Image

Dzika Sprawiedliwość (II)

#1
Erika niemal wpadła do Elizjum. Pewnym, szybkim krokiem bez chwili wahania przemierzała korytarze, schody i czerwone dywany. Prosto ze spotkania ze Starszą, przyszła tu, w pierwsze miejsce w jakim mogła uzyskać początkowe informacje.
Wyglądała prawie jak jak jakaś walkiria ubrana w długa do ziemi, czarną sukienkę z jakiegoś lejącego, ciężkiego materiału, na szerokich ramionkach, z gorsetem, spływająca luźno do ziemi. Na nogi włożyła płaski obcas, na wierzch ciemny, wiosenny, długi płaszcz, włosy związała w luźny warkocz na plecach, a piórom pozwoliła sterczeć jak chciały, brakowało jej tylko łuku albo włóczni do kompletnego obrazka. Towarzyszył jej za to jak zwykle ogromny, czarny pitbull.
Kobieta zatrzymała się przy barze. Bez ogródek i zbędnej straty czasu od razu wypaliła to z czym przyszła. Konkrety.
-potrzebuje kilku pilnych informacji. Czy w Elizjum dziś jest Opiekunka, Primogen Toreadorów? I czy może absolutnym przypadkiem obecne jest któreś z Harpii?- pierwszy komplet pytań. Rozglądała się oczywiście od progu sama za wspomnianymi, z tym kim trzeba wymieniając nieme grzecznosci. Kto jednak będzie się lepiej orientował w obecności Spokrewnionych lepiej jak osoba na barze? Na oku ma wszystko. Erika podparła się dłonią o biodro, drugą kładąc na blacie i stukając o niego rytmicznie wypielęgnowanymi, czarnymi paznokciami długich palców.
Gdy na te pytania uzyskała odpowiedź, przeszla dalej.
- Co możesz mi powiedzieć o Kuruku. Tylko bez zbędnego pieprzenia pośmiertnych pochlebstw. Nagie fakty okraszone Twoimi spostrzeżeniami. - nie kryła się z tematem. Mówiła normalnie głośno i śmiało. Ton miała pewny i wladczy, a spojrzenie mrocznych, czarnych ocZu zniechęcało do zbędnych dyskusji.
-Wszyscy wiemy że był Opiekunem i że niedawno został Zniszczony. Konkrety. Jaki był? Z kim był widywany? Jakie miał stosunki z gośćmi, jaka gadkę? Jak często wypieprzal kogoś na zbity pysk? - podsunęła nieco tok jej zainteresowania, bo pierwsze pytanie było boleśnie ogólne i obszerne.

Re: Dzika Sprawiedliwość (II)

#2
przybywam stąd

Elizjum, neutralny grunt goszczący wszystkich Spokrewnionych zdawał się być miejscem pilnie strzeżonym, lecz nie wzbudzał w Lasombra poczucia bezpieczeństwa. Ostatnimi czasy bardzo rzadko zjawiał się w tym miejscu, nie tylko dlatego, że go nie lubił; nawet tak krótki dystans dzielący zaparkowany automobil i wrota przystani stanowił zagrożenie Ostatecznej Śmierci, która czyhała na niego tak w obrębie Wieży z Kości Słoniowej, jak poza jej strukturami. Wroga Sekta mogła baczyć na jego każdy krok, lecz wampir nie należał do płochliwych i po prostu przeszedł przez ulicę, by chwilę później odczuć dyskomfort bijący od elizejskich świateł, gdy pokonywał skróconą drogę na piętro w La Liberté. Strażnik stojący w drzwiach go nie rozpoznał, lecz nieumarły znał hasło dostępu i już po chwili znajdował się w półmroku głównej sali, w której dyskretnie stał się tematem na językach Spokrewnionych o plotkarskich tendencjach.
Protokół dyplomatyczny wymagał zachowania pewnych zasad etykiety, tak więc nieszczere uśmiechy, powitania i krótki small-talk na poziomie mieszał się z próbą pozyskania informacji na temat ostatnich wydarzeń w mieście. Lasombra z całą swoją charyzmą starał się nie ujść za ignoranta, choć jego własne problemy przysłoniły mu świadomość zmagań Camarilli w wielowątkowej walce o bezpieczeństwo Spokrewnionych. Szczególnie interesująca okazała się imperatywność wyróżniającej się z tłumu kobiety, która ostała się przy barze i domagała wyjaśnień na temat niepokojącej sprawy. Już wcześniej uszu Niklasa dotarła wieść o śmierci Opiekuna Elizjum - Gangrela, który zdawał się wyjątkowo dobrze adaptować w społeczności i kierować klanem niby prawdziwy Primogen. Drakenberg nie był głupi, wiedział, że jeśli kobieta ma interes w wypytywaniu o zgładzonego Kuruka, najpewniej wykonuje dla kogoś przysługę. Kulturalnie odłączył się od grupki i lekko poirytowany rażącym go światłem, odszedł z zaciemnionego rogu pod ów bar, gdzie rozległa się rozmowa. Pozwolił kobiecie skończyć, wsłuchując się także w odpowiedź barmana, aby po chwili zabrać głos.
Pani donośny głos potraktuję jak zachętę do udziału w konwersacji, gdyż mniemam, że skoro cała sala ją słyszy, także może się doń przyłączyć. — wypowiedział, a gdy ich spojrzenia się spotkały, jej czarne oczęta zdawały się błyszczeć w zestawieniu z cienistym mrokiem, jaki bił z jego źrenic.
Unicestwienie Kuruka to zaiste interesujący temat. Mówi się, że jego polityka była wielu Spokrewnionym nie na rękę, lecz nie wytypowano jeszcze żadnych podejrzanych. — wypowiedział zdecydowanie cichszym głosem, ażeby dialog pozostał w obrębie tych dwojga i stojącego za ladą barmana, którego uraczył spojrzeniem, aby grzecznie odpowiadał na pytania i nie wtrącał się niepytany. — Pani zaś na rękę jest odszukać sprawcę tej haniebnej zbrodni. Przypuszczam, że moje środki mogą okazać się pomocne w rozwiązaniu sprawy, więc zachęcam do współpracy. — posłał jej uśmiech, z którego trudno było odczytać intencje. Kurtuazyjne skłony i przedstawienia pozostawił dla bardziej wyszukanych rozmówców, ta kobieta do nich nie należała.

Re: Dzika Sprawiedliwość (II)

#3
Gwałtowne wtargnięcie brunetki na teren Elizjum zostało zauważone chyba przez wszystkich zebranych na miejscu. Nie tylko sposób, w jaki przybyła zwracał uwagę, ale również jej strój. Liczne pary oczu śledziły ją aż do baru. Stała się zapewne kolejną pożywką dla plotkujących, snujących różne teorie nieumarłych, zastanawiających się nad tym co powodowało u niej takie nerwy. Oczywiście, cokolwiek by nie wymyślili, nic nie mogło się równać z bliskim koszmaru spotkaniem ze starszą Gangreli, która doprawdy zdawała się sprawiać wrażenie, że jest bardziej potworem niż człowiekiem. Groźba jaka kryła się za słowami starszej skutecznie zmotywowało Erikę do działania, to też nie marnując ani minuty, w pierwszej kolejności zarzuciła pytaniami barmana, którego głównym zadaniem było dostarczanie karmazynowy napitek dla spragnionych gości.
Obecność Primogen klanu Róży była, w pewnym sensie, odczuwalna, mimo iż ona sama nie była na pierwszy rzut oka widoczna. Barman to jedynie potwierdził. Dostojna Primogen Lévêque w istocie była gdzieś w pobliżu. Mężczyzna nie mógł jednak potwierdzić, ni zaprzeczyć, obecności Harpii. Rozglądając się po pomieszczeniu, zahaczyła o kilku mniej lub bardziej znanych Kainitów, którzy odnotowali subtelne powitanie ze strony Gangrelki. W reakcji na nasączone groźbą pytanie o osobę Kuruka, barman tylko ciężko westchnął, unosząc brew, sprawiając wrażenie znużonego i kompletnie nieporuszonego, choć może trochę zirytowanego samą postawą Gangrelki, która, jak na ironię, zniechęciła barmana do dyskusji. Burknął jedynie, że nie usłyszy od niego nic poza dobrymi słowami na temat unicestwionego lidera klanu Gangrel. Erika mogła dojść do wniosku, że może źle się do tego zabrała. Skoro Kuruk był opiekunem Elizjum, to raczej był znany i szanowany, w szczególności przez tych, którzy pracowali w jego otoczeniu. Obecny tej nocy barman należał raczej do tych, którzy go szanowali, to też sposób, w jaki podeszła do próby wyciągnięcia z niego informacji był, co najmniej, chybiony.
Tymczasem do wielkiej sali dotarł inny, zainteresowany sprawą nieumarły. Osobnik, w którego interesie było zyskanie kilku punktów w oczach społeczności Spokrewnionych. Jeden z Odszczepieńców Lasombra, czyli bardzo nielicznej grupy, przeważnie trzymającej głowę nisko i nie zwracającej zbędnej uwagi. Opuścił swoje schronienia i przybył do Elizjum celem nawiązania nowych sojuszy, co wymagało od niego pewnego wysiłku. Zasłyszawszy donośny głos czarnowłosej wampirzycy, poruszający temat unicestwienia Kuruka, wampir bardzo szybko skorzystał z okazji, by przysiąść się do kobiety. Chętny był zaangażować się w tę sprawę, gdyż jej rozwiązanie miało ogromny potencjał przyczynić się do ocieplenia wizerunku Niklasa, jak i również zyskania pewnego posłuchu u rządzących zasiadających przy okrągłym stole.
Słowa Drakenberga zdawały się być strzałem w dziesiątkę. Rzeczywiście można było odnieść wrażenie, jakoby głośny dialog był wręcz zaproszeniem do rozmowy. Włączając się do niej, mężczyzna powiedział o tym, co wielu zdawało się sugerować w temacie politycznego zwarcia między Kurukiem a radą Primogenu. Nie było na to jednak żadnych dowodów. Na próżno było szukać kogokolwiek, kto otwarcie miałby mówić przeciwko potomkowi Skadi. Być może fakt, że każde złe słowo mogło przyczynić się w obecnej sytuacji do uzyskania miana podejrzanego, miał coś z tym wspólnego. Chodziły jednak słuchy, iż rzeczywiście był powszechnie szanowanym Spokrewnionym.
Niklas zaoferował się z pomocą, a rzeczywiście miał co zaoferować. Ale nawet z ogromnymi funduszami, czy dwójka niezwiązanych z Kurukiem wampirów miała szanse znaleźć coś tam, gdzie zawiódł nawet Książę i jego agenci? A może właśnie ktoś 'z zewnątrz' był potrzebny do rozwiązania tej sprawy? Byli to Spokrewnieni z zupełnie inną perspektywą i brakiem jakichkolwiek więzi z innymi Kainitami. Może właśnie oni byli tym, czego ta tajemnicza sprawa potrzebowała.
Nie wiedzieć skąd, obok Eriki pojawił się nieznajomy mężczyzna o bledszej skórze i z kaszkietem na głowie. Stał tyłem do baru, oparty łokciami o blat, z lekkim uśmieszkiem spoglądając przed siebie, wiodąc wzrokiem po zebranych Kainitach. Odezwał się, mówiąc pewnie, ale na tyle cicho, by rozmowa nie była słyszana przez całą salę.
Image Poważnie? Chcesz ciągnąć za język Primogen Toreadorów? Pfft. Przecież ona nie powie ci nic, czego nie wiedzą wszyscy. — Parsknął pogardliwie, śmiejąc się pod nosem.
Image A harpie? Dla takiego Norwooda, Kuruk to przecież był jak dobry kumpel. Pewnie sam chętnie roztrzaskałby czaszkę temu, kto był za to odpowiedzialny. — Kontynuował swój monolog, tylko momentami zerkając na Erikę.
Image Nie masz co próbować. Większość tych baranów powie ci, że to był ach i och facet, i że daliby się za niego pokroić. Nawet spośród tych, którzy ściemniają, nikt ci otwarcie nie powie gdzie były zgrzyty. Boją się Skadi. Boją się, że weźmie ich za współwinnych śmierci jej potomka i przyjdzie ich rozliczyć. — Machnął ręką z pewną pogardą w stosunku do tych, o których mówił.
Image Poza tym, w mieście takim jak Chicago, mogą cię kropnąć chociażby dlatego, że robisz za dobrą robotę. A pewnie wiecie, że tak nawet łatwiej narobić sobie wrogów, niż jakbyście napluli im do herbaty. — Zaśmiał się do siebie kończąc zdanie, zwracając się tym razem do obu Kainitów.
Ten zupełnie obcy jegomość zdawał się dobrze rozumieć wampirzą politykę, a także nie mieć oporów przed nazywaniem rzeczy po imieniu. Co więcej, po głębszym namyśle można było dojść do wniosku, iż miał absolutną rację. Czyżby wiedział coś, co mogłoby okazać się użyteczne w śledztwie? Widział wiele, to na pewno. Widział i rozumiał. Ale czy wiedział coś konkretnego i czy był gotów się tym podzielić? A jeśli tak, to jaka miała być tego cena? Takie rzeczy należało kalkulować w sytuacji, gdzie obcy krwiopijca tak po prostu pojawia się i otwarcie, brutalnie szczerze wręcz, mówi na temat, na który inni zazwyczaj milczą.

Re: Dzika Sprawiedliwość (II)

#4
Po burzliwej odpowiedzi barmana kobieta przeniosła rękę z biodra do twarzy palcami ściskając nasadę nosa między oczami, które przymknęła.
-Doprawdy...- westchnęła. Aż tak silne wrażenie zołzy robiła ta powłoka? Zadała konkretne pytania.
-Nie szukam brudów na Opiekuna. Źle mnie zrozumiałeś. Potrzebuje podstawowych o nim informacji, dlatego rozmawiam z Tobą. To nie miejsce na szukanie brudów...- warknela. Zirytowała się. Na szczęście nieproduktywna dyskusje przerwał mężczyzna, który przysiadł się i zaoferował.
-Nie jesteś w błędzie. Specjalnie mówiłam głośniej.- przytaknęła opuszczając dłoń od twarzy i mówiąc już ciszej, normalnie. Miała już znów głos zabrać, kiedy i następny zainteresowany się pojawił.
Uniosła brew słysząc jego dosadne słowa. Nie można było odmówić mu części racji, więc nie przerywała.
Kiedy skończył, stanęła tak by wygodnie mówić do obu mężczyzn.
-Właśnie rozmawiałam ze Skadi. Jak skończy się czas, ona rozwali każdego, kogo choć będzie podejrzewać o krzywe spojrzenie czy zatajenie czegokolwiek. Ja to wiem po jednej rozmowie. Wszyscy w tym mieście, którzy ją choć kojarzą powinni robić w gacie, ale zamiast się kryć i milczeć powinni choć pomoc tym co mają jaja by się za sprawę wziąć. - miała twardy i zimny głos. Nie było jej teraz na żarty czy gierki. Nikomu nie powinno. Polityka mogła się toczyć, ale już wkrótce mozenie mieć ona absolutnie żadnego znaczenia... Jak nie zdążą, ulice spłyną krwią...
-Jestem Erika, z klanu Gangrel. Wróciłam niedawno do Chicago, nie znałam Kuruka, stąd takie, a nie inne moje pytania. Skoro panowie zainteresowali się tematem liczę na owocną współpracę. A dalszą rozmowę przeniesmy może w bardziej odpowiednie miejsce.- dodała i rzuciła barmanowi pełne wyrzutu, nieprzyjemne spojrzenie.

Re: Dzika Sprawiedliwość (II)

#5
Nastrój podminowania roztoczył swą aurę wokół uczestników konwersacji, gdy barman zrugał Spokrewnioną za faux pas i odmówił dalszej rozmowy. Niklas w ciszy przyglądał się, jak kobieta przez pewną chwilę próbuje odkręcić niezamierzone skutki agresywnej perswazji, ale nie zdradził po sobie zażenowania. Ani zdziwienia, kiedy ujrzał dosiadającego się wampira i wsłuchał się w wynikłą z tego rozmowę. Przez pewną chwilę nawiązał z nim kontakt wzrokowy, jak gdyby dyskretnym, acz wymownym gestem wyrażał aprobatę dla jego słów. Jednakże w desperacji Eriki wcale nie widział absurdu, bo zdawała się wiedzieć o sprawnie równie niewiele, co on sam, a przecież od czegoś trzeba było zacząć.
Skinął jedynie głowa, by przypieczętować rzeczoną ofertę współpracy.
Niklas Drakenberg. — przedstawił się, kierując jeszcze spojrzenie na nieznajomego, który uraczył ich kilkoma darmowymi - acz, zdawałoby się, oczywistymi poradami, zostawiając mu miejsce na swoją prezentację. — Rzeczywiście winniśmy udać się w bardziej dyskretne miejsce. Ten stolik będzie odpowiedni. — powiódł wzrokiem w stronę zacienionego rogu sali, nad którym nie jarzyło się żadne źródło światła, a wszystkie miejsca były niezajęte.
Skoro dobre maniery mamy za sobą, również przejdę do konkretów. — etykieta przemawiała do salonowych psów, ci dwoje zdawali się przykładać większą wartość do sedna. — Nie wydajesz się pałać nadmierną sympatią do Kuruka. Jaki masz interes, żeby rozgrzebywać tę sprawę? Bezpieczniej byłoby trzymać się z boku. — bezpośredniość, dobre poinformowanie, chamskie usposobienie. Ten Spokrewniony zdawał się czuć nader pewnie w swej roli i wiedzieć, jakich zasad należy trzymać się w lokalnej polityce. A mimo to swobodnie je łamał i mówił głośno na temat tabu, który pozostawał dotychczas w domysłach wielu wampirów. Powierzchowność budziła złudne wrażenia i doświadczenie podpowiadało Niklasowi, że ów facet wcale nie jest tym, na kogo wygląda.
Wszyscy jesteśmy świadomi zagrożenia ze strony Skadi, choć absurdem jest, że niemo na to przyzwalamy. Tym niemniej, nie mi mieszać się do polityki Księcia, który zwyczajowo podejmie słuszną decyzję - skupmy się na sednie sprawy, a nie konsekwencjach jej nierozwiązania. — zaproponował, bo to w żaden sposób nie pomogłoby w rozwiązaniu problemu; w jego słowach wybrzmiała pewna ironia. — Im więcej osób zaangażujesz w śledztwo, tym łatwiej będzie w nim mieszać, panno Eriko. — odparł na wcześniejsze zagadnienie kobiety, sugerując teraz zachowanie pełnej dyskrecji, przerzucił wzrok na drugiego Spokrewnionego i miał nadzieję wziąć go teraz na spytki.
Zdajesz się być dobrze poinformowany, lubisz dzielić się wnioskami, ja zaś lubię poznawać cudze perspektywy. Na ile wyceniasz swoją wiedzę i jaką walutą zamierzamy operować? — cienisty wzrok skupił się na jego źrenicach, aby dać mu do zrozumienia, że nie lubi być wodzony za nos. Zaciągnięcie długu u tego kolesia mogło być cholernie niebezpieczne, dlatego, zanim cokolwiek powie, zakulisowo pieczętując nieokreśloną umowę, lepiej było poznać jego intencje, przynajmniej te, które chciał im zdradzić.

Re: Dzika Sprawiedliwość (II)

#6
Image
Na próbę wybrnięcia z wpadki, jaką zaliczyła wampirzyca, barman jedynie parsknął pod nosem, wracając do swoich obowiązków. Pierwsze wrażenie jest często najważniejsze, a rozkazujący ton i próba zastraszenia tego diabli wiedzą jak długo pracującego w Elizjum osobnika nie zrobiły najlepszego. Erika może i wyglądała na osobę z wyższych sfer, ale jednak dzika i agresywna natura nieumarłej potrafiła się uwidocznić, co w niektórych sytuacjach mogło nie działać na jej korzyść.
Na szczęście na miejscu był ktoś inny, mogący okazać użyteczność, i do tego wyjątkowo chętny, by podzielić się informacjami, których Gangrelka akurat nerwowo szukała. No i do tego, jak z nieba, spadł jej jeszcze Spokrewniony, chcący przyłączyć się do jej śledztwa. To czy miało to być szczęście, czy coś przeciwnego, miało wyjść na jaw z czasem. Obcy nie wydawał się mieć zamiaru ujawniać swojej tożsamości. Gdy stało się to jasne, Lasombra poprowadził kobietę i nazbyt doinformowanego przybłędę do ciemnego kąta. Ten, utrzymując na ustach swój uśmieszek, podążył niczym cień za dwójką Kainitów, zasiadając z nimi przy skąpanym w półmroku stoliku, rozsiadając się wygodnie na krześle. Wydawał się być dość rozbawiony podsumowaniem i pytaniem Drakenberga.
Image O stary. Twoja ocena sytuacji jest fatalna. Ale nie dziwię się. Chyba trudno jest klarownie patrzeć na świat przez te gęste cienie. — Wypuścił z siebie cichy, ironiczny śmiech w stronę Lasombry, drwiąc poprzez uderzenie w to, co było w sercu jego klanu.
Image Hola, ja się tylko socjalizuję. To wasza dwójka pcha się pod pazury Dzikusów. Ją to jeszcze mogę trochę zrozumieć, bo to jej klan. Poniekąd. Ale jaki biznes masz ty, żeby opuszczać swoje leże i angażować się w coś, co cię w ogóle nie dotyczy, hmm? — Mówiąc o socjalizowaniu się, defensywnie uniósł obie dłonie i przechylił tułów do tyłu, w czym również można było zauważyć pewien humor. Odbijając jednak piłeczkę, nachylił się i przekrzywił lekko głowę, unosząc brwi i z zainteresowaniem przyglądając się Drakenbergowi.
Nieznajomy bawił się, sprytnie manewrował w dyskusji i wiedział jak utrzymać bezpieczny dystans oraz przekierować rozmowę. Jego lekka, acz pewna postawa mogła zastanawiać i intrygować. Sposób w jaki lawirował w dyskusji świadczył o sprycie i doświadczeniu tego nieumarłego. Ciekawym było, czy wiedział coś na temat sytuacji Niklasa i po prostu go podpuszczał, czy też rzeczywiście zastanawiał się nad powodem jego nagłego zaangażowania w śledztwo.
Image Jak będziesz najstarszym wampirem w mieście, czy nawet stanie, i równie niebezpiecznym, to pewnie też będziesz mógł rozstawiać wszystkich po kątach, bo nikt nie będzie chciał ci podpaść. — Wzruszył ramionami, odpowiadając z lekkim znużeniem, jakby mówiąc o czymś, co było nazbyt oczywiste. Skadi była cholernie stara i diabelnie silna. Nie bawiła się w politykę, nie interesowała jej pozycja społeczna, a wyłącznie egzystowanie w spokoju. Tak więc, jeśli ktoś spokój tej wiekowej bestii zaburzył, to nie było zmiłuj. Każdy kto słyszał o tej, do nie dawna śpiącej, Dzikusce, wiedział że należało trzymać się od niej z daleka i nie zwracać na siebie jej uwagi.
Niklas, mówiąc do Eriki, trafnie zauważył, jakim problemem mogła stać się większa liczba zaangażowanych w tę sprawę nieumarłych. Bezimienny przybłęda potwierdził to wymownie kiwając głową, spoglądając na oboje Spokrewnionych. Podczas gdy dodatkowa para półkul mózgowych była użyteczna, tak nadmiar tej szarej materii mógł potencjalnie zaszkodzić śledztwu.
Image Pffft. Proszę Cię. Za kogo ty mnie masz. — W reakcji na zapytanie o cenę za jego informacje, znów zaśmiał się pod nosem, bawiąc się towarzystwem, które nic nie wiedziało o nim ani jego zamiarach, a mimo to igrał z nimi w wyjątkowo drażniący sposób.
Image Nie ma sensu teraz o tym mówić. Zgłoszę się po swoje, jeśli uda wam się rozwiązać tę zagadkę i wrócicie w jednym kawałku. — Pokiwał lekko głową, spoglądając w oczy władcy mroku, a jego ironiczny uśmieszek nieco się poszerzył. Niklas mógł dojrzeć drapieżną pewność siebie w oczach swojego rozmówcy, który, jak na ironię, był tym, który rozdawał w tej chwili karty. Powrót w jednym kawałku, to było interesujące stwierdzenie. Można było wnioskować, że było to ostrzeżenie o zagrożeniu czającym się za rogiem.
Image Wyciągam do was pomocną dłoń. Możecie ją przyjąć i ruszyć dalej, albo latać po mieście jak kurczaki bez głów i odbijać się od Spokrewnionego do Spokrewnionego, słuchając od bandy cykorów jaki Kuruk był cudowny. Niestety, ale w razie porażki, to wam Skadi dobierze się do tyłków i zrobi sobie z waszych kłów naszyjnik. Warto by tego uniknąć. — Coraz bardziej klarownie było widać, że pod fasadą tej pozornie przyjaznej maski kryło się coś więcej. Z jednej strony zgrywał pomocną duszę, oferując swoje wsparcie, jednak z drugiej trzymał zarzuconą sieć, która skutecznie oplatała nieumarłych. Skubaniec doskonale wiedział, co robił. Był w pełni świadom tego, że ta dwójka sama postawiła się w sytuacji bez wyjścia. Jedna, pchając się pod kły Skadi osobiście, a drugi, wynurzając łeb z kryjówki i pakując się w coś, co mogło przysporzyć mu jeszcze dodatkowych kłopotów.
Siedzieli więc z bezimiennym, który w toku stosunkowo krótkiej wymiany zdań zdołał złapać sobie dwójkę Kainitów na haczyk, będąc jak na razie jedynym, który oferował jakiekolwiek użyteczne informacje, zaszczepiając jednocześnie widmo mrocznego losu ze szponów Skadi. Kimkolwiek był, miał cholerny talent do tej gry, a to musiało powodować ogromny dyskomfort u obu Spokrewnionych, będąc teraz poniekąd na jego łasce, bo nie było widać innych punktów zaczepienia w sytuacji, gdzie większość zdawała się albo dystansować od tej sprawy, albo nawet bać cokolwiek otwarcie mówić, starając się robić dobrą minę i zgrywać sprzymierzeńców Kuruka, co by nie podpaść jego rozgniewanej Sire. Diabli wiedzieli kto tak naprawdę, poza Primogen klanu Róży oraz Harpią z klanu Brujah, stał po jego stronie, ale to nie miało nawet znaczenia, bo liczyło się to, kto chciał jego śmierci, i kto ostatecznie się do niej przyczynił.
Najistotniejszym jednak w tej chwili było to, że Erika i Niklas musieli ocenić sytuację i podjąć decyzję, czy chcą szukać informacji dalej, nie ryzykując biznesu z potencjalnie niebezpiecznym nieznajomym, który miał zamiar trzymać ich niepewności w temacie kosztów swojego wsparcia, czy jednak skorzystać z tego, co im oferował, a więc wydobyć z niego informacje na temat Kuruka i postarać się doprowadzić tę sprawę jak najszybciej do końca. Gangrelka miała świadomość, że Skadi dała na znalezienie sprawcy niecałe dwa tygodnie. Ograniczony czas mocno zawężał pole manewru Spokrewnionych, pozostawiając im niewiele możliwości, a potencjalne zobowiązanie wobec wampira, obok możliwej, bardzo tragicznej z resztą, ostatecznej śmierci z rąk rozgniewanej starszej klanu Gangrel, było jednak dość dobrą opcją.

Re: Dzika Sprawiedliwość (II)

#7
Kobieta wcale nie usiłowała zastraszać barmana. Jeszcze trochę oleju we łbie miała, ale faktem było że wyłożyła kawę na ławę ostro i bez ogródek ... Co widać źle odebrał wrażliwiec jeden. Trudno. Spojrzenie kobiety dobitnie wyrażało co sądzi o takiej postawie, ale najważniejsze że jednak jej głośny wstęp dał zamierzony rezultat. Chwilę później bowiem odchodziła do zacienionego stolika z dwoma zainteresowanymi.

Jeden brzydal, no nie zachęcał gębą do wypadu na kawę, polityk jak w mordę strzelił, bo o cene zaczął pytać domniemanej pomocy drugiego. Drugi zaś bezpośredni, tajemniczy i kpiący sobie w żywe oczy. W Grze czujący się jak ryba w wodzie. Erika w komentarzu na to zaklela siarczyscie w myślach. Ona... Wojowniczka, nie polityk, nie miała zamiaru czynnie brać udziału w tych przepychankach. To nie zabawa, na którą mogła sobie pozwolić w wolnych chwilach.

Usiadła przy stoliku, założyła nogę na nogę, oparła się wygodnie z wyprostowanymi plecami, jedną ręką gladzac Pita po karku. Pitbull usiadł obok pani i jak posąg czekał na jej ruch.
Erika przyglądała się wymianie zdań patrząc na mezczyzn. Do tej pory nie zwracała uwagi ani na ich wygląd ani tożsamość. Nazwisko mezczyzny coś jej zaświtało, ale to oczy powiedziały resztę. Cień i mrok czający się w jego ślepiach był odbiciem jej własnego. Takie oczy widziała tylko u jednej osoby... U tej suki Elisabeth... U siebie.
Facet był Lasombra i miał jaja się wychylać. Co z resztą zauważył ich rozmówca. Jak i to, że ona sama poniekąd jest Gangrelem. Był na jej Przedstawieniu Księciu lub dobrze się doinformowal o tym wydarzeniu.
Erika nie skomentowała tej zaczepki, starała się tez ignorować pozostałe te już bardziej polityczne. Odczuwała to co kreował nieznajomy, to pudło, w które chciał ich wsadzić, groźba Skadi strasząc i zyskując ich działaniem dla siebie, podczas gdy jego wkaldem może być aby ledwie kilka zdań.
Zaczynała też wzbierać w niej irytacja. Swoją postawą prezentowała hart, ale mrok w oczach odbijał złość. Polityka naprawdę ja drażniła. Dotąd miała Ethana, który gadał, a ona mogła robić użytek ze swoich kłów i szponow. Eh...
-Na razie to tylko mlesz bezproduktywnie ozorem. - Syknęła w końcu skupiając spojrzenie na nieznajomym.
-Przestań wycierać sobie mordę Skadi i dzielić skórę na niedźwiedziu, tylko wykładaj karty na stół. - nie miała ani czasu ani ochoty bawić się w podchody, przyszła tu w konkretnym celu.
-Dołączyłeś się do wspólnego wózka. Jak nie powiesz nam nic pomocnego to gówno zarobisz. Prosta kalkulacja. Skoncz marnować nasz czas.

Re: Dzika Sprawiedliwość (II)

#8
Nieznajomy zdawał się świetnie bawić w roli dyskutanta o dominującej pozycji, co dwojgu Spokrewnionych było wyraźnie nie w smak. Niklas wszelkie kąśliwe uwagi i komentarze starał się puszczać mimochodem, odpowiadając jedynie lekkimi docinkami, a próbę zatajenia tożsamości przemilczał; jeśli jego podejrzenia miały się ziścić, to przedstawienie byłoby złudnym, nieszczerym konwenansem, który dodałby Drakenbergowi niepotrzebnej fatygi w weryfikacji jego nieprawdziwości. Lasombra nie miał wątpliwości, że facet, z którym rozmawia, kryje się za klanową Dyscypliną Nosferatu; to nie miało teraz znaczenia, ostateczne potwierdzenie przyniosą salonowe plotki. Ale nie dziś.
Nie, jeśli patrzysz przez duszę. — ta dwuznaczna gra słów, na pozór niewyrazista, zawierała zarówno ostrzeżenie przed gęstwiną cieni, w których sytuacja ofiar Lasombra jest bardzo klarowna, jak ukazanie perspektywy Niklasa na naturę władania mrokiem.
Ani nieznajomy, ani Niklas nie musieli być obecni na Prezentacji Eriki przed Księciem, aby wiedzieć, z jakiego klanu się wywodzi; nie tylko butny wizerunek i prezentowana postawa zdradzała jej Klan, ale przede wszystkim... przedstawienie, bo kilka chwil wcześniej o tym wspomniała. Drakenberga ta wiadomość specjalnie nie dziwiła, choć nie zasłyszał jeszcze mitów o jej nietypowej urodzie. Co zaś tyczy się Skadi, było oczywiste z jego perspektywy, że poskromienie tak niebezpiecznej bestii graniczyłoby z cudem; tym niemniej gdyby Starsza Gangreli rozpoczęła swą krucjatę i Książę straciłby nad nią panowanie, sprawą z pewnością zainteresowałby się ktoś wyżej - a do tego lepiej było nie dopuścić.
Skadi to odległy temat, porozmawiamy o bieżących sprawach. O Kuruku. — nakazał w dyplomatycznym tonie, gdy Erika podniosła głos.
Kupiłeś moją ciekawość, szczególnie fragmentem o potencjalnym zagrożeniu. Zacznij od początku. — zaciągnięcie zobowiązania u tej przybłędy było kurewsko wysoką ceną. W obecnym położeniu Lasombra winien trzymać głowę nisko, a ktoś tak dobrze poinformowany mógłby mu bardziej zaszkodzić, wspierając wrogów jego interesów. Z drugiej zaś strony, w tej chwili nic nie powstrzymywało go, aby tego nie zrobił. Może rozwikłanie zagadki nie będzie jedynym pozytywem zawarcia tej niemej umowy?

Re: Dzika Sprawiedliwość (II)

#9
Image
Brak cierpliwości do politycznego pierdolenia był u Eriki bardzo widoczny, tak jak i nieco agresywna postawa. Nie miała zamiaru użerać się z tym osobnikiem dłużej, niż było to konieczne. Skoro już poświęcała czas, by go wysłuchać, to lepiej żeby miał coś ciekawego do powiedzenia. Póki co bowiem było dużo ogólnikowego pieprzenia, ale mało użytecznych faktów. Najwyraźniej Spokrewniony chciał się upewnić, że Gangrelka i Lasombra godzą się na zawarcie tego niechcianego układu.
Image Ta twoja niespodziewana przemiana nie pozbawiła cię pazura. To dobrze, czyli będziesz mieć jakieś szanse dogadać się ze swoimi. — Odpowiedział z pewną aprobatą na warknięcie Gangrelki. Rzeczywiście, jeśli jakieś okoliczności miały ich zaprowadzić w stronę lokalnych Dzikusów, to o wiele łatwiejszy byłby z nimi kontakt mając kogoś z ich krwi.
Tymczasem Drakenberg pozostawał opanowany, spokojny, niewzruszony. W odróżnieniu od Eriki był w końcu doświadczony na arenie politycznej i wiedział jak działały pewne mechanizmy. Co prawda nie pomogło mu to jeszcze w zbudowaniu żadnego zaplecza politycznego, mogącego umocnić jego pozycję, ale powoli wchodził na dobrą drogę w tym kierunku. Zaciekawiony był tym, co obcy miał do powiedzenia na temat straconego lidera Gangreli, to też zachęcał tego kpiącego Kainitę do zdradzenia tego, co wiedział, mimo iż nieznane jego motywy mogły budzić pewien niepokój.
Image No dobrze, skoro wszyscy jesteśmy zgodni, to do rzeczy. Khem-khem. — Teatralnie, a nawet komicznie wręcz odchrząknął, przysłaniając zamkniętą pięścią usta, nim zaczął mówić.
Image Dawno, dawno temu, były sobie Chicagowskie Gangrele, które żyły sobie na skraju społeczeństwa, tak jak to przeważnie z wami bywa. — Rozpoczął z humorem, jakby opowiadając bajkę na dobranoc, i spoglądając wymownie na Erikę, gdy kończył zdanie.
Image Gdzieś po drodze wyłonił się jednak ten bardziej hardy, buntowniczy Indianiec, który stwierdził "koniec, nie będziemy dłużej dawać się traktować przez Camę jak psy, zbierzemy się do kupy i zaczną traktować nas wreszcie na poważnie", czy coś w ten deseń. Jak się pewnie domyślacie, był to właśnie potomek Skadi. Do tego momentu nasze lokalne Gangrele miały gdzieś politykę i nawet to, jak byli postrzegani, ale Kuruk zaczął to zmieniać. Facet był charyzmatyczny niczym Ventrue, ale gdy trzeba było to potrafił i przypierdolić jak Brujah, co zdarzało mu się nierzadko stosować wbrew temu co wielu mówi. Co za wybuchowe połączenie, nie? Hehe. — Zaśmiał się, patrząc po swych rozmówcach, być może licząć na jakąś reakcję, by za chwilę mówić dalej.
Image No i jakoś wziął tę bandę samotników i wyrzutków, zaczął powoli zbierać ich do kupy, i w jakiś dziwny sposób zdołał ich przekonać, nawet tych, którzy ewidentnie srali na politykę, że lepiej będzie pracować razem. Cholera wie co im naobiecywał, ale na przestrzeni lat zaczęli się organizować, a Kuruk zaczął budować sobie reputację na mieście, stopniowo poszerzając wpływy. Zaczął na poważnie układać się z Toreadorami, Malkavianami, Nosferatu. Kumplował się też z niektórymi Brujahami, czego Norwood był najlepszym przykładem. Budował sojusze, stawał się coraz większym ważniakiem i coraz więcej Spokrewnionych nawet spoza jego klanu zaczęło go respektować. Byli też tacy, którzy po prostu się bali, ale nie mówili o tym otwarcie, bo wstyd, a ci którzy nim gardzili robili to po cichu. — Wzruszył ramionami, wspominając o strachu kilku jednostek, które miały z Kurukiem do czynienia. Jeśli faktycznie nie miał problemu z pyskowaniem i spuszczeniem łomotu tam gdzie uważał to za konieczne, to nie było to szczególnie zaskakujące.
Image Sporo było takich, którym się ta sytuacja nie podobała. Tam gdzie było berło, tam korona drżała na wieści o wschodzącej gwieździe pośród Gangreli, która mogła zaburzyć ustalony porządek. Nie sugeruję tutaj, że z całą pewnością mieli oni z tym coś wspólnego, ale na pewno zaistniała sytuacja była im na rękę. — Inteligentni Kainici łatwo mogli wydedukować, że berło i korona odnosiły się do Arystokratów. I naturalnie, nie było zdziwieniem, że mogli oni zyskać na śmierci lidera Gangreli i jednoczesnemu ukróceniu politycznej aktywności Dzikusów.
Image Z kolei dla Czarowników nie robiło to raczej różnicy w żadną stronę. No ale wracając do tematu. Childe Skadi był cholernie twardym i sprytnym zawodnikiem. Ułożył się z Toreadorami na tyle dobrze, że znalazł sobie ciepłą posadkę jako Opiekun Elizjum. Nie była to mała rzecz, bo w tym momencie wreszcie stał się naprawdę znaną figurą na planszy, niemożliwą do zignorowania. Stale przebywał na 'dworze' pośród tej naszej śmietanki towarzyskiej i był znany przez wszystkich. Tutaj umacniał swoją pozycję wymieniając uściski. Posiadał wreszcie znacznie większe pole manewru i więcej swobody. Miał przy tym znacznie lepszy dostęp do informacji, bo sporo słyszał i sporo widział, zwłaszcza na etapie, gdzie wszyscy przyzwyczaili się już do jego stałej obecności i poczuli się nieco swobodniej, gdy na dobre zaakceptowali go jako lokalnego strażnika porządku. Dobrze spełniał swoje zadanie i nie miał problemu, żeby na kopach wynieść krnąbrnych Spokrewnionych, którzy łamali obowiązujące zasady i sprawiali problemy. — Swobodnie relacjonował polityczny rozwój Gangrela, który świetnie czuł się na arenie, biorąc udział w Jyhadzie równie aktywnie, co niejeden Ventrue. Trudno było znaleźć równie upolitycznionego Dzikusa co Kuruk, który prowadził swój klan ku zgoła innej przyszłości, niż większość tych samotników sobie układała. Wyjątkowo ciekawa była również sama kwestia jego wspomnianych audiowizualnych obserwacji. Wiedza mogła wszakże zapewnić kontrolę i władzę, ale potrafiła również zabić.
Image Widzicie, facet był cholernie ambitny. Może nawet zbyt ambitny, o czym świadczą jego wciąż nieznalezione prochy. Kombinował, czarował, a nawet i zastraszał. Nie dał sobie pomiatać i lubił ustawiać do pionu tych, którzy próbowali wchodzić mu w drogę. Miał skubaniec pazur, nawet większy i ostrzejszy niż nasza tutaj towarzyszka. Jego rosnące wpływy i posłuch powodowały, iż pojawiły się głośne spekulacje, czy w którymś momencie oficjalnie nie obejmie pozycji Primogena Gangreli. To znacząco poszerzyłoby jego kompetencje i otworzyłoby mu drogę do realizowania planów, z którymi chciał - prawdopodobnie - zasiąść przy stole Primogenu. No ale, czy faktycznie tak daleko sięgały jego ambicje, tego nie wie nikt poza jego przybocznymi. Są to tylko teorie i spekulacje, ale ja tam uważam, że coś było na rzeczy. Po co inaczej byłby ten cały cyrk? Z resztą, wyglądało trochę jakby czerpał pewną osobistą przyjemność z jego rosnącej pozycji i dobrobytu. — Obraz Kuruka przestał być tak krystalicznie czysty, mimo iż na taki właśnie kształtowali go pozostali. Miał swoje ambicje i plany, do których dążył, i chyba spodobało mu się to, gdzie udało mu się wspiąć, a także warczał w kierunku tych, którzy mu podskakiwali. Z taką postawą nietrudno byłoby mu narobić sobie masy wrogów, nawet jeśli był powszechnie szanowany i przez wielu lubiany. Stał się jednym z aktywnych graczy, więc nawet jeśli niechęć nie była powodowała bardziej osobistymi pobudkami, to komuś mogła przeszkadzać mu chociażby sama jego pozycja i siła przebicia.
Image No i cóż. Za sprawą jego aktywności i wpływów właśnie, Gangrele trzymały się zwarte i zorganizowane jak nigdy. Coraz częściej pojawiali się w Elizjum, czując się coraz pewniej przez wpływy i protekcję ze strony Kuruka, który dbał o to, by jego współklanowicze mogli czuć się w miarę komfortowo pośród elity. Tak jak w przypadku każdego wysoko postawionego wampira, to co robił niektórym było na rękę, a innym przeciwnie. No ale, w gąszczu tych wszystkich fałszywych uśmiechów, jakie wszędzie widać, trudno będzie określić kto jest kim, a w szczególności znaleźć tego, kto maczał palce w jego upadku. — Dzikusy na czerwonym dywanie były doprawdy niecodziennym widokiem. A skoro rzeczywiście zyskiwali taką swobodę i komfort egzystencji obok Arystokratów i innych, to rzeczywiście musiało to działać wielu nieumarłym na nerwy. Nie było wątpliwości co do tego, że musiał mieć pewne grono wpływowych nieprzyjaciół.
Image Zjednoczone pod jednym sztandarem Gangrele to był ciekawy ewenement. Gdyby faktycznie dorwali się do władzy, to przy takim zorganizowanym trybie działania mogliby bez problemu przechylić balans sił na stronę swoją i swoich najbliższych sprzymierzeńców. Pomyślcie sobie u ilu żyłka pękała na samą myśl o takim scenariuszu. Haha. — Łatwo było sobie wyobrazić jak wiele mogło się zmienić z Gangrelem w Radzie Primogenu nadającej kierunek i kształtującej przyszłość Spokrewnionych w Chicago. Ci którzy mogli na tym zyskać, z pewnością pomagali, by ta wizja się ziściła, a tym, których interes mógł na tym ucierpieć, na pewno dążyli do tego, by to powstrzymać i zapewnić Kurukowi porażkę. Komuś się powiodło.
Image Kiedy go załatwili, wszystko nad czym pracował legło w gruzach. Gangrele są przekonane, że stał za tym ktoś z Camy, może nawet z samej Rady Primogenu. Właśnie dlatego nalali na Wieżę z Kości Słoniowej i wycofali się do dziczy, obwiniając nas i pokazując jak bardzo mają nas wszystkich gdzieś. Na dobrą sprawę nieoficjalnie odcięli się od Camarilli, i bardzo możliwe, że jeśli faktycznie ktoś z szefostwa go kropnął, to może tak zostać już na dobre. W sumie będzie to samo jeśli sprawca się nie znajdzie, ale wtedy można się spodziewać dodatkowo niezłej rozróby jeśli Skadi dotrzyma słowa. — Sprawa cholernie śmierdziała, zwłaszcza że bardzo łatwo było winić Ventrue, którzy byli najbardziej oczywistymi podejrzanymi. Zbyt oczywistymi. Czy byliby tak głupi, by posuwać się do usunięcia Kuruka, wiedząc że właśnie na nich padłyby podejrzenia?
Image Ciekawe jak w ogóle udało się go zdmuchnąć. Miał trochę lat na karku, był z krwi Skadi i silny na tyle, że stał się alfą pośród swoich, a i nie miał problemu potrząsnąć innymi. Hmm. — Interesująca obserwacja. Być może ktoś go przechytrzył, wykorzystał w jakiś sposób jego pewność siebie. Skoro był tak silny jak się o nim mówiło, to zapewne trzeba było sporo, by go powalić i unicestwić. Albo sporo siły, albo sporo intelektu. Może nawet sporo jednego i drugiego.
Image Tak więc niebezpieczeństwo jest, bo ktokolwiek dał radę upierdzielić Kuruka, prawdopodobnie nie będzie mieć problemu z wami. Bez urazy. — Z jednej strony mogło to ukłuć w wampirze ego Niklasa i Eriki, ale z drugiej coś w tym było, choć obcy też dość mocno nie doceniał zdolności swoich rozmówców. Najwyższa ostrożność była jak najbardziej wymagana.
Image No i nie zapominajmy o fakcie, że coś jest mocno nie tak, skoro nawet agenci Nosferatu nie są w stanie nic konkretnego wywęszyć. Co jak co, ale jeśli Nosferatu są ślepi, to jest kurwa źle. — Wzruszył ramionami, wykrzywiając usta w nieco komicznym grymasie bezradności, z ledwością powstrzymując swój irytujący uśmieszek. Nie wyglądało na to, by rzeczywiście się szczególnie przejmował. Do wszystkiego podchodził z dystansem i traktował z humorem, co mogło nieco zbić z tropu, gdy poruszano poważne zagadnienia. Jeśli faktycznie był to Nosferatu w 'ludzkiej' skórze, to musiał mieć naprawdę sporo dystansu do siebie, jeśli traktował porażkę klanu na tej linii z taką lekkością.
Image Ale może po prostu szukają w złych miejscach i potrzeba kogoś ze świeżym spojrzeniem. — Popatrzał wymownie po dwójce Kainitów, którzy sami podjęli się rozwiązania tej tajemniczej śmierci. Pytanie tylko gdzie mieli zacząć? Sporo się dowiedzieli, ale wcale nieszczególnie dało im to jakiś konkretny kierunek, choć może zdołali wpaść na jakiś sensowny pomysł. Jeśli jednak tak się nie stało, to mogli spróbować dopytać się więcej od swojego tajemniczego informatora póki mieli taką sposobność.

Re: Dzika Sprawiedliwość (II)

#10
Typ miał wiedzę i to nie tylko o Kuruku, co mało subtelnie dawał znać. Z drugiej strony sama głośno mówiła o swojej "przemianie". Żadna tajemnica. Z drugiej... Mógł sugerować że wie więcej niż ona o tym powiedziała... Jebana polityka i gierki...
Zignorowała ta zaczepkę i doczekała się przejścia sedna. Z jej gardła dobyło się jednak globokie warknięcie, a mrok w oczach zgęstniał dając znać, że sposób narracji tej historii jej nie odpowiada. Co on kurwa bajki dzieciom na dobranoc opowiada?! Kobieta czuła wzbierająca irytację i złość.
Zagryzła jednak kły, a reszta opowieści była opowiedziana w nieco bardziej przystępny i konkretny sposób.

Milczała do końca. Słowa mężczyzny uzupełniały to, co było powszechnie wiadome. Poruszył też ważną kwestię, jaka była potęga zjednoczonego Klanu. Gangrele stanowiliby siłę, której nikt nie mógłby zignorować a na pewno nie mieć po przeciwnej stronie.
-Sprawa cuchnie z daleka. - Przyznała po chwili ciszy. To, że Nosfery nic nie znalazły do tej pory mogło oznaczać kilka rzeczy, zawsze duże kłopoty, ale najbardziej niepokojący scenariusz to ten , w którym sam Książę maczał w tym palce... Był Nosferatu, mógł z łatwością wpłynąć na innych brzydali... Jeśli coś takiego miałoby miejsce to grozi miastu wojna domowa.
Na takiej sytuacji zyskałby z kolei najwięcej Sabat.
Same przypuszczenia.
-Lepiej dla nas wszystkich, żeby nikt z Camarilli nie maczał w tym palców. Sabat jest równie prawdopodobnym podejrzanym... Camarilla straciła potężną siłę ofensywna, gdy Gangrele znowu się rozeszli i pochowali.- zamilkła rozważając w ciszy problem i dając dojść też do głosu Lasombra.
-Dalej nie mamy jednak żadnego punktu zaczepienia... - bo i co mogli teraz? Wiedzę ogólną już mieli, bez konkretów. Szukać w buszu Gangreli? Urządzić sobie łapankę na śmieci Sabatu? Słabo... Musieli zacząć węszyć w dobrym miejscu, żeby to gówno ruszyć naprzod.

Re: Dzika Sprawiedliwość (II)

#11
Usposobienie przybłędy było dlań jak dźwięk niemożebnego skrzypienia na głodzie krwi, ale polityczna postawa zobowiązywała do zachowania stoickiego spokoju. Na szali znajdowały się informację w sprawie, której rozwiązanie mogło sprzymierzyć mu kilku wysoko usytuowanych Starszych, których wsparcie w batalii z Brujah i Sabbatem mogło zaważyć nad jego zwycięstwem. Wampir musiał podejmować coraz śmielsze kroki i ryzyko, gdyż bierność w prywatnej batalii byłaby równoznaczna z porażką. Właśnie dlatego postanowił puszczać mimo uszu kolejne docinki; jeśli przedsięwzięcie tych dwojga się powiedzie, będzie miał jeszcze czas, by ocenić użyteczność nieznajomego i odpłacić pięknym za nadobne.
Gangrele nigdy nie słynęły z politycznego zacięcia, panna Erika jest ku temu najlepszym przykładem. Wielu z nich czerpało korzyści z wysokiej pozycji swego przywódcy, ale tak drastyczne zmiany zburzyły ich dotychczasową harmonię i samotniczą naturę. Cierpliwość również nie jest Waszą mocną stroną. Być może Kuruk w swoich politycznych machinacjach złożył kilka obietnic, których realizacja wymagała więcej czasu, niż zakładał? Jakie nastroje panują pośród członków klanu? Ktoś otwarcie sprzeciwiał się jego przewodnictwu? — ów prymitywny w mniemaniu Lasombra klan nie zrzeszał spiskowców, potomek Skadi zdawał się być tutaj wyjątkiem od reguły. Jeśli jednak komuś zależało, by usunąć Kuruka i miał dostatecznie wiele oleju w głowie, nie zrobiłby tego własnymi rękoma. — Słusznie zauważyłeś, że pokonanie kogoś takiego jak Kuruk wymagałoby przebiegłego planu i - lub - olbrzymiej siły. Nie mam wątpliwości, że w tak szeroko zakrojony spisek umoczona jest więcej, niż jedna osoba. — padła więc pierwsza sugestia. Czy któryś z Gangreli mógł być zamieszany w sprawę, być może stanowić narzędzie w rękach kogoś potężniejszego?
Jaki interes Arystokraci mieliby w usunięciu spoiwa ich głównej siły zbrojnej? Podporządkowanie Kuruka układami czy szantażem dałoby im kontrolę nad całym klanem, a gniew Skadi może nieść za sobą niemożliwe konsekwencje. Nadto Primogen Ventrue, zdaje się, w przeszłości uzyskał wsparcie Starszej Gangreli, a pojawieniem się na balu u jej boku wiele ryzykował i nadszarpnął swoją reputację. Ich udział mi się w tym nie klei. — podzielił się spostrzeżeniem, poniekąd dlatego, że skrycie liczył na uzyskanie ich wsparcia w walce z Brujah, ale szczerze mówiąc - choć śmierć Kuruka z ich rąk była możliwa, więcej korzyści mieliby w okiełznaniu jego potencjału.
Toreadorzy olśniewają pięknymi uśmiechami, wśród których trudno odróżnić szczerość od fałszu. To jedynie luźna myśl, ale może ktoś był zazdrosny o jego pozycję Opiekuna i dobre relacje z Primogen Lévêque? — myślał na głos, starając się ustalić pewien kierunek w śledztwie, ale na razie jedynie błądził, usiłując wywołać swoistą burzę mózgów z uczestnikami konwersacji.
Żadnej z opcji nie można wykluczyć. — odparł Erice, gdy zasugerowała udział Sabbatu, a w jego słowach wybrzmiało potwierdzenie. Bynajmniej nie dlatego, że rzeczywiście sugerował ich udział; gdyby jednak za bardzo siedli mu na ogonie, mógł wykorzystać ten argument i ukierunkować śledztwo w tę stronę, aby Gangrelka pomogła mu zwalczyć zagrożenie. W pewien sposób właśnie pozyskał nieświadomego sprzymierzeńca w swojej prywatnej wojnie. — Wiele mówi się też o łowcy wampirów w mieście. Abstrahując, nasuwa mi się pewna dygresja... Może nikt go jeszcze nie zdmuchnął. — spojrzenie skierował na nieznajomego i wpatrzył mu się w oczy, jak gdyby chciał dostrzec w nich zrozumienie.
Dotychczas każdy mówi o śmierci Kuruka, ale nikt nic nie wie. Skadi jest jedynym źródłem informacji o śmierci jej potomka, ale czy na pewno chodziło o Ostateczną Śmierć, a może niebagatelne zagrożenie, za którym kryło się coś więcej? Domniemam, ze moje domysły mogą budzić konsternację, ale czy możliwe jest, aby Skadi się myliła, a jej Childe wciąż egzystowało w nieprzyjaznym położeniu? Przecież nie ma dowodów jego śmierci, a przeczucie w letargu może nie być tak precyzyjne, jak nam się wszystkim wydaje. — to była bodaj najśmielsza teza, której na razie nie zamierzał potwierdzać. W tej chwili podzielił się nią jedynie dlatego, że wydawała mu się możliwa, a przecież nie mogli pominąć żadnego tropu.
Wciąż pozostajemy bez punktu zaczepienia, a jego określenie może wymagać od nas więcej namysłu. Gdzie rozpocząłbyś poszukiwania, nieznajomy? — zdawał się wiedzieć więcej od nich dwojga i zgrabniej łączyć fakty. Może gdzieś ich zaprowadzi?

Re: Dzika Sprawiedliwość (II)

#12
Image
Mimo rosnącej irytacji sposobem, w jaki obcy opowiadał o sprawie, Erika powstrzymała się przed nieprzyjemnymi komentarzami, choć nie było wątpliwości, że osobnik widział jaką powodował reakcję, i być może sprawiało mu to jakąś przyjemność.
Oczywiście, wampirzyca nie kryła niezadowolenia z faktu, iż Nosferatu polegli w próbie rozwiązania tej zagadki. Ta gęsta mgła tajemnicy otaczająca śmierć Kuruka była wysoce niepokojąca i toczyła wiele rozmaitych teorii.
Niklas poddał słowa przybłędy dogłębnej analizie, wysuwając swoje przypuszczenia i możliwe przyczyny upadku samca alfa Gangreli. Poruszenie kwestii możliwej opozycji w samym klanie było trafne, gdyż przeszłość znała wiele przypadków, gdzie wewnętrznoklanowe konflikty stały za ostateczną klęską niektórych liderów.
Image Nie było w klanie żadnej schizmy. Trzymali się razem jak jedna rodzina i żaden z nich nie wystąpiłby przeciwko drugiemu. Na pewno było kilku tych, którzy nie byli zainteresowani aktywnym wspieraniem Kuruka w jego sprawie, ale ci po prostu trzymali się z boku i egzystowali z dala od reszty tak jak dawniej. — Odpowiedział na pytania Drakenberga, negując jego teorię o możliwym wewnętrznym spisku. Jednak czy obcy mógł mieć co do tego absolutną pewność? Skoro Kuruk tak dobrze lawirował w politycznym mule, skoro miał lojalnych współklanowiczów i sprzymierzeńców poza nim, to doprawdy wiele by trzeba, by się go pozbyć. Lasombra był przekonany, że był to większy spisek obejmujący grupę zaangażowanych osób, i być może miał rację. Póki co wszystko na to wskazywało.
Image Ech, Kuruka nie dało się podporządkować ani kontrolować. Walczył hardo w końcu o to, by Gangrele stały na równi z innymi, a nie byli traktowani jak psy i popychadła, czy czyjeś pionki. — Butny i oporny, taki miał być Kuruk. Najwyraźniej nie wchodził w układy, które miałyby go uzależnić od kogoś innego.
Image Zazdrośni Toreadorzy? Bez dwóch zdań. Na pewno byli tacy, którzy chcieliby ciepłą i wygodną posadkę Opiekuna. Nikt się jednak z tym nie afiszował. A ten przeklęty łowca też mógł łapy przyłożyć, nie zaprzeczę. — Wampir nie zanegował kolejnych przypuszczeń Drakenberga, który kombinował i rozważał wszelkie możliwe opcje, a było ich wiele. Wiele z nich mogło też nakładać się na siebie, i wcale nie było powiedziane, że tylko jedna z tych ścieżek się przyczyniła do destrukcji lidera Gangreli.
Image O stary, nie mam bladego pojęcia jak głębokie były więzi między nimi, więc nie powiem ci, czy Skadi rzeczywiście mogła wyczuć śmierć jej childe. Radzę jednak nie myśleć o pytaniu jej o to wprost. — Najwyraźniej facet nie wiedział wszystkiego. Jednak trudno było się spodziewać, by posiadał zrozumienie osobistych relacji między sire i childe, zwłaszcza w przypadku Spokrewnionych, którzy w ogóle się ze swoją relacją nie afiszowali.
Image Jeśli chcecie punkt zaczepienia, to jedyne co mogę zasugerować to właśnie kontakt z przybocznymi Kuruka. Tylko ci dwaj Spokrewnieni, Zora i Bernard, mogą wiedzieć coś więcej na temat jego działań i wskazać jakiś kierunek. Problem w tym, że kurewsko trudno do nich dotrzeć. Nie zdają się być chętni do współpracy z Camarillą. Oni, chyba bardziej niż inni, obwiniają nas wszystkich za to co się stało. — Mimo iż nieznany krwiopijca podrzucił użyteczną wskazówkę co do dalszego planu działania, to wciąż można było odnieść wrażenie, że Erika i Niklas nie mieli za wiele, by wykonać kolejny ruch. Facet podumał przez chwilę, nim kontynuował.
Image Jest w sumie jeden gość, który zapewne miałby możliwość pomóc wam zaaranżować spotkanie, Toreador imieniem Mathias Pierce. Ale od razu wam mówię, że to raczej kiepski pomysł. Facet na sto procent wciągnie was w jakiś osobisty syf. To pieprznięty narcyz i egoista, no ale ma swoje dojścia i kontakty. — Proponując kontakt ze Spokrewnionym mogącym pomóc w dotarciu do dwójki Gangreli, nieumarły nie omieszkał ostrzec przed tym, w co Erika i Niklas mogą się wpakować, jeśli pójdą tą drogą.

Re: Dzika Sprawiedliwość (II)

#13
Erika słuchała dalej w ciszy. W grę wchodził jeszcze łowca? To miasto naprawdę stało się cyrkiem na kulkach... Tylko małpy zaczynają uciekać...
Kurwa...
Kobieta westchnęła na wspomnienie kolejnego pośrednika w ich śledztwie.
-Chyba musiałoby mnie pojebać żeby jakiemuś Toreadorów dobrze robić za wskazanie dwóch Gangreli.- warknela niezadowolona przenosząc wzrok na Pita, który poruszył się obok niespokojnie. On też robił się drażliwy, gdy jego pani była zła.
-Skoro to Dzikusy to powinnam dać radę ich znaleźć.- oby. Skadi odnalazła... Choć w zasadzie to Starsza wyszła do niej sama, ale to Erika narobiła odpowiedniego hałasu by ją wyciągnąć.
Kobieta wstała preznie, pitbull poderwał się na łapy.
-Jeśli to wszystko... Nie traćmy czasu... Mam do przeorania kilka miejsc.- Tak to było pożegnanie. Dała czas mężczyznom Na reakcje wymagane konwenansami, po czym wzrok zawiesiła na Lasombra. Szedł z nią, czy moze miał jakąś inną propozycję?

Re: Dzika Sprawiedliwość (II)

#14
Nieznany Spokrewniony okazał się w istocie użytecznym ogniwem w całej machinie, acz nie powiedział niczego nieoczywistego i trudno było się spierać ze stwierdzeniem, że właściwie nigdzie ich nie zaprowadził. Trop przybocznych Kuruka był nazbyt klarowny, a namiar do Toreadora... być może niepotrzebny.
Miło się gawędziło, ale to rzeczywiście pora na podjęcie działania. Zaraz dzień nas tu zastanie. — odkiwnął mężczyźnie i nie skomentował więcej jego słów, skupił uwagę na Erice.
Pan Pierce może okazać się asem w rękawie, jeśli inne metody zawiodą. — odparł, bo w przeciwieństwie do gangrelki, nie skreślał tej opcji. — Wierzę jednak w Pani zdolności komunikacji ze współklanowcami. Tym niemniej, gdyby zdarzyło się nam polegnąć, mam w zanadrzu jeszcze jeden pomysł; pozwolę sobie najpierw ułożyć go w głowie, to może być ostateczność. Teraz zaś zdam się na Panią. — wstał zaraz za nią, gotów do wyruszenia w drogę. — Gdzie planujemy rozpocząć poszukiwania?

Pytanie do MG: czy z moim poziomem okultyzmu jestem świadom istnienia czwartej kropki Prezencji - Wezwania?

Re: Dzika Sprawiedliwość (II)

#15
Image
Nieumarli nie byli w żadnym stopniu zachwyceni pomysłem wchodzenia w łaski kolejnego Spokrewnionego. Wystarczyło im, że dali się złapać w pułapkę zasług u nieznanego im wciąż Kainity, który zapewnił im garść informacji na temat Kuruka. Nie było im w smak wpadać w sidła kolejnego krwiopijcy, zwłaszcza iż Erika przekonana była o swoich możliwościach dotarcia do wspomnianej dwójki Gangreli, sama będąc jedną z nich. Drakenberg nie wykluczał ewentualnego skorzystania z pomocy Toreadora, jednak w tej chwili, tak jak i jego towarzyszka, on też wolał zdać się wpierw na jej więzi z klanem Dzikusów. Dopiero jeśli to miałoby zawieść, Mathias Pierce, jako awaryjna opcja, mógłby okazać się dla pary Kainitów użyteczny. Niklas, zastanowiwszy się nad tym, mógł oczywiście być świadomy, że chwilę wcześniej ani on, ani Erika, nie mieli punktu zaczepienia, o czym sami głośno mówili, i gdyby nie sugestia przybłędy, to pozostałoby im błądzenie w mroku.
Osobnik cicho się zaśmiał, reagując na komentarz Eriki o Toreadorze, ale nie odpowiedział na to. Cała trójka rozumiała sens i nie było potrzeby się w to zagłębiać. Teraz, kiedy wszystko zostało już powiedziane, obcy spojrzał po swoich rozmówcach.
Image No dobra, jak macie swoje opcje i sposoby, to tym lepiej. Działajcie. Znajdę was jak będzie po wszystkim. — Gdy już wampiry nie miały już nic więcej do dodania, ich gość wstał od stołu i z nieustępliwym uśmieszkiem lekko uniósł nakrycie głowy, żegnając się z towarzystwem, po czym zniknął gdzieś w tłumie.
Tym sposobem, w toku tej niespodziewanej dyskusji, okupionej zawarciem nieszczególnie pożądanej umowy z tajemniczym jegomościem, której koszt dopiero miało przyjść im poznać, udało się zdobyć trochę użytecznej wiedzy. Za jej sprawą, zostali skierowani w stronę ukrywającej się gdzieś w dziczy dwójki Gangreli, mającej wiedzieć więcej na temat działań ich dawnego przywódcy. Jednak skoro nie zamierzali na tym etapie kontaktować się jeszcze ze wspomnianym Toreadorem, to musieli pomyśleć nad innym sposobem dotarcia do celu. Erika niestety nie posiadała w Chicago żadnych znajomości, na które mogłaby się powołać, to też zdawałoby się, że jechała na tym samym wózku, co Drakenberg.

Niklas Theodor Drakenberg | 
Niklas w trakcie swej długiej egzystencji zdołał posiąść pewne strzępy informacji o Dyscyplinach, jakimi władały inne klany. Prezencja była pośród nich, tak więc Drakenberg miał świadomość istnienia niektórych jej właściwości. Jego wiedza w tym zakresie była jednak ograniczona, co oznaczało, iż nie posiadał znajomości tych bardziej zaawansowanych mocy Prezencji.

Re: Dzika Sprawiedliwość (II)

#16
Kobieta przełknęła wszystkie odpowiedzi, kąśliwe uwagi i przekleństwa, które przychodziły jej na myśl. Była zła, prawie wściekła. Opuściła Elizjum bez słowa więcej.
Dopiero na ulicy zdała się nieco ochłonąć, ale tylko trochę.
-To jak przemyślisz sobie ten pomysł, to daj znać. - rzuciła. Mówiła chłodno, ale spokojnie. Nie sądziła, że klasyczne politykowanie krwiopijców może tak wyprowadzić ją z równowagi. Ostatecznie wciąż była Gangrelem... nie było się więc co dziwić.
-Nie skreślam tego cholernego Toreadora jako opcji, ale wolałabym z niej nie korzystać. - westchnęła po drodze. Szła bowiem, twardym, pewnym krokiem. Gdzie? Przed siebie. Pit dreptał obok, równo z Panią, jakby maszerował u jej boku, czujny i groźny.
-Mam nadzieję, że nie przeceniamy moich zdolności komunikacyjnych. - warknęła. Tego się obawiała. Może nie własnego wydania gadki w stylu Dzikusów, ale tego, że teraz była obca, w tym ciele była obca, z tymi cholernymi manierami i przymusami Elisabet, tu była obca... Gangrele niekoniecznie musieli ją zaakceptować, rozpoznać jako dziecię Ethana... albo co najgorsze nawet z nią gadać.
Z drugiej strony, przeżyła spotkanie oko w oko ze Skadi...
Aż czuła w powietrzu jak to śledztwo będzie trudne. Aż zazgrzytała zębami.
-Przekopię im te jebane parki żeby wyleźli z kryjówek jeśli będzie trzeba. - Nie miała innego pomysłu obecnie. Była wyprowadzona z równowagi i miała przemożną chęć komuś przefasonować mordę, albo wypić do sucha jakiegoś nieszczęśnika... wyżyć się... rozładować...
Może będzie miała okazję... tereny zielone... dzikie... w mieście były rozległe... może wystarczy wszcząć odpowiednio dużą burdę i narobić dymu...

Re: Dzika Sprawiedliwość (II)

#17
Ledwie ułamki sekundy wystarczyły, by stwierdzić, że skrzący się z tyłu głowy pomysł to w istocie puzzle, które nie pasują do siebie ni kształtem, ni obrazem. Alternatywne rozwiązanie problemu wymagałoby zbyt wiele zachodu, mogąc przy tym zdestabilizować miejską politykę aż zanadto, toteż miast stąpać po cienkim lodzie, Niklas zdecydował odrzucić ów pomysł i rozważyć dostępne opcje.
Nie podoba mi się pomysł błądzenia bez celu. O ile nie widzi mi się zaciąganie kolejnych przysług, szczególnie u tak zadufanych dupków jak rzeczony Toreador, nie widzę na chwilę obecną lepszego rozwiązania. Wysłuchałbym jego oferty i skorzystał z pomocy w ustawieniu spotkania. Tracenie czasu na szukanie na oślep oddala nas od postępów w śledztwie, a czas tyka. — wybuchowy charakter kobiety i jak się okazało, naglący czas nie ułatwiały podjęcia sensownej decyzji.
Jeśli jednak wiesz, gdzie rozpocząć poszukiwania, a może znasz innych przedstawicieli Twego klanu - nie zwlekajmy, po prostu prowadź. — decyzję pozostawił w jej rękach, bo nie znał jej faktycznych zamiarów. Gdyby jednak nie wiedziała, co począć, wróciłby do Elizjum, aby odnaleźć owego Mathiasa Pierce.

Re: Dzika Sprawiedliwość (II)

#18
-Kurwa! - Zaklęła wściekle i zatrzymała się gwałtownie. Zaczynała kipieć. Ze złości i bezsilności. Nie miała konkretnego planu... nie znała domen, nie znała tych wampirów. Facet trafił w sedno... szukałaby po omacku.
-Nie podoba mi się pomysł układania z kolejnym chciwym na przysługi skurwysynem.- warknęła, ale dało słyszeć się bezsilność. -Ale chyba jednak nie mamy większego wyjścia. Wróciłam do miasta zmieniona i po latach... nie mam pojęcia gdzie szukać tych Dzikusów. - przyznała niechętnie.
Nie zostało im nic innego jak wrócić do Elizjum.
-Ty gadasz. Bo ja w tym stanie mogę wyszarpać skurwielowi wątrobę, a nie informacje. - dodała. Potarmosiła psa po łbie pozwalając nerwom trochę uciec.
Następnie ruchem dłoni wskazała kierunek wstecz. Niech prowadzi. Ona nie mogła prowadzić rozmów, nie w takim tonie. Nie była politykiem... zatęskniła za Stwórcą. On wiedziałby jak to rozegrać, jak drania wziąć za mordę, by wyśpiewał wszystko i jeszcze im podziękował.
Bez słowa ruszyła nazad do Elizjum.

Re: Dzika Sprawiedliwość (II)

#19
Wstępny plan samodzielnego znalezienia drogi do dwójki Gangreli szybko został porzucony, gdy Spokrewnieni zdali sobie sprawę z absurdu jakim było błądzenie po omacku. Oczywiście, pewnie prędzej czy później udałoby im się znaleźć jakieś poszlaki i bez pomocy, ale z pewnością byłoby to niezwykle trudne i czasochłonne, a w tym przypadku akurat wiele czasu nie mieli. Ani Niklas ani Erika nie posiadali pośród Chicagowskich Kainitów znajomości, które mogłyby pomóc im zbliżyć się do celu, dlatego skazani byli na obijanie się od wampira do wampira zaciągając kolejne zobowiązania.
Ta noc zapowiadała się na cholernie długą, a irytacji raczej nie miało brakować. Erika wpadła w śmiertelnie niebezpieczne zobowiązanie wobec Skadi, wykazując zainteresowanie tym śledztwem, by następnie wraz z Niklasem zaciągnąć się na zobowiązanie u bezimiennego, który zapewnił im w miarę klarowny trop. Teraz miało przyjść tej dwójce prosić kolejnego krwiopijcę o pomoc, co według zapewnień przybłędy także miało kosztować. Była to jednak jedyna sensowna decyzja, jaka pozostała im w tej dość trudnej sytuacji. Gangrelka nie miała jednak dość cierpliwości na gadaninę, dlatego wolała zostawić to Niklasowi, który zdawał się dobrze odnajdywać w dyskusjach, nawet takich które gotowały krew w żyłach.
Obydwoje ruszyli z powrotem do Elizjum, celem zasięgnięcia języka co do tego gdzie znaleźć wspomnianego Toreadora. Mathias Pierce miał doprowadzić ich do Gangreli, ale wpierw musieli znaleźć jego samego. Mieli wcześniej szanse pociągnąć za język chętnego do współpracy bezimiennego, ale teraz nie było go już nigdzie w zasięgu wzroku i nie wyglądało na to, by miał im się tam ponownie objawić. Po chwili przyglądaniu się nieumarłemu towarzystwu, Erika i Niklas poczęli główkować nad tym, kogo najlepiej było zaczepić. Moment głębszej analizy obecnego towarzystwa i sytuacji zapewnił Drakenbergowi pewną klarowność sytuacji. Już wcześniej była mowa o Primogen Toreador, i podczas gdy ciągnięcie jej za język w sprawie Gangreli mogłoby być mało owocne, tak kto lepiej, jak nie ona, wiedziałby na temat położenia jednego ze swoich.
Dało się ją wcześniej, w toku dyskusji z nieznajomym, dojrzeć kątem oka zmierzającą ku swojej loży, to też właśnie tam Lasombra i Gangrelka się udali. Mijając dyskutujących krwiopijców, gdzie pośród niektórych z nich udało im się pozyskać pewną niepożądaną uwagę, przez co musieli znosić ciągnące się za nimi spojrzenia. Docierając powoli do loży, gdzie można było dojrzeć elegancką, ludzko wyglądającą Primogen klanu Róży, nie dało się nie spostrzec ilości ludzi, czy też wampirów, którymi była w danej chwili otoczona, głęboko zaabsorbowana żywą dyskusją ze swoim towarzystwem liczącym dobry tuzin osobników. Niklas z Eriką stanęli z boku, dając cichy, ale wyraźny sygnał, że pragną pomówić ze Spokrewnioną, czekając cierpliwie na właściwy gest z jej strony.
Nie minęła dobra chwila, a wzrok Irène Celeste Lévêque zwrócił się ku wyczekującej dwójce, a ściągnięta przez nich uwaga zainteresowała także jej rozmówców, którzy zmierzyli przybyłych od stóp do głów. Drakenberg mógł rozpoznać wśród nich Louvenię Duclair, której głos znany był chyba wszystkim wampirom w mieście. Primogen Toreador siedziała z nogą założoną na nogę i kieliszkiem vitae w dłoni, zapraszająco spoglądając na Kainitów, którzy przerwali jej rozmowę. Nastała naturalna wymiana wstępnych uprzejmości, gdzie od przybyłych oczekiwało się należytej etykiety.
Image Witajcie. — Irène powiodła wzrokiem po obojgu, utrzymując na twarzy delikatny uśmiech. Jej wzrok zatrzymał się na Niklasie.
Image Niklas Theodore Drakenberg. Minęło trochę czasu, odkąd mieliśmy przyjemność pana tu gościć, czyż nie? Jest mi niezmiernie miło być świadkiem pańskiego powrotu do ciepłego, bijącego serca Chicago, jakim jest La Liberté. — Czy rzeczywiście była zadowolona z powrotu Drakenberga, nie sposób było określić, aczkolwiek zdecydowanie było w interesie Kainity o takim statusie trzymanie trzody blisko i w zasięgu wzroku. Najistotniejszym było oczywiście to, że zauważyła jego dłuższą nieobecność. Przeniosła swój wzrok na Erikę, porzucając na moment swój subtelny uśmiech i odstawiając kieliszek na stolik.
Image Eriko, przyjmij proszę moje kondolencje. Wieść o tragedii jaka cię spotkała była doprawdy szokująca. Odrażająca jest myśl, że to jedna z nas ośmieliła się tego dopuścić. — Nie dziwił fakt, że wiedziała już o historii, którą przedstawiła Księciu w ramach obowiązkowej wizyty jako gość w jego domenie. Była w końcu jedną z najbardziej wpływowych Spokrewnionych.
Image Szanuję twój upór Eriko. Niewielu może pochwalić się przetrwaniem dokonanego nań amarantu. — Dodała. Prawdą było, iż niewiele było przypadków, gdzie ofiara diabolizmu uzyskiwała kontrolę nad ciałem napastnika. Być może pewien szacunek Erice się należał, skoro jej siła woli była tak silna. Choć z drugiej strony, być może Elisabeth była słaba i dlatego przegrała tę walkę. Mogło się Erice zwyczajnie poszczęścić właśnie przez to, ale nikt nie będzie w stanie już na to odpowiedzieć. Po krótkiej wymianie zdań kobieta przeszła do sedna, zadając oczywiste pytanie.
Image Powiedzcie mi teraz proszę, co was do mnie sprowadza? — Primogen oparła się wygodnie i, złączywszy palce dłoni, oczekiwała na odpowiedź swoich gości.

Re: Dzika Sprawiedliwość (II)

#20
Opanowanie to zaiste przywilej władcy mroku, bez którego nie przetrwałby tych blisko trzech setek lat w nader skomplikowanej egzystencji Odszczepieńca. Wiodąc nieżycie między młotem a kowadłem, skazany był na nieprzychylność członków Rodziny i śmiertelne niebezpieczeństwo konfrontacji z Sabbatem. To właśnie ich najbardziej się obawiał; zainteresowanie wrogich watah niosło za sobą łańcuch konsekwencji, które mogły mu ściągnąć na głowę Ostateczną Śmierć. To nie tylko banda szaleńców ścigających go po miejskich ulicach; to polityczna sposobność na usunięcie go z Domeny przez Spokrewnionych, którym jego działania były nie na rękę. Właśnie dlatego dwóch zawistnych Brujah zniesławiło jego dokonania na tyle głośno, ażeby wieści o nich dotarły także uszu wroga. W obliczu wielofrontowej walki Lasombra musiał pozyskać sprzymierzeńców, a tychże mógł zdobyć tylko poprzez kluczowe zasługi dla miasta. Czy mógł znaleźć bardziej oportunistyczną okazję, niż rozwiązanie zagadki likwidacji wpływowego wampira, nawet kosztem zaciągnięcia kolejnych przysług? O ile istniały realne szanse co do odkrycia prawdy, wiedział, że postępuje słusznie; a niechaj motywacją potencjalnie zaburzonego osądu będzie desperacja.
Primogen Toreador była jedną z osób, której zdawało się zależeć na odnalezieniu sprawcy zamieszania. Oczami Niklasa, była dość blisko poległego Kuruka, choć trudno było mu określić, czy to kwestia przyjaźni, a może nienawiści, wedle starego przysłowia - przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej. Wszystko wskazywało jednak na pierwszą z dostępnych opcji, lecz co do roli tej Spokrewnionej Drakenberg miał mieszane uczucia, dlatego nie decydował się na specjalną wylewność w konwersacji. Prowadząc ze sobą zagubioną i wkurwioną Gangrelkę stanął przed obliczem Irène Celeste Lévêque, spotykając się z pozornie ciepłym odbiorem swojej wizyty.
Primogen Lévêque, Pani Duclair, drodzy Państwo. - przywitał się po kolei ze wszystkimi, zajmując wolne miejsce, a spojrzenie powędrowało na samą Irène. — Zapewne Pani rozumie, że natura mojej egzystencji sugeruje skrywanie się w cieniu. A jednak tu jestem i nie sposób wyrazić wdzięczności za gościnę i tak ciepłe powitanie. — nic odkrywczego nie powiedział; tylko głupi lub zdesperowany Lasombra wychylałby głowę poza strefę komfortu w mieście, w którym klan nie posiada szerokich wpływów i stabilnej pozycji. Wsłuchując się w dalsze słowa, w lot pojął naturę specyfizmu swojej towarzyszki, co do której wcześniej snuł jedynie domysły.
Wierzę, że popiera Pani inicjatywę odnalezienia osoby stojącej za zgładzeniem Kuruka. Zaoferowałem swoją skromną pomoc zatroskanej Erice, której zależy na dojściu do sedna sprawy. — intencjonalnie postawił się w roli osoby wspierającej, ażeby jego udział na chwilę obecną postrzegany był za znikomy. Niech wszyscy wiedzą, że to w pierwszej kolejności pomysł jego towarzyszki, której ostatecznie oberwie się bardziej, jeśli coś pójdzie nie tak. — Poszukujemy kontaktu do niejakiego Mathiasa Pierce, Pani współklanowicza. Istnieją przesłanki, by sądzić, że będzie w stanie skierować nas na trop dwojga przybocznych Kuruka, dzięki którym uzyskamy punkt zaczepienia w prowadzeniu śledztwa. Sytuacja w mieście jest napięta, zdaje sobie Pani z tego sprawę - dlatego też odnalezienie tych Gangreli inną metodą mogłoby skutkować fiaskiem. Możemy liczyć na Pani pomoc, Primogen Lévêque? — zwrócił się z pytaniem, ostatecznie biorąc na siebie zobowiązanie, ale... jeśli zależy jej na dojściu do sprawcy Ostatecznej Śmierci Kuruka, istnieje prawdopodobieństwo, że tym sposobem spłaciłby swój dług - a wręcz pozyskałby w niej sojusznika.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron