Image

Piąta: Gościnność

#1
— Zapomniałeś, kim jestem z zawodu? Gapiłem się, bo mam to w nawyku — powiedział żartobliwym głosem, puszczając mentorowi oczko.
Wzmianka o kontakcie Greera potrafiącego udzielać lekcji spuszczania wpierdolu zainteresowała balsamistę, który szeroko uśmiechnął się, fantazjując o perspektywie wylecenia na kopach. Przy okazji zerkał za okno, oceniając, kiedy dojadą.
— Dzięki. Tylko może wspomnij mu, że jestem zupełnie niedoświadczony w sportach walki. Potrzebuję poznać podstawy.
Po zapłaceniu taksówkarzowi za kurs, panowie wysiedli przed klubem. Noah rozejrzał się po okolicy i nie był zadowolony z tego, co zobaczył. Grupa bardzo dobrze ubranych bogaczy nieśpiesznym krokiem pokonywała drogę do wejścia, prowadzący doń czerwony dywan przypominał język kierujący do wnętrza szatańskiej paszczy. To miejsce śmierdziało grzechem: pychą, chciwością, nieumiarkowaniem. Hałas, jaki docierał do uszów żółtodzioba skutecznie pozbawiał go dobrego humoru.
— Jasna cholera, James — zaczął podirytowanym tonem. — To przybytek klasy wyższej. Raczej bramkarze nas nie wpuszczą, wyglądamy jak prostacy w porównaniu do tej śmietanki towarzyskiej. — Kiwnął głową w kierunku niewielkiej kolejki przy wejściu.
Żółtodziób jeszcze raz się rozejrzał po okolicy, schowawszy dłonie w kieszeniach płaszcza. Był tutaj tylko raz, kiedy jeszcze zajmował się medycyną. Jeden z wysoko postawionych polityków zaprosił go tutaj na drinka, w podziękowaniu za udaną operację żołądka. To było jeszcze przed prohibicją, w tym miejscu alkohol kosztował tygodniówkę robotnika, na szczęście szycha płaciła za doktora. Inteligencja, świat polityki i bankowości, artyści płacili krocie za poczucie smaku wolności w tym klubie. Noah nigdy nie lubił tego miejsca.
— Jak chcesz wejść do środka? Tak po prostu przez front? — dziwne pytanie zdradzało zdenerwowanie sytuacją. Wyglądało na to, że Johnston odczuwał dyskomfort.
Noah Johnston, Wygląd | 
» Noah Johnston był tej nocy ubrany w szarą kamizelkę, koszulę, spodnie i stare półbuty. To nie były jego ubrania, zapewne należały do robotnika dobrze prosperującego na poziomie swojej klasy, jakością materiału nie wychodzącą poza stonowaną przeciętność, przynajmniej wampir wyglądał w miarę schludnie. Na wierzch założył znoszony płaszcz oraz owinął szyję szalikiem w czarnoczerwoną kratę. Pachniał szarym mydłem zapachem przypominającym pralnię, a nie kosmetyk godny dżentelmeńskiej skóry. Szarość była kluczowa w prezentacji Noaha, gdyż gdyby nie jego wykształcenie wraz z wpojonymi manieryzmami, uchodziłby za typowego zjadacza chleba, niewartego uwagi czy poważania wśród klas wyższych. Kaszkiet był kropką nad i, domykającą obraz Noaha z dzisiejszej nocy.

Dodatkowe informacje | 
    — Przetrwał walkę na arenie Szeryfa, pokonując wampira Sabbatu. Noah walczył jak dzikus, nieumiejętnie, w szale i tylko łut szczęścia zadecydował o jego wygranej.
    — Wśród tłumów jest nieswój, denerwuje się, ma problemy z utrzymywaniem uwagi. Wydaje się nieśmiałym gościem.
    — Niedawno spokrewniony.

Legenda Kolorów Języka | 
Łacina

Re: Piąta: Gościnność

#2
Image
Wspomnienie o zawodzie żółtodzioba nieco rozluźniło jego mentora, który lekko pokiwał głową i mruknął lekko pod nosem, unosząc przy tym brwi, jakby w myślach mówiąc sobie "No tak, racja."
Image Sam mu powiesz. Już wspomniałem, że musisz sam o siebie teraz zadbać. — Jasnym było, że prowadzenie za rączkę się skończyło. James mimo iż jawnie wspierał swego pupila, a może i właśnie dlatego, nie miał zamiaru kaleczyć go w taki sposób. Młody parias musiał stać się samodzielny, jeśli chciał być kiedykolwiek brany na poważnie w tym mieście. Robił dopiero pierwsze kroki w stronę integracji z wampirzą społecznością i nie mógł zacząć od zrobienia złego wrażenia.
Image Stary, nie jojcz. Dla takich jak oni, ludzie wyglądający tak jak my są praktycznie niewidzialni, a to nam służy. Dalej, idziemy. — Było w tym nieco prawdy. Prawie nikt z tych bogatych członków elit, odzianych w drogie garnitury i suknie, nawet nie spojrzał na dwójkę wampirów ubranych w tanie, nie wyróżniające się na ulicy ciuchy. Zupełnie jakby ich tam nie było, jakby nie brali pod uwagę ich marnej, nic nie znaczącej, biednej egzystencji. W najlepszym wypadku jeszcze dumniej unosili z dumą swoje nosy, gdy nieumarli ich mijali, wyraźnie pokazując swoją wyższość nad pospólstwem. Można było się zastanowić ilu z nich angażowało się w akcje charytatywne, głośno mówiąc na salonach o pomocy biedniejszym, którym gorzej się wiodło, by w rzeczywistości ignorować ich i udawać, że nie istnieją.
Image Widzisz? Tak to właśnie działa. — Dwójka przemknęła sprawnie w stronę zamkniętej, dostępnej tylko dla vipów części klubu, w której mieściło się Elizjum. Greer podał stojącemu przy bramce mężczyźnie hasło, po czym oboje mogli wejść do środka, gdzie bogactwo i luksus wręcz uderzały po oczach tych, którzy przeważnie nie bywali w takich miejscach. To tutaj przebywali Spokrewnieni ubijający między sobą interesy, plotkujący, nawiązujący sojusze i planujący wojny. Gdy James i Noah weszli do środka, co najmniej pół tuzina par oczu skierowało się w ich kierunku, mierząc ich od stóp do głów, szczególnie nieznanego jeszcze nikomu żółtodzioba. Mroczny, mistyczny klimat tego miejsca mógł być nieco przytłaczający dla młodego pariasa w pierwszej chwili.
Stojąc już w środku, niedaleko za wejściem, Greer, z jedną ręką w kieszeni, a drugą smyrającą, podbródek, począł rozglądać się, zapewne w poszukiwaniu osoby Księcia Chicago, któremu miał przedstawić swojego podopiecznego.
Image Dobra, trzymaj się blisko. Muszę znaleźć naszego możnego i sprawdzić, czy ma dla nas wolną chwilę. — James na pierwszy rzut oka zdawał się nie być w stanie dojrzeć Księcia Wietrznego Miasta i musiał się rozejrzeć. Johnston miał podążać kawałek za nim. W miarę jak pokonywał kolejne metry idąc za swym mentorem, mógł poczuć na sobie wzrok nieumarłych. Ancilla zamienił słowo z paroma obecnymi w sali osobnikami, po czym ruszył po schodach na piętro. Tutaj tak samo przepych dawał o sobie znać. Złocone elementy, obrazy, piękne żyrandole. Całe wnętrze kipiało od sztuki i bogactwa.
Dotarłszy do swoistej loży, gdzie miał znajdować się Książę, Greer musiał wpierw rozmówić się z niezbyt przyjemnie wyglądającym mężczyzną posiadającym widoczne deformacje twarzy, będącym najpewniej ghulem Nosferatu. Dwójka pariasów musiała zaczekać dłuższą chwilę na rozmowę z Księciem Archibaldem, który prowadził w tej chwili ważne rozmowy. Dopiero po około dziesięciu, może piętnastu minutach, które Noah mógł wykorzystać na zadanie ostatnich pytań, nim stanie przed obliczem Archibalda, z wnętrza pomieszczenia wynurzył się blady, brodaty mężczyzna w czarnym płaszczu i z cylindrem trzymanym w skrytych pod rękawiczkami dłoniach. Spojrzał na dwójkę wampirów, po czym zwrócił się do ancilla.
Image James. — Mężczyzna ten wyglądał na pierwszy rzut oka na nieumarłego. James skinął głową z szacunkiem w stronę brodacza, który ruszył w drogę, zakładając swoje nakrycie głowy. Zaraz miała nastać chwila prawdy.

Re: Piąta: Gościnność

#3
Strata pozycji i upadek na samo dno było doświadczeniem znanym balsamiście. Jedna pomyłka przy operacji kosztowała go całe lata kariery, kiedy umierał szary człowiek na stole operacyjnym cierpiały dusze prostych ludzi; gdy umierał bogacz cierpiały portfele, znajomości i interesy. Elity nie wybaczały, jeżeli coś naruszyło ich powodzenie, mściły się zawistnie. Bycie niewidzialnym nie było czymś nowym Noahowi.
— Masz rację. Idziemy.
Oddawszy kaszkiet, płaszcz i szalik w szatni, wampir przyjął numer od szatniarza, a następnie wstąpił w leże dekadencji. Źle się czuł w głośnym, chaotycznym otoczeniu, gdzie zabawa mieszała się z desperacją, gdzie ludzie balansowali na granicy dobrego smaku, z każdym następnym drinkiem upijając godność osobistą. Ludzie potrzebowali przyjemności, aby zapomnieć o trudach życia, ale tutaj jej poziom był hedonistyczny. Zupełnie tak, jakby zaznawanie rozkoszy było ostatecznym celem uzyskania bogactwa, być może właśnie do tego dążył kapitalizm? Osiągnięcie konsumpcjonistycznej nirwany, zaprzedanie duszy diabłu pod postacią nabywanych przyjemności, usług, przedmiotów. Być może właśnie ci ludzie idealnie nadawali się na cel polowań? Cóż znaczyła utrata krwi dla nich? Nie potrzebowali jej, kiedy cały ciężar fundamentu, na jakim opierali swój sukces, spoczywał na barkach robotników. Cóż oznaczało osłabienie, gdy ich praca w żaden sposób nie narażała zdrowia? Nie groziła im śmierć z przepracowania czy wypadku. Jeżeli Noah miał być pasożytem, to chciał żerować na innych pasożytach.
Pariasi na chwilę zatrzymali się przy osobie pilnującej przejścia na pierwsze piętro. Wyglądało na to, że obowiązywało jakieś hasło, aby móc wstąpić do loży vip. Noah wytężył swój słuch, spróbował wyłapać słowa umożliwiające wstęp do jaskini drapieżników. Wkrótce bezklanowcy przekroczyli próg Elizjum.
Atmosfera panująca w pomieszczeniu natychmiast przytłoczyła Johnstona. Kilkanaście oczów skupiło się na pojawieniu Pariasów, badawcze spojrzenia oceniały przybyszy, w szczególności nową rybkę, która zawitała w akwarium rekinów. Balsamista odczuł wrażenie, iż stał zupełnie nagi przed drapieżnikami, zdolni przeświecić go na wskroś, natychmiast wychwycić wszelkie słabości. W ślepiach wampirów, nieważne jak wyraźna i piękna byłaby ich człowiecza maska, czaiła się Bestia. Mężczyzna chciał porzucić pomysł przedstawienia się Księciu, uciec i nigdy już nie powrócić. Ale nie mógł, musiał pokonać następne kroki, żeby zapewnić sobie przetrwanie w społeczności potworów.
Grozę również budziła aranżacja sali. Przepych potwierdzał władzę i zasoby posiadacza tego miejsca, a pedantyczny, wręcz perfekcyjny rozkład mebli i dekoracji zdradzał, iż nie mógł uczynić to żaden człowiek. On popełniłby jakiś błąd wynikający z ograniczonej percepcji, gdzieś byłaby jakaś nierówność, jakiś kant obrusa byłby przekrzywiony, serwetki na stołach minimalnie odstające od pozostałych, sztućce o kilka stopni skierowane w niewłaściwym kierunku. Tutaj takich pomyłek nie było. Osoba, która zadbała o wnętrze opanowała perfekcję obcą człowiekowi. Była ona abominacją, zaś jej domena wyrażała niewypowiedzianą groźbę.
Grał w grę, chociaż nieudolnie. Noah szedł za swoim mentorem i witał się wyłącznie z tymi, którzy wyrażali jawne zainteresowanie. Nie zdradzał zbyt wiele, jedynie swoje imię oraz uprzejmości. W końcu ulicznicy dotarli do loży samca-alfa stada krwiożerców. Widok zdeformowanej osoby zainteresował Noaha (nie miał bladego pojęcia o istnieniu ghuli - jeszcze) w sposób zawodowy. Jako tanatopraktor oraz chirurg po fachu stykał się z wieloma uszkodzeniami ciała, obrzydliwość ciała przestała być dlań problemem, w jego świadomości pozostało wyłącznie ciało. Dlatego też obdarzył zniekształconego pogodnym, zupełnie przychylnym spojrzeniem, kiwając przy tym głową z szacunkiem. Wykorzystując czas na czekanie, żółtodziób zaczął pytać.
— Słuchaj — zaczął mówić, gładząc się po brodzie — jakiej etykiety wymaga Książę? Mam go traktować jak feudalnego władcę, klękać przed nim i składać pokłony? Czy ukłon i nienaganna kultura wystarczy?
— Jaki właściwie jest? Czy jest jakiś temat, którego powinienem unikać?
— Tobie też jest tak gorąco? — skomentował z nieukrywanym zestresowaniem, złapał lekko za kamizelkę i koszulkę, żeby powachlować sobie materiałem przy szyi. — Pamiętam, jak przeprowadzałem swoją pierwszą operację. Wycinaliśmy pacjentowi wyrostek, niby prosta sprawa, ale ile nerwów wtedy zjadłem, o panie złoty... — Po opowiedzeniu anegdoty z wyrostkiem, zaczął kolejną i następną, i następną. Opowiadaniem historyjek próbował zredukować swój stres, nieco się rozluźnić przed właściwym spotkaniem. Noah wiedział, że James był pragmatycznym typem i pewnie taki sposób komunikacji go wkurwiał, ale po części młody też chciał się odegrać za brak manier mistrza w taksówce. Niech bydlak posłucha sobie, a jego potencjalna irytacja zapewne nieco poprawiłaby humor nowicjusza.
W momencie otworzenia drzwi, Noah natychmiast spoważniał, z siedziby Księcia wyszedł dostojnie oraz elegancko ubrany jegomość. Żółtodziób nie zamierzał odzywać się niepytany, więc jedynie okazał szacunek nowopoznanemu przez nienaganną manierę i właściwe przywitanie. Zdawał sobie sprawę, że to nie był czas na poznawanie nowych kontaktów, a stworzenie dobrego wrażenia.
— Kim jest ten szanowny dżentelmen? — zapytał z ciekawością mentora.
Później wkroczyli do środka, przed Johnstonem pojawiło się nowe wyzwanie.
Noah Johnston, Wygląd | 
» Noah Johnston był tej nocy ubrany w szarą kamizelkę, koszulę, spodnie i stare półbuty. To nie były jego ubrania, zapewne należały do robotnika dobrze prosperującego na poziomie swojej klasy, jakością materiału nie wychodzącą poza stonowaną przeciętność, przynajmniej wampir wyglądał w miarę schludnie. Na wierzch założył znoszony płaszcz oraz owinął szyję szalikiem w czarnoczerwoną kratę. Pachniał szarym mydłem zapachem przypominającym pralnię, a nie kosmetyk godny dżentelmeńskiej skóry. Szarość była kluczowa w prezentacji Noaha, gdyż gdyby nie jego wykształcenie wraz z wpojonymi manieryzmami, uchodziłby za typowego zjadacza chleba, niewartego uwagi czy poważania wśród klas wyższych. Kaszkiet był kropką nad i, domykającą obraz Noaha z dzisiejszej nocy.

Dodatkowe informacje | 
    — Przetrwał walkę na arenie Szeryfa, pokonując wampira Sabbatu. Noah walczył jak dzikus, nieumiejętnie, w szale i tylko łut szczęścia zadecydował o jego wygranej.
    — Wśród tłumów jest nieswój, denerwuje się, ma problemy z utrzymywaniem uwagi. Wydaje się nieśmiałym gościem.
    — Niedawno spokrewniony.

Legenda Kolorów Języka | 
Łacina

Re: Piąta: Gościnność

#4
W stosunku do osoby Noaha, zainteresowanie kończyło się na chwilowym wbiciu w niego wzroku. Nikt nie inicjował z nim rozmowy, co z resztą nie było dziwne. Z pewnością jednak wampiry zastanawiać się mogły kim on był, przynajmniej te, które nie widziały widowiska, którego był on główną atrakcją.
Czas dłużył się, stojąc przed wejściem do loży. Żółtodziób planował wykorzystać ten czas najlepiej jak potrafił, by lepiej przygotować się do swojego ostatniego testu, jakim było przedstawienie głowie lokalnych Spokrewnionych.
Image Na pewno musisz sobie wyrobić nawyk ukłonu przed osobą o jego statusie. Nie odzywaj się nieproszony, a przede wszystkim nie próbuj nawet odwalać takich głupot, jak z Szeryfem. Jeśli już pozwoli ci zabrać słowo, wracaj się do niego z szacunkiem, po tytule. Jeśli ci to ułatwi sprawę, wyobraź sobie, że to średniowieczny dwór, czy coś. — Greer odpowiedział zapewniając swemu podopiecznemu najważniejsze wskazówki. Wszystko, co wiedział w tej chwili Johnston składało się rzeczywiście na obraz nowoczesnego, feudalnego dworu. Nie bez powodu mówi się z resztą o 'dworze Camarilli'. Znajomość etykiety Noaha nie była co prawda zbyt duża, ale posiadał jakieś względne zrozumienie tego, jak powinien się zachowywać.
Image Po prostu odpowiadaj na pytania, jeśli się jakieś pojawią. Najlepiej krótko i zwięźle. Nie marnuj czasu Księcia. — Nie było w tym wszystkim nic trudnego dla żółtodzioba do zrozumienia. Wszystko tak naprawdę sprowadzało się właśnie do kultury, etykiety i szacunku. Musiał jednak zakodować to sobie w głowie, by nie popełnić gafy. Nie było tu miejsca na błędy, gdyż kilka nocy temu jeden niemalże kosztował go jego egzystencję.
Na wspomnienie o odczuwanej przez młodego temperaturze, Greer spojrzał w jego stronę wymownie, unosząc przy tym brew, po czym pokręcił głową. Nie odpowiedział. sama jego twarz mówiła dość "Weź się w garść chłopie".
Image Facet w cylindrze? To Primogen klanu Malkavian. Ważna szycha, jak każdy inny członek rady Primogenu. Przy nich również zachowuj się jak należy. To głowy swoich klanów w mieście i w pewnym sensie doradcy Księcia. — Już wcześniej Noah miał okazję słyszeć kilka słów na temat Primogenu od swojego mentora, ale dopiero teraz miał okazję zobaczyć jedngo z nich na własne oczy.
Wreszcie stojący przed wejściem do loży brzydal wskazał, by pariasi weszli do środka. James oczywiście poszedł przodem, a Johnston był tuż za nim.
Image Książę. — Ancilla ukłonił się przed możnym, siedzącym wygodnie z nogą założoną na nogę, opartym o siedzisko, i spoglądającym w ich kierunku. Był to paskudny, wychudzony osobnik o spiczastych uszach i głowie owiniętej bandażem. Jego ślepia zabłysły, gdy zobaczył Spokrewnionych. Poprawił lekko swoją ciemną marynarkę i zwrócił się do starszego z dwójki.
Image Greer. A więc przyprowadzasz mi swego nowego pupila, hmm? — Odpowiedział swoim nieco ochrypłym głosem, spoglądając w oczy Jamesa. Można było się zastanawiać ile razy musiał on stanąć przed Archibaldem, stawiając przed jego obliczem kolejnych biedaków, starając się by otrzymali szansę na swobodną egzystencję w tym mieście.
Image Cóż, tak. To Spokrewniony, którego parę tygodni temu uratowałem od pewnej śmierci. — Stojąc przed Księciem, opiekun pariasów zdawał się być spięty, to prawda, ale nie tak jak przebywając w jednym pomieszczeniu z Szeryfem. Trzymał swoje dłonie złączone na wysokości pasa, stojąc wyprostowany i patrząc w oczy swemu Starszemu.
Image Hmm, parę tygodni, powiadasz. Ciekaw jestem co cię zatrzymało, czemu go tutaj wcześniej nie przyprowadziłeś. — Pariasi doskonale wiedzieli, jaka była prawda. Noah nie był gotowy. Potrzebował czasu, by zaakceptować swoją nową naturę, by zrozumieć czym jest i co musi dalej zrobić. Nadal nie było pewne czy był gotowy teraz, w tej chwili.
Image Przygotowywałem go na to spotkanie, Książę. Miał trudne początki, ale przebrnęliśmy przez to. — Krótko i rzeczowo, bez zagłębiania się w mało przyjemne detale, wyjaśnił przyczynę opóźnienia. Tak naprawdę, gdyby nie niespodziewana wizyta Kimboltona, to pewnie minąłby kolejny tydzień, a może i dwa, nim James uznałby młodego za gotowego, by stanąć przed Księciem.
Image Świetnie. Mieliście więc dość czasu. — Tej wypowiedzi towarzyszyło pojedyncze skinięcie głową. Książę zwrócił teraz swój wzrok w stronę żółtodzioba, analizując jego wygląd, mimikę i zachowanie.
Image Boisz się. Twoje oczy cię zdradzają. Jesteś więc świadom wagi tego spotkania. To dobrze. — Przemawiając, wskazał delikatnie palcem na żółtodzioba. Sprawiał wrażenie, jakoby Johnston był dla niego niczym otwarta księga. Widział jego emocje, z łatwością je odczytywał i rozumiał ich pochodzenie. Nie było to dziwne. Był to wszak dość wiekowy wampir, przed którym na pewno stanął niejeden podobny Noahowi żółtodziób.
Image Powiedz, co istotnego wyniosłeś z nauk swojego mentora, hmm? — Pytanie w pierwszej chwili mogło zdawać się bardzo ogólne, jednak bystry umysł zrozumiałby, że chodziło o fundamentalne kwestie egzystencji Spokrewnionych. Noah powinien był przez ten czas poznać dość, by móc w miarę swobodnie odpowiedzieć na to pytanie w sposób zadowalający Nosferatu.

Re: Piąta: Gościnność

#5
Weź się w garść – ta sentencja, wypowiedziana na głos czy zasugerowana gestem, pojawiała się za każdym razem, kiedy mentor i jego uczeń wchodzili ze sobą w interakcję. Jeżeli ktoś chciałby odkryć istotę znajomości Pariasów, to zdanie byłoby kluczem. Być może za sto lat ewoluuje to w symbol graficzny lub tajne słowo w społeczności bezklanowców. To była ostatnia zabawna myśl, które przeszyła umysł żółtodzioba przed skonfrontowaniem się z nieuchronnym.
Johnston wkroczył za swoim mistrzem do loży Spokrewnionego najwyżej postawionego w hierarchii krwiopijców. Naśladując mentora, Noah ukłonił się przed eminencją, ale dopóki nie nakazano mu mówić, nie utrzymywał kontaktu wzrokowego, miał spuszczoną głowę. Natomiast przesłuchiwał się rozmowie, która wydawała się szybką wymianą komunikatów, zupełnie tak, jakby James Greer już wielokrotnie przedstawiał Księciu porzuconych wampirów. Przypominało to wizytę w urzędzie, gdzie właściwie rozmowa sprowadzała się do spełniania określonych warunków.
Dopiero, gdy uwaga Księcia przeniosła się z starszego na młodszego wampira, Noah uniósł oczy i nawiązał kontakt wzrokowy. Przywódca lokalnej Camarillii bezbłędnie przeczytał emocje żółtodzioba, który odczuwał strach zmieszany z niepewnością. W rzeczy samej, to spotkanie ostatecznie określi los Noaha w piramidowej strukturze Wieży z Kości Słoniowej. Kiedy Książę zadał pytanie, Noah nie odpowiedział od razu, dał sobie dobre kilka sekund na zastanowienie się.
— Książę — jeszcze raz się ukłonił przed odpowiedzeniem, podkreślając w ten sposób respekt i niemierzalną wręcz przepaść pomiędzy nimi. — Pan James — nie pozwolił sobie na luźne traktowanie swojego mentora w obecności Archibalda, gdyż spotkanie wydawało się formalne — przedstawił mi Tradycje. Ich istotą jest określenie naszej relacji pomiędzy ludźmi a nami, a także sposoby interakcji pomiędzy samymi Spokrewnionymi. Musimy bezwzględnie ukrywać swoją egzystencję przed żywymi. Szanować wolę gospodarza domeny i przedstawiać się mu w momencie jej przekroczenia. Szanować wolę starszych i stosować się do ich poleceń. Dzięki temu przetrwamy we współczesnym świecie.
Kiedy żółtodziób dokończył wypowiedź, na ułamek sekundy odpłynął. Przeżył pierwszą retrospekcję w wyobraźni, kiedy pokonywał swe pierwsze noce z Greerem. Obserwował jego sposób bycia, jego nauki, słuchał jego słów. Przedstawienie Tradycji było tak naprawdę powierzchnią, kiedy prawdziwe przesłanie Jamesa dotyczyło kwestii fundamentalnych: siła, głowa na karku i przetrwanie. Kwintesencją tych cech była samodzielność i branie odpowiedzialności na swoje słowa oraz czyny.
Przez moment Noahowi wydawało się, że jasnoniebieska aura jego mentora otacza go niczym płaszcz, jakoby spokój i opanowanie było najaśnijszymi barwami prezencji ulicznika.
— Jednak głównym przesłaniem nauk mego mentora było pokazanie mi odpowiedzialności, którą każdy z nas, Spokrewnionych, nosi na barkach. Nie jesteśmy już ludźmi, każda noc może być naszą ostatnią. Prędzej czy później musimy zaryzykować, aby posiąść vitae. Za każdym razem istnieje ryzyko, że polowanie złamie Maskaradę lub będziemy rywalizować z innym drapieżnikiem. Dlatego polegamy wyłącznie na sobie i każdy z nas płaci za swoje błędy, nikt inny. A to wymaga dyscypliny i siły.
Noah Johnston, Wygląd | 
» Noah Johnston był tej nocy ubrany w szarą kamizelkę, koszulę, spodnie i stare półbuty. To nie były jego ubrania, zapewne należały do robotnika dobrze prosperującego na poziomie swojej klasy, jakością materiału nie wychodzącą poza stonowaną przeciętność, przynajmniej wampir wyglądał w miarę schludnie. Na wierzch założył znoszony płaszcz oraz owinął szyję szalikiem w czarnoczerwoną kratę. Pachniał szarym mydłem zapachem przypominającym pralnię, a nie kosmetyk godny dżentelmeńskiej skóry. Szarość była kluczowa w prezentacji Noaha, gdyż gdyby nie jego wykształcenie wraz z wpojonymi manieryzmami, uchodziłby za typowego zjadacza chleba, niewartego uwagi czy poważania wśród klas wyższych. Kaszkiet był kropką nad i, domykającą obraz Noaha z dzisiejszej nocy.

Dodatkowe informacje | 
    — Przetrwał walkę na arenie Szeryfa, pokonując wampira Sabbatu. Noah walczył jak dzikus, nieumiejętnie, w szale i tylko łut szczęścia zadecydował o jego wygranej.
    — Wśród tłumów jest nieswój, denerwuje się, ma problemy z utrzymywaniem uwagi. Wydaje się nieśmiałym gościem.
    — Niedawno spokrewniony.

Legenda Kolorów Języka | 
Łacina

Re: Piąta: Gościnność

#6
Image
Można było się spodziewać, że znajomość etykiety młodego Spokrewnionego została przez Księcia zauważona. Wysłuchał on z uwagą dialogu między nim a jego mentorem, aż w końcu Nosferatu zwrócił swą uwagę w kierunku żółtodzioba. Chwila ciszy w następstwie skierowanego do niego pytania została na szczęście przerwana po kilku sekundach, gdy przedstawił treściwą, przemyślaną odpowiedź. Następstwem była krótka chwila przywołania niedawnych wspomnień, gdzie jego nauczyciel wprowadzał go w tajniki nieżycia, przekazując mu podstawową wiedzę, mającą przygotować go do egzystencji jako członek społeczności Spokrewnionych. Wreszcie dokończył swoją wypowiedź, dając nią Starszemu wyraźny sygnał swojego względnego zrozumienia obowiązujących zasad.
Image Dobrze, dobrze. — Archibald pokiwał lekko głową, przyjmując do wiadomości odpowiedź młodego.
Image Mówiąc jednak o kwestii ryzyka i Maskarady, panie Noah Johnston, co powiesz mi na temat swojej śmiertelnej rodziny? — Wampir podniósł się z siedziska, złączając swoje chude palce zakończone parucentymetrowymi pazurami, gdy stanął do pionu, przyglądając się teraz obu, lekko zbitym z tropu pariasom.
Ten niespodziewanie wypływający na powierzchnię temat nie był szczególnie wygodny. Dla Noaha wciąż była to świeża rana, z którą zapewne nadal nie wiedział jak sobie poradzić. Jego plany, przynajmniej na chwilę obecną, oddalił James, który odradził mu kontakt z rodziną ze względu na ich bezpieczeństwo. Ile właściwie Książę wiedział na ich temat? Ile wiedział na temat niego samego? Johnston był już dzięki swemu mentorowi świadom, że Nosferatu są niezrównani w sztuce pozyskiwania i wymiany informacji. Wciąż jednak jego wiedza mogła być dla Noaha niepokojąca, i zdecydowanie przez niego niepożądana.
Greer nieznacznie obrócił głowę, kątem oka przyglądając się swemu podopiecznemu. Można było poczuć, iż był to moment krytyczny dla żółtodzioba, który wciąż mógł tęsknić za domem, za swoją rodziną i dawnym życiem, a do których nie mógł już wrócić, nie ważne jak bardzo by chciał. Cokolwiek teraz czuł, musiał postarać się rzucić to na bok, by przejść pomyślnie przez ten etap inicjacji.

Re: Piąta: Gościnność

#7
Otwarta natura pytania Księcia na temat rodziny Johnstona sparaliżowała go, zupełnie zaniemówił. Była to reakcja niekontrolowana, zupełnie tak, jakby ktoś przeciął zimnym nożem jego struny głosowe, uniemożliwiając wydobycie jakichkolwiek słów. Jedno, zdawało się proste pytanie zupełnie wybiło z rytmu nowicjusza, ponieważ momentalnie poczuł ciężar odpowiedzialności na barkach. Straszliwej świadomości tego, iż źle udzielona odpowiedź mogłaby skazać ukochanych na zagładę. Żona, syn, rodzice oraz przyjaciel byli w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
Co z nimi? — chciał zripostować pytaniem, na pytanie, lecz tylko rozdziawił usta. Potrzebował kolejnego momentu na pozbieranie się i udzielenie sensownego wytłumaczenia.
— Od momentu mojego Spokrewnienia, w żaden sposób się z nimi nie skontaktowałem. — zaczął tłumaczyć nerwowym głosem. Bał się, jego strach był niemal namacalny — Nie wiedzą czym się stałem. Z ich perspektywy nagle zniknąłem z miejsca pracy. Mogli zawiadomić policję, ponieważ nie odzywałem się przez długi czas. Wszystko to, co się wydarzyło, przypomina tragiczne zdarzenie, które niestety przytrafiają się w normalnym życiu, ale wziąż w normalnym życiu. Szczególności dzisiaj, w dobie zmożonej przestępczości. — Przedstawił domniemane konsekwencje, opierając się na logice łańcucha przyczynowo skutkowego. Próbował podkreślić, że nie złamał Maskarady, ale nie powiedział tego wprost, bo domyślił się, iż to Książę był w pozycji do decydowania o załamaniach kurtyny sekretu, a nie on.
— Gwarantuję, że zerwę z nimi wszelkie kontakty. Nie są w nic zamieszani. — Powiedział pewniej. Bezpieczeństwo rodziny było dla niego priorytetem, więc był w stanie zerwać z nimi wszelki związek, zaprzestać czerpania wszelkich korzyści, byleby przetrwali. Przynajmniej teraz, w obliczu realnej obawy, Noah mógł składać takie deklaracje. Był zdesperowany, a nie wiarygodny.
Noah Johnston, Wygląd | 
» Noah Johnston był tej nocy ubrany w szarą kamizelkę, koszulę, spodnie i stare półbuty. To nie były jego ubrania, zapewne należały do robotnika dobrze prosperującego na poziomie swojej klasy, jakością materiału nie wychodzącą poza stonowaną przeciętność, przynajmniej wampir wyglądał w miarę schludnie. Na wierzch założył znoszony płaszcz oraz owinął szyję szalikiem w czarnoczerwoną kratę. Pachniał szarym mydłem zapachem przypominającym pralnię, a nie kosmetyk godny dżentelmeńskiej skóry. Szarość była kluczowa w prezentacji Noaha, gdyż gdyby nie jego wykształcenie wraz z wpojonymi manieryzmami, uchodziłby za typowego zjadacza chleba, niewartego uwagi czy poważania wśród klas wyższych. Kaszkiet był kropką nad i, domykającą obraz Noaha z dzisiejszej nocy.

Dodatkowe informacje | 
    — Przetrwał walkę na arenie Szeryfa, pokonując wampira Sabbatu. Noah walczył jak dzikus, nieumiejętnie, w szale i tylko łut szczęścia zadecydował o jego wygranej.
    — Wśród tłumów jest nieswój, denerwuje się, ma problemy z utrzymywaniem uwagi. Wydaje się nieśmiałym gościem.
    — Niedawno spokrewniony.

Legenda Kolorów Języka | 
Łacina

Re: Piąta: Gościnność

#8
Image
Atmosfera w pomieszczeniu stała się dla Noaha tak ciężka i nieznośna, że gdyby wciąż żył, to mógłby mieć problem ze złapaniem oddechu i opanowaniem bicia własnego serca. Bez tych efektów zdecydowanie było lżej, jednak wcale nie umniejszało to wagi tematu, który został przez Archibalda poruszony. Młody wampir musiał dać zadowalającą odpowiedź, by zapewnić sobie spokój ducha, a swej rodzinie bezpieczeństwo.
Książę słuchał z uwagą pariasa, ważąc jego słowa, analizując sposób jego wypowiedzi, przyglądając się emocjom skrywanym w jego oczach. Widział jego strach już wcześniej, tak więc musiał i widzieć jak ten został spotęgowany w wyniku poruszenia tego tematu. Tymczasem Greer mógł się tylko przyglądać i przysłuchiwać. To, jak miało ostatecznie przebiec to spotkanie i jakie wrażenie miał odcisnąć żółtodziób, zależało wyłącznie od niego samego, szczególnie po słowach, które wypowiedział przed momentem.
Image Powiadasz. Jak jednak zamierzasz tego dokonać, skoro mieszkają oni tutaj, w mieście Chicago, hmm? Co uczynisz, jeśli twoja żona, bądź też syn, zaczepią cię którejś nocy na ulicy? Jak się zachowasz, jeśli pozna cię ktoś z twoich dawnych znajomych, lub współpracowników? Czy masz plan, jak tego uniknąć i jak z tego wybrnąć, jeśli już tego dojdzie? — Nieumarły przepytywał Noaha niczym oficer wojskowy szeregowego. Delikatnie przy tym gestykulował, a także wykonał dwa nieduże kroki w jego kierunku, nie odrywająć od niego wzroku, by przystanąć i złączyć swe dłonie pod klatką piersiową.
Prawda była taka, że Noah nie myślał wcześniej o potencjalnym rozwiązaniu tego problemu. Niewątpliwie rozgrywał w wyobraźni scenariusz ponownego spotkania ze swoją rodziną, ale nie myślał wtedy o tym, jak zamiecie to pod dywan, jeśli już rzeczywiście do tego dojdzie. Pytania zadane przez wampira Nosferatu służyły zbadaniu tego, czy młody będzie w stanie rzeczywiście uporać się z konsekwencjami swojej nieumarłej egzystencji w Chicago, tak blisko ludzi, z którymi żył, a także tymi, z którymi pracował, którym niegdyś pomagał. Każdy z nich mógł się potencjalnie przyczynić do złamania Maskarady, za co odpowiedzialny byłby nie kto inny, jak sam Johnston.
Musiał myśleć szybko. Jego strach i desperacja rosły. Priorytetem było w danej chwili zadowolenie nieumarłego, od którego zależało być lub nie być żółtodzioba. Zdawało się, że Johnston był w tej chwili gotów powiedzieć wszystko, co pragnął usłyszeć Książę, nawet jeśli w danej chwili nie był pewien, czy zdoła dotrzymać słowa. Nie miał z resztą innego wyjścia. Jeśli by się głębiej nad tym zastanowić, wedle tego co mówił James, egzystencja wampirów opiera się na grach, kłamstwach i kombinacjach. Umiejętność wybrnięcia z sytuacji dobrą, przekonującą gadaniną była więc niezbędna w tej mrocznej egzystencji.

Re: Piąta: Gościnność

#9
Każdy postawiony krok Księcia w kierunku żółtodzioba sprawiał, że czuł się on zagrożony. Stanął on przed obliczem najważniejszego Spokrewnionego w mieście, który z całą pewnością przez wiele lat rozgrywał wiele partii politycznych, być może kilkanaście jednocześnie. Wykorzystanie gierek słownych, kłamstw i manipulacji względem doświadczonego gracza mijało się zupełnie z celem. Noah w pierwszym odruchu chciał wylać z siebie tysiące zapewnień, niepewnych gwarancji, byleby tylko wkupić się w łaskę władcy. Nie uczynił tego. Postanowił pomyśleć, odwołać się do swojego intelektu, co w konsekwencji sprawiło, że minęło kilka długich chwil zanim odpowiedział.
Wiedział, jakimi kartami to rozegra. Szczątkową wiedzą na temat praw wampirów, logiką oraz zdrowym rozsądkiem. Tylko użycie swoich talentów mogło mu pomóc.
Nie ujawnisz swej natury tym, co ze Krwi nie są — zacytował chwiejnym głosem Pierwszą Tradycję, recytacja nie brzmiała zbyt godnie, ale przynajmniej potwierdzała znajomość podstawowych praw. — Samo spotkanie z nimi nie zdradzi mojej natury. Jeżeli będę egzystował w Chicago, prędzej czy później napotkam ludzi, którzy mnie znają, bo jest ich wielu. W przypadku współpracowników czy znajomych po fachu ucięcie znajomości jest proste, gdyż nie wiążą mnie z nimi bliskie relacje. Jednak czy rzeczywiście ucięcie tego miałoby sens w przypadku takich ludzi? Dlaczego miałoby ich obchodzić to, co się dzieje w moim życiu prywatnym? Nagłe opuszczenie towarzystwa, to wzbudziłoby podejrzenia i dziwne pytania. Wydaje mi się, że istotą Maskarady jest właśnie lawirowanie pomiędzy żyjącymi, żeby wykorzystywać ich talenty. Czy właściciele La Liberte zupełnie ukrywają się przed ludźmi? A przecież pod nami funkcjonuje klub pełen gości, czy to nie tworzy co najmniej kilkadziesiąt sposobności na złamanie Maskarady? Jednak to miejsce funkcjonuje i działa. Wszedłem tutaj z Jamesem frontowymi drzwiami, a przed dniem wyjdzie tym samym wyjściem całe zgromadzenie z Elizjum. — Swoją przemową podkreślił fakt, że zupełnie zatajenie egzystencji nie mogło działać. Wampiry były istotami społecznymi, co potwierdza istnienie Elizjum i dziesiątki nieumarłych bywalców na piętrze. Nie trzeba było być specjalnie bystrym, aby spostrzec zależności pomiędzy Spokrewnionymi a śmiertelnymi, które umożliwiały nie tylko prowadzenie interesów, lecz również wpływanie na poszczególne jednostki dla realizacji celów Camarilli. Bez kontaktów z żyjącymi, być może samo dbanie o Maskaradę byłoby trudniejsze, jeśli niewykonalne.
— W przypadku rodziny sprawa jest trudniejsza. Z racji biologii mojego ciała, nie mogę z nimi spędzać czasu. Dlatego wykorzystam instytucję, jakim jest sąd, żeby powołać pełnomocnika w celu rozwodu z żoną i podziału majątku. Stworzenie kłamstwa, w którym wychodzę na niewiernego i godnego pożałowania męża jest prostsze do wykreowania, niżeli po prostu zapadnięcie się pod ziemię. Jakiś czas temu korzystałem z usług prostytutki, posiadam już fundament do tego planu, jeżeli zdecydowałbym się na jego wykonanie. Wystarczy wcielić go w życie. Moja reputacja zostanie zdruzgotana, ale Maskarada przetrwa. — Przedstawione słowa sprawiały mu prawie fizyczny ból, co było z resztą widać po emocjonalnym tonie. Niemniej wyłożył kawą na ławę, wykorzystując znajomość swej wiedzy o społeczeństwie. Mowa wybrzmiała jak wykład prowadzony przez nieszczęśliwego doktora, który bezpośrednio przedstawił rozwiązanie problemu. Rozwiązanie kujące w moralność, ale jak najbardziej legalne.
Noah Johnston, Wygląd | 
» Noah Johnston był tej nocy ubrany w szarą kamizelkę, koszulę, spodnie i stare półbuty. To nie były jego ubrania, zapewne należały do robotnika dobrze prosperującego na poziomie swojej klasy, jakością materiału nie wychodzącą poza stonowaną przeciętność, przynajmniej wampir wyglądał w miarę schludnie. Na wierzch założył znoszony płaszcz oraz owinął szyję szalikiem w czarnoczerwoną kratę. Pachniał szarym mydłem zapachem przypominającym pralnię, a nie kosmetyk godny dżentelmeńskiej skóry. Szarość była kluczowa w prezentacji Noaha, gdyż gdyby nie jego wykształcenie wraz z wpojonymi manieryzmami, uchodziłby za typowego zjadacza chleba, niewartego uwagi czy poważania wśród klas wyższych. Kaszkiet był kropką nad i, domykającą obraz Noaha z dzisiejszej nocy.

Dodatkowe informacje | 
    — Przetrwał walkę na arenie Szeryfa, pokonując wampira Sabbatu. Noah walczył jak dzikus, nieumiejętnie, w szale i tylko łut szczęścia zadecydował o jego wygranej.
    — Wśród tłumów jest nieswój, denerwuje się, ma problemy z utrzymywaniem uwagi. Wydaje się nieśmiałym gościem.
    — Niedawno spokrewniony.

Legenda Kolorów Języka | 
Łacina

Re: Piąta: Gościnność

#10
Image
Pomimo targających Noahem emocji, pomimo napięcia, nerwów i strachu, postarał się zachować on zimną krew. Zamiast padać przed Starszym na kolana, błagać go i z desperacją w głosie zapewniać, pomyślał przez chwilę i przedstawił Księciu w swej treściwej przemowie, sensowną, logiczną odpowiedź, uwzględniającą cokolwiek wiarygodny scenariusz. Był świadom tego, iż scenariusz ten, lub podobny, prawdopodobnie prędzej czy później będzie musiał zrealizować. Mimo iż miasto Chicago było ogromne, przecięcie się dróg rodziny Johnstonów było tak naprawdę wyłącznie kwestią czasu, chyba że Noah siedziałby schowany pod kamieniem przez następne kilka dekad, co oczywiście nie wchodziło w grę.
Wampir z ogromnym bólem skończył przemowę, w której jasno przedstawił swoją wiedzę i zrozumienie Pierwszej Tradycji, na której opierała się cała ówczesna egzystencja Spokrewnionych. Choć początki były trudne, to cokolwiek produktywnie spędził ostatnie dwa tygodnie pod skrzydłami Jamesa starającego się wpoić mu do głowy wszystko to, co powinien wiedzieć, by jego integracja ze społecznością nieumarłych przebiegła pomyślnie.
Archibald uważnie słuchał i ważył każde słowo żółtodzioba, przeszywając go na wskroś swoimi oczyma, jedynie dokładając do jego już obecnego ciężaru.
Image Hm. Interesujące. — Książę pokiwał głową, krótko podsumowując cały długi monolog młodego krwiopijcy. Po kilku sekundach niezręcznej ciszy i przyglądaniu się na zmianę to Greerowi, to Johnstonowi, wreszcie rzucił.
Image No dobrze. Dość już usłyszałem. — Nie sposób było wyłapać jakichś szczególnych emocji w tonie Nosferatu, który momentalnie ruszył w stronę wyjścia z loży, wykonując zginającymi się energicznie palcami gest instruujący, by pariasi podążyli za nim.
Image Przygotuj automobil do drogi. — Rzekł do swojego sługi wychodząc z pomieszczenia i kierując w stronę schodów.
James i Noah spojrzeli po sobie pytająco, nie wiedząc co z tego przedstawienia ostatecznie wynikło. Ta dalsza niewiedza skutkowała utrzymaniem nieznośnego napięcia, jakie odczuwał młody parias. Oboje cierpliwie czekali na Książęcy werdykt, podążając za jego wychudzoną sylwetką w dół schodów. Dopiero zbliżając się do najniższych stopni Archibald ponownie przemówił.
Image Noah Johnston. — Zaczął mówić, po czym zrobił parusekundową przerwę.
Image Zdajesz się posiadać nieco więcej intelektu i wiedzy, a także instynktu samozachowawczego, niż jeden z twych ostatnich poprzedników. — Padający z ust Księcia komplement był cokolwiek niespodziewany, jednak mógł sprawić, że Noah rozluźnił się przynajmniej na chwilę. Wampiry były już w głównej sali, a Nosferatu kierował się w stronę wyjścia z Elizjum.
Image Jest to powodem, dla którego on nie miał przyjemności egzystować z nami w obecnych nocach. — Rozluźnienie momentalnie minęło, gdy Noah słuchając słów Archibalda zrozumiał, że jeden z pariasów, ubiegających się przed nim o swoiste obywatelstwo w społeczności Spokrewnionych, został unicestwiony, prawdopodobnie za sprawą niespełnionych wymagań. Zbliżając się powoli do wyjścia, można było zobaczyć kolejnego mężczyznę z różniącymi się deformacjami twarzy, zbliżającego się wraz z ciemnym, długim płaszczem i fedorą w rękach do Archibalda, który w tym momencie przystanął w miejscu, czekając na nadejście meżczyzny.
Image Ty jednakże szansę na przysłużenie się naszej społeczności dostaniesz. — Kontynuował, wyciągając ramiona tak, by jego służący mógł założyć na niego płaszcz. Książę odwrócił się wreszcie do pariasów, spoglądając znów prosto w oczy Noaha.
Image Nie zmarnuj jej, neonato. — Wypowiadając to zdanie założył na swój zabandażowany łeb fedorę. Czy on właśnie powiedział "neonato"? Noah się aby nie przesłyszał? To oznaczało, że został przez Archibalda uznanym za pełnoprawnego członka społeczności nieumarłych. Przez chwilę mogło się zdawać, że idzie na rzeź, jednak okazało się, że wreszcie kamień mógł spaść z jego nieumarłego serca. Książę spojrzał wreszcie na Jamesa.
Image Greer. — Rzucił pożegnalnie. Sprawa została zamknięta i nie trzeba było żadnej dalszej dyskusji. Powiedziano wszystko co, co miało zostać powiedziane.
Image Książę. — Opiekun pariasów pochylił z szacunkiem głowę, a Książę odwrócił się i ponownie skierował, tym razem już w towarzystwie swego służącego, do wyjścia, jeszcze przed przekroczeniem progu zmieniając twarz na bardziej społecznie akceptowalną.
Image No, cholera, udało się. — James rzucił do Noaha z pewną cichą radością, opierając dłonie na biodrach i energicznie kiwając głową, jakby samemu odczuwając ogromną ulgę. Włożył w swego pupila sporo pracy i wysiłku, co chwalebnie przyniosło pozytywne rezultaty. Noah Johnston nie był już żółtodziobem, a neonatą, pełnoprawnym członkiem wampirzej społeczności. Książę najwyraźniej upewnił się, że obecne w sali wampiry również będą tego świadome. Przeniesienie tego finału spotkania do głównej sali nie mogło być przypadkiem, czy skutkiem pośpiechu Starszego. Wszakże jaką moc miałoby oświadczanie o swoistym awansie wampira w zamkniętych czterech ścianach, z dala od oczu i uszu kogokolwiek innego? To musiał być celowy zabieg.
To były ciężkie noce, podczas których Noah otarł się o ostateczną śmierć nie raz, a dwa, i chwalebnie wyszedł z tego cało. Tej nocy doczekał się rezultatów jego walki o własne przetrwanie i akceptację Spokrewnionych. Od tego momentu mógł kreować własną przyszłość.
Image I co, jak się teraz czujesz, stary? — Uniósł łeb, pytając z widocznym zainteresowaniem. Noah nie był już dłużej do niego przykuty, mógł teraz działać niezależnie. Wiele mu jednak zawdzięczał i na pewno o tym pamiętał.

Re: Piąta: Gościnność

#11
Przygotuj automobil do drogi. Komunikat Księcia skutecznie wystraszył żółtodzioba żywiącego tragiczne wspomnienia po wycieczkach "po mieście". Czyżby Nosferatu zamierzał wywieść gdzieś młodego i kazać walczyć raz jeszcze? Albo strzelić mu w łeb? Wyglądało na to, że zapowiadała się kolejna podróż, bowiem przywódca lokalnych Spokrewnionych nakazał podążać za swym śladem. Noah zerknął niepewnym wzrokiem na mentora, a potem ruszył za zdeformowanym. W milczeniu wysłuchiwał słów Księcia, które pomimo prostej i konkretnej formy, brzmiały zupełnie tak, jakby mogłyby zburzyć wszelkie przeszkody czy wznieść pomniki sukcesu ku niebiosom. Rozdawał karty w tym gambicie. Poprzednik Johnstona źle wykorzystał swoje opcje, więc zginął, na szczęście flegmatyk zdołał zadowolić szefa i wyjść z tego obronną ręką. Kiedy w sali głównej Noah Johnston otrzymał tytuł neonaty, ukłonił się głęboko, zachowując pochmurną twarz. Co musiał przehandlować za względne bezpieczeństwo wśród starszych krwiopijców? Moralność, zdrowie, przede wszystkim rodzinę, za którą gotowy był wyjść na słońce. Teraz, aby mogła ona spokojnie dożyć starości, Johnston musiał zachować się jak ostatni pies, wprowadzając w ruch intrygę, która doprowadzi do rozbicia rodziny. Która ukaże go jako zdradliwego męża chodzącego na kurwy, poświęcającego dobre imię na rzecz krótkiej rozkoszy. Taki był koszt za wstąpienie w szeregi potępionych.
— To zaszczyt, Książe. Nie zawiodę — rzekł pokornie, pozostając w ukłonie.
Neonata dopiero wyprostował się, gdy Książę opuścił pomieszczenie. Balsamista rozejrzał się po sali, nie spodziewał się oklasków czy zachwytów ze strony obserwujących wydarzenie. Dlatego nie pozwolił sobie na zupełne rozluźnienie, bo domyślał się, że właśnie cała ta zgraja wiekowych chodzących trupów uzyskała legalną sposobność na chędożenie go w dupę, a on jeszcze musiałby za to podziękować. Szeryf bardzo dobrze ukazał mu perspektywę Pariasów w Wietrznym Mieście, zdecydowana większość z nich była po prostu atrakcją, psami walczącymi w klatkach. Jak wielu z widowni dzieliło teraz Elizjum z Noahem? Skurwysyny.
Jak się czuł? Jak kawał gówna. Ten feniks zdecydowanie nie uniósł się z popiołów. Zaproponowane deklaracje musiały zostać spełnione, słowo się rzekło, pierwsza oficjalna próba spadła na barki Noaha. Ale z drugiej strony miał dość samoumartwiania, chciał przez chwilę przestać gryźć się z własnym sumieniem. Pokazywanie teraz słabości przed publicznością byłoby politycznym samobójstwem, dlatego Johnston nałożył maskę sztywnego profesjonalisty.
— Czuję, że trzeba się napić, Jamesie — odpowiedział spokojniejszym głosem. — Zobaczmy, co Elizjum ma w menu. Bierz co chcesz, ja stawiam. — Propozycja skosztowania miejscowych specjałów była na poważnie, Noah dzisiaj w nocy nie zamierzał oszczędzać.
Jeżeli Greer zgodziłby się na drinka, panowie usiedliby przy barku.
— Dwa kieliszki czerwonego poproszę i popielniczkę — spróbował zamówić krew w dwuznaczny sposób, jednak czuł się jak totalny idiota, kiedy to zrobił. Pierwsze zamówienie w Elizjum było stresujące. Powinien bezpośrednio zapytać o vitae czy dalej popisywać się elokwencją?
W każdym razie Noah po zrealizowaniu usługi czy też nie, oparł się o ladę w taki sposób, aby większość jego ciała była skierowana ku mentorowi.
— Planuję wdrążyć plan, który przedstawiłem Księciu w trybie natychmiastowym — zaczął rozmowę cichym tonem. — A tak poza tym, przydałaby się jakaś robota. Myślisz, że ktoś z szanownego towarzystwa — w wymowny sposób rozejrzał się po całej sali, przejeżdżając wzrokiem po sztywnych ważniakach — miałby korzyść z moich talentów? Tuszę, że intelektualista wzbogaciłby czyjś czas?
Noah Johnston, Wygląd | 
» Noah Johnston był tej nocy ubrany w szarą kamizelkę, koszulę, spodnie i stare półbuty. To nie były jego ubrania, zapewne należały do robotnika dobrze prosperującego na poziomie swojej klasy, jakością materiału nie wychodzącą poza stonowaną przeciętność, przynajmniej wampir wyglądał w miarę schludnie. Na wierzch założył znoszony płaszcz oraz owinął szyję szalikiem w czarnoczerwoną kratę. Pachniał szarym mydłem zapachem przypominającym pralnię, a nie kosmetyk godny dżentelmeńskiej skóry. Szarość była kluczowa w prezentacji Noaha, gdyż gdyby nie jego wykształcenie wraz z wpojonymi manieryzmami, uchodziłby za typowego zjadacza chleba, niewartego uwagi czy poważania wśród klas wyższych. Kaszkiet był kropką nad i, domykającą obraz Noaha z dzisiejszej nocy.

Dodatkowe informacje | 
    — Przetrwał walkę na arenie Szeryfa, pokonując wampira Sabbatu. Noah walczył jak dzikus, nieumiejętnie, w szale i tylko łut szczęścia zadecydował o jego wygranej.
    — Wśród tłumów jest nieswój, denerwuje się, ma problemy z utrzymywaniem uwagi. Wydaje się nieśmiałym gościem.
    — Niedawno spokrewniony.

Legenda Kolorów Języka | 
Łacina

Re: Piąta: Gościnność

#12
Image
Mimo osiągniętego sukcesu, mimo przetrwania jednego z najtrudniejszych etapów ostatnich nocy i otrzymania statusu neonaty, Noah nie odczuwał zadowolenia. Obietnice, jakie przedstawił Księciu Wietrznego Miasta, musiał zrealizować. Nie tylko to, ale niekomfortowa była również świadomość jego pozycji w hierarchii. Dotychczas był niewidzialnym, nic nieznaczącym żółtodziobem. Teraz jednak stał się pionkiem o jakiejś tam, jakkolwiek niedużej wartości, w grze znacznie Starszych wampirów. Był to więc dopiero początek.
Po wspomnieniu przez Johnstona o napitku i zaoferowaniu się z postawieniem kieliszka vitae swojemu mentorowi, ten oczywiście nie miał żadnych obiekcji. Był nawet zaintrygowany przez pewną postawę nowo mianowanego neonaty. Barman zlustrował nowego klienta, po czym udał się na tył baru i po chwili przyniósł dwa kieliszki pełne karmazynowego płynu, których koszt był tylko nieznacznie większy od dobrego, wytrawnego wina. Podsunięto mu również popielniczkę.
Image Więc mówiłeś poważnie. Kiedy żeś to sobie w głowie ułożył, co? — Parsknął z lekkim uśmiechem, popijając z kieliszka. Po ostatniej rozmowie na ten temat, trudno było dziwić się Jamesowi, że nie był pierwotnie przekonany co do prawdziwości słów swego podopiecznego na temat tego jak rozwiąże problem potencjalnego kontaktu z jego rodziną.
Image Robota? Nie będzie łatwo stary. Największą szansę masz póki co na zabawienie swoją wiedzą jakiegoś Ancillae albo Starszego przez kilka minut. Nie umiesz walczyć, nie masz od tego ludzi, nie masz też chyba szczególnej charyzmy, a kłamstwo czuć od ciebie na kilometr. Powinieneś nad tymi rzeczami popracować, poważnie. Inaczej długo się swoim statusem możesz nie nacieszyć, albo utkniesz w tym miejscu na długie dekady. Cholera wie co jest gorsze. — Prawda padająca z ust Greera była brutalna, ale była to mimo wszystko prawda. Johnston nie zdawał się posiadać szczególnych talentów, które mogłyby się przydać nieumarłym, choć z drugiej strony posiadał wykształcenie, ponadprzeciętną wiedzę z zakresu medycyny oraz nauki przyrodniczej. Coś z tego musiało, prędzej czy później, znaleźć zastosowanie w jego nieżyciu. Umiejętność komunikowania się z duchami, z kolei, zdawała się czymś, o czym Greer albo nie pamiętał w tej chwili, albo nie był tego w ogóle świadom.
Image W sumie to pewnie mógłbyś się nająć jako chłopiec na posyłki, przynajmniej na początek. Wielu tak zaczyna. No i fakt, że nie narzekasz na niedobór kasy też mógłby się komuś przydać, także może coś z tego będzie. — Po chwili przemyślenia Greer dodał nieco bardziej pozytywny komentarz, mający potencjał podsycić u neonaty odrobinę optymizmu. Nie mniej, pamiętając o rozmowie z Jamesem na temat nauki bitki, mógłby wykorzystać ten dogodny moment, by się z tym przypomnieć i dopytać o kontakt, gdzie powinien się zgłosić, chcąc przejść ten trening, a także przypomnieć o swoich ukrytych talentach.

Re: Piąta: Gościnność

#13
Noah podziękował za napitek i popielniczkę, ustawił ją na blacie pomiędzy sobą a mentorem, żeby mógł on swobodnie strzepywać popiół. Johnston pił powoli z kieliszka, wręcz mozolnie, i nie ekscytował się smakiem krwi. Beznamiętne spożywanie miało swój cel, mężczyzna nie chciał nagle przeżyć jednej ze swoich pokrętnych wizji, więc jeżeli wkraczałby w psychodeliczny trans, wolał czynić to powolutku, stopniowo. Łatwiej wtedy byłoby ukryć swą przypadłość przed zgromadzeniem.
— Tak, na poważnie — stwierdził dobitnie. — Wiesz, przed spotkaniem z Szeryfem, jeszcze nie zdawałem sobie sprawy z wagi problemu, jakim jest dalsze współżycie z rodziną — tłumaczył neutralnym tonem. — Po zrealizowaniu spotkania i odbyciu atrakcji przygotowanych przez wielmożnego hrabię zmieniłem zdanie, zdecydowanie — dokończył z nutką irytacji w głosie. — Poza tym jestem pewien, że Książę zażyczy sobie sprawdzić moją prawdomówność. Lepiej, żebym wtedy już odbębnił mój plan, gdyż w ten sposób udowodnię jakiś stopień kompetencji — resztę zdań wypowiedział normalnie, to znaczy flegmatycznie i przemyślanie, być może trochę nudno, bo słowa nie były nacechowane zbyt dużym ładunkiem emocjonalnym.
Po wytłumaczeniu mentorowi procesów myślowych, jakie stały za słowami, które przedstawił Księciu, złapał za kieliszek. W milczeniu oczekiwał na kolejne słowa Jamesa, zachowując przy tym przyjazną minę. Kiedy Greer palnął swoją bezpośrednią ocenę kompetencji młodego, zasymulował próbę upadku z hokera. Zlustrował mistrza ze spojrzeniem wyrażającym łatwą do odgadnięcia myśl: no kurwa, głośniej to powiedz. Nikt nie słyszy! Po chwili neonata doprowadził się do porządku, nawet pozwolił sobie na uśmiech. Brutalną prawdę przyjął żartobliwie, ponieważ już trochę poznał Greera i rzadko się on pierdolił w tańcu, mówiąc prosto z mostu, ale trzeba było mu subtelnie dać do zrozumienia, że takie opinie najlepiej smakowały w kameralnym gronie, niż na salonach, gdzie za chwilę bardziej dociekliwy wampir zasłyszy sobie opinie kolegi, a potem zacznie plotkować. No nic, stało się. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Klasyczny James.
— Zawsze doceniałem twoją szczerość — mówił, jednocześnie unosząc kieliszek. — Otwiera ona oczy. Twoje zdrowie, mentorze — złożył toast za mistrza, który pomimo swoich wad, bardzo pomógł Noahowi. W głębi serca nowicjusz wiedział, że musiał spłacić dług, chciał wyrównać rachunki.
— Oczywiście, masz rację — stwierdził z wetchnięciem. — Chociaż nie poznałeś wszystkich moich zalet, które są użyteczne. Mam wrażenie, że mimo wszystko masz jakąś firmę, wiesz? No na pewno masz jakiś biznes — zamiast kontynuować gadkę o słabościach i niedociągnięciach, jak rasowy Amerykanin zaczął mówić o zaletach. — A ja znam się trochę na księgowości. Musiałbym sobie odświeżyć prawo cywilne i ostatnie rozporządzenia podatkowe ale lubię czytać i się uczyć. Jak potrzebujesz gościa od papierologii, co ci uporządkuje księgi rachunkowe, to właśnie trafiłeś w dziesiątkę — ostatnie słowa dokończył z ogromnym optymizmem. Nieco się otworzył przed mistrzem i nie krępował się przy nim, jak przy innych wampirach.
— O ile chcesz, oczywiście. Coś mi podpowiada, że także potrzebowałbyś zapewne prania... Ale, co ja tam wiem. — Wspomniał cicho, mimochodem, niby naiwnie o praktyce wcielania przychodów z nielegalnego źródła do jawnych interesów.
— Znam się też trochę na majsterkowaniu. Podstawowe usterki, proste przeróbki i tego typu rzeczy jestem w stanie ogarnąć, lubię pobrudzić rączki. Dobrze rysuję, no i jest moja medycyna. Otaczamy się wśród ludzi, a każdy człowiek potrzebuje lekarza. Bycie chłopcem na posyłki zupełnie mi nie przeszkadza, lecz myślę, że stać mnie na więcej. A, i proszę daj kontakty na swojego gościa od nauki walki. Potem do niego skoczę.
Nie wspomniał o swojej zdolności widzenia duchów. Noah zdziwiłby się, gdyby James o tym zapomniał, zapewne miał konkretny powód, dlaczego nie poruszył tego tematu. Jeżeli rzeczywiście zapomniał, to nawet lepiej, przynajmniej nowicjusz posiadałby ukrytą kartę, a coś mu podpowiadało, że mogła się ona bardzo przydać. Ilu z bywalców Elizjum zamordowało kogoś? Dla jednych śmierć to załatwienie sprawy, być może Johnston ze śmierci wynajdzie haki na Starszych.
Noah Johnston, Wygląd | 
» Noah Johnston był tej nocy ubrany w szarą kamizelkę, koszulę, spodnie i stare półbuty. To nie były jego ubrania, zapewne należały do robotnika dobrze prosperującego na poziomie swojej klasy, jakością materiału nie wychodzącą poza stonowaną przeciętność, przynajmniej wampir wyglądał w miarę schludnie. Na wierzch założył znoszony płaszcz oraz owinął szyję szalikiem w czarnoczerwoną kratę. Pachniał szarym mydłem zapachem przypominającym pralnię, a nie kosmetyk godny dżentelmeńskiej skóry. Szarość była kluczowa w prezentacji Noaha, gdyż gdyby nie jego wykształcenie wraz z wpojonymi manieryzmami, uchodziłby za typowego zjadacza chleba, niewartego uwagi czy poważania wśród klas wyższych. Kaszkiet był kropką nad i, domykającą obraz Noaha z dzisiejszej nocy.

Dodatkowe informacje | 
    — Przetrwał walkę na arenie Szeryfa, pokonując wampira Sabbatu. Noah walczył jak dzikus, nieumiejętnie, w szale i tylko łut szczęścia zadecydował o jego wygranej.
    — Wśród tłumów jest nieswój, denerwuje się, ma problemy z utrzymywaniem uwagi. Wydaje się nieśmiałym gościem.
    — Niedawno spokrewniony.

Legenda Kolorów Języka | 
Łacina

Re: Piąta: Gościnność

#14
Image
Słowa Johnstona sprawiły, że na twarzy jego mentora pojawiło się widoczne zadowolenie, gdy wziął wreszcie łyk z kieliszka. Nie tak dawno Noah stawiał opór i buntował się przeciwko pomysłowi zerwania kontaktu z rodziną. Minęło trochę czasu, lecz wreszcie młody neonata zrozumiał jaka jest stawka. Świat mroku był brutalny, bezlitosny, a on był teraz jego częścią i nie było odwrotu. Nie istniał żaden scenariusz, w którym miałby żyć długo i szczęśliwie u boku swej żony i syna. Jako nieumarły potwór został pchnięty na inną drogę, gdzie przyszło mu walczyć o przetrwanie z innymi krwiożerczymi bestiami, i wszystko wskazywało na to, że ta walka będzie trwać przez resztę jego nocy.
Image Nawet nie ma co się zastanawiać. Nasz piękny możny na pewno będzie śledzić twoje ruchy. — Odparł z lekkim uśmiechem, w ogóle nie będąc poruszony tym faktem. Wiedza o posunięciach poszczególnych wampirów w mieście należała w końcu do obowiązków Księcia. Marny byłby jego los, i miasta, gdyby nie trzymał ręki na pulsie.
Image Ogólnie to jesteś na dobrej drodze, żeby się sprawdzić. Sam fakt, że jesteś gotów się tym zająć wiele mówi o tym, jakie postępy zrobiłeś. — Noah mógł spojrzeć wstecz na ostatnie tygodnie jego egzystencji, ciężkich nauk i wyzwań, z jakimi musiał się zmierzyć. Nie był już tym samym, przestraszonym, niepewnym żółtodziobem. Patrzał na rzeczywistość inaczej, a jego ruchy, a przynajmniej słowa, stały się bardziej przemyślane, nie powodowane impulsem i emocjami.
James oczywiście w żadnym wypadku nie miał na celu publicznego kompromitowania swojego ucznia. Swoje uwagi do niego kierował na tyle cicho, by niepowołane uszy ich nie słyszały, a co za tym idzie, by nie wzbudzały niepożądanych reakcji. Na widok poczynań Johnstona pokręcił wymownie głową, śmiejąc się pod nosem.
Image Coś tam mam. Nic wielkiego, ale trochę grosza wpada. Tylko to czym się zajmuję wymaga pewnej, jakby to określić... o! Finezji! Dokładnie tak. — Pseudo gangster brzmiał w tej chwili jak dość wiarygodny gangster. Zdawał się sprytnie maskować słowami wątpliwie legalny, czy nawet bezpieczny, biznes. Zdawał się zrobić na moment zainteresowaną minę, gdy Noah wspomniał o księgowości i papierach.
Image Na ile się na tym znasz? Na uczelni byłeś, czy coś takiego? — Spytał zaintrygowany, przyglądając się z uwagą Noahowi. Zaśmiał się znów, gdy wspomniał o brudzeniu sobie rąk.
Image Nieźle. To mówisz, że sporo potrafisz. Zobaczymy, może mi się przydasz. A tak, czekaj no, zaraz ci zanotuję. — Spokrewniony pomacał swoją marynarkę, sprawdził zewnętrzne kieszenie, a po chwili wyciągnął mały ołówek i nieco zmięty plik kartek. Zapisał adres i przesunął kartkę w stronę neonaty. Widniał na niej adres w dzielnicy Near West Side.
Image To w sumie taki mały klub. Rozpoznasz go po ciężkich metalowych drzwiach i szyldzie z napisem "K.O". Gość nazywa się Silas, powiedz mu, że ja cię przysłałem. — Jasne instrukcje i namiary były pierwszym krokiem młodego pariasa w kierunku nauki mordobicia. Były to umiejętności, jakich koniecznie potrzebował, zwłaszcza jeśli chciał nająć się u Jamesa, gdzie można było się spodziewać niebezpieczeństw. Zastanawiając się głębiej, można z resztą dojść do wniosku, że zapewne nie ma dla nieumarłych wolnej od zagrożeń roboty, ale tutaj przynajmniej mógłby pracować u kogoś, komu poniekąd ufa i trochę zna.

Re: Piąta: Gościnność

#15
Johnstonowi wydawało się, że już wcześniej zadał mentorowi pytanie o jego działalność, lecz wtedy nie był on chętny dzieleniem się personalnymi informacjami i brutalnie spławił młodego. Teraz postawa Jamesa się zmieniła, dalej nie zdradzał zbyt wiele, jednak przestał być zupełnie skryty. Wyglądało na to, iż pozwolił sobie na podarowanie Noahowi większego kredytu zaufania. Ale czy to było dziwne? Skoro Greer wcielał do Sekty wyrzutków, a każdy z nich prędzej czy później stawał przed wyzwaniami Szeryfa, to ilu z nich przeżywało próbę? W takiej sytuacji przywiązanie emocjonalne do świeżaków oznaczało odczuwanie bólu po każdym ich niepowodzeniu, kto o zdrowych zmysłach skazałby się na taką torturę?
Dopytywanie balsamisty o jego zdolności wykorzystywania w praktyce rachunkowości i księgowości stwarzało przesłankę sugerującą potencjalną przydatność w biznesie Greera.
— Na uczelni studiowałem medycynę, obrałem specjalizację chirurgiczną — odparł zaintrygowanym głosem, poczuł się jak na rozmowie o pracę. — Ukończyłem University of Chicago. Potem pracowałem w wyspecjalizowanych placówkach, głównie kroiłem bogaczy. Później. — Nagle klasnął, ucinając wypowiadanie następnych słów.
— Nie uratowałem wpływowego sędziny uwikłanego w porachunki polityczne kongresmenów. Za przeproszeniem, upierdolili mnie, James. — W skrótowej formie wykładał nauczycielowi przeszłość, która doprowadziła neonatę do aktualnego położenia.
— Aby jakoś się utrzymać, musiałem improwizować. Stąd pomysł na otwarcie domów pogrzebowych, zdziwiłbyś się, jak dochodowy okazał się to interes. Prowadząc własną działalność nauczyłem się prawa i kierowania finansami. Później mieliśmy od tego księgową, tyle tylko im też trzeba patrzeć na ręce. — Dokończył skrótową wersję swojej historii, ale wyglądało na to, że Noah się rozgadał, bo chwilę później kontynuował o swoim życiu.
— Widzę, że rozbawiła cię kwestia o brudzeniu sobie rączek. Pomyślisz: Noah i pobrudzone rączki, naah — zażartował z samego siebie, pokazując także zdrowy poziom dystansu do własnej osoby — ale to moja pasja. Przygotowywałem zmarłych do godnego pochówku, głównie dla nisko i średnio zamożnych ludzi, gdyż im również należy się godność po śmierci. Także robiłem sekcje zwłok na zlecenia, rekonstruowałem ciała i zszywałem fragmenty w całość, malowałem je, ubierałem. Znam ten fach od podszewki — dokończył z sentymentem w głosie, po czym spojrzał na krew w kieliszku. Dokończył zawartość.
— Jednak moja ścieżka tanatopraktora się zakończyła — stwierdził sucho.
Johnston przyjął kartkę z adresem, zręcznym ruchem schował ją do kieszeni.
— Silas wie o naszej naturze? Domyślam się, że jest wtajemniczony? — Zapytał o kwestie techniczne spotkania, nowicjusz Camarilli nie chciał popełnić gafy na starcie, zakładając z góry kwestie powiązania Silasa z światem wampirów.
— Wiesz co, powoli będę się zbierał. Jeszcze raz dzięki za pomoc. Jakbym chciał cię znaleźć na mieście, to gdzie się zazwyczaj kręcisz?
Noah Johnston, Wygląd | 
» Noah Johnston był tej nocy ubrany w szarą kamizelkę, koszulę, spodnie i stare półbuty. To nie były jego ubrania, zapewne należały do robotnika dobrze prosperującego na poziomie swojej klasy, jakością materiału nie wychodzącą poza stonowaną przeciętność, przynajmniej wampir wyglądał w miarę schludnie. Na wierzch założył znoszony płaszcz oraz owinął szyję szalikiem w czarnoczerwoną kratę. Pachniał szarym mydłem zapachem przypominającym pralnię, a nie kosmetyk godny dżentelmeńskiej skóry. Szarość była kluczowa w prezentacji Noaha, gdyż gdyby nie jego wykształcenie wraz z wpojonymi manieryzmami, uchodziłby za typowego zjadacza chleba, niewartego uwagi czy poważania wśród klas wyższych. Kaszkiet był kropką nad i, domykającą obraz Noaha z dzisiejszej nocy.

Dodatkowe informacje | 
    — Przetrwał walkę na arenie Szeryfa, pokonując wampira Sabbatu. Noah walczył jak dzikus, nieumiejętnie, w szale i tylko łut szczęścia zadecydował o jego wygranej.
    — Wśród tłumów jest nieswój, denerwuje się, ma problemy z utrzymywaniem uwagi. Wydaje się nieśmiałym gościem.
    — Niedawno spokrewniony.

Legenda Kolorów Języka | 
Łacina

Re: Piąta: Gościnność

#16
Image
Postawa opiekuna pariasów wobec neonaty rzeczywiście nieco się zmieniła. Teraz, kiedy Noah stał się oficjalnie częścią społeczności Spokrewnionych, James mógł nieco bardziej zaangażować się w tę znajomość i być może wciągnąć swego protegowanego w interesy, którymi się zajmował. Johnston dość treściwie odpowiedział na pytanie mentora na temat swojego wykształcenia i doświadczenia.
Image Chirurg, ta? Całkiem nieźle. Nam jako wampirom oczywiście się to zbytnio nie przyda, ale w pewnych okolicznościach taka wiedza może być całkiem użyteczna. — Nieumarli nie potrzebowali medycznej pomocy, to prawda, aczkolwiek śmiertelnicy przez nich kierowani już owszem. Może tam Noah mógłby zabłysnąć.
Image Jeśli ogarniasz finanse i te sprawy, to na pewno będziemy mogli na ten temat później pogadać. — Wampir pokiwał głową. Dobrze się zapowiadało. Biznes legalny czy nie, ktoś z głową na karku, ogarniający papierkowe sprawy, był potrzebny. Szczególnie przy szemranych biznesach tacy specjaliści byli cenieni, gdyż pomagali trzymać się z dala od kłopotów ze skarbówką. James odniósł się następnie do wypowiedzi na temat brudzenia rąk.
Image Ha, nie o to chodziło. Po prostu takim jak my trudno uniknąć takich sytuacji. Nie myśl, że przygoda z tamtym Sabbatnikiem, czy Szeryfem, były ostatnimi. Dlatego jak najszybciej musisz ogarnąć się z bitką, żeby sobie w trudnych sytuacjach poradzić. Nie zawsze będziesz mógł liczyć na farta. — Po raz kolejny przywalił młodemu garścią brutalnej rzeczywistości. Noah w głębi musiał czuć, że to dopiero początek i niejednokrotnie będzie musiał stanąć do walki z trudnym przeciwnikiem. Na szczęście miał teraz namiary na faceta, który mógł pomóc mu się na to przygotować.
Image Ja pierdolę. — James zaśmiał się, gdy młody przeszedł do tematu składania ciał.
Image Byłby z ciebie niezły Tzimisce. — Wziął kolejnego łyka, uśmiechając się, po czym spojrzał na Noaha, zdając sobie sprawę, że zapewne mógł nie wiedzieć o czym mówi. Zdawało się, że tylko raz i krótko wspomniał mu o tym klanie, nie zagłębiając się jednak w temat ich natury i zdolności.
Image Wiesz, te paskudne pojeby, które potrafią manipulować ciałem i kośćmi. — Wampir wzdrygnął się nieco mówiąc na temat zdolności tego klanu. Z jednej strony mogło to brzmieć dla tanatopraktora interesująco, z drugiej jednak było w tym coś niepokojącego.
Image Mniejsza z tym. — Machnął ręką i zamknął temat, widząc jak zbity z tropu był Johnston.
Image Silas to Spokrewniony z klanu Brujah. Myślisz, że posłałbym cię do budy jakiegoś śmiertelnika? Nawet ty mógłbyś takiego przypadkowo połamać, widziałem już na co cię stać. Problem jest taki, że Silas nie lubi obcych, więc będziesz musiał uważać, żeby go nie wkurwić, inaczej wywali cię na zbity pysk. — Myśl o otrzymaniu kolejnych batów od jeszcze kolejnego krwiopijcy nieszczególnie napawała neonaty optymizmem. Wiedział jednak, że musiał przejść przez zapewne morderczy trening u Brujaha, jeśli miał nauczyć się jak skutecznie machać łapami. James na pytanie o kontakt, wyciągnął rękę po kartkę, którą przekazał Noahowi i dopisał coś jeszcze.
Image Tu masz adres. Jeśli mnie tam nie będzie, to znajdziesz tam mojego człowieka. On zazwyczaj wie, gdzie jestem. — Odebrawszy wymięty kawałek papieru z informacjami, Noah mógł zobaczyć adres budynku gdzieś przy zachodniej granicy Central.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Caine, Diana Harper, Irène Celeste Lévêque, Rider i 2 gości