Image

Polowanie na Wilki (I)

#1
Rider | Arystarch Galatis | Noah Johnston | Irène Celeste Lévêque
Czwórka Spokrewnionych swobodnie wymieniała się grzecznościami, przechodząc do tematu nietypowego nałógu palenia papierosów przez Ridera, czy nieobecnego tam Greera. Była to, w pewnej dosłowności, zabawa z ogniem, której Bestia nie lubiła, a jednak niektóre wampiry lubiły oddawać się temu potencjalnie nic nie wnoszącemu do ich nieżyć nałogowi. Nie był to oczywiście realny nałóg, a raczej przyzwyczajenie z dawnych, ludzkich lat, bądź też przyswojenie rytuału, który do tego człowieczeństwa ich zbliżał, a także w pewien sposób pomagał zachować Maskaradę.
Dalsza mowa Arystarcha o Pierwszej Tradycji sprawiała, że Harpia Brujah głęboko westchnął. Podsycanie ognia i strachu przed złamaniem Maskarady było czymś, w czym ten Arystokrata był bardzo dobry. Nie było też dziwnym, że jego potomek stał się tak skutecznym i zaradnym wampirem, mając nauczyciela z tak ogromnym zapałem przekazującego swoją wiedzę. Arystarch stał na straży porządku, jasno pokazując przy tym swoją dawno zacementowaną rolę jako Ventrue w strukturze Camarilli.
Image Nie ma potrzeby stale i na nowo rozpalać wspomnień o Inkwizycji, by rozumieć wagę Pierwszej. Nie nam, Galatis. Jestem pewien, że nawet młody Noah rozumie jaka jest stawka. — Norwood miał przyjemność słuchać monologów Arystarcha od bardzo dawna, a co za tym idzie, również i wspominek na temat ognia inkwizycji, który zakończył egzystencję ogromnej liczby Spokrewnionych. Była to bardzo dosadna lekcja, niepotrzebna jednak większości zebranych obok Arystokraty. Noah otrzymał wiele lekcji od swojego mentora, które co prawda nie uwzględniały w pełni genezy, jak i również tak obrazowych treści, ale nauczyły go dosyć, by rozumieć skutki złamania Maskarady.
Image Poza tym pamiętajmy, że to młodzi się wykazali, naprawiając szkody. — Brujah słusznie zauważył, że o dziwo to młodsze generacje wampirów odpowiadały za sprzątanie tam, gdzie narozrabiali Starsi. Wobec tego można było się zastanowić, czy rzeczywiście był sens pouczania zebranych Kainitów, skoro to Neonaci i Ancillae zdawali się w czasie tych nocy mieć bardziej głowę na karku, niż co poniektórzy Elderzy.
Dyskusje wampirów zostały na moment przerwane, gdy do grona dołączyła niespodziewanie głowa klanu Toreador, błyskawicznie podłapując zainteresowanie tematem wyprawy, której głównym celem zdawało się być wyeliminowanie zagrożenia ze strony wilkołaków.
Image Primogen Lévêque. W żadnym wypadku. — Odparł Harpia Brujah, pochyliwszy przy tym głowę w geście powitania i szacunku do Starszej z klanu Róży.
Image Kontynuując; trzeba najpierw dowiedzieć się, gdzie w ogóle trzymane są zwłoki. Arystarchu, ty przypadkiem nie miałeś kogoś z wtykami w policji? — Sedno sprawy. Dostęp do ciał tych śmiertelników był kluczowy, jeśli grupa miała mieć szanse uzyskać odpowiedzi na temat okoliczności ich śmierci. Nie mniej, jeśli zagrożenie ze strony wilkołaków miałoby zostać potwierdzone, to grupa, mając wsparcie Primogen Toreador, mogła poczuć sie nieco pewniej. Jeśli Harpia Ventrue rzeczywiście posiadał kontakty, o których wspomniał Norwood, to mógł to być dobry punkt zaczepienia.

Re: Polowanie na Wilki (I)

#2
Płomienna przemowa Arystarcha, zapewne nie pierwsza i nie ostatnia, była bardzo obrazowa. Bardzo... Poruszająca wyobraźnię. Irène była jednym z najmłodszych Elderów w Chicago, których ominęły czasy pierwszej, brutalnej inkwizycji i Konwencja Cierni. Przez chwilę żyła w czasach na długo przed tymi wydarzeniami, lecz one nie imały się najmroczniejszego okresu jaki spotkał Nieśmiertelnych. We Francji jednakże długo tliły się inkwizytorskie myśli i ideały. Primogen Toreador poddała się na krótką chwilę wspomnieniom, a kąciki jej warg uniosły się w lekkim grymasie. Tę lekcję można było przedstawić inaczej tak jak to rzekł Jules, to prawda, ale i też nie było bardziej krwawego obrazu, który by to tak dobitnie pokazywał. Przede wszystkim ludziom brakowało zrozumienia i akceptacji; trudno też ich prosić o wczucie się w sytuację Kainitów gdy byli oni dla nich jedynie pożywieniem i narzędziem do realizacji własnych celów.

Lekki uśmiech na twarzy Primogen Toreador zdradzał spokój i łagodne oblicze, gdy spoglądała na zakłopotanego Noaha, któremu właśnie przyszło poznać jedną z najważniejszych osób w świecie Spokrewnionych z Chicago. Swoją postawą i spojrzeniem dawała znać Pariasowi, że nie musi się przy niej czuć jakkolwiek niezręcznie. Nawet wówczas, gdy ujął jej rękę trzymając zbyt długo, nie wykonała ruchu, który sugerowałby odsunięcie się lub chęć zabrania dłoni. Spoglądała za to na Johnstona obserwując jego reakcję i oblicze w chwili zamyślenia. Jej spojrzenie jednakże przeszywało na wskroś, a wyraz tęczówek mógł sugerować, że doskonale wie, o czym myślał. Czy tak w istocie było, Noah się mimo to nie dowiedział; Lévêque pozostawiła tę kwestię w sferze domniemywań. — Proszę się nie przejmować, Panie Johnston. — Odparła miękko i kiwnęła mu lekko głową na znak zrozumienia. — Ja również cieszę się ze sposobności poznania nowego Spokrewnionego w Chicago. — Zabawnym była ta sytuacja, która pokazywała w jaki sposób Parias radzi sobie w takich sytuacjach, dlatego też uwaga Primogen chwilowo była bezsprzecznie skupiona na młodym Kainicie, a gdy skończył, jej śpiewny śmiech na chwilę omiótł najbliższe otoczenie. — Och, Panie Johnston. Uważam, że w materii aranżacji symetria jest niezwykle istotna. Cenię sobie ład, harmonię i przejrzystość… W ten sposób dość łatwo kontrolować otoczenie. — Odpowiedziała i przerwała na chwilę, by zaciągnąć się papierosem. — Zdradzę Panu mały sekret. To nie wzrok, lecz centymetr i ustalenie odpowiednich odległości są zasługą symetrii. — Choć nie było to zgodne z etykietą, uśmiechnęła się szerzej i puściła mu oczko, a następnie przywitała się z Galatisem.
— Pan również wspaniale się dziś prezentuje, Harpio Galatis. — Odparła również uprzejmie. Tym samym też pozwoliła Pariasowi usłyszeć jaką pozycję pełni Arystarch; było to celowe działania, choć niewidoczne. W odpowiedzi na jego słowa, Lévêque zaśmiała się lekko i na dłuższą chwilę utkwiła wzrok w Harpii. — Pierwszym porywem serca, Galatisie, byłoby gdybym już teraz wyruszyła w drogę z Riderem. Doceniam jednakowoż Twą troskę o me serce. — Zarówno Toreadorka, jak i Arystarch dobrze wiedzieli, że to nie sprawa serca.
Następnie zaś zwróciła swój wzrok na Ridera wysłuchawszy go. — Jeśli chodzi o srebro i ogień, to służę tutaj swym finansowym wsparciem, jak wspomniałam. Znam pewnego mężczyznę, który mógłby wykonać srebrne kule oraz broń białą. — Pyknęła z papierosa w króciutkiej chwili zamyślenia i kontynuowała. — Jak już któryś z Panów wspomniał, należałoby pierwej obejrzeć ciała. Dokonać niejednego zwiadu na północy, a także przygotować pułapki. I, oczywiście, odpowiednią broń. Dobrze byłoby też tuż przed wyruszeniem przygotować kilka planów. Lupini są niezwykle potężni i nie należy zakładać, że jakkolwiek głupi. — Kontynuowała. Nie wątpiła w możliwości Ridera, ale i też nie chciała porywać się na coś, co nie dawałoby choćby nikłej pewności realizacji. Dlatego raz jeszcze spojrzała na Brujaha. — Tuszę zatem, iż się Pan tym wszystkim zajmie. — Dodała tym samym sugerując iż powinien przewodzić grupie, która podejmie się tego zadania. A gdy padło pytanie zadane przez Noaha, Irène spojrzała nań łagodnym wzrokiem.
— Myślę, że Rider, jako najlepiej doświadczony w tej materii, udzieli Panu pełnowartościowej odpowiedzi na to pytanie. — Rzekła, a jej głos sugerował coś znacznie bardziej niebezpieczniejszego niż jakiekolwiek potyczki między Spokrewnionymi.

Re: Polowanie na Wilki (I)

#3
Rider był wyraźnie znudzony opowieścią Galatisa. Palenie na stosie jego braci, opisane przez naocznego świadka tamtych wydarzeń, w oczywisty nie wywarło na nim większego wrażenia. Cóż, zapewne opowieści o swych własnych heroicznych wyczynach, które Harpia mogłaby teraz przytoczyć, wysłuchałby z dużo większą afektacją. Brujah był aż nadto prosty, co określało jego socjalną sytuację jako będącą daleko poza standardami, do których przywykli gentlemani. Na szczęście pieniądze spoczywały w jego kieszeni.

- Mr Rider, skoro przyjął Pan zaliczkę, chciałbym otrzymywać informacje bezpośrednio od Pana na temat postępów w śledztwie. To na co wyda Pan fundusze mnie nie obchodzi, jednakże chciałbym aby zadanie zostało wykonane perfekcyjnie. Wspomniane przez madame srebrne kule i inne przedsięwzięcia są w zasięgu ręki – tutaj wymownie spojrzał na Primogen Toreadorów, która oferowała pomoc - Wierzę że jest Pan specjalistą, który będzie kluczową postacią w tym zadaniu - zakończył wypowiedź dając do zrozumienia, że doświadczenie Ridera z pola walki, przewyższa wszystkich przy stole.

Wiedza konstytuuje świadomość. To nasze doświadczenia sprawiają, że jesteśmy tym czym jesteśmy. Galatis wiedział to doskonale i pojmował jak ogromną przewagę daje znajomość historii Rodziny. Ta perspektywa odmieniała często wiele, nawet błahych spraw, które widziane z bliższej perspektywy mogły wydawać się czymś zupełnie innym, niż były w istocie. Był to skarbiec, którego nie można było kupić za żadne bogactwa tego świata. Co zaskakujące Harpia Brujah wydawał się tego nie rozumieć, jakby nie wiedział iż opowieści, anegdoty oraz gawędziarstwo były pierwotną formą nauki. Często zresztą sam sposób przekazania opowieści także stanowił informację. Zresztą suchy tekst był niczym w porównaniu z erudytą, w którego oczach wciąż jeszcze można było ujrzeć odbicie tamtych wydarzeń. Jak mówić by nas słuchano? Na to pytanie Arystarch poznał odpowiedź dość wcześnie. Uczył się od najlepszych retorów średniowiecznej Europy. Obecność mówcy, ton głosu i gesty zawsze zwyciężą nad suchymi danym w książkach i zawsze łatwiej docierają do serc oraz wnętrza duchowego słuchaczy. Na słowa Phillipa odrzekł:

- Mr Norwood… Proszę zauważyć, że ja tylko odpowiedziałem na pytanie Mr Ridera, który chciał poznać powody częstego łamania Maskarady. Przecież znasz mnie i wiesz, że zawsze troszczę się o to by udzielić szczegółowych wyjaśnień, szczególnie gdy związane są z interesem Camarilli. Wybacz mi, jeśli zanudziłem Cię mą wypowiedzią… - Arystarch starał się być taktowny, ale równocześnie chciał dać do rozumienia Harpii, że ma inny punkt widzenia.

Słowa Noaha zaintrygowały Greka. Parias, który posiada takie wykształcenie? Co za osobliwość i to tutaj w Chicago – pomyślał zastanawiając się nad właściwym podejściem do Neonanty. Zainteresowanie z jakim wysłuchał opowieści Galantisa wskazywały na wrażliwą i obdarzoną wyobraźnią naturę. Staranne maniery zdradzały gentlemana, pomimo ubóstwa stroju. Wszystko to sprawiało, że Arystokrata zapałał do nowo przybyłego pewną dozą sympatii.

- Mr Noah, gratuluję wiedzy i spostrzegawczości. Przyjmuję to jako komplement i równocześnie rozpalił Pan moją ciekawość. Gdyby miał Pan ochotę na filozoficzną rozmowę to jestem otwarty. Proszę odebrać to jako zaproszenie w mojego domu - Ventrue dał do zrozumienia, że zaprasza Noaha do domu swojego rodu, aby dobrze wykształcony Parias mógł wykazać się swoją inteligencją.

Phillip zwrócił uwagę na fakt, że Galatis posiada kontakty w policji i mógłbym pomóc. Oczywiście Ventrue chciał również zaangażować się w sprawę, ale nie odsłaniając wszystkich kart na początku. Harpia Brujah zmusił go do większego działania, niż wynajęcie Ridera. Nie było lepszego rozwiązania, tak więc rzekł:

- Owszem, mogę dowiedzieć się co wiedzą służby. Przekażę wszystko co uda mi się zdobyć jak najszybciej – skwitował krótko.

Na razie nie odzywał się bezpośrednio do Irene, czekając aż inni się wypowiedzą.
Arystarch Galatis, Wygląd | 
» Arystarch wygląda na mężczyznę w podeszłym wieku. Jego widoczna łysina oraz siwa broda wskazują, iż dawno już przekroczył pięćdziesiątkę. Mimo to, w jasnoniebieskich oczach widać błysk inteligencji oraz niespotykanej przenikliwości. W zasadzie nie wyróżnia się posturą, jest raczej szczupły i niezbyt wysoki. Nosi szyte na miarę garnitury koloru grafitowego lub jasnoszarego, oraz dopasowany do stroju kapelusz. Zawsze nosi przy sobie drewnianą laskę, którą czasami podpiera się, sprawiając wrażenie odrobinę zmęczonego. Dodatki jednakże zdradzają dobry gust, charakterystyczny dla Arystokratów: jedwabne koszule, spinki, pasek czy krawat są zawsze wysokiej jakości, w dyskretny sposób podkreślając majętność i maniery właściciela. Idealnie wypastowane buty dodają całości szlachetnego wykończenia. Otacza go subtelny zapach szlachetnej wody kolońskiej. Często używa także odrobiny pudru, aby w minimalnym stopniu zniwelować bladość skóry. Delikatne dłonie o długich palcach zdradzają intelektualistę. Na prawej dłoni znajduje się sygnet przestawiający herb rodu Galatis.

Dodatkowe informacje | 
Brak.

Legenda Kolorów Języka | 
Grecki, Łacina, Arabski, Hiszpański, Chiński, Francuski

Re: Polowanie na Wilki (I)

#4
Kiedy młody wampir odmówił wzięcia od niego papierosa usprawiedliwiając się tym, że "widział płuca palaczy" Rider uśmiechnął się do niego serdecznie:
-Widać, że jesteś młody, bo nie widziałeś jeszcze swoich płuc-tutaj zaśmiał się bardzo porozumiewawczo patrząc na resztę zebranych-Oj młody, jak już pierwszy raz wilczek albo inna kreatura rozerwie Ci pierś to zobaczysz, że płuca palaczy przy naszych to nic-faktycznie Rider mógł mieć trochę racji, na pewno nie raz i nie dwa jego płuca na przestrzeni dekad zostały obnażone, a zresztą to co mówił było na swój sposób logiczne. Nieużywane organy zanikały, a im dłużej Krwiopijca był martwy tym dłużej już nie używał swoich płuc, oczywiście z drobnymi wyjątkami jak wtedy gdy musiał przybierać bardziej ludzką formę dla imitacji swojego życia.. W momencie gdy Brujah usłyszał w głosie Johnstona nutkę smutku w momencie gdy został nazwany Pariasem od razu skarcił go tonem głosu i spojrzeniem
-Chyba sobie żartujesz Johnston, że się tego wstydzisz? To wam wkłada do głowy Greer?-pytanie było oczywiście z perspektywy Jeźdźca, było retoryczne niemniej dał chwilę czasu na odpowiedź dla karconego właśnie młodego-No to ja Ci powiem, że twój mentor pierdoli i ma ogromny kompleks niższości. Pariasi są tak samo wartościowymi członkami naszej społeczności jak każdy inny jej członek! Ba, masz nawet trochę szczęścia, twoja krew nie buzuje tak jak moja, nie obdarza Cię szaleństwem tak jak krew Malkavian czy nie więzi w niewolnicze łańcuchy jak krew Czarnoksiężników. Noś tytuł Pariasa z dumą!-reprymenda mogła być zaskakująca dla Noaha, ale nie dla pozostałych zebranych przy tym stoliku. Rider od zawsze słynął z ogromnej sympatii do Pariasów i egalitarnych poglądów względem nich....Ach gdyby tylko ten Spokrewniony miał pojęcie o instytucji wyższych i niższych klanów....Dobrze, że nie ma, bo mógłby bezprecedensowo wpaść w szał. Gdy Balsamista wspomniał o tym, że może go umówić na spotkanie ze swoim mentorem, oczy Motocyklisty zaświeciły pewnym blaskiem, od razu wręcz przytaknął:
-Bardzo chętnie z nim się rozmówię i chciałbym żebyś był świadkiem tej rozmowy Johnston- Starsi Spokrewnieni przy tym stole o ile interesowali się sprawą Bezklanowców mogli słyszeć o wieloletnim konflikcie pomiędzy dwoma Gangsterami skąd ten pierwszy Rider nie godził się na półśrodki i widział w Greerze miękką faję i zdrajcę swojego "klanu", a ten drugi wolał politykę ugodową, bo uważał, że tylko tak może liczyć na jakikolwiek szacunek dla swoich braci, na szczęście Noah jeszcze nie miał o tym wszystkim pojęcia, ale wszystko wskazywało na to, że dowie się o tym niedługo...
Noah wspomniał także o kwestii zadania Rider tylko spojrzał na niego z uśmiechem i powiedział:
-Nic wielkiego, zwykłe polowanie na wilki
Wypowiedzi Norwooda jedynie się przysłuchiwał, nie dodawał nic więcej, był już wystarczająco zirytowany tym wszystkim co miało tutaj teraz miejsce i nie miał ochoty uczestniczyć w przekomarzankach między Plotkarzami
Następna odezwała się Irene która zwróciła się już bezpośrednio do Ridera, a więc ten był zobowiązany odpowiedzieć:
-Pani Primogen, byłbym wdzięczny za wsparcie finansowe, ale w szczególności za kontakt do dobrego rusznikarza czy też kowala, bo wątpię by moje kontakty we włoskiej mafii pozwoliły na zakup dobrej jakości srebrnych nabojów, a pewnie mojemu partnerowi- tutaj rzucił wzrokiem na Noaha-Przydałby się jakiś nóż, jestem więc bardzo wdzięczny za możliwość udostępnienia kontaktu. Gdy Primogen skończyła Rider dodał z uśmiechem, jak wtedy gdy ktoś jest doskonale nauczony do szkoły na odpytanie, a nauczyciel i tak zadaje banalne pytania:
-Oczywiście Pani Primogen, zasadzka jest podstawą w walce z tym ścierwem. Zwiad oczywiście też zostanie wykonany i to w dwóch fazach. Śmierdzi mi tylko jedna kwestia....Te bestie zwykle nie atakują Śmiertelników, chyba, że ludzie prowadzą ostatnio jakiś wyrąb lasu o którym nie mam pojęcia.- faktycznie Lupini specjalizowali się raczej w atakach na Spokrewnionych, rzadko rozszarpywali Ludzi chyba, że zaszli im wystarczająco mocno za skórę, mógł to być ten przypadek, ale ten fakt sprawił, że Rider zwątpił w to, że może chodzić o Lupinów. Była jeszcze jedna prośba którą Primogen dała Riderowi, wytłumaczenie Najmłodszemu tego o jakich "Wilkach" mowa, ten więc spojrzał na niego, poprawił fedorę w teatralnym geście rodem z Dzikiego Zachodu i powiedział krótko:
-Wilkołaki Johnston, wilkołaki, ekoświry które polują na nas, bo uważają, że jesteśmy wynaturzeniem i niszczymy ich święte lasy. Nawet nie wiem do czego to porównać w świecie Żywych, bo takich wariatów tam kur...nie ma, ale nie zmienia to faktu, że są cholernie niebezpieczni. Bardziej zwierzęcy niż my, z o wiele lepszą regeneracją i odpornością niż my. Boją się jedynie Ognia i Srebra- wykład był krótki, ale chyba wystarczająco treściwy i obrazowy dla Balsamisty
Ostatnią osobą której musiał odpowiedzieć Rider był Arystarch ten spokrewniony tworzył naprawdę bardzo kwieciste zdania, ale nie było to na głowę Motocyklisty, ten postanowił więc przejść do rzeczy i odpowiedział krótko
-Nie musisz mi słodzić "Harpio" Galatis, wiem, że to twoja rola, a moją jest obdzierać ze skóry te zwierzęta, wiem co robić. Co do przekazywania informacji, jest to dla mnie oczywiste. Umawiamy się na to tutaj w "Wolności" czy życzysz sobie innego miejsca?-Zapytał, a po otrzymaniu odpowiedzi dodał jeszcze:
-Tak, pomoc Pani Primogen będzie tym razem nieoceniona
Potem jeszcze raz jego wzrok utkwił na Balsamiście do którego miał tylko jedno proste pytanie:
-To jak? Wchodzisz w to czy pękasz?

Re: Polowanie na Wilki (I)

#5
Parias poczuł ciarki na karku, kiedy spojrzenie Lévêque świdrowało go. Przebijało się ono za granicę reakcji ciała na bodźce, pokonywało obraz mężczyzny nieporadnego w towarzystwie starych istot, docierając do esencji. Uchwyciło myśli. Noah przez ułamek sekundy zamarzł w czasie. Analizował sytuację z trwogą w sercu, jednak doszedł do wniosku, że to nie miało sensu. Przecież w Elizjum był zakaz używania dyscyplin, więc Noah obwinił swoje zdenerwowanie za płatanie mu figli w głowie. Mógł się czuć tutaj bezpieczny, prawda? Mroczny los właśnie zasiał pierwiastek paranoi w neonacie.
— Zatem można powiedzieć, że powinniśmy złożyć pokłon prawdziwej królowej Elizjum — zaczął bardzo niebezpieczny żart, lecz potrzebował humoru, żeby rozładować napięcie. — Matematyce — dokończył nieco żwawszym głosem. Zareagowałby uśmiechem jako ostatni, ponieważ mierzył rażenie dowcipu.
Gdyby potrafił się pocić, pewnie byłby teraz wodospadem. Na szczęście, jednak śmierć ciała miała swoje plusy, ponieważ niemal w całości blokowała fizjologiczne odruchy organizmu. Noah nadal nie potrafił zrozumieć, dlaczego w ogóle odczuwał emocje, skoro był teoretycznie martwy? Układ nerwowy dalej regulowały hormony? Dlaczego nie mógł być animowanym posągiem, władcą swoich myśli i akcji w obliczu doświadczonych Spokrewnionych? Był przecież cholernym potworem, a zachowywał się wśród nich jak człowiek! Nie okazuj słabości - powtarzał Greer. Jak być silnym, kiedy owa słabość napędzała Noaha, właściwie definiowała go? Niuanse egzystencji nieumarłego bytu dalej stanowiły tajemnice, które stanowiły trudną zagadkę do rozwikłania.
Noah myślał i dalej przesłuchiwał się w rozmowie. Były momenty, w których chciał się wypowiedzieć, jednak ktoś go wyprzedzał, przez co oddawał inicjatywę. Pytanie Greka stworzyło lukę do ponownej komunikacji.
Noah nie odpowiedział od razu na propozycję, lecz mowa ciała zadziałała szybciej, niż słowa. Nowy członek Camarilli pierw zareagował entuzjazmem, radością, a później rozum złapał za uczucia, szarpał się z nimi, żeby opanować podniecenie. Mijały sekundy. W końcu Johnston z wysiłkiem powstrzymał emocjonalne odruchy, jakoby udało mu się w propozycji Arystarcha odnaleźć drugie dno albo młody wampir wmówił sobie, że takowe istnieje. Na pewno obudził w sobie czujność.
— Absens carens — rozpoczął spokojnym tonem, wymawiając znaną sentencję łacińską. — Jestem zaskoczony tak hojną propozycją. Oczywiście, przyjmuję pana zaproszenie — dokończył uprzejmym tonem. — Jeżeli usatysfakcjonuje pana w konwersacji czy mógłbym w zamian prosić o naukę? Przyznam, że moja nocna tułaczka jest bardzo krótka, a są pewne aspekty naszej egzystencji, które obecnie wychodzą poza moje pojmowanie — pytanie skierował do szlachcica opanowanym, wręcz niezwykle ostrożnym słowem. Każda wypowiedziana sylaba była przemyślana, przez to pozbawiona spontaniczności. Młody wampir próbował coś ugrać, zawalczyć o przysługę, która w pewnych momentach mogła być cenniejsza od pieniędzy, gdyż wyrównywała strony.
Poza tym, jeżeli harpia planował pułapkę na nowicjusza to musiał on w nią wpaść. Odmowa takiej oferty byłaby czystym przejawem idiotyzmu.
Wzmianka o płucach wywołała skromny uśmiech na twarzy neonaty, ponieważ Rider wychodził z założenia, iż młody nie dostał jeszcze srogiego wpierdolu. Noah jeszcze nie przepracował traumy, jaką stworzył w nim Szeryf, dlatego nie zamierzał chwalić się swoimi osiągnięciami w boju i odniesionymi ranami. Jednakże, kiedy flegmatyk wysłuchał opinii na temat swojego mentora, momentalnie znieruchomiał, absolutnie zdziwiony bezpośredniością, jaką posłużył się Brujah. Do tej pory rozmowa była bardzo miła, a zabójca wilkołaków błyskawicznie zmienił dynamikę komunikcji. Johnston milczał, ale brak reakcji to również reakcja - ewidentnie poczuł się zaatakowany. Uciekł wzrokiem, lecz natychmiast spojrzał na Ridera, jakoby świadomy tego, iż pasywna postawa zaszkodziłaby mu.
— Zawdzięczam Jamesowi Greerowi dołączenie do Camarilli. Przygotowywał mnie i znosił moją słabość. Gdyby nie on, nie podołałbym w obecności Księcia i Szeryfa. Pan Greer wyprowadził mnie na prostą. — Odpowiedział zupełnie nerwowo, ale nieagresywnie. Zaznaczył, czego dokonał mistrz Pariasów, zamiast wchodzić z prostakiem w kłótnie. Młody bezklanowiec ledwo panował nad sobą, z całą pewnością chciał w impulsie zareagować inaczej. Niemniej pokojowe wyrażenie sprzeciwu wyczerpało go na moment i wycofał się na krótki czas z rozmowy. Potrzebował chwili na uspokojenie myśli. Dalej słuchał.
Obserwowanie interakcji pomiędzy wprawionymi zawodnikami Jyhadu było pouczające, a skupienie uwagi na samym problemie lupinów oraz zamordowanego umożliwiło Noahowi oddaniu się refleksji, uspokajał się. W milczeniu dawał do zrozumienia, że pojmował informacje łowcy wilkołaków, lecz wzmianka o ekoświrach wymagała doprecyzowania.
— Raider, mówisz, że lupini rozumieją termin ekologii przedstawiony przez Ernsta Haeckela? Mam nadzieję, że skrajny pierwiastek darwinizmu nie doprowadził ich do szaleństwa, skoro zasłużyli sobie na miano świrów — powiedział niby na poważnie, robiąc długą pauzę. — Żartowałem. Rozumiem, bronią natury i zwalczają nas, w ich mniemaniu: wypaczenia. — posumował już na serio. — Jestem zdziwiony, że posłużyłeś się tutaj ekologią. To daje wiele do myślenia — dokończył w zadumie. Nie wiadomo czy chodziło Noahowi o przebłysk inteligencji w Raiderze czy docenieniu złożoności wilkołaków.
W pewnym momencie przeciwnik Jamesa znowu zwrócił się bezpośrednio do Noaha, jednak ten już nie pozwolił sobie na bezmyślną reakcję. Wyglądało na to, że łowca był w porządku, nawet poprosił Primogena o zdobycie noża dla nowicjusza - co było w pewien sposób miłe i neonata nie zaprotestował na ten pomysł - lecz jego maniery były nie do zaakceptowania. Dlatego Johnston postanowił utrzeć mu nosa, zupełnie jak błazen na dworze możnych.
— Czy pękam? Cóż, być może. Dopiero się uczę poruszania po świecie, który jeszcze niedawno był mi zupełnie nieznany — rozpoczął wypowiedź, patrzył w oczy Raidera, o dziwo bardzo przyjaźnie, wręcz ze współczuciem. — Niemniej pozwolę sobie zauważyć, że wyczuwam pewne napięcie również w tobie, Raider — bez litości wykorzystał pozwolenie na brak używania tytulatury, w końcu to sam Brujah ustanowił zasady komunikacji. — Czy wszystko w porządku? Używasz wulgaryzmów, patrzysz niecierpliwie, kiedy panowie wymieniali słowa. Widzisz, byłem lekarzem i naprawdę chciałbym ci pomóc. Dlatego z przyjemnością udam się z tobą do Jamesa, a jeżeli taka jest twoja wola, z chęcią cię wysłucham. Mam przeczucie, że potrzebujesz tego, Raider. — Zakończył wypowiedź ukłonem przed buntownikiem, pokornie, z czczą. W ten sposób zakpił sobie z cech, które Raider chciałby widzieć w Pariasach. Tak wyglądała riposta balsamisty na chamstwo i skurwysyństwo.
— Drodzy państwo, sądzę, że mogę pomóc z ciałem, gdyż jestem tanatopraktorem — zwrócił się teraz do wszystkim, miał neutralny ton głosu. — Co prawda moim obowiązkiem jest godne odprawienie zmarłych, lecz regularnie wykonywałem sekcje zwłok. Jeśli odnajdziemy umarłego, będę potrafił się nim zająć. Chciałbym na chwilę zatrzymać ogólne plany i skoncentrować się na kwestii samego martwego.
Patrzył na Ventrue przez długą chwilę, szukając mądrości w starych oczach. Potem ponownie mówił do wszystkich.
— Pan Arystarch przed chwilą powiedział, że wrogowie Camarilli wykorzystują łamanie Maskarady. Natomiast pan Norwood wspomniał, że Camarilla ciała jeszcze nie posiada, inaczej nie byłoby w zmianki o potrzebie poszukiwania — podsumowywał fakty na głos. — Czyli oznacza to, że osoby trzecie przed długi czas mogły mieć związek z zabitym, czy to nie jest przykład ryzyka złamania Maskarady, kiedy rany prawdopodobnie zadała istota nadnaturalna? Myślę, że same ciało powinno być obecnie absolutnym priorytetem, ponieważ nie wiemy, czego potencjalni patomorfolodzy się wywiedzieli. Poza tym, mam przeczucie, że ofiara mogła być nieprzypadkowa i odkrycie jej tożsamości dałoby nam cenne wskazówki. Być może... Wycinała lasy? — zakończył wisielczym humorem.

Re: Polowanie na Wilki (I)

#6
Rider | Arystarch Galatis | Noah Johnston | Irène Celeste Lévêque
Wbrew zapewnieniom Arystarcha i Primogen Toreador, dostęp do amunicji takiej jak srebrne kule, wcale nie był tak łatwy. Gdyby srebrne naboje były, w istocie, tak łatwe do zdobycia, to łatwo sobie wyobrazić, że rasa wilkołaków nie stanowiłaby tak rażącego dla Spokrewnionych zagrożenia. Rider doskonale zdawał sobie sprawę, że fakt, iż swego czasu był w ich posiadaniu, zawdzięczał przede wszystkim umiejętnościom i kontaktom swojej dawnej ekipy. Nie było wątpliwości, że na drodze do uzyskania takiej amunicji tutaj, teraz, w Chicago, nieumarli spotkają pewne trudności. Przed ostatnimi atakami nikt nie przejmował się działalnością lupinów tak długo, jak nie planowano przemierzać ich zielonych terenów. Aktywność wampirów koncentrowała się w końcu w zurbanizowanych terenach, z dala od lasów i puszcz, to też przeważnie nie musieli myśleć o zbrojeniu się przeciwko kudłatym bestiom żyjącym pośród Chicagowskich lasów. Co wiedzieli bardziej wiekowi Spokrewnieni, rolę łowców wilkołaków pełnili najczęściej Archonci wyspecjalizowani w walce z tymi nadzwyczaj niebezpiecznymi przeciwnikami.
Harpia Brujah pokiwał głową na skierowane do niego słowa Arystarcha. Istniała między nimi ciekawa dynamika. Byli przedstawicielami klanów, które nie cierpiały siebie wzajemnie, a jednak ta dwójka praktycznie zawsze spoglądała na siebie ponad tymi podziałami, traktując siebie z szacunkiem, a przynajmniej takie sprawiali wrażenie publicznie. Zdawało się, że Norwood spędził w towarzystwie Galatisa sporo czasu i wysłuchał wiele jego przemówień, być może nawet więcej niż wystarczająco na temat czasów inkwizycji, która wyniszczała rasę wampirów. Sam raczej nie egzystował jeszcze w tamtych czasach, to też nie były mu one tak bliskie, jak Harpii Ventrue, czy samym Elderom.
Image Wiem i rozumiem to, Arystarchu. Bez obaw. — Norwood nie zamierzał dalej ciągnąć tego tematu. Były w końcu ważniejsze kwestie do przedyskutowania niż wspomnienia sprzed kilkuset lat.
Image Trudno powiedzieć, czy brak charakterystycznych dla klanów cech jest rzeczywiście zaletą, czy wadą. Pewnym jest jednak, że ten brak przynależności klanowej powoduje pewne zgrzyty w aspekcie socjalnym. Póki co zdajesz się jednak pokonywać te przeszkody, o czym świadczy, chociażby, twój status. — Norwood zwrócił się do pariasa, nie opowiadając się jednak otwarcie za postawą Ridera wobec bezklanowców. Zwróciwszy uwagę na oczywistość w kwestii społecznych interakcji, pochwalił jednak w pewien sposób starania Noaha, dzięki którym zyskał on akceptację Szeryfa oraz Księcia, czyli dwójki najważniejszych wampirów w mieście.
W trakcie wymiany zdań przez czwórkę Spokrewnionych, do Norwooda podszedł mężczyzna, który zbliżył się i wyszeptał mu coś na ucho. W następstwie wiadomości, zwrócił na krótką chwilę wzrok w kierunku Krzykaczy znajdujących się dalej i obserwujących kątem oka dyskusję wampirów szykujących się na wyprawę, by następnie zwrócić się do swoich rozmówców. Wyglądało jakby jego czas był ograniczony. Zapewne miał tej nocy jeszcze inne interesy.
Image Podczas gdy odradzałbym tobie, Johnston, angażowanie się w walkę z wilkołakami, tak popieram wsparcie w samo śledztwo. Zdaje się, że twoja pomoc może znacznie ułatwić dojście do prawdy. — Brujah słusznie radził młodemu pariasowi trzymanie się z dala od tych kreatur. Był młody, niedoświadczony i mógłby zbyt szybko spotkać ostateczną śmierć, angażując się w starcie z nimi. Norwood widocznie doceniał jednak jego chęć do pomocy przy badaniu tropów, jakkolwiek ufając, że rzeczywiście posiada zdolności mogące ten proces przyspieszyć, nie wspominając już o tym, ze sam Rider palił się do współpracy z Noahem.

Re: Polowanie na Wilki (I)

#7
— Mathematica est regina omnium scientiarum — Odpowiedziała z lekkim śmiechem Johnstonowi podłapując jego żart. Istotnie, Była w tym jakaś racja. Jakby się bowiem przyjrzeć odległościom pomiędzy stolikami, obrazami czy innymi, poszczególnymi elementami — wszystko było wręcz idealnie matematycznie zmierzone. Oczywiście, dopóki nie zostało naruszone.

Irène obserwowała wymianę zdań pomiędzy Galatisem, a Riderem. Być może Brujah nie zdawał sobie z tego sprawy, ale właśnie został wplątany w odpowiedzialność za sprawę morderstw na północy. To do niego należało rozwikłanie zagadki i zrealizowanie odpowiednich kroków. Jeśli coś pójdzie nie tak, to on zbierze cęgi. Jeśli zaś wszystko się uda i sprawę rozwiąże, to oczywiście właśnie Rider zbierze laury i pochwały. A to oznaczało, że sprawa Lupinów stała właściwie na jednej szali dla niedawno przybyłego do miasta Krzykacza. Dla samej Lévêque to wszystko miało zupełnie inny wydźwięk. Czuła, że szykowała się ciekawa zabawa. Choćby teraz, przy stole gdy tak siedzieli i debatowali okazując swoje poglądy, spostrzeżenia czy chęć wsparcia sprawy w ten czy inny sposób. Jedynie Norwood zdawał się przedstawiać w pełni neutralny pogląd. Celeste od czasu do czasu spoglądała po wszystkich ciekawa tego, jakie prezentują emocje w stosunku do tego, jak się naprawdę czują [widzenie aury na wszystkich przy stole]. To właśnie w tym upatrywała najciekawsze elementy układanki — w wampirach. Każdy ruch na szachownicy miał znaczenie. Nawet Noah zdawał się to wiedzieć bardzo dobrze. I tylko Rider najpewniej miał to w głębokim poważaniu upatrując swe zainteresowania w innych aspektach wampiryzmu.
Z zaciekawieniem obserwowała także dysputę pomiędzy Arystarchem, a Julesem. Obaj panowie prezentowali odmienne poglądy. Tak od siebie różne, a jednocześnie potrafili wyrazić je w neutralny sposób. W świecie Kainitów była to szczególnie ważna umiejętność. Celeste słynęła raczej z bezpośredniości niż ukrytych słów i znaczeń. Była kobietą, która zwykle dostawała to, czego chciała, i po swoje sięgała ze znaną sobie niewymuszonością. Nie dawała poznać, że może jej na czymś jakkolwiek zależeć.
Noah… Noah zdawał się fascynować nie tylko Primogen Toreador, ale również Harpię Ventrue. Parias. Cóż za niefortunny zbieg okoliczności. Oto zwiastun Gehenny zdaje się być jednostką wartościową i przydatną społeczności Spokrewnionych jednocześnie nosząc na sobie brzemię bycia wyrzutkiem przez wzgląd na ciążącą na nim klątwę, ale i nie tylko. Jules słusznie zauważył, że brak znamiennych cech dla danego klanu powodowały, że balsamista był odłączony od życia Camarilli. Był jej częścią, a jednak poza nią. Słusznie zauważył również, że nowy Kainita skutecznie pokonywał te przeszkody. Irène uśmiechnęła się w myślach; to wszystko oznaczało bowiem, że wkrótce może się zmienić kilka drobnych rzeczy. Poglądy i opinie. Być może nawet zrozumienie względem stanowiska Szeryfa; Pariasi stanowili niebezpieczeństwo, lecz jeśli już zostali stworzeni, to niech wykażą się umiejętnością przetrwania i zdolnościami użytecznymi Kainitom. Noah…
W obecności Ridera miał wspaniałą okazję do pierwszej prezentacji pośród zgromadzonych wampirów; pod wpływem buńczucznego charakteru i wyzywającego słownictwa Brujaha miał szansę pokazać jak reaguje na podobne zaczepki i czy potrafi poddać się wewnętrznej kontroli. Ten test zdał śpiewająco, z pewnością nie tylko w oczach Primogen.

Zwróciła się do Ridera.
— Niedługo skontaktuje się z Panem mój Ghul, Thomas Akwright, i przekaże Panu odpowiednie informacje. — Odpowiedziała co do rusznikarza lub kowala. — Wspaniale. Tuszę, iż po zebraniu wszystkich informacji będziemy mogli się ponownie spotkać i na ich podstawie podjąć dalsze kroki. — Irène ze smutkiem dostrzegła, iż w chwili wcześniejszego zamyślenia papieros zgasł. Wyrzuciła niedopałek do popielniczki, a następnie odłożyła cygarniczkę na stół i skinęła lekko głową na barmana w odpowiednim momencie nawiązując kontakt wzrokowy, który dawał mu znać, że napiłaby się vitae.
— To fantastyczna wieść że zajmuje się Pan zapewnieniem godnego pochówku zmarłym. — Odezwała się, za neutralne uznając takież słowa, które nie będą wprost mówiły, że świetnie, iż Noah zajmuje się grzebaniem w zwłokach. A jakaż to była ironia w stosunku do Krwiopijców, których ciała przy ostatecznej śmierci zamieniały się w proch… — Czy miałby Pan coś przeciwko temu, abym się z Panem udała celem zbadania ciał? — Cóż. Tym samym dawała sobie możliwość poznania kolejnej osoby, być może bardzo cennej, ze świata medycyny. I wykorzystania swoich umiejętności, choć małe były szanse względem tego, o czym myślała. Zawsze jednak warto próbować, a poddawanie się jeszcze przed rozpoczęciem zadania było zwykłym tchórzostwem.
— Jeśli zaś chodzi o Maskaradę względem ciał istotnie byłoby to naruszenie Pierwszej, gdyby nie szczególne okoliczności. My, wampiry, musimy ukrywać jestestwo nie tylko swoje, ale także innych stworzeń, by chronić siebie. Gdybyśmy piersi znaleźli ciała, na pewno wieść nie rozeszłaby się po ludziach. Znaleźli je jednakże śmiertelnicy i wywiedzenie się kto dokładnie je widział, w jakich okolicznościach, gdzie i kiedy wymagałoby znacznej ingerencji w ich umysły… A to już mogłoby spowodować daleko idące, negatywne skutki. Śmiertelnicy sądzą, że na północy grasują wilki. Ma to swoje plusy i minusy, oczywiście. W tym przypadku jednak najlepszym wyjściem byłoby obejrzenie nienaruszonych ciał i wyciągnięcie odpowiednich wniosków. Może się bowiem okazać, iż to wcale nie Lupini… — Toreadorka zawiesiła głos. Czy to możliwe, że w lesie grasowały nie Wilki, ale jeden Gangrel, który nie mógł wrócić do humanoidalnej postaci..? Lepiej byłoby tego nie mówić na głos.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości