7402 Keen Way N, Gardner Home

#1
  Parę minut od brzegu jeziora znajduje się stary, niszczejący dom ze spadzistym dachem, będący czymś w rodzaju domku wypoczynkowego albo po prostu miejsca, gdzie można w spokoju odpocząć, z dala od miejskiego zgiełku i tłumu, chociaż tak na dobrą sprawę jest to centrum miasta. Seattle jednakże posiada tyle zieleni, tyle drzew, że nawet w samym jego sercu można znaleźć odosobnione, ciche i pachnące żywicą sanktuarium, gdzie ryk klaksonów oraz smród spalin i hałas wielkiego miasta nie będzie przeszkadzał.

Problem w tym, że nic nie wskazuje na to, by właściciel tego domku odwiedzał go w ciągu ostatnich miesięcy.

Niska, zwalista konstrukcja ze stromym dachem i niewielkim poddaszem jest wykonana z drewna i murowanej podbudowy, chociaż materiały te nie są pierwszej jakości. Ciemne drewno jest pełne sęków i widać w kilku miejscach początki próchnicy, a czerwonawe cegły są pokruszone tu i tam. Jedno z pustych, zasłoniętych brudnymi szmatami okien może się pochwalić siateczką pęknięć w dolnym rogu, a niski płot otaczający całość trzyma się kupy tylko na słowo honoru. Trawa rośnie tutaj dziko i chyba nigdy nie była przycinana, a najbliższe drzewa rzucają cień na całe domostwo - niektóre gałęzie omiatają spadzisty dach i ściany.

Wnętrze nie prezentuje się zbyt dobrze, ba, wystarczy wspomnieć, że przy mocniejszym pchnięciu stare drzwi same puszczą i ustąpią. Każdy, kto więc przekroczy próg, znajdzie się w wąskim korytarzu prowadzącym przez cały dom aż do tylnego wyjścia, za którym kryje się niewielkie podwórze i dróżka prosto do lasu, jaki porasta brzegi Green Lake.

Na ścianach wiszą ponure obrazy przypominające twórczość Gigera, jest też wizerunek zniszczenia Sodomy i Gomory Martina, a nawet obraz Saturna zjadającego własne dziecko Goi. Pierwszy pokój po lewej stronie to nic innego jak zagracony magazynek, pełen skrzyń i gratów w postaci zardzewiałych wiader, dwóch rowerów, ramy łóżka, upchniętego materaca pod ścianą (z rdzawą plamą na środku) a także jedno, małe dziecięce łóżko i kilka połamanych mebli, przeznaczonych najpewniej do spalenia.

Drugi pokój to jadalnia, z krótkim, mahoniowym stołem przy którym stoją cztery krzesła. W kącie znajduje się wbudowany kredens z zastawą stołową oraz drzwi prowadzące bezpośrednio do niedużej kuchni z małą lodówką, piecem na drewno oraz spiżarnią. Tam znaleźć można kilka starych jak świat puszek z zupami przykrytymi grubą warstwą kurzu i parę butelek czerwonego wina, chociaż pozbawione etykiet. Ostatni pokój to maleńka toaleta, gdzie poza pękniętą umywalką nie ma nic kompletnie wartego uwagi, jednak to właśnie obok toalety znajdują się schody na poddasze, gdzie mieści się jedyny pokój mieszkalny.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to brak łóżka. Jest tylko puste miejsce, które sugeruje, że posłanie oraz materac zostały przeniesione do magazynku na parterze. Drugą rzeczą jest naprawdę imponująca ilość krzyży, różańców, świętych obrazów Matki Boskiej oraz chyba każde możliwe wydanie Starego i Nowego Testamentu, poukładane na podłodze oraz w szafkach. Poza tym jest tutaj jeden wyściełany fotel ustawiony tuż przy oknie skierowanym na jezioro, stolik z radiem oraz lampką i kilka kartonów pełnych notesów i zeszytów, w których ktoś - najpewniej właściciel - spisywał swoje przemyślenia i inne, często makabryczne, opowieści.

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home

#2
Przybył tutaj, wleczony swoją ciekawością. Osłonięty całunem niewidoczności, gotów stawić czoła wszelkim niebezpieczeństwom tylko po to, by mieć wiedzę. Te poszukiwania miały w sobie coś ciekawego, coś obrzydliwie wręcz ekscytującego. Randy polował. Tyle tylko, że tym razem nie na ludzi.

Wkroczył do domu, zaskoczony, że drzwi były otwarte. Rozejrzał się po okolicy, obrazom poświęcił dłuższą chwilę. Kontemplował je. Przeczesał dokładnie pomieszczenia, wyraźnie czegoś szukał. Wiedział czego.

W końcu ruszył na piętro i... Stanął jak wryty. Krzyże. Mnóstwo krzyży... OGROM symboli tak znienawidzonych przez niego i jednocześnie tak przerażających.
Stał.

Stał.

Stał.

Zszedł.

-Kurwa.

Zaklął pod nosem. Czemu to zawsze wymagało takiego wysiłku. Nie wlezie tam. Za Chiny ludowe. Ale musi tam wleźć.
Wcale nie musi.
Zacisnął zęby i usiadł na podłodze. Krzyże. Fuj. Siedział tak dobre kilka minut, niewidoczny. Wstał i spinając się ze wszystkich sił ruszył na górę, aby przeszukać piętro. Napięty. Gotów do ucieczki...

Spoiler | 
Randy poświęca punkt SW, aby przezwyciężyć strach przed krzyżami
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home 05/05/99

#3
Maj w końcu się uśmiechnął do żywych i umarłych; ulewne deszcze stanowiły już przeszłość. Niebo, mimo porywistego wiatru znad zatoki dalej było pokryte gęstymi, ciemnymi chmurami. Nic jednak nie wskazywało na to, by miało zacząć padać. W kanałach - a przecież to kanały były najważniejsze dla Nosferatu - było to szczególnie odczuwalne. Przez studzienki i kratki ściekowe ciągle wpadał śnieg i deszcz i, wreszcie, wszystko ustało. Można było spokojnie przemieszczać się pod miastem i czasami tylko wychodzić na powierzchnię.
Randy jednak miał konkretny powód, by opuścić bezpieczny mrok kanalizacji pod Seattle.
Nie tylko ciekawość wiodła Randy'ego - można jednak powiedzieć, że to właśnie ciekawość była wiodącym impulsem. White czegoś szukał i teraz, gdy wystarczyło tylko sforsować prosty zamek w drzwiach, mógł spokojnie przemyśleć swoje dalsze kroki. Ogromna ilość krzyży oraz świętych obrazków drażniła Bestię czającą się na dnie duszy wampira. Bestia nie chciała tu siedzieć. Nie czuła się dobrze i najchętniej to by puściła z dymem całą tę budę, ale - póki co - to nie ten mroczny byt rządził, tylko Nosferatu.
Walcząc z narastającą niechęcią i odrazą, Randy zmusił całą swoją wolę do ponownego ruszenia na piętro, ale gdy tylko dostrzegł pierwsze krzyże, poczuł nieprzyjemny ucisk gdzieś w piersi. Gdyby żył, z pewnością było by spowodowane szybkim i nerwowym biciem serca. Był jednakże trupem, więc wszystko można było zwalić na Bestię. Niemniej, nieumarły mógł teraz trochę lepiej się przyjrzeć pomieszczeniu bez obawy, że spanikuje i przegra walkę o resztki swego jestestwa i po prostu spieprzy choćby i przez okno.
Wszystko pokrywała gruba warstwa kurzu. Ostateczny dowód, że nikogo tu nie było od bardzo, bardzo długiego czasu. Z jednej strony była to dobra wiadomość, z drugiej mogło to oznaczać, że ktoś może się tutaj pojawić w każdej praktycznie chwili. Przy stoliku, w pobliżu okna wychodzącego na oświetlone latarniami jezioro, stały trzy małe kartony i dwa duże, pełne notesów i zeszytów o różnej grubości, zarówno w miękkiej, jak i twardej oprawie.
Gdzieś niedaleko rozległ się klakson samochodu.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home

#4
Dźwięk klaksonu niemal wydarł martwe serce White'a z klatki piersiowej. Był nerwowy przy krzyżach. Bardzo. Skupił się na swoim zadaniu.
White, ocenił piętro okiem architekta. Szukał ukrytych przejść lub schowków, pochowanych w ścianach lub w podłodze. Jeśli nic nie znalazł, zaczął przeglądać notesy, może w nich znajdzie się jakaś wskazówka na temat celu poszukiwań? A może sam cel poszukiwań?
Jednocześnie nasłuchiwał, czy ktoś tutaj nie wchodzi.
Jeśli jego poszukiwania spełzły na niczym, wyjrzał w przez okno. Szukał spojrzeniem z tej wysokości jakiś ziemianek albo czegoś w tym stylu.
Przeszukał też dolne kondygnacje w celu poszukiwań poukrywanych schowków/przejść/zapadni/włazów.

Gdyby ktoś wtargnął do tego domu - przygląda się poczynaniom intruza/intruzów.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home 05/05/99

#5
Patrząc jako architekt, to cały ten budynek należało spalić. Zrównać z ziemią, a zgliszcza posypać solą. Powtórka z Kartaginy była tutaj najlepszym rozwiązaniem. Dom nie spełniał norm i był zaniedbany, to widać było już po kilku chwilach, ale jednocześnie to właśnie to wszystko wskazywało na powiązania ze światem nieumarłych, z mrokiem istniejącym tuż obok ludzi. To był dom wampira. Toreadora, o którym z taką czułością wspominała Primogen. I, jak przystało na Toreadora, próżno było tutaj szukać dodatkowych przejść, ukrytych drzwi i włazów skrywających cholera jedna wie co, podobnie jak tajemnych schowków (nie licząc paru obluzowanych desek pod stolikiem, gdzie kryły się dodatkowe notesy i zeszyty, oczywiście).
To nie było schronienie Nosferatu, doskonale rozplanowane i zabezpieczone na wszelkie możliwe sposoby, tylko domek Toreadora, Degenerata, który cenił sobie wygodę przede wszystkim. Bo, jakby nie patrzeć, to widok na jezioro był naprawdę piękny, a trawiaste zbocza i brzegi, pokryte w wielu miejscach drzewami, ciągle lśniły od niedawno padającego deszczu. Cudowne miejsce, w środku zatłoczonego, wielkiego miasta. Miejsce, gdzie można było odpocząć. Miejsce, gdzie znajdowały się dziesiątki, setki stron. Informacje ukryte dosłownie na widoku.
Pierwsze notesy, jakie Randy wziął do swoich obrzydliwych łap, były zapisane bardzo starannym, eleganckim i lekko pochyłym pismem.
Angielski nie był jednak wyszukany, ot, słowa były tam proste i sensowne, wystarczająco do notatek i zapisków - bo to właśnie było na tych stronach. HG, czyli Hugh Gardner, zapisywał na papierze swoje wspomnienia i przeżycia; swoją historię. Pierwsze dotyczyły pobytu w Afryce w drugiej połowie dziewiętnastego wieku; potem autor przeniósł się na Bliski Wschód i wędrował szlakiem apostołów, by powrócić do Europy tuż przed wybuchem pierwszej wojny. Notatki, choć zapisane starannie, były dość chaotyczne i nieskładne.
Pełno było skrótów, dziwacznych oznaczeń i dat, często niewyjaśnionych. Bez dokładnego wczytywania się ciężko byłoby cokolwiek z tego zrozumieć poza samymi oczywistościami i inicjałami naprawdę wielu osób, być może żywych i umarłych. Wszystko wskazywało jednak, że były to zapiski chronologiczne - a Toreador był znany z tego, że zniszczony został w sędziwym nawet jak na wampira wieku... kto wie, co będzie zapisane w innych zeszytach? Od połowy dziewiętnastego wieku do drugiej dekady wieku dwudziestego to kilka woluminów.
Znowu klakson, tym razem bliżej. White słyszał warkot zbliżającego się silnika; ktoś chyba zamierzał odwiedzić ten budynek.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home

#6
Randy przeglądał wspomnienia Toreadora z niemałym zainteresowaniem. To były przecież informacje, z których Nosferatu mógł się dowiedzieć o wielu rzeczach. Będzie musiał to zabrać ze sobą, do schronienia. Nadjeżdżające auto mogło pomóc mu w zabraniu tego wszystkiego. White uśmiechnął się tylko nieznacznie, a jego okropne oblicze wyglądało, jakby dostał kolczastą łopatą w ten okropny pychol.
Zastanawiało go tylko, czemu ktoś trąbi. Czyżby wiedzieli, że Nosferatu tu jest? Albo klakson miał odgonić bezdomnych? Wampir skrył się i spoglądał przez okno, wypatrując świateł samochodu.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home 05/05/99

#7
Silnik zaryczał głośniej. Nosferatu słyszał aż za dobrze, jak samochód parkuje w bezpośrednim sąsiedztwie budynku; klakson jeszcze parę razy dawał o sobie znać, aż w końcu ucichł całkowicie. Moment później ucichł także i sam silnik, natomiast przez nocne, ciepłe majowe powietrze zaczęły się nieść dość hałaśliwe, ciężkie rytmy pełne trzeszczącego basu. Randy, bezpiecznie skryty przed niepożądanym wzrokiem, widział zaparkowanego mniej więcej w połowie drogi między domem a brzegiem jeziora gruchota.
Bo to był gruchot. Ford przynajmniej kilkunastoletni, z nadkolami zżeranymi przez rdzę, z lusterkami owiniętymi szarą taśmą klejącą, z oponami i kołpakami nijak nie pasującymi do siebie. Gdy otworzyły się drzwi, z pojazdu buchnął dość wulgarny rap i wyszła czwórka młodych ludzi: dwóch czarnoskórych i dwóch białych. Wszyscy mieli workowate spodnie, bluzy z kapturami i cienkie, wiosenne kurtki. Wszyscy też dźwigali cztero- i sześciopaki puszek piwa; jeden z białych narzucił kaptur na głowę i podszedł do bagażnika, z którym męczył się przez kilka dobrych chwil.
W końcu jakąś sportową torbę i łom. Otworzył pierwszą puszkę, wypił trochę i znów sięgnął do bagażnika. Pozostała trójka oparła się o stary samochód i, również pijąc piwo, czekała na kolegę. Co kilka chwil spoglądali w stronę domu, gdzie obecnie ukrywał się nieumarły, oraz na jezioro. Bez wątpienia zamierzali dostać się do budynku. Tylko po co? By móc sobie poimprezować, wypić trochę piwa i poszaleć? Czy może jednak kryło się za tym coś zupełnie innego, coś poważniejszego?
Randy przejrzał tylko małą część zapisków zniszczonego Toreadora. Zebranie wszystko trochę potrwa, do tego przydałby się jakiś worek, plecak albo nawet i zwykła torba...
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home

#8
Randy oblizał wargi. Bestia pragnęła krwi tych młodzieńców. Z drugiej zaś strony White zirytował się, że Toreadorzy nie zabezpieczyli schronienia nieboszczyka. Nawet jeśli jego zapiski zostałyby wzięte za bajki i wymysł literacki, to są na świecie osoby, które by migły temat zbadać, wziąć na poważnie. Chociażby tych czterech młodzieńców.
Nosferatu rozważył kilka opcji.
Nie miał do pomocy swoich ghuli, strzelby zapomniał naprawić. Miał tylko nóż. I Potencję. I Niewidoczność. Ich było czterech, a on sam.
Nie spodziewali się go tutaj. A Maskarada była najważniejsza. Zamknął zamek w drzwiach. Przywołał moc Maski Tysiąca Twarzy. Wyobraził sobie, że jest barczystym, garbatym, osiłkiem, około dwumetrowym, o tępym wyrazie twarzy, która nie należała do zbyt ładnych ale nadal miała ludzkie, akceptowalne, znamiona. Jedno oko było niżej od drugiego, usta lekko rozchylone. Jak się udało, dobył noża i zapalił światło w domu... Jeśli tutaj w ogóle jesscze działała elektryczność.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home 05/05/99

#9
Randy nie tylko miał nóż i wampirze Dyscypliny. Przede wszystkim był nieśmiertelnym potworem żywiącym się krwią - ryzyko, że banda pijanych wyrostków zrobi mu krzywdę było minimalne. Istniała oczywiście nikła szansa, że przewaga liczebna okaże się miażdżąca, ale cóż, nikt nie mówił, że egzystencja jako wampir była prosta i przyjemna. Nosferatu postanowił więc podejść do sprawy taktycznie, zamieniając swój odrażający, wymizerniały wygląd na równie paskudny, aż znacznie potężniejszy i groźniejszy. Coś jednak poszło nie tak.
White najwyraźniej nie był mistrzem, jeśli chodzi o zmianę swej aparycji. Zamiast stać się groźnym osiłkiem z żądzą mordu w krzywych ślepiach, stał się kimś w rodzaju parodii Szeryfa. Obrzydliwej i z całą pewnością nie pozostawiającej obojętną, ale jednak nie było to idealne odzwierciedlenie zamiarów wampira. W miejscu Randy'ego stał bowiem ktoś niemalże dwumetrowy, ale za to bardzo chudy, o szarawej skórze ciężko chorego człowieka w gorączce, z twarzą porośnięta nierównymi kępkami zarostu, ze ślepiami pełnymi szaleństwa. Efekt może nie będzie taki, jak sobie tego życzył nieumarły, ale z pewnością będzie jakiś.
A elektryczność nie działała.
Korki mogły wystrzelić już dawno, rachunki nie zostały uregulowane, Wadsworth sam zadecydował od odcięciu dopływu prądu, Elizabeth Page i inni Toreadorzy nie chcieli ingerować w miejsce pamięci jednego ze swoich - możliwości jest masa. Nie czas jednak na zastanawianie się co i jak, bo do uszu Randy'ego dotarł syk otwieranej puszki i czyjeś ciężkie kroki. Potem głośne łupnięcie, jeszcze głośniejsze przekleństwo i łoskot upadającego ciała, po którym nastąpił wybuch śmiechu. Włamywacze najwyraźniej próbowali wyważyć drzwi i nie docenili swojej siły.
- ...kurwa! - wrzasnął jeden z nich. Drugi znowu się zaśmiał. Trzeci bełkotał coś niewyraźnie; musiał być najbardziej pijany ze wszystkich. Czwartego nie było widać, musiał więc zostać na zewnątrz, przy samochodzie. I dobrze zrobił, bo nie musiał stać twarzą w twarz z Nosferatu. To znaczy z wysokim i brzydkim chudzielcem. Trójka włamywaczy zamarła widząc kogoś takiego; nikomu nie było już do śmiechu. Padło tylko ciche przekleństwo. Ktoś uniósł niepewnie łom do góry.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home

#10
Wyglądał jak osilek po czterech latach intensywnej chemioterapii i diecie płynnej. Niech będzie... i tak było za późno.
Chłopaki zaczęły realizoawać swój plan i drzwi stanęły otworem. Schorzałe oblicze osobnika, którym stał się White, skierowało się w ich kierunku. Pochłonięte obłędem oczy zlustrowały fanów rapu, przelotnie tylko zaszczyciły łom swoją ciekawością. Nosferatu szybko musiał zmienić plan.
- A-a-a... Aha. Gooośśście. Dobryyyy wieeeeeczór. Dawno nie mialem, dawnoniemiałem,dawnoniemiałeeeeeem.
Przeciął sobie nożem przedramię i zlizał krew. O kurde, ależ był smaczny.
- Kto. Na. Kolację? Ty? Tyyyyy? Tttty?
Po kolei wskazał na mlodzieńców z osobna schorzałym palcem. Zaczął się powoli do nich zbliżać. Na zmianę się uśmiechał i tobił poważną minę. Był gotów odeprzeć ich atak z pełną brutalnością, używając Potencji. Albo wyjdą stąd z własnej woli, albo spotkają się z dnem jeziora.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home 05/05/99

#11
Bestia drgnęła, wyraźnie niepocieszona gestem Randy'ego. Dla martwego ciała rozcięte ramię nie stanowiło praktycznie żadnej przeszkody, ba, nie było nawet szczególnie irytujące. Dla Bestii jednakże był to gest bardzo wymowny, prowokujący niemalże do działania. Ten mroczny, niebezpieczny byt czający się na dnie i tak już splugawionej duszy wampira drgnął jeszcze mocniej, gdy White polizał ostrze. Krew działała pobudzająco. Bestia zaczęła drapać pazurami, chcąc wyrwać się na wolność - a im bardziej wyczuwalny był strach i buta pijanych włamywaczy, tym drapanie przybierało na sile.
- Pojebało! - wrzasnął ten z łomem, robiąc krok naprzód. Nie był szczególnie wysoki, a już na pewno nie górował wzrostem nad nieumarłym, skrytym za jedną z Dyscyplin. Był jednak znacznie masywniejszy. Miał szerokie barki, grube przedramiona i takież nogi, można było więc wysnuć wniosek, że grywał w drużynie futbolowej. Ścisnął łom oburącz i wzniósł go nad głowę, ale nie atakował. Chciał przepędzić Randy'ego. Chciał wykorzystać broń wampira przeciwko niemu. Ale jak to mówią, kto strachem wojuje, ten od strachu ginie...
Było już jasne, że to właśnie on stanowił największe - i chyba jedyne - zagrożenie. Bełkoczący pijaczyna chwiał się lekko, ściskając dłoń na puszce z piwem; był niski, chudy i miał problem, by skupić wzrok na czymkolwiek. Ostatni z obecnych w domu włamywaczy czmychnął za plecy kolegi uzbrojonego w nóż i, w desperackim ruchu, wcisnął dłoń do kieszeni kurtki. Zaczął dawać, że ma tam schowany mały pistolet.
- Dajesz cwaniaczku, zrób krok, to ci mordę odstrzelę! - wrzasnął, siląc się na groźny ton. Bał się, przez co ten jego okrzyk zabrzmiał dość komicznie.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home

#12
Randy przywitał się ze swoją Bestią, wysyłając jej zadziorny uśmiech. Pobudzał ją do działania, śmiertelnicy czy nie, przeciwnik to przeciwnik i nie można było go lekceważyć. W tej chwili Randy już nie dbał o to, czy jego rozmówcy przeżyją starcie. Był gotów zabijać.
Odchylił głowę lekko do tyłu, jakby słuchał rady niewidocznych istot. Pomieszczenie wypełniła cisza, jakby White zastanawiał się nad słowami intruzów. Zadygotał, jakby przeszedł go jakiś spazm i pokiwał powoli głową. Zerknął na futbolistę z łonem. Spojrzał prosto w jego nawykłe do intensywnego wysilku, wysportowane, oczy. Randy, swoimi oszalałymi gałami, raczył przekazywać mu, że to futbolista będzie kolacją.
- Wy-wy-wy-WY-WY...wypier-dalać!
Wyśpiewał, imitując pokracznie, główny motyw "Nad pięknym modrym Dunajem" Straussa.
Jak to nie podziałało, postanowił zmniejszyć odległość od barczystego młodzieńca i wymierzyć mu cios pięścią w brzuch. Na Potencji. To powinno dać upust Bestii i jednocześnie wystraszyć ziomka z pistoletem... lub bez niego. A pijany? Randy go sobie zostawi na potem. Był jeszcze ktoś w aucie.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home 05/05/99

#13
Zabija było nieodłączną częścią wampirzej egzystencji. Odbieranie cudzego życia jednym przychodziło łatwiej, innym trudniej; dla każdego Spokrewnionego rozlew krwi nie był niczym dziwnym. Bestia zawsze się z tego cieszyła, a w tym przypadku chyba i Randy cieszył się tak samo... co nie było zbyt dobrym znakiem. Nie musiał się też wcielać w rolę psychopaty opętanego żądzą mordu - nie był świrem, ale tak do końca normalny też nie był. Żaden Nosferatu nie był. Jego pokraczny wrzask przeraził pijanych włamywaczy, ale nie na tyle, by pogonić wszystkich z domu zniszczonego Toreadora.
Dopiero gdy przeszedł do ataku, wbijając pięść w podbrzusze jednego z pechowców, pozostali zrozumieli w jakiej paskudnej sytuacji się znaleźli. Pierwsza ofiara wampira zgięła się w pół, jęcząc z bólu. Chwilę później nie wytrzymała i, chwiejąc się na nogach, zwymiotowała potężnym strumieniem żółci zmieszanej z czerwienią. Cios Randy'ego nie był śmiertelny, był jednak wystarczająco silny by skutecznie wyłączyć z ewentualnej walki jednego ze śmiertelników. I, przy okazji, zmiażdżona została jego wątroba albo śledziona. Delikatna, gąbczasta tkanka po prostu nie miała szans w starciu z pięścią nieumarłego i została rozbita.
Z chwilą, gdy stracił przytomność, kolega "z pistoletem" po prostu uciekł.
W budynku został więc tylko jeden z włamywaczy, pijany i totalnie oderwany od rzeczywistości śmiertelnik. Idealna ofiara dla wampira. Podszepty Bestii były teraz coraz wyraźniejsze i coraz śmielsze; ten mroczny byt chciał rozszarpać każdego obecnego w pobliżu człowieka. Chciał czuć zapach ich strachu i smak ich krwi. Randy w sumie również mógł odczuwać taką chęć... bo dlaczego by nie? Miał nad nimi przewagę. Teraz to było oczywiste.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home

#14
Sportowiec oraz nawalony gość byli raczej unieruchomieni. Pijakiem zajmie się potem. Randy zamierzał dopaść drugiego chłopaka "z pistoletem" i zająć się osobnikiem w aucie. Miał w tym wszystkim pewien plan. Pobiegł w kierunku auta, po drodze kopiąc mocno odurzonego chłopaka w twarz. Żeby mu czasem nie wpadło do głowy odczołgać się gdzieś, gdzie przekibluje do poranka.
Plan był prosty - skręcić kark czarnemu, a kierowcę w ten sposób "przekonać" do małej podwózki... I pomocy w "przeprowadzce" notatek od Toreadora oraz dwóch - jeszcze żywych - kolegów. Oczywiście, White nie zamierzał ostatecznie nikogo pozostawić przy życiu. Dlatego zamierzał chłopaków sprzątnąć na terenie swojej domeny. Pomyślał, że załatwienie ich tutaj, mogłoby zwrócić zbyt dużo uwagi na byłe schronienie Toreadora.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home 05/05/99

#15
Wampir miał ogromną przewagę. Był nieumarłym drapieżnikiem, napędzanym żądzą krwi. Śmiertelnicy, który popełnili śmiertelny błąd i włamali się do domu, nie stanowili dla niego żadnego problemu. Najlepiej świadczył o tym futbolista, który po krwawych wymiotach leżał nieprzytomny na podłodze. Śmiertelnicy znajdujący się pod wpływem alkoholu mogli liczyć tylko na ślepy los i zwyczajne szczęście. I, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, ten ślepy los się do nich uśmiechnął. Przynajmniej na razie.
Randy rzucił się do pościgu. W normalnych warunkach pewnie by sobie poradził, pewnie by dopadł uciekiniera i rozszarpał go na strzępy, albo coś takiego. Nosferatu nie wziął pod uwagę jednego elementu. Małego detalu, szczegółu, który mógł zaważyć o jego sukcesie lub porażce. Ruszając za niedoszłą ofiarą wampir zapomniał o jednej rzeczy. Z chwilą, gdy wybiegł z domu Toreadora, Bestia wewnątrz zaczęła drapać pazurami próbując wydostać się na wolność. Gdyby mogła, to by wrzeszczała prosto do uszu by zawrócił, by przestał się tak zachować, by na powrót skrył się pod dachem.
Ogrom przestrzeni, jaka roztaczała się dokoła, była przytłaczająca.
Światła wielkiego miasta jarzyły się mocno, niczym dziesiątki, setki słońc w miniaturze. Gwiazdy majaczące na niebie zdawały się przedrzeźniać Nosferatu, a odbite od powierzchni jeziora uliczne latarnie i okoliczne lampy wściekle atakowały, rozświetlając bezmiar przestrzeni. Jeden z pijanych włamywaczy dopadł do samochodu, budząc w ten sposób przerażenie i zaskoczenie swego towarzysza.
Ten zaś, popalając papierosa, rozejrzał się zdezorientowany dokoła. Gdy ujrzał Randy'ego, bez wahania sięgnął do kieszeni i wypalił z trzydziestki ósemki w jego kierunku; huk wystrzału był naprawdę ogłuszający i tylko potęgował nieprzyjemne wrażenie i jeszcze gorsze odczucia, jakie towarzyszyły wampirowi. Na całe szczęście kula nie trafiła, po prostu śmignęła gdzieś w noc, chybiając. Sam fakt, że teraz White stał naprzeciw naprawdę uzbrojonego przeciwnika był bardzo wymowny. Co gorsza ten przeciwnik był chyba trzeźwy.
Albo przynajmniej nie aż tak pijany.
- Stój kurwa, bo łeb odstrzelę! - wrzasnął, stając w rozkroku i obejmując rewolwer oburącz. Choć głos mu drżał, patrząc na parodię człowieka jaką był obecnie Nosferatu, to jednak zdołał utrzymał broń na wampirze. Nie zawaha się przed kolejnym strzałem. Jego towarzysz zatrzasnął za sobą drzwi, ale nie próbował odpalić silnika. Po prostu siedział, bezpieczne zamknięty w starym wozie, aż kolega rozwiąże ten jakże palący problem.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home

#16
White się rozochocił. Zapędził w żądzy krwi i swoich niecnych planach do tego stopnia, że zapomniał o swoich słabościach. Przestrzeń dookoła wgryzała się w jego świadomość jak tajfun w wybrzeże jakiegoś Azjatyckiego kraju. Huk broni spowodował, że Randy wyraźnie zwolnił. Przypomniał sobie co nabój z karabinu zrobił z Clive'm. Młody -chyba trzeźwy- fan rapu trzymał w ręce jedynie pistolet, ale głowa Nosferatu nie była chroniona żadnym pancerzem. Randy wydał z siebie bluźnierczy śmiech.
- Doooobrze. Zabierz przyjaciół i wypierdalajcie z MOJEGO domu.
Wycofał się do bezpiecznej, ciasnej, przestrzeni budynku i za winklem, w cieniu, skrył się pod płaszczem niewidoczności. Zamierzał ich skasować po swojemu, z ukrycia.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home 05/05/99

#17
Bestia zamruczała, zadowolona, Widmo rozlewu krwi było cały czas realne, a szansa na dokonanie mordu nie zmniejszyła się w żaden sposób. Przeciwnie nawet, zwiększyła się, choć również i ryzyko się zwiększyło. Starcie z pijanymi, śmieszkującymi ludźmi nie było wcale takie trudne ani groźne; zwłaszcza, że najpotężniejszą bronią był po prostu łom. Teraz jednak, gdy do gry dołączył ktoś znacznie trzeźwiejszy, w dodatku z rewolwerem, sytuacja się trochę zmieniła. Bestia ryknęła zadowolona, gdy Randy skrył się na powrót w domu zniszczonego już Toreadora. Tutaj czuła się dobrze, bezpiecznie.
Kiedy zaś Nosferatu przywdział płaszcz niewidzialności, a całun skrył jego paskudną gębę, pozostało tylko cierpliwie czekać.
Silnik starego samochodu obudził się do życia. Strzeliło z rury wydechowej, koła zabuksowały na mokrej ziemi - moment później wóz odjechał, w wielkim pośpiechu. Nie znaczyło to jednak, że Randy przepędził pijanych włamywaczy, skądże znowu. Wampir słyszał przecież wyraźnie powolne, ostrożne kroki, gdy jeden z tych biednych skurwysynów zamierzał wejść do domu. Biorąc pod uwagę chód, sposób stawiania stóp oraz chrzęst pod podeszwami butów, musiał to być ten najmniej pijany. Ten z trzydziestką ósemką. Rewolwer mały, ale śmiertelnie groźny nawet dla wampira, bo jeśli trafi między oczy... no, nie będzie miło.
Futbolista jęknął, próbując się czołgać w stronę wyjścia. Jego kumpel, tak bardzo pijany, zaczął coś niewyraźnie bełkotać. Nie stanowili zagrożenia ani problemu, w przeciwieństwie do uzbrojonego i trzeźwego typka stojącego właśnie w progu. Oświetlony słabiutkim blaskiem ulicznych latarni drżał, nie z zimna czy stresu, tylko ze strachu. Mimo to trzymał rewolwer oburącz: prawą dłoń zacisnął na kolbie, lewą zaś zaciskał na prawej. Lufa wycelowana była w dół, ale wystarczy lekki ruch nadgarstka by przenieść celownik wyżej.
I wystarczy lekko pociągnąć za języczek spustu, by strzelić.
- Jimbo? - zawołał roztrzęsionym głosem. W odpowiedzi padł niewyraźny, pełen bólu jęk sportowca, po którym nastąpił mokry, gardłowy kaszel. Cios Randy'ego okazał się zdecydowanie potężniejszy, niż wampir mógł przewidzieć; w powietrzu czuć było zapach świeżo wyplutej krwi, zmieszanej z żółcią i Bóg oraz Kain wiedzą czym jeszcze. Rewolwerowiec wszedł do budynku.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home

#18
Auto odjechało. Zapewne po pomoc, White miał więc niewiele czasu. Skrywany pod płaszczem niewidoczności czekał jednak. Czekał na wojownika z rewolwerem, który cały dygotał ze strachu, a mimo to poszedł po jego daremnych kolegów do domu, w którym grasował jakiś chory pojeb. Randy zapragnął tej jednostki tylko dla siebie. Przemyśli to. Gdy osobnik z rewolwerem wszedł do budynku, Nosferatu odczekał, aż wejdzie głębiej. Zamierza ogłuszyć typa ciosem w potylicę. Pozostałych dwóch zabić i nieco się pożywić na futboliście... Jimbo, tak? Wywalić zwłoki do jeziora, potem spakować do ich torby notatki Toreadora i wziąc ze sobą gościa z rewolwerem... Do kanałów. Ale po kolei, najpierw trzeba go ogłuszyć...
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home 05/05/99

#19
Bestia ciągle chciała krwi i wszystko wskazywało na to, że krew zostanie lada moment przelana. Uzbrojony w rewolwer chłopak popełnił przecież błąd. Być może ostatni w swym życiu, bo zamiast wycofać się i powrócić ze wsparciem, wszedł głębiej do domu. Randy doskonale widział, jak drży jego dłoń; nie wypuścił jednak broni, wycelował tylko lufę gdzieś w bok nie chcąc przypadkowo postrzelić swych towarzyszy. Podbiegł do leżącego futbolisty i drugą, wolną ręką, dotknął ramienia kolegi.
Lojalność godna pochwały. Albo głupota, zależy jak patrzeć. W końcu śmiertelnik był pod wpływem alkoholu (nikłych ilości w porównaniu do kumpli), miał tylko małą spluwę, a w tym przeklętym domu czaił się Bóg jeden wie kto. Co prawda Nosferatu zachowywali się podobnie, ale działali znacznie lepiej i mieli zdecydowanie dobre wyniki, z minimalnymi stratami ze strony własnej. Wystarczy przecież wspomnieć Mike'a i to, co mu zrobił Clive. Skurwysyn został ostatecznie zniszczony!
- Jimbo! - jęknął na granicy płaczu, nie mając pojęcia, jakiż to potwór się na niego czai. - Jezu... - dodał, trzęsącą się dłonią próbując otrzeć krew z twarzy kolegi. Ostatni ze wszystkich włamywaczy, półprzytomny od alkoholu i bliżej nieznany z imienia chłopak, osunął się właśnie na kolana i zwymiotował lichą zawartość żołądka. Pośród smrodu wymiocin dominował ostry zapach jakiegoś taniego łyskacza. To wszystko było aż za proste.
White bez problemu podszedł do rewolwerowca. Nikt go nie widział, nikt nie wyczuł, nie usłyszał.
Randy miał dobry plan. Dobry, bo prosty. Naprawdę niewiele rzeczy mogło się nie udać, jeszcze mniej mogło się skomplikować i zepsuć, a dodatkowo Bestia drapała pazurami, chcąc wydostać się na wolność i już teraz, zaraz rozszarpać wszystkich. Cios w potylicę, do którego przymierzał się od jakiegoś już czasu nieumarły, był celny. Silny, ale nie aż tak, by od razu zabić, w końcu Nosferatu chciał go tylko ogłuszyć. Rozległo się głuche stuknięcie, a potem jeszcze jedno, gdy ofiara wypuściła trzydziestkę ósemkę na podłogę. Kolejny łoskot dotyczył już nieprzytomnego ciała.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home

#20
Randy miał mało czasu ale bestia musiała dostać wyżerkę. Podszedł najpierw do pijanego gościa, chwycił go za głowę i z całej siły zaczął nią uderzać o podłogę, żeby efekt był bardziej skuteczny, użył dyscypliny Potencji, chełpiąc się próżnie przewagą nad śmiertelnikami. Zamierzał go zabić z niemałą satysfakcją. Po chwili wziął się za futbolistę. Tutaj już zaczęło zależeć mu na czasie i po prostu facetowi skręcił kark, obejmując jego głowę oburącz. Pistolet schował w poły płaszcza. Ciała wrzucił do jeziora. Upewnił się, że nic nie nadjeżdża i wbiegł na górę porywając torbę od chłopaków. Spakował do niej tyle pamiętników ile się dało. Potem - jak była możliwość - zwinął nieprzytomnego w dywan, a jak nie było dywanu to po prostu zarzucił go przez ramię i czym prędzej ulotnił się w stronę kanałów, używając siły woli by przemóc strach przed otwartą przestrzenią. Stamtąd udał się w kierunku swojej domeny.
KARTA POSTACI: Randy White
Opis Postaci | 
Osobnik mający niezbyt wiele wspólnego z pięknem. Zniekształcona twarz, chropowata skóra, okrągly bebech kontrasujący ze wychudzoną resztą ciała, przygarbiona sylwetka bujająca się na boki przy ruchy oraz bardzo długie palce będące nieustannie w wolnym, płynnym, ruchu. Obecnie odziany w znoszony płaszcz, a pod spodem bluza z kapturem, do tego jeansy i buty trekkingowe.

Re: 7402 Keen Way N, Gardner Home 05/05/99

#21
Bestia z niecierpliwością drapała pazurami, wyła i miotała się gdzieś na samym dnie splugawionej duszy Randy'ego. Pragnęła krwi i Nosferatu zamierzał spełnić jej prośbę. Pijany włamywacz wydawał się idealny. Zresztą, nie stawiał żadnego oporu. Zabełkotał coś, a potem jęknął z bólu. Raz, drugi. Trzeci jęk nie wyszedł już z jego ust, ustępując miejsca strużce krwi. Randy roztrzaskał czaszkę śmiertelnika, niemalże wybijając dziurą w starej, skrzypiącej podłodze. Panele (czy co tam naprawdę było na podłodze) wygięły się i to dość mocno, ale z grubsza zachowały swój kształt; krew sącząca się z licznych ran spływała niespiesznie, tworząc małą kałużę. Ta zaś szybko zaczęła wnikać w szczeliny w podłodze, powodując tym samym euforię Bestii.
To, mimo wszystko, ciągle była walka. Wampir po prostu bronił domu innego wampira przed włamywaczami. Można by rzec, że chronił Maskaradę, albo coś takiego. Nie mógł jednak zbyt długo trwać nad zmasakrowanymi zwłokami pijaka. Futbolista bowiem, choć ranny i umierający, znów zaczął się ruszać. Zanim jednak zdołał zrobić cokolwiek, Randy już przy nim klęczał i jednym, sprawnym ruchem skręcił mu kark. Cichutkie, niemal niesłyszalne chrupnięcie było bardzo wymowne. Śmierć przyszła szybko i była niemal bezbolesna, a w każdym razie: mniej bolesna niż wcześniej wymierzony cios.
Nosferatu miał niewiele czasu.
Pozbycie się trupów było już banalnie proste. Więcej nawet niż proste. Randy nie czuł już tak wielkiej i wyraźnej potrzeby konsumpcji, nic ani nikt nie szeptało mu prosto do ucha tych okrutnych, strasznych słów. Bestia jednak trochę niechętnie przystała na pozbycie się ciał; White czuł, jak pragnęła krwi świeżo zamordowanych śmiertelników, ale to wszystko. Z chwilą, gdy na powierzchni Green Lake zniknęły ostatnie kręgi, nieumarły był już zajęty ładowaniem wszystko co tylko się da do sportowej torby - Toreador był bardzo płodny i wszystkiego nie uda się zabrać, niestety.
Ale Randy zabrał najważniejsze. Nieprzytomny włamywacz nie wiedział, co go czeka - być może spotka go los straszniejszy, niż rozpieprzenie czaszki o podłogę. A kanały były tak blisko. Ich cudowne, przytulne i śmierdzące wnętrze czekało na Nosferatu. Stamtąd zaś wiodła już prosta droga do jego domeny....
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?
Odpowiedz

Wróć do „Green Lake”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron