysku. Kondensatory włączonego monitora dodawały do tego tła ledwo dosłyszalne popiskiwanie. Światła licznych diodek nadawały sobie tylko znany sygnał zupełnie nie dbając o to, czy ktoś go widzi, czy nie. Zza okna dobiegał wygłuszony szum ulicy, nasilający się za każdym razem, gdy przejechał nią jakiś nocny kierowca. Otulony ciemnością, samotny i w nienaturalnym bezruchu, na starym zakurzonym łóżku leżał Spokrewniony lichej krwi. Cenił sobie te krótkie chwile pozornego spokoju. Chwile, gdy otoczony szeptami elektroniki mógł niczego nie robić i o niczym nie myśleć. Jakby sam był takim szeptem. Jakby go nie było. Myśli jednak nie dało się zatrzymać, dlatego w końcu przyszły do niego, a wraz z nimi świadomość, że nie może leżeć tak całą noc.

Przez ostatni rok David starał się zdobywać znajomości i gromadzić wpływy pośród bezklanowców. Właściwie to nie wpadłby nawet na ten pomysł, gdyby nie Caleb Mercer. To on pierwszy go odszukał i zaraził tą ideą. Ideą, że choć w pojedynkę często byli słabi pośród silniejszych drapieżników, to w grupie mogli osiągnąć wiele. I choć zapał Mercera był zaraźliwy, to wyczuć się w nim dało pewną ukrytą tajemnicę. W najlepszym wypadku palącą ambicję. W najgorszym gorączkę fiksacji. Tym razem David nie planował jednak snucia wielkich planów z Mercerem. Tą noc pragnął poświęcić na rozpoznanie gdzie jest i czym dysponuje w kwestii pariasów.

Łóżko zatrzeszczało lekko, gdy martwe ciało wstawało z niego poruszone wolą Spokrewnionego. David podszedł do komputera i siadając, wstukał hasło. Sięgnął też po telefon leżący nieopodal. Miał tu trochę notatek i kontaktów. Chciał przypomnieć sobie, kogo z lokalnych pariasów już poznał i ile o nich wie.

Re: VampBook | vol. 1

#2
Image
Otoczony szumiącą, brzęczącą elektroniką, będącą jedynym, co w samym mieszkaniu przecinało ciszę, młody nieumarły miał komfort korzystania z, niezmąconego przez żadną pijawkę, spokoju. Świat był wrogo nastawiony do takich jak on, to też mógł docenić to miejsce i ten czas dla siebie.
Oczywiście, chcąc przetrwać nie mógł pozwolić sobie na bezczynność i samotną egzystencję w tych czterech ścianach. Jego zaangażowanie było widoczne pośród wyrzutków, którzy rozumiejąc swoją paskudną sytuację, swoją niedolę, w której się znaleźli, potrafili docenić tych, którzy pomagali ogarnąć ten chaos i cały ten burdel jakoś uporządkować. Caleb widział w Davidzie wartościowego osobnika i chętnie z nim współpracował.
Choć Adams był rozpoznawany pośród bezklanowców, to bliższy kontakt utrzymywał z nielicznymi. Grupa nie była aż tak zorganizowana, by wszyscy znali się ze wszystkimi. Choć w grupie była siła, tak trzeba było brać pod uwagę zagrożenie, jakie niosło trzymanie się rączka w rączkę. Poza tym, organizacja wyrzutków była stosunkowo luźna, a biorąc pod uwagę jak wielu słabej krwi wampirów zaczęło pojawiać się jeszcze przed rozpoczęciem Gehenny, to trudno było wszystkich zebrać pod jeden klosz.
Do kontaktów Davida zaliczali się nieumarli tacy jak Zachary "Zack" Dorsey, będący podobnie obeznanym w świecie komputerów gościem z zamiłowaniem do gier. Blondyn już się przekonał, że online lepiej grać w jego drużynie. To za jego sprawą Adams w ogóle dowiedział się o istnieniu SchreckNetu, którego obecna wersja była niedostępna dla Spokrewnionych spoza klanu Nosferatu. Była też Tracie Perrine, artystyczna i empatyczna dusza, która starała się pomóc nowym, również Davidowi, zaaklimatyzować w grupie. Myles Warren to gość o analitycznym umyśle, który pomagał Mercerowi w planowaniu pozyskiwania środków dla grupy oraz ogarnięciu jakiegoś większego, wspólnego schronienia, zanim obecne stanie się niewystarczające. Tak naprawdę, przez liczebność wyrzutków, było tam już dość ciasno, z tego co się mówiło.
No ale, została jeszcze jedna osoba na liście. Nie można było też zapomnieć o inżynierze, który jakby się postarał, to mógłby zawstydzić MacGyvera. Był nim Eli Morrison. Potrafił też nieźle grać na gitarze.
To były wszystkie bezpośrednie kontakty, oprócz samego Caleba, do których miał w tej chwili dostęp David. Skromny, ale dobry początek. Miał do kogo się odezwać w razie czego.

Re: VampBook | vol. 1

#3
Teraz, kiedy miał już wszystko poukładane (ot, kilka linijek w pliku tekstowym), mógł spokojnie zastanowić się "co dalej?". Może warto by się z kimś spotkać? Dowiedzieć się, co piszczy w trawie bezklanowców? Jednak myśl o opuszczeniu Schronienia nie była łatwa. W głowie Davida z miejsca pojawiło się kilka innych pomysłów nie wymagających wychodzenia. Mógł przecież poczytać nowinki technologiczne. Albo dokończyć konfigurację tego softu na VM'ce, którą utworzył wczoraj? Albo nadrobić materiał ze studiów wieczorowych! Albo.. albo.

Kogo oszukiwał? Był pijawką, to musiał grać w drużynie z pijawkami. Tylko kogo wybrać? Z kim się spotkać? David spróbował sobie przypomnieć, czy istniał jakiś w miarę stały punkt spotkań Pariasów? Miejsce, gdzie istniała szansa, że się na kogoś natknie?

Re: VampBook | vol. 1

#4
Image
Wszystko co przyszło pariasowi do głowy, zapisał sobie w formie notatek na komputerze. Mając to poukładane, zarówno w głowie, jak i w formie pliku tekstowego, David mógł zająć się czymś produktywnym. Siedzenie w swoich czterech ścianach całą noc odpadało, w końcu był częścią jakiejś społeczności. Była to społeczność wyrzutków, zbiór niechcianych jednostek, kasta wampirów która będąc częścią Camarilli, czy tego chcieli czy nie, nawet jeśli w pełni nie rozumieli czym jest, byli zdani całkowicie na siebie.
Ale nie było tak zawsze. Nie w Seattle. Lata temu Książę Doe wyciągała rękę w stronę bezklanowców, oferując im pomoc i traktując lepiej, aniżeli gorszy sort, co przeważnie miało miejsce. Zmieniło się to, gdy rozpoczęła się Gehenna i wojna z Sabbatem zalewającym miasto. Książę zajęta walką o przetrwanie, jednocześnie starając się utrzymać jakąś kontrolę nad rosnącym chaosem, nie mogła dłużej dbać o Pariasów i trzymać ich za rękę. Znów zostali sami.
Zgraja cienkokrwistych wampirów zaszyła się w jednym z domków w Central. Adams był tam przynajmniej parę razy. Ten niewielki budynek był domem dla prawie tuzina nieumarłych, co rzeczywiście czyniło go na tym etapie bliskim przeludnienia. Jego adres blondyn miał gdzieś zapisany. A tak, jedna z jego notatek na komputerze zawierała dokładny adres. Dom, w którym przebywała duża liczba bezklanowców, w tym również dość często sam Mercer, mieścił się na 908 14th Ave. Był to budynek osadzony w głębi, do którego dojść można było wyłącznie ciasną, boczną ścieżką.

Re: VampBook | vol. 1

#5
Tego mu było trzeba. Oczywiście pamiętał gniazdo wyrzutków i pewnie nawet trafiłby tam z pamięci, ale zawsze lubił mieć dokładne wytyczne. Dziś wszystko pamięta, lecz jego przyszłość ciągle leży na granicy niepewności. Może któregoś dnia będzie musiał uciekać? Może Sabbat zagrzebie go głęboko pod ziemią (tak jak straszył go Vincent) i zwariuje tam sobie w samotności? Może przemieni się w nietoperza i przeniesie do jaskini? Prawda jest taka, że David niewiele wiedział o wampiryzmie, Spokrewnionych i ich świecie. Wiedział jednak kiedy i jak zmieniają się dane w pamięci komputerów. Ich nie spali słońce, ani nie zadusi czosnek.

Cienkusz dorzucił swojego laptopa, modem GSM oraz zapasowe telefony do plecaka, zarzucił go na plecy i wyszedł. We wnęce na klatce schodowej stał jego wysłużony rower. Odpiął łańcuch i wyprowadził go na zewnątrz. Rower nie był może tak ekskluzywny, czy szybki jak inne pojazdy, ale nie o to chodziło. Gdyby chciał, David mógłby zainwestować w coś "mocniejszego", chodziło jednak o niepozorność i dyskrecję. Jego rower miał nawet wymienione i solidnie nasmarowane piasty, by wygłuszyć niepożądane "cykanie" w stanie spoczynku. Podczas jazdy zakładał też arafatkę chroniącą przed wiatrem, kryjącą jego bladą cerę.

Gdy był gotowy, ruszył przez miasto w kierunku 908 14th Ave.

Re: VampBook | vol. 1

#6
Image
Przygotowawszy się, mając ze sobą swój sprzęt komputerowy, akcesoria oraz telefony, mógł ruszyć w drogę. Skromny środek transportu Adamsa może nie należał do najszybszych, a i nie trudno było o jego kradzież, ale jednak zapewniał pewną swobodę, a także ułatwiał wtapianie się w otoczenie. Dbał o niego najlepiej jak mógł, dzięki czemu nie słyszał skrzypienia, ani też nie musiał narzekać na problemy z komponentami.
Na szczęście kryjówka Pariasów nie znajdowała się szczególnie daleko, bo raptem kawałek za uniwersytetem, tam gdzie zaczynało się osiedle zdominowane przez piętrowe domostwa i domki jednorodzinne. Na ulicy było stosunkowo spokojnie, to i dojechał na miejsce w ciągu niecałych dziesięciu minut. Dojeżdżając ze strony 14th Ave, wampir musiał kawałek przeprowadzić rower ręcznie, by dostać się do budynku ustytuowanego bardziej w głębi. Była to zasadniczo kwadratowa, dwupiętrowa buda o szarych ścianach, której okna na parterze i na piętrze były pozasłaniane.
Stojąc pod domem, dało się usłyszeć przytłumioną muzykę w środku oraz ledwo słyszalne dialogi prowadzone przez grupę osób.

Re: VampBook | vol. 1

#7
Gdy stał tam, przed gniazdem bezklanowców doszło do niego po raz pierwszy, że dotąd przychodził tu w towarzystwie, albo na zaproszenie Caleba. Jeśli jednak chciał w końcu uniezależnić się od Mercera, musiał zacząć działać na własną rękę. Ciekawe, czy jego niespodziewane przybycie zostało zauważone? Nie starał się specjalnie ukrywać. David mimowolnie rozejrzał się za kamerami, czy innymi czujkami. A jeśli nie, to czy napędzi pariasom stracha? Oby nie.

Bez dłuższego zastanowienia nacisnął dzwonek przy drzwiach i zaczekał.

Re: VampBook | vol. 1

#8
Image
Tym razem nikt nie trzymał Davida za rękę. Zrobił samodzielny krok, nie wiedząc jeszcze co będzie dalej. Wiedział tylko, że musiał stać się niezależny, jeśli chciał coś zmienić i rzeczywiście pomóc wyrzutkom, o ile nie Camarilli jako całości, choć akurat jej funkcjonowanie nie było w pełni zrozumiałe dla chłopaka. Na szczęście był świadom oczywistego zagrożenia z zewnątrz, które kruszyło wieżę, zostawiając Spokrewnionym nieduże pole manewru.
Gdy wampir zapukał do drzwi, po drugiej stronie usłyszał znajomy, męski głos, który rozebrzmiał głośno.
ImageCiszej trochę! Mamy gościa! — W tym momencie dało się usłyszeć zdejmowany łańcuch i zasuwę zamka po drugiej stronie. Oczom Adamsa ukazał się przyjazny okularnik, z którym jeszcze parę nocy temu grał online.
Image Siema bracie! Co tam? Ty do Caleba? Nie ma go akurat. — Zack, otwierając szerzej drzwi, odsłonił Davidowi niezmienny widok zapełnionej żywymi trupami przestrzeni. Grupa wampirów siedziała na rozstawionych przed telewizorem fotelach i kanapie. Kilka twarzy była znajoma, aczkolwiek chłopak nie był w stanie przypisać im imion, bo po prostu ich nie znał.
Nic się nie zmieniło, poza tym, że stopniowo robiło się coraz bardziej ciasno. Choć wnętrze nie było chyba remontowane od długiego czasu, to panował tam względny porządek, przynajmniej na tyle, na ile było to możliwe.

Re: VampBook | vol. 1

#9
Obrazek był zawsze uderzający. W czasie kiedy on posiadał całkiem spore mieszkanie na własne potrzeby, tutaj pijawki żyły niemal jedna na drugiej. Jak oni dawali radę? I dlaczego nic nie zmieniali? Dla bezpieczeństwa? Wprawdzie, gdyby nie przychylność Camarilli, pewnie też musiałby szukać wspólnego schronienia. Albo żyć w kanałach. Fakt, że wykorzystał okruchy, które dał mu los i przyrządził sobie z nich w odrobinę komfortu, w którym żył teraz, był imponujący. Tak samo oczywiście imponujący, co i kruchy. Do teraz David nie miał pojęcia, dlaczego ktoś na górze zdecydował, że ma jednak przetrwać.
ImageCześć Zack. Nie, tym razem nie. Pomyślałem, że wpadnę. Posłucham, co w trawie piszczy. - odparł zupełnie szczerze, z ciekawością zaglądając do salonu - Czy mi się wydaje, czy znowu nas przybyło?

Re: VampBook | vol. 1

#10
Image
Większość bezklanowców zdawała się być zagubiona, porzucona i jedynie w otoczeniu podobnych sobie odnajdywała komfort. Tak jak ci obecni tutaj, ściśnięci niczym sardynki. Grupka spojrzała na chwilę na gościa za drzwiami, by wrócić do oglądania telewizji. Nie mieli nic szczególnego do roboty, przynajmniej tej nocy. Tymczasem Mercer i jego przyboczni pewnie ogarniali jakieś poważniejsze tematy.
Okularnik popatrzył się do tyłu przez ramię, spoglądając na zebranych, po czym znów odwrócił się do Adamsa.
Image Ta, ze dwóch nowych do nas dołączyło. Coraz ciężej tę ekipę wykarmić. — Wymownie zacisnął usta, ukazując widoczny brak ekscytacji rosnącą liczbą bezklanowców pod ich dachem. Z jednej strony w kupie siła, ale z drugiej, taka ilość nieumarłych na tak małej przestrzeni musi powodować trochę problemów, zwłaszcza z pozyskiwaniem vitae.
Image Zdecydowałem, że w najbliższych tygodniach poszukam sobie apartamentu gdzieś na obrzeżach śródmieścia i zrobię tutaj miejsce świeżakom. — Dorsey zamierzał się wynieść na swoje. Czy rzeczywiście chodziło mu o dobro nowo wprowadzonych do grupy cieńkuszy, czy raczej o własny spokój? Znając go, pewnie pół na pół.
Image Chcesz wejść, czy idziemy pogadać gdzieś indziej? — Dopytał stojącego w wejściu gościa. Trzeba było zrobić krok na zewnątrz albo do środka.

Re: VampBook | vol. 1

#11
Jak wcześniej miał ochotę pobyć między swoimi, tak teraz mu odeszła. Widok ciasnej przestrzeni wypełnionej nieumarłymi jakoś do niego nie przemawiał. Potrzebował czasu, by się na to nastawić, a tymczasem chętnie skorzysta z drugiej propozycji. Szczególnie, że Dorsey z progu przekazał mu ciekawe informacje. David planował założenie serwerowni, a serwerownia wymagała admina. David nie wiedział dokładnie jakie kompetencje posiadał jego znajomy, ale wiele nie trzeba było. Szczególnie na początku.
ImageWiesz, chyba nabrałem ochoty na przechadzkę. - zażartował cienkusz i zrobił Zacharemu miejsce do wyjścia - Pogadajmy, bo to co mówisz jest ciekawe.
Gdy byli już na zewnątrz, David przyjrzał się bezklanowcowi. Choć nie był najlepszy w sprawy socjalne, to emocje wyczuwać potrafił całkiem nieźle. Niezależnie od obserwacji, zagaił dalszą rozmowę.
ImageNie wiem, czy kiedyś ci mówiłem, ale wraz z Mercerem rozmawialiśmy o planach odbudowy, albo budowy czegoś na kształt SchreckNetu, o którym mi kiedyś wspomniałeś. - zaczął, nawiązując do ich wcześniejszych rozmów.
ImageMyślałem żeby zacząć od założenia jakiejś małej serwerowni. Dosłownie jedna szafa, kilka modułów, nie za mocne, ale stabilne łącze. Rozumiesz, coś prostego, ale skalowanego. - David powoli wchodził w szczegóły, obserwując, czy Zack nadąża i czy temat go interesuje.
ImageNa początek można by postawić na tym jakąś usługę. Serwer domenowy, skrypty stageingowe, usługę backapową. Ba, może nawet jakiś serwer pod gry i sprzedać przestrzeń na reklamy? Cokolwiek. Ot, żeby pokryć koszty utrzymania. - starał się przedstawić wszystko, jakby to było coś prostego. Coś, co robi się od tak, dla zabicia czasu. Oczywiście wiedział, że założenie serwerowni, nawet małej, wymagało dużego nakładu pracy. Zanim wszystko zacznie kręcić się samo, potrzeba trochę się pomęczyć.
ImageJak już się pewnie domyślasz, do takiego przedsięwzięcia potrzebuję jednak pomocy. I proszę. Nagle się widzimy, a ty mówisz, że szukasz niezależności i prywatnego schronienia. Pomyślałem, że może dałoby się jakoś połączyć te dwa pomysły? Schronienie w piwniczce z małym serwerkiem na początek. Miałbym admina na miejscu, a ty potencjalnie tańsze lokum. Co ty na to?
David musiał przyznać, że trochę się zapędził. Rozmowa o planach, które zawsze miał "gdzieś tam z tyłu głowy" pobudzała jego krew i wywoływała entuzjazm. Ale może to nie tak źle? Może Zack zarazi się tym entuzjazmem?

Re: VampBook | vol. 1

#12
Image
Ten dom był niczym jedna wielka puszka nieumarłych sardynek, do której czuć można było pewną awersję. Nic dziwnego, że Mercer szukał lepszej miejscówki dla bezklanowców. Nawet miny zebranych cieńkuszy zdradzały zmęczenie. Nikt nie mógł czuć się dobrze w takiej sytuacji, a rosnąca liczba wampirów słabej krwi tylko utrudniała egzystencję dla pozostałych.
Image Jasne. Chodźmy. — Zack nie miał nic przeciwko. Zamknął za sobą drzwi i ruszyli w górę ulicy, wciskając dłonie w kieszenie spodni, garbiąc się lekko. Sam wyglądał na nieco znużonego i potrzebującego przerwy od tego syfu. Możliwe, że przybycie Davida zapewniło Zacharemu moment spokoju.
Image Ta, coś kojarzę. To całkiem spoko pomysł. Do tego całego SchreckNetu się nie dobierzemy. A nawet jeśli by się udało, to pewnie byłyby z tego niemałe kłopoty. Dla nas, ma się rozumieć. — Potwierdził, że próba podłączenia się do sieci Nosferatu, nawet jeśli była możliwa, nie była dobrym pomysłem. Nie było sensu robić sobie dodatkowych wrogów w sytuacji, gdzie i tak cały świat był przeciwko nim. Zamiast tego trzeba było budować mosty i szukać sprzymierzeńców.
Image Własna sieć się przyda, czy to do koordynacji, czy rekreacji. Nieźle kombinujesz. — W oczach okularnika pojawił się błysk. Podobała mu się wizja Davida o własnym kącie w cyberprzestrzeni.
Image Znaczy, ty masz jakąś dobrą miejscówkę ogarniętą? Jak duża jest? — Zgarbiony informatyk zatrzymał się w miejscu i owdrócił w stronę Adamsa, unosząc brwi i poprawiając swoje okulary. Tanie zakwaterowanie i zarządzanie serwerownią przyciągnęło jego uwagę i go nieco rozbudziło. To dobrze rokowało.

Re: VampBook | vol. 1

#13
No proszę. Zack nie tylko nie przestraszył się wizji pracy i odpowiedzialności, ale był widocznie zaciekawiony. To dawało nadzieję! Mercer rzeczywiście miał rację, że współpraca z innymi pariasami może być drogą do..
David już chciał pomyśleć o sukcesie, gdy ponownie opadła na niego świadomość rzeczywistości. Nie budował sukcesu. Zwiększał po prostu swoje szanse na przeżycie. Nie był już pełnym nadziei młodzikiem z dyplomem, który z podniesioną głową patrzy w przyszłość pełną możliwości. Odebrano mu to w chwili Spokrewnienia. Nie patrząc na towarzysza, cienkusz lekko pokręcił głową, a blask w jego oczach nieco przygasł. Nie pozwolił sobie jednak na depresję, by nie zrazić rozmówcy.
ImageJeszcze nic konkretnego Zack, ale planuję rozejrzeć się na dniach. - dodał odzyskując panowanie - Ale super wiedzieć, że cię zainteresowałem. Będziemy w kontakcie w razie co?

Re: VampBook | vol. 1

#14
Image
Reakcja okularnika była na tyle pozytywna, na ile mogła być teraz, na etapie planowania. Wyglądało na to, że szansa na współpracę była dłuższa, ale do tego trzeba było mieć jakiekolwiek fundamenty.
Image Ah, czyli nic konkretnego jeszcze. — Błysk entuzjazmu Zacharego natychmiastowo wygasł, zupełnie jakby ktoś wymachiwał mu smakołykiem przed oczami, a potem sam go zjadł. Być może już miał przed oczami wizję szybkiego opuszczenia komunalnego schronienia Pariasów. Musiał spędzić tam naprawdę sporo czasu.
Image No spoko. Dawaj znać jak będzie coś wiadomo. — Odpowiedział cicho, zmęczonym głosem, patrząc w głąb ulicy, gdzie panował względny spokój, ciężko wzdychając. W tym momencie zapanowała niezręczna cisza, której Zack nie przerywał, stojąc zamyślony.

Re: VampBook | vol. 1

#15
W tym momencie Adams zobaczył w towarzyszu odbicie siebie. Poklepał Zack'a pocieszająco po ramieniu.
ImageHej. Wiem, że jest ciężko. Nie zawsze jednak będzie musiało tak być. Krok za krokiem, co? - rzucił słowa otuchy i zdobył się na wymuszony uśmiech.
Czy sam w to wierzył? Nie bardzo. Coś jednak pchało go na przekór wszystkiemu do przodu. Sam nie wiedział dlaczego tak jest. Choć widział pariasów, którzy się poddawali bierności, a nawet słyszał o takich, którzy kończyli swoją niedolę przy spotkaniu ze Słońcem, to dla niego myśl o stagnacji, czy unicestwieniu była zwyczajnie przerażająca. Choć nienawidził tego, co mu zrobiono i gdzie się znajdował, nie potrafił się poddać.

Zaproponował, by wrócili. W końcu przyjechał tu by poznawać swoich. Oswoił już myśl o ścisku pośród nieumarłych, więc był gotów. Planował po prostu spędzić tu część nocy. Spróbować zapamiętać kilka imion, zapisać numery, porozmawiać. Wiedział też, że jest już Spokrewnionym od jakiegoś czasu i bądź co bądź, otrzymał strzępy wiedzy od Vincenta. Może ktoś potrzebował tu jego wiedzy? Albo pomocy technicznej. Albo kontaktów. W każdym razie nie planował angażować się w nic większego, ale skoro planował budować sieć dla pariasów, musiał być rozpoznawalny.

Re: VampBook | vol. 1

#16
Image
W reakcji na słowa i gest chłopaka, Zachary pokiwał głową niechętnie.
Image No wiem, wiem. Caleb tam ogarnia jakiś plan ogarnięcia większej ilości kasy żebyśmy mogli wreszcie się z tej chaty wynieść. — Musiało szykować się coś grubego, jeśli lider wyrzutków miał takie plany.
Image Tylko jest obawa, że nam jedna Spokrewniona wciśnie nam klina i wszystko się sypnie. — Wzruszył ramionami mówiąc o obawach związanych z realizacją planów Mercera.
Image Nie wiem jak to będzie. Ciężko komukolwiek zaufać, bo każda pijawa może ci nóż w plecy wepchnąć. — Bezklanowcy mieli kiepskie doświadczenia. Zepchnięci na margines musieli walczyć o każdy ochłap, nie wiedząc, czy ktoś z pozostałych wampirów nie podłoży im nogi.

Re: VampBook | vol. 1

#17
Kierując się ku drzwiom domu, David słuchał uważnie. Mercer rzeczywiście opowiadał mu o różnych planach. Może był pośród niech też ten? Nie pamiętał, ale brzmiało obiecująco. Obecna sytuacja Pariasów stanowiła zagrożenie nie tylko dla nich, ale i dla Maskarady. Cienkusz nie miał złudzeń, że w razie potknięcia, nikt ich za rękę nie podtrzyma. W najlepszym wypadku upadną, a w najgorszym starsi jeszcze ich rozgniotą butami.
ImageBrzmi paskudnie. Dobrze wiedzieć. Będę musiał z nim pogadać. - odparł poważnie i nic więcej nie powiedział. Nie było sensu pogłębiać zmartwień.

Re: VampBook | vol. 1

#18
Image
Rzeczywiście, Caleb Mercer opowiadał Pariasom, że wraz z Mylesem Warrenem próbował ogarnąć przejęcie jakiejś firmy, z czego mogłaby być niezła kasa, a może nawet i coś więcej. Jednak to, że ktoś z nieumarłych miał potencjalnie w tym przeszkodzić było dla Davida nowiną.
Image No, tylko nie wiem kiedy wróci. Ogarnia coś na mieście. Zawsze możesz do niego zadzwonić. — Fakt, numer telefonu do Mercera był pośród kontaktów w telefonie żółtodzioba.
Dwójka cieńkuszy wróciła do puszki sardynek Pariasów i stali teraz pod drzwiami, za którymi słychać było brzmienie telewizora i głośne rozmowy nieumarłych.
Image Dobra. To co? Jedziesz dalej? — Zack oparł się ramieniem o ścianę budynku, tuż przed drzwiami.

Re: VampBook | vol. 1

#19
Przybył tu w konkretnym celu i zamierzał się go trzymać. Nie uważał, że nadaje się do "wielkich i ważnych spraw", kalibru Caleba. Najchętniej w ogóle omijałby wszystko co wielkie i ważne, bo takie sprawy zwykły sprowadzać kłopoty podobnego kalibru. Czy mógł sobie pozwolić na ich omijanie? Nie bardzo, ale jedną noc przynajmniej mógł je odwlec.
ImageNie. Tą noc zarezerwowałem dla was tutaj. Chcę dać się poznać i może pomóc tu przy jakiś drobnych rzeczach. Nie będę Calebowi przeszkadzał. - David stanął obok drzwi, dając się wprowadzić Zacharemu.

Re: VampBook | vol. 1

#20
Image
Młody bezklanowiec postanowił trzymać łeb nisko i nie angażować się w żadne ambitne plany Mercera. Adams egzystował w spokoju i nie miał zamiaru sabotować tej egzystencji poprzez pchanie łap w rzeczy, które mogłyby zwalić mu na łeb kłopoty.
Image Para rąk do pomocy zawsze się przyda. Zwłaszcza jeśli chodzi o świeżaków, którzy jeszcze nie ogarniają co i jak. Tym trzeba nierzadko pokazać jak to wszystko funkcjonuje. — Totalne żółtodzioby, które nie rozumiały zasad, jakimi rządził się świat mroku, czy jak należało polować, potrzebowały mentora.
Oczywiście nieumarli tacy jak Zack, czy Tracie, na pewno wspierali tych niedoświadczonych Spokrewnionych wiedzą, jaką posiadali. Naturalnie i sam Caleb na pewno dbał o to, by znali jakieś podstawy. Nikt z nich nie mógł jednak trzymać młodych za rączkę, więc wielu musiało samemu rozpracować niektóre aspekty tej nieumarłej egzystencji.
Zack nacisnął na klamkę i, czując opór, wyciągnął klucz i otworzył zamek, by następnie otworzyć drzwi. Stanął obok, robiąc Davidowi miejsce, by mógł wejść do środka. Nic przez te ostatnie kilka, kilkanaście minut, się nie zmieniło. Zmarnowane twarze nadal wpatrywały się w telewizor, na którym widać było jakiś film akcji. Tylko kątem oka spojrzeli na Adamsa, by następnie szybko wrócić do oglądania filmu.
Image A ogólnie to na pewno Elias albo Myles będą mieli coś do roboty. — Ciekawe, czy Myles robił coś poza pracą z Calebem. Elias na pewno miał ręce pełne roboty i bez tego.
Gdy Adams wszedł do środka, Zachary podążył za nim i zamknął za sobą drzwi.

Re: VampBook | vol. 1

#21
Widok twarzy pozbawionych wyrazu i wpatrzonych w ekran telewizora nie pocieszał. Ciężko się jednak dziwić - poczucie braku kontroli jest wszak przytłaczające. Sam teraz czuł się dość głupio. Spodziewał się choćby minimalnego zainteresowania, a tu nic. Pewnie zebrani są tak przyzwyczajeni do obecności innych Spokrewnionych, że jeden w tą, czy w tamtą nie robi im różnicy.
W tej chwili David poczuł niemały podziw do Mercera, który nie tylko potrafił zainteresować sobą innych, ale i dać im jakiś impuls do działania. Sam był tego (nie)żywym przykładem. Może potrzebował czegoś konkretnego, by zacząć nowe znajomości? Obietnicy nagrody do zaproponowania, albo chociaż jakiegoś zadania, by wyjść z prośbą? Tak, to zdecydowanie to. Następnym razem przygotuje się lepiej - pomyślał, by usprawiedliwić swój brak konsekwencji w działaniu.
ImageMówisz? Są tutaj? - wzmianka o znajomych była dobrą wymówką dla wcześniej podjętych postanowień.

Re: VampBook | vol. 1

#22
Image
Widok bezradności i marności w oczach pijawek, które dopiero poznawały cały ten paskudny świat mroku mógł wprawić w depresję. I jak tu się dziwić, że ekipa nawet nie zareagowała specjalnie na przybycie gościa, skoro wyglądali, jakby czekali, aż ktoś skróci ich męki? Może to było chwilowe, a może cała ich egzystencja będzie tak wyglądać. David mógł jedynie cieszyć się, że trzymał się od tego na dystans. Miał swoje lokum z dala od tego siedliska frustracji. W porównaniu z tym wiódł całkiem normalną, komfortową egzystencję.
Doprawdy, ogarnięcie tych wszystkich potępionych dusz wymagało niemało cierpliwości, nie mówiąc o innych umiejętnościach niezbędnych do utrzymania tej bandy przy nieżyciu.
Image Znaczy, Myles krąży z Calebem i ogarnia sprawy. A Eli pewnie siedzi w piwnicy i coś tworzy. — Odpowiedział, przechodząc z Davidem do kuchni, która wyglądała jakby praktycznie w ogóle nie była używana. Wyglądała, bo prawdopodobnie nie była. Wampiry nie miały pożytku z kuchni. Może z lodówki, jeśli bezklanowcy mieli jakieś zapasy worków z plazmą. W przeciwnym razie całe to pomieszczenie było bezużteczne w tej formie.

Re: VampBook | vol. 1

#23
Podobnie wyglądała kuchnia w jego Schronieniu. Co jakiś czas przecierał ją, by nie zarosła kurzem, na wszelki wypadek odwiedzin kogoś żywego. Swojego czasu w lodówce chował krew z jakiś rezerw, którą przynosił mu Vincent. Te czasy jednak minęły - Camarilla nie trzyma za rączkę nieudaczników. Sam z siebie David nie ma dostępu do źródeł z krwiodawstwa, więc musi polować.
ImageEli na dole? To choć, chętnie się z nim przywitam. Dawno go nie widziałem. - David poprawił plecak i dał się poprowadzić w głąb domu kierując się ku piwnicy. Majsterkowicz kilka razy mu już pomógł, czy to radą, czy sprzętem. Był mu winien choć przywitanie.
ImageWiesz może nad czym pracuje? Morrison zawsze dłubie coś fajnego.

Re: VampBook | vol. 1

#24
Image
Względna czystość panowała również i w kryjówce Pariasów. Dziwiłoby, gdyby przy takiej ilości lokatorów panował tam nieporządek. Od czasu do czasu pewnie któryś z krwiopijców przecierał kurze, nawet jeśli tylko po to, by ruszyć się z miejsca i poczuć się użytecznym. Przynajmniej pod tym dachem ktoś ich chciał i życzył im dobrze.
Image Jasne, idziemy. Pewnie się ucieszy. — Kiwnąwszy głową, Zack zaprowadził Davida do drzwi, które prowadziły w dół, do przestrzeni piwnicznej znajdującej się pod budynkiem.
Ostatnim razem było to w dużej mierze gratowisko, będące zbieraniną różnych metalowych komponentów, elektroniki, i tak dalej. Nie wyglądało na to, by od tamtego czasu cokolwiek się tam zmieniło. Nawet dało się zauważyć, jakoby było wszystkiego nawet ciut więcej. Ale Eli się w tym odnajdował. To był jego świat, w którym potrafił jakoś funkcjonować. To w tej piwnicy spędzał większość swojego nieżycia, starając się ułatwić egzystencję sobie i jego nieumarłym braciom oraz siostrom.
Image Nie mam pojęcia. Zaraz się dowiemy. — Powoli zeszli po schodach, które tylko delikatnie zaskrzypiały. Przeszli przez swoisty magazyn i dotarli do swoistego warsztatu, w którym pracował w skupieniu mężczyzna wyglądający, jakby skracał dystans do czterdziestki.
Z jednej prawej strony znajdowały się szafki z narzędziami, komponentami, a na ścianach rozwieszone były, niezrozumiałe dla Adamsa, szczegółowe projekty jakiś urządzeń, bądź narzędzi, niektóre wyglądały na ukończone, a inne przypominały szkice na wczesnych etapach. Z lewej strony widać było maszyny do obróbki metalu i nie tylko. Na oświetlonym stanowisku roboczym, znajdującym się przed mężczyzną odzianym w błękitną, rozpinaną koszulę z długimi rękawami, znajdował się papier techniczny z kolejnym planem, na którym coś oznaczał, by wrócić do majstrowania z niedużej wielkości kawałkami obrobionego metalu.
Image Hej Eli! Zobacz kto nas odwiedził. — Zwrócił uwagę zapracowanego osobnika, który odwrócił się, spoglądając przez ramię.
Image David. Miło cię znów widzieć. Nie pamiętam kiedy ostatni raz tutaj wizytowałeś. — Wyraził pewien cichy entuzjazm w związku z przybyciem Adamsa. Rzeczywiście, ani w tym miejscu, ani w samej piwnicy Morrisona. Ten zwrócił się znów w stronę swojej stacji roboczej, skupiając na niej swój wzrok.
Image Co cię tutaj sprowadza tej nocy? — Rzucił przez ramię, dłubiąc dalej przy swoim warsztacie. Jego ciało całkowicie zasłaniało to, czym się w tej chwili zajmował.

Re: VampBook | vol. 1

#25
Piwnica Eliasa w znacznej mierze przypominała to, co sam miał u siebie. Różnica była taka, że wszystko tutaj sprawiało bardziej... hałaśliwe wrażenie. Pomijając ten szczegół, zawsze czuł się tutaj dobrze. Na pewno zdecydowanie lepiej niż w pełnym złych spojrzeń Elizjum.
ImageJak tylko usłyszałem od Zack'a, że jesteś, postanowiłem się przywitać. Wpadłem towarzysko, zobaczyć co u was. - mówiąc to, David przyglądał się z ciekawością wszystkiemu w pomieszczeniu. Było trochę jak pokój zabaw dla dużych chłopców.
ImageWidzę, że nadal nieprzerwanie nad czymś pracujesz. Jakiś nowy projekt?

Re: VampBook | vol. 1

#26
Image
Teoretycznie było podobnie. W praktyce, wszystkiego było więcej, było tam ciasno, nawet i bardziej industrialnie. Jasne, był gdzieś tam jeden komputer, ale służył raczej jako narzędzie uzupełniające, a także podręczne kompendium wiedzy, gdzie szukał inspiracji, rozwijał swoją wiedzę oraz poszerzał umiejętności.
Image Fajnie że o nas pamiętasz. Jak sobie radzisz? Na czym teraz się skupiasz? — Odpowiedział nie odrywając się od pracy.
Image Tak. Opracowałem niedawno wstępny projekt narzędzia, które będzie użyteczne dla tych z nas, którzy nie mogą normalnie polować z racji braku wykształconych wampirzych kłów. — David słyszał o takich przypadkach. Niektórzy cieńkokrwiści o najbardziej rozrzedzonej krwi mieli ten problem, co powodowało trudności w pozyskaniu vitae.
Image To narzędzie ma imitować ugryzienie wampira, aplikując silnie działający narkotyk o krótkotrwałym działaniu, celem skutecznego unieszkodliwienia ofiary i pozbawienia jej zdolności poznawczych na krótki czas, przy jednoczesnym wydobyciu określonej ilości krwi. — Narkotyk imitujący w jakimś stopniu pocałunek brzmiał jak coś użytecznego. Ofiara nie próbowałaby się wyrywać, podczas gdy upuszczano by z niej pożywienie dla nieumarłego. Idealne narzędzie dla tych nieszczęśników, którzy nie mogli złożyć pocałunku.
Image Nieźle, Eli! To jest genialne! — Zadziwiony, Zack klasnął w dłonie, okazując podziw dla zdolności Morrisona.

Re: VampBook | vol. 1

#27
Entuzjastyczna reakcja Zack'a nie dziwiła. Adamsa również zadziwiało jak niesamowite i nowatorskie pomysły miał Morrison. Trochę szalone, owszem, ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że naprawdę dążył do ich powstania. Co by było, gdyby wspólnie pracowało dwóch takich wynalazców? Albo trzech, albo tuzin? I gdyby mogli swobodnie wymieniać się swoimi pomysłami, wiedzą oraz doświadczeniem i to bez strachu przed złamaniem Maskarady? Temu mógłby właśnie służyć SchreckNet. Na pewno będzie służyło to, co zamierza stworzyć w przyszłości.
ImageGłównie na przetrwaniu. Jak nie muszę walczyć o przetrwanie, to próbuję sobie skombinować serwerownię. - To była podstawa. Bez prywatnej serwerowni nie ma prywatnych serwerów. Bez prywatnych serwerów, nie było prywatnej sieci. Bardziej niż własne plany, Davida zaciekawiło jednak urządzenie Eliasa.
ImageBrzmi rzeczywiście jak coś użytecznego. Właściwie mogłoby przydać się nawet nam wszystkim, szczególnie jeśli można by było wbić je w niemal dowolne miejsce na ciele ofiary. - Tłumny koncert. Zatłoczona sala kinowa. Nocny autobus. W wielu miejscach można by użyć czegoś takiego, jeśli nie wymagałoby pochylania się nad kimś z rozdziawioną gębą.
ImageAle o ile urządzenie jestem sobie w stanie wyobrazić, o tyle na chemii się nie znam. Rzeczywiście jest jakaś substancja, która mogłaby symulować ugryzienie? Nie mówiąc już o jej cenie. - David brał różne dragi za studenckich czasów i nawet sam nimi przez chwilę handlował. To co znał, zawsze potrzebowało jednak trochę czasu, by "kopnąć". Wprawdzie nigdy nie brał, ani nie sprzedawał niczego specjalnie egzotycznego, więc kto wie? Może istnieje coś takiego? Oczywiście najłatwiej by było, gdyby wystarczyło trochę śliny Spokrewnionego, ale gdyby to było takie proste, pijawki już dawno sprzedawałyby ją za grube dolary.

Re: VampBook | vol. 1

#28
Image
Mimo iż kreatywna iskra w większości ginęła wraz ze Spokrewnieniem, to niektórzy potrafili wciąż zaskoczyć. Czasami wystarczyło po prostu dodanie dwa do dwóch, by dojść do czegoś sensownego. Czasami wystarczyła wiedza, umiejętności, a także dostęp do internetu i posiłkowanie się tym, co można było znaleźć w odmętach cyberprzestrzeni.
Image Wszyscy walczymy o przetrwanie, w ten czy inny sposób. Do czego ma służyć ta serwerownia? — Eli chłodno podsumował rzeczywistość, która rzeczywiście wymuszała na wszystkich bezklanowcach nieustającą walkę o własny byt.
Image Nie sądzę, by było to nadzwyczaj użyteczne dla posiadaczy w pełni sprawnych kłów. To narzędzie ma po prostu uzupełnić ich brak i zapewnić alternatywne rozwiązanie, celem uniknięcia wpadek i robienia bałaganu. Nie trzeba nam tu kolejnych wizyt Ogarów Szeryfa. — Zamiennik dla kłów, mający pomóc w uniknięciu łamania Maskarady, ot co. Czy rzeczywiście zadziała to w praktyce, to okaże się dopiero po pierwszych testach, o ile budowa tego narzędzia okaże się sukcesem i do takowych testów w ogóle dojdzie.
Image Ja też specem nie jestem. Mój znajomy, chemik, pomaga mi w opracowaniu takowego specyfiku. Jesteśmy, póki co, na dobrej drodze. Nie będzie to miało żadnego działania nadnaturalnego, bo ani ja, ani nikt z naszych nie wie dość na temat naszej kondycji, by próbować na tym w jakikolwiek sposób bazować. — Zakres wiedzy Pariasów w temacie klątwy, jaka na nich ciążyła, była rzeczywiście przerażająco mała. Wielu wiedziało tylko tyle, że są martwi, nie mogą cieszyć się słońcem, i muszą pić ludzką krew. Niewielu rozumiało jakieś podstawy funkcjonowania społeczności Spokrewnionych, a jeszcze mniej wiedziało coś więcej o tym, jak w ogóle działa krew wampira. Istniał ponoć klan, który posiadał głęboką wiedzę na ten temat, ale szanse na to, że chcieliby pomóc z dobroci serca były tak samo wysokie jak to, że nieumarli będą mogli chodzić w świetle słonecznym.

Re: VampBook | vol. 1

#29
Jak zawsze Eli elegancko wszystko ogarniał sam. Szkoda, że technologia nie może nic poradzić na problemy ze słabą Vitae. A przynajmniej nie warsztatowa technika. Może chemia? Genetyka? Najprawdopodobniej są na to jakieś wampirze czary mary.
ImageNa początku chciałbym postawić na serwerach jakiś mały biznes. Coś, co łatwo utrzymać nocami i generowało by w miarę stabilny zysk. - To była podstawa. Nie miał funduszy by sponsorować duże projekty dla Rodziny z własnej kieszeni.
ImageW przyszłości planuję stworzyć przestrzeń sieciową bezpieczną dla Maskarady. Na początku tutaj, w Seattle, a jak dobrze pójdzie, to może i rozleglejszą. Widzę, że sam korzystasz z zasobów internetu, więc pewnie dostrzeżesz korzyści z takiego rozwiązania. - Jak zamierzał to zrobić? Po prawdzie, to jeszcze nie do końca wiedział, ale nie było tak, że musiał to zrobić jutro. Każdą wolną noc poświęcał na zgłębianie tematów dotyczących struktur sieciowych oraz cyberbezpieczeństwa i w miarę możliwości je testował. Więcej serwerów, to więcej możliwości testów. Najważniejsze, by czymś zajmować sobie czas, bo gdy tego nie robił, doganiało go wrażenie beznadziei i zagrożenia.

Re: VampBook | vol. 1

#30
Image
Tak naprawdę, zarówno przed Davidem, jak i resztą jego rodzaju, było więcej tajemnic niż odpowiedzi na pytania w temacie wampiryzmu. Tak jak o wszystko inne, tak również i o tę wiedzę, każdy jej cenny skrawek, bezklanowcy muszą walczyć.
Image Dobry plan. Stałe źródło przychodu otworzy ci sporo drzwi. — Znów rzucił przez ramię, na kilka sekund odrywając wzrok od swojej pracowni.
Image No, myślę że nawet się do tego podłączę. David będzie potrzebować trochę pomocy z tym przedsięwzięciem. — Dorsey przyjaźnie poklepał Adamsa po ramieniu.
Image A więc… coś na wzór tego całego SchreckNetu, o którym mówił Zachary? Ciekawe. Oni mają swoją sieć, a my będziemy mieć swoją. — Wypowiadając te słowa, Eli obrócił się całym ciałem, spoglądając po obu jego gościach, przyglądając się ich oczom.
Image Skoro ci tam Nosferatu nie chcą nikogo wpuszczać do siebie, to ogarnięcie własnego kąta w sieci będzie dla nas idealnym rozwiązaniem. — Odpowiadając, Zack popatrzał na swojego kompana, w swym zachwycie unosząc kącik ust. Oboje nieumarli byli pod wrażeniem ambitnych planów Adamsa, który może nie miał jeszcze solidnych podstaw, ale przynajmniej miał jakiś pomysł na to, co chce zrobić, i nie było to coś małego.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość