Wojujący Buntownicy

#1
Za wieloma ruchami mającymi na celu zmiany społeczno-gospodarcze stoją oni; Krzykacze. To dumny, wojowniczy klan, który nie akceptuje obecnego statusu quo, stale go kwestionując i aktywnie dążąc do zmian. Dzieje się tak wszędzie, również tutaj, w Wietrznym Mieście. Nie ma przed tym ucieczki. Przedstawiciele klanu Brujah mają walkę we krwi, i angażują się nią zarówno przy użyciu dialogu, jak i siły. Zwłaszcza to drugie nie jest rzadkością, wręcz przeciwnie. Nikt tak dobrze nie pierze się po pyskach jak oni. Robią to z takim samym zapałem i zaangażowaniem, z jakim starają się o lepsze jutro. Potrafią skutecznie rozgrzewać krew i pobudzać ducha zarówno u Spokrewnionych jak i bydła, i to przy użyciu obu metod. No ale prawda też jest taka, że jeśli chodzi o rozróbę, to gdy trzeba, powód sam się znajdzie, a podsycić ich emocje wcale nie jest trudno.
Nawet ten nadzwyczaj opanowany, otoczony powszechnym respektem facet, jakim jest Phillip Norwood, potrafi wybijać kości, łamać szczęki i rozłupywać czaszki, gdy zostanie ku temu sprowokowany, choć podobno nie zdarza się to zbyt często. Czasami mówią o nim nawet, że jest dziedzicem utraconej przeszłości klanu i jego pierwotnego założyciela, ale czy aby na pewno tak mocno różni się od swych współklanowiczów? Co jeśli ten jego spokój, klasa i intelekt to tylko fasada skrywająca kolejnego kochającego mordobicie cwaniaka? Klątwa krwi klanu Brujah działa w końcu u każdego tak samo. Niemniej, Norwood ma sporo do powiedzenia w mieście, a szczególny posłuch ma właśnie w klanie. Nie da się zaprzeczyć temu, jak silny jest jego autorytet, tak więc jeśli jest rzeczywiście tak autentyczny na jakiego kreuje się od ponad wieku, to może warto trzymać się po jego stronie i pomóc mu i jego podobnym zmagać się z tym przegniłym systemem.
Oczywiście, nie jest on sam. Pośród najbardziej znanych i szanowanych twarzy z klanu Brujah jest też choćby Alice Morgan, choć rzecz jasna nie jest tak wpływowa jak Jules. To kobieta, która nie kryje się za żadną maską. A przynajmniej takie sprawia wrażenie. Od razu pokazuje swoją drapieżność, upór i siłę charakteru, dokładając starań, by dotrzeć do punktu w historii, gdzie kobiety będą miały więcej do powiedzenia i będą miały prawa podobne, o ile nie równe, męskiej części społeczeństwa. Niezła ciekawostka, co? Póki co wszystko wskazuje na to, że może udać się osiągnąć ten cel. Chociaż nawet jeśli pojawią się przeciwności, to wiadomym jest, że się nie ugnie. Jest uparta i twardo dąży do celu. Zależnie od tego jak rozegrasz swoje karty, Alice może być jednym z twoich najbardziej lojalnych i bezkompromisowych sprzymierzeńców, a może być i twoim największym wrogiem, który nie odpuści dopóki cię nie zniszczy.
Obok tej dwójki jest jeszcze i facet, który pobudza szał u Arystokratów samą swoją obecnością. Bardziej niż ktokolwiek inny, John Raymond zdołał skupić na sobie gniew właściwie całego klanu Ventrue, gdzie zapewne garniturowcy prześcigają się w tym, kto pierwszy dostarczy łeb tego czarnucha na srebrnej tacy. Czym sobie na to zasłużył? A aktywnymi staraniami odebrania im taniej siły roboczej, a przynajmniej zrobienia z niej droższej siły roboczej, żądającej podwyżek, lepszych warunków i co nie tylko. To jego głos i wpływy ścierają się z tymi ze strony Sullivana. To zażarty konflikt, który zdążył doprowadzić już do mocnych starć. Możesz potencjalnie przechylić szalę zwycięstwa stając po jednej ze stron, tylko dobrze zastanów się nad tym po której z nich chcesz się opowiedzieć, bo potem może nie być odwrotu.
Nad nimi wszystkimi czuwa oczywiście ich urzędujący od piętnastu lat Primogen, Hunter O’Donovan, który przejął pałeczkę po zaginięciu Baine'a. Co prawda został w tej roli osadzony nieszczególnie z własnej woli, ale nie zmienia to faktu, że robi swoje i dokłada starań, by trzymać tę beczkę prochu z dala od ognia, choć nierzadko wymaga to twardej ręki. Można by rzec, że faktycznie spełnia się w tej roli, choć jednocześnie da się zauważyć, iż nie robi tego ze zbytnią przyjemnością. Czyżby właściwy Spokrewniony w niewłaściwym miejscu? Czy też na odwrót? Pewnie okaże się z biegiem czasu. Nie widuje się go zbyt często publicznie, choć powszechnie wiadomym jest, że każdą wolną chwilę, którą nie poświęca na trzymanie klanu w ryzach, spędza w Chicagowskich barach i Elizjum. To dość specyficzny facet. Jednakże, cokolwiek robi, to działa. Tak więc postawienie na tego konia zapewne niekoniecznie byłoby złym pomysłem.
Brujahowie nieustannie stoją na przeciwko Arystokratów, próbując wbić im szpilę i zmienić ustanowiony porządek. Diabli wiedzą, czy to co robią ma jakikolwiek sens. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy ich bunt ostatecznie pomoże jakoś Spokrewnionym, czy pchnie nas wszystkich z powrotem w ręce inkwizycji. Równie dobrze może nie zmienić absolutnie nic, co przez wielu byłoby nawet preferowane. Tak czy inaczej, jasno widać to, że częściej kierują się oni sercem niż rozumem, starając się robić to, co uważają za słuszne, nawet jeśli nieszczególnie koreluje to z rozsądkiem. Jeśli jednak wierzysz w ich sprawę, lub wasze cele w jakiś sposób się pokrywają, to być może twoja pomoc w jakiś sposób przyczyni się do przechylenia balansu sił na ich stronę.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron