Ogary i pudle

La Liberté, pierwsze piętro

Image

Ogary i pudle

#1
Pamiętał to miejsce aż nadto, od czasu swojej pierwszej nocy w Chicago. Pierwszy raz, gdy uderzył go splendor tego miejsca. Pełna przepychu uświęcona ziemia dla Spokrewnionych. Wszystkie pary oczu nieumarłych bywalców klubu skupione na nim, skromnym przybyszu znad morza, oceniające, zdawałoby się, każdy jego krok. A pośród nich wszystkich - on, Archibald ze swoją szpetną mordą i niepokojąco inteligentnymi oczami. Zerkając w nie, przez chwilę odniósł tamtej nocy wrażenie, że Nosferatu już wcześniej wiedział o tym, że przybędzie. Zresztą czy byłoby to takie dziwne?
Teraz jednak przybył na miejsce już znacznie swobodniej. Człowiek się przyzwyczaja. A Spokrewniony tym bardziej. Nawet jeżeli nie przepadał za ogółem śmiertelnej klienteli "La Liberte", to cenił sobie spokój i bezpieczeństwo klubu. Dobre miejsce, by odpocząć na chwilę od miasta, porozmawiać z innymi wampirami, napić się, zapalić, pograć w karty i tak dalej... Ogółem poczuć tą namiastkę życia.
Mimo wszystko, krocząc w tym ośrodku chicagowskiego przepychu, Galloway czuł się nieswojo. Nie na miejscu. Miał nadzieję, że mu przejdzie. Posiedzi chwilę, poogląda towarzystwo, wczuje się w rolę... Tak, da sobie radę. A na pewno nie zacznie tak prędko narzekać na drętwotę zebranych na miejscu ludzi, skoro raptem przed chwilą jadł - był w całkiem dobrym nastroju.
Pozostawiwszy kurtkę w rękach szatniarza, Marcus natychmiast udał się na piętro. Ta nadludzka perfekcja wszędzie wokół... Gdyby studiował przedtem sztukę, pewnie doszukiwałby się tutaj nawet jakichś rozwiązań matematycznych czy innych złotych podziałów. Niestety nie znał się na tym tak dobrze. Na pewno wpadły mu w oko szkarłatne obrazy na ścianach autorstwa Lévêque, jakkolwiek makabryczne by one nie były z uwagi na pochodzenie barwnika. Było w nich.... coś, co nie pozwalało na długo oderwać od nich wzroku. Może to właśnie świadomość o procesie tworzenia tych dzieł wampirzej sztuki tak działała. Człowiek - żywy i nieumarły - zdawał się być wręcz przyciągany do różnych form makabry. Ciekawie zresztą kontrastowały z tymi europejskimi antykami zaraz obok.
Usiadł wreszcie przy pierwszym wolnym stoliku z brzegu, by nie sterczeć jak kołek. Pozwolił sobie na obserwację otoczenia. Ostatnim razem nie miał szansy przyjrzeć się bliżej miejscowym. Teraz już z chęcią to nadrobi. Już wcześniej nie należał do specjalnie zainteresowanych wampirzą polityką, jednak swoich gospodarzy warto znać. Kto wie, czy takie znajomości nie okazałyby się dla niego użyteczne: kto mógłby poratować wsparciem albo kogo powinien unikać i nie próbować następować na odcisk?

Re: Ogary i pudle

#2
Meredith nie zjawiała się tak często w tym miejscu. Splendor i luksus tego przybytku, który w zamierzeniu miał być oazą spokoju dla Spokrewnionych, a w rzeczywistości był polem, gdzie rodziła się znaczna część intryg, nie był dla niej czynnikiem mocno przyciągającym do tego miejsca. Do tego oceniający wzrok innych obecnych w danym momencie w Elizjum, ze względu na jej dobór garderoby, wzorowany na strojach staroegipskich po pierwsze, a po drugie spoglądanie, tych którzy wiedzą, że jest z klanu Brujah, jakby w każdej sekundzie miała rzucić się i rozedrzeć kogoś na strzępy. Zdecydowanie wolała spędzać czas w penthouse'ie hotelu Majestic, poświęcając się badaniu antycznych tekstów i starożytnych artefaktów zebranych w trakcie sporej liczny podróży do Egiptu i na Bliski Wschód, lub spędzać czas w cyrku, który prowadzi, nadzorując przygotowania swojego zespołu do tego czy innego występów.
Czasem jednak i Meredith nachodziła chęć by spędzić trochę czasu w tym ekstrawaganckim otoczeniu i po prostu się nim nacieszyć, nie za bardzo zważając na opinie innych, głównie przez nie wchodzenie z nimi w niepotrzebne interakcje, by nie musieć reagować na ich słowa. Zawsze jednak mogła usiąść gdzieś bardziej w rogu, może nawet poczytać jakąś książkę, o ile nikt jej nie będzie zaczepiać.
Kiedy weszła do środka, zostawiła swój płaszcz, ujawniając wszystkim swoje egipskie szaty, powoli, niemalże leniwie przemierzyła "La Liberte". Wystrój tego miejsca z pewnością powalał na kolana śmiertelników, rzadki kiedy otaczały ich taki splendor i perfekcja. Na Meredith nie robiło to aż takiego wrażenia, nie traciła więc czasu na podziwianie tego miejsca. Zdecyowanie wolała antyki z Bliskiego Wschodu, niż te europejskie, niemniej potrafiła docenić całkiem interesujące obrazy.
Kiedy tak przechodziła się w poszukiwaniu dogodnego dla siebie miejsca, jej wzrok spoczął na mężczyźnie, który siedział przy jednym, ze stolików. Mało o nim wiedziała, poza imieniem i faktem, że również należał do klanu Brujah. Może to dobry moment by nieco zacieśnić relacje?
Powoli, leniwie i bezszelestnie zbliżyła się do stolika, przy którym siedział.
-Mmm...Marcus, prawda? Wyglądasz na samotnego, pytanie brzmi czy jest to samotność z wyboru czy z przymusu? zapytała przekrzywiając głowę na bok i przyglądając się mężczyźnie.
Meredith de Vrees Braga, Wygląd | 
» Już na pierwszy rzut oka Meredith robi wrażenie - jest ona wysoką kobietą, o długich nogach i dosyć umięsnionym ciele, szczególnie jeśli idzie o ramiona i brzuch. Przed przemianą zapewne miała też przyjemną dla oka oliwkową skórę, teraz jest oczywiście bledsza, niemniej rysy jak i czarne, długie proste włosy wciąż świadczą o jej południowym pochodzeniu, zmieszanym jednak z białym Holendrem. Wydatnym przejawem tego są jej niebieskie oczy. Przez swój wzrost jak i dumne chodzenie z podniesioną wysoko głową oraz stylem ubierania się który przywodzi na myśl czasy starożytne, (czasem włącznie z peleryną!) których zresztą jest pasjonatką zapewne niezbyt wpasowuje się w konserwatywne gusta wielu osób, które lubią piętnować każdą odmienność. Z części włosów ma upleciony gruby warkocz, na szyi często gości złoty naszyjnik, na rękach złote bransoletki, a na palcach zawsze duża ilość pierścionków - to kolejne rzeczy, niezbyt wpisujące się w obecnie pasującą modę, choć może lata 20 przyniosą pewien powiew świeżości w porównaniu do czasów wcześniejszych, w końcu sufrażystki aktywnie działają już od dobrych 10 lat, ale to temat do rozwinięcia później. Kolejną 'drobnostką' jest to, że często nosi przy sobie broń, w zależności od okazji, palna lub biała, z tym, że ona jest dobrze ukryta. Wracając do wrażenia, na pewno widać, że do biednej części społeczeństwa nie należy. Ogólnie rzecz biorąc wygląda na pewną siebie kobietę, z mocniejszym makijażem i mocniejszymi perfumami niż przeciętna kobieta, popiera sufrażystki i głosi rewolucyjne idee dotyczące na przykład praw, a nawet przywództwa kobiet czy to w mieście czy to w kraju.

Dodatkowe informacje | 
Brak.

Legenda Kolorów Języka | 
Portugalski (wersja brazylijska)

Re: Ogary i pudle

#3
Wzrok męzczyzny wnet przyciągnęła nawiedzająca go kobieta. Obejrzał ją z góry na dół, uniósł brew w cichej aprobacie jej jakże egzotycznego wyglądu. Bardzo... egipski. Znacząco tym samym wyróżniała się na tle całego klubu, który utrzymywano w bardziej europejskich klimatach, miejscami wręcz średniowiecznych. Tutaj nagle wkraczała dama idąca wręcz w starożytność. To jej osobisty gust? A może świadomie chciała się wyróżnić? Tak czy inaczej, wiedziała, jak przyciągnąć uwagę - czy tego chce, czy nie.
- Zgadza się - potwierdził jej przypuszczenia Marcus. Wskazał ruchem dłoni puste krzesło zaraz naprzeciwko niego. Jakkolwiek nie przypominała mu - Raczej z wyboru, ale nie obraziłbym się na odrobinę towarzystwa.
Przyjrzał się jej uważniej. Tak, kojarzył ją, aczkolwiek przelotnie. Wtedy też wyróżniała się ubiorem. I ogółem urodą. Podczas gdy inni wydawali mu się typowo amerykańscy w ten czy inny sposób, była tam jedna osoba wyglądająca jakby przybyła gdzieś z południa. To musiała być właśnie ta kobieta. Chociaż wyglądała mu na kogoś pokroju Ventrue, to z drugiej strony nie wydawała mu się taka nadęta jak... znaczna część tego klanu. Może Toreador?
- Zdaje się, że jeszcze się sobie nie przedstawiliśmy. Mnie pani widać już zna. A ja z kim mam przyjemność? - zapytał spokojnym tonem. Pewnie, był sobie członkiem klanu powszechnie uważanego za bandę w gorącej wodzie kąpanych buntowników chętnych do walki tu i teraz, ale nie zapomniał jeszcze manier, zwłaszcza gdy miał do czynienia z kobietą. - Widzieliśmy się parę nocy temu, u Księcia.

Re: Ogary i pudle

#4
Mężczyzna nie był pierwszy ani nie będzie ostatnim, który zmierzy w ten sposób kobietę od stóp do głów. Meredith zdecydowanie się do tego przyzwyczaiła. Jak chcą to niech patrzą. Aczkolwiek zdawała sobie sprawę z faktu, że sama dosyć kontrastuje z europejskim i niekiedy średniowiecznym wystrojem tego wnętrza. Cóż poradzić, trudno, ona sama taką stylistykę uważała za nudną, a już szczególnie jak idzie o dobór garderoby. Ona ubierała się tak jak miała ochotę i tak jak się czuła dobrze.
I choć bardzo możliwe nawet, że aura jaką wokół siebie roztaczała mogła być dosyć myląca i sugerować na pierwszy rzut oka przynależność do klanu Toreador, bo przecież Ventrue byli zbyt sztywni by się tak ubrać, głęboko wsadzony w tyłek kij im na to nie pozwalał. Pozory jednak nie mogą mylić, mimo oryginalności ubioru i pewnej być może nawet dostojności za tym idącej, tuż pod skórą czaił się charakter agresywny i skory do fizycznych rozwiązań. No, może nieco głębiej pod skórą niż to jak inni Spokrewnieni widzieli stereotypowego Brujah.
Po wskazaniu krzesła usiadła na nim, wszak umiałą w towarzystwie zachować pozory kultury.
-Cieszę się więc, że nie przeszkadzam. Nie chciałabym wyciągać nikogo z głębokiej zadumy odparła uśmiechając się lekko. Tak cywilizowane zachowanie stanowiło pewne wyzwanie, lecz za każdym razem jak się jej udawało, widziała w tym małe swoje zwycięstwo.
-Proszę o wybaczenie. Jestem Meredith. Ktoś musiał mi zdradzić pana imię zanim dane było nam się poznać osobiście. Tak, pewnie to było u Księcia, tam też ktoś szepnął pana imię. Czym się pan na co dzień zajmuje? tutaj chyba do głosu doszły mimo wszystko południowe korzenie kobiety, które sprawiały, że była dosyć bezpośrednia.
Meredith de Vrees Braga, Wygląd | 
» Już na pierwszy rzut oka Meredith robi wrażenie - jest ona wysoką kobietą, o długich nogach i dosyć umięsnionym ciele, szczególnie jeśli idzie o ramiona i brzuch. Przed przemianą zapewne miała też przyjemną dla oka oliwkową skórę, teraz jest oczywiście bledsza, niemniej rysy jak i czarne, długie proste włosy wciąż świadczą o jej południowym pochodzeniu, zmieszanym jednak z białym Holendrem. Wydatnym przejawem tego są jej niebieskie oczy. Przez swój wzrost jak i dumne chodzenie z podniesioną wysoko głową oraz stylem ubierania się który przywodzi na myśl czasy starożytne, (czasem włącznie z peleryną!) których zresztą jest pasjonatką zapewne niezbyt wpasowuje się w konserwatywne gusta wielu osób, które lubią piętnować każdą odmienność. Z części włosów ma upleciony gruby warkocz, na szyi często gości złoty naszyjnik, na rękach złote bransoletki, a na palcach zawsze duża ilość pierścionków - to kolejne rzeczy, niezbyt wpisujące się w obecnie pasującą modę, choć może lata 20 przyniosą pewien powiew świeżości w porównaniu do czasów wcześniejszych, w końcu sufrażystki aktywnie działają już od dobrych 10 lat, ale to temat do rozwinięcia później. Kolejną 'drobnostką' jest to, że często nosi przy sobie broń, w zależności od okazji, palna lub biała, z tym, że ona jest dobrze ukryta. Wracając do wrażenia, na pewno widać, że do biednej części społeczeństwa nie należy. Ogólnie rzecz biorąc wygląda na pewną siebie kobietę, z mocniejszym makijażem i mocniejszymi perfumami niż przeciętna kobieta, popiera sufrażystki i głosi rewolucyjne idee dotyczące na przykład praw, a nawet przywództwa kobiet czy to w mieście czy to w kraju.

Dodatkowe informacje | 
Brak.

Legenda Kolorów Języka | 
Portugalski (wersja brazylijska)

Re: Ogary i pudle

#5
Meredith. Zapamięta to imię. Wydawało mu się w równym stopniu egzotyczne, co jej uroda. A jednak czuł, że to nie wszystko. Nie potrafił tego ubrać w słowa, ale czuł, że wygląd u tej kobiety to nie wszystko; że jednak to, co widzi, to tylko fasada. Może i należał do tych młodych Spokrewnionych, co jeszcze w istocie nie wiedzą praktycznie nic o wampirzym społeczeństwie, lecz już wiedział, że tacy jak on czy ona zyskują wprawę w pokazywaniu się innym tak, jak sami tego sobie życzą. Sam w sumie nigdy nie miał z tym problemu - jeszcze - toteż nigdy nie przyszło mu bawić się w takie iluzje, ale kto wie, kto wie...
- A możliwe, możliwe. Mówili o mnie coś jeszcze? - zapytał zaciekawiony Marcus na słowa o Księciu. Nie zdziwiłoby go wcale, gdyby każde przybycie nowego Spokrewnionego do miasta stanowiło jakieś ważne wydarzenie dla wyżej postawionych w miejscowej hierarchii wampirów. Poza Księciem jeszcze może primogen i inni "godni"... Ot, takie przedstawienie i ocena, z kim mają do czynienia... Jeżeli tutaj tak to wyglądało, to może dobrze, że niespecjalnie się przed nimi afiszował. Przyjść, przedstawić się, mieć nadzieję, że Książę nie ma problemu ze wpuszczeniem cię na swój teren, wyjść.
- W swoim czasie służyłem w policji - pochwalił się, aczkolwiek skromnie, Galloway, spoglądając na Meredith spod brwi. - Z kolei teraz... powiedzmy, że chwytam się, czego mogę, żeby przetrwać. Jak na razie nie narzekam. W sumie to nawet się cieszę - szyja już nie boli od tej "smyczy".
Bezpośrednia kobieta. Lubił takie nastawienie. Od razu graj w otwarte karty, a nie baw się w szarady. Miło.

Re: Ogary i pudle

#6
Co by nie mówić, poza egipskim ubiorem, również jej 'zwykła' uroda, fizyczność sprawiała niewątpliwie dosyć oryginalne wrażenie, tak jak chyba wszystko pochodzące z Brazylii, tak i ona musiała wywoływać myśli o swoistej egzotyce. Imię, z tego co zdążyła się zorientować, również rzadko się powtarzało.
A jeżeli Marcus potrafił zobaczyć cokolwiek poza tą fasadą, to znaczy, że był z niego naprawdę dobry i wnikliwy obserwator, Niewielu potrafiło to zrobić, wszak Meredith włożyła dużo wysiłku i doświadczenia jako ktoś kto żyje z organizowania innym show pełnego błyszczących strojów i iluzji, by nikt nie potrafił jej przejrzeć.
- Nic takiego co bym sobie przypominała. Nie zwykłam też spędzać dużo czasu na słuchaniu plotek. Wolę poznawać innych przez bezpośrednie konwersacje odparła unosząc lekko kąciki ust do góry. Ktoś musiał najwyżej wspomnieć o mężczyźnie i opisać go i rzucić właściwym imieniem, nie był to chyba nikt ważny, ani żadna poważna czy oficjalna rozmowa.
-Mmm... Policja. Interesujące. Jednak zdecydowanie lepiej funkcjonować bez takiej sztywnej smyczy na szyi. Ja prowadzę swój własny cyrk. Staram się, żeby przedstawienia były zawsze na najwyższym poziomie. Jeżeli interesują pana takie rozrywki, to serdecznie zapraszam, na miejsca dla dostojnych gości powiedziała zachęcającym tonem i skinęła głową na potwierdzenie swoich słów.
Meredith de Vrees Braga, Wygląd | 
» Już na pierwszy rzut oka Meredith robi wrażenie - jest ona wysoką kobietą, o długich nogach i dosyć umięsnionym ciele, szczególnie jeśli idzie o ramiona i brzuch. Przed przemianą zapewne miała też przyjemną dla oka oliwkową skórę, teraz jest oczywiście bledsza, niemniej rysy jak i czarne, długie proste włosy wciąż świadczą o jej południowym pochodzeniu, zmieszanym jednak z białym Holendrem. Wydatnym przejawem tego są jej niebieskie oczy. Przez swój wzrost jak i dumne chodzenie z podniesioną wysoko głową oraz stylem ubierania się który przywodzi na myśl czasy starożytne, (czasem włącznie z peleryną!) których zresztą jest pasjonatką zapewne niezbyt wpasowuje się w konserwatywne gusta wielu osób, które lubią piętnować każdą odmienność. Z części włosów ma upleciony gruby warkocz, na szyi często gości złoty naszyjnik, na rękach złote bransoletki, a na palcach zawsze duża ilość pierścionków - to kolejne rzeczy, niezbyt wpisujące się w obecnie pasującą modę, choć może lata 20 przyniosą pewien powiew świeżości w porównaniu do czasów wcześniejszych, w końcu sufrażystki aktywnie działają już od dobrych 10 lat, ale to temat do rozwinięcia później. Kolejną 'drobnostką' jest to, że często nosi przy sobie broń, w zależności od okazji, palna lub biała, z tym, że ona jest dobrze ukryta. Wracając do wrażenia, na pewno widać, że do biednej części społeczeństwa nie należy. Ogólnie rzecz biorąc wygląda na pewną siebie kobietę, z mocniejszym makijażem i mocniejszymi perfumami niż przeciętna kobieta, popiera sufrażystki i głosi rewolucyjne idee dotyczące na przykład praw, a nawet przywództwa kobiet czy to w mieście czy to w kraju.

Dodatkowe informacje | 
Brak.

Legenda Kolorów Języka | 
Portugalski (wersja brazylijska)

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości