Młodzi na Tropie

#1
Niedawny występ Arystarcha Galatisa był dość niespodziewany. Poniekąd zaskakujący, ale przede wszystkim budujący... budujący poczucie obowiązku przestrzegania Maskarady i zważania na liczne zagrożenia, jakie na nas czychają. O tak, jakże inspirujące. Przy okazji tej przemowy, Galatis oczywiście pomógł Arystokratom przejąć kontrolę nad narracją, nim mógł zrobić to ktoś inny, jak chociażby Brujahowie. Z drugiej jednak strony mocno podważył pozycję Primogena Longa, publicznie piętnując jego działania, co potencjalnie może im zaszkodzić. Oczywiście, nie da się ukryć, że chyba wszyscy są świadomi tego co zrobił Long i Skadi. Starsi wymagają, by młodsi Spokrewnieni podporządkowywali się ich zasadom, jednak samemu je naginając. Cóż za hipokryzja. Póki co jednak, pośród Arystokratów zdaje się panować względnie spokojna atmosfera, chociaż ten odświeżony temat niewątpliwie znajduje miejsce pośród szeptów w Wieży z Kości Słoniowej. Feng Long ogólnie nie wydaje się być jednak szczególnie przejęty całą sprawą. Ciekawe co z tego dalej wyniknie i czy nie spowoduje to jakiegoś podziału i walki o stołek.
Tymczasem, podczas gdy większość z nas spędza czas na spokojnym socjalizowaniu się, zabawie i wymienianiu uścisków, pewna grupa Kainitów postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i rozprawić się z przynajmniej częścią kłopotów, o których głośno się ostatnio mówi. Warto spojrzeć choćby na tego młodego Pariasa, którego Kimbolton przeciągnął przez swoją arenę, zapewniając nam niezłe show. Ten cały Noah Johnston, chyba najnowszy nabytek Greera, zdaje się być mocno zaangażowany w sprawę Lupinów, pomagając Riderowi. Ten cholerny Krzykacz wrócił niedawno do miasta, natychmiastowo biorąc się za tę sprawę, chociaż mówi się, że dostał za to grubą stertę zielonych. Facet jest irytujący jak diabli, ale jeśli ma coś dobrego zrobić, to czemu nie, niech działa. Wracając do Johnstona, podobno sama Primogen Lévêque mu towarzyszyła, gdy badali zwłoki tego zaszlachtowanego pazurami bydła, a potem sam zwerbował do śledztwa kolejnego Brujaha, niejakiego Marcusa Gallowaya. Ten podobno był jakimś detektywem za życia, co by się chyba zgadzało, by ostatnio zaczął badać trop w sprawie jakiejś uduszonej kobiety. W sumie to utworzyła się nam całkiem ciekawa koteria. Uzupełniają się. Widać że Rider najchętniej pojechałby tam na północ uzbrojony po zęby i poszedł strzelać do cholerstwa, ale ten młodziak, Johnston, ma nieco odmienne podejście i próbuje dojść do sedna tego, co w ogóle powoduje te ataki na śmiertelników. Ma bystry łeb, może nawet uda mu się ogarnąć co jest grane bez potrzeby rozpoczynania wojny z kudłaczami.
No, a jeśli chodzi o tego nieuchwytnego Pariasa, co narobił niedawno tyle szumu, to mamy kolejnego świeżaka na tropie. Malkavianka, Diana Harper, która również zdaje się pomogła w sprowadzeniu ghula Lévêque, chyba zupełnie sama wzięła się tym razem za poszukiwania. Najwyraźniej chce pokazać swoją użyteczność, i może jej się to przypadkiem udać. Wypytywała już świadków i nawet dotarła do samej ofiary. Podobno poznała tożsamość tego wampira. Kimbolton się ucieszy jak dostanie go wreszcie w swoje szpony. Ciekawe, że tam gdzie starzy i doświadczeni gracze nawalają, tam postępy robi nowo wprowadzona w świat mroku dziewczyna. Może trzeba było właśnie takiego świeżego, bardziej ludzkiego podejścia do sprawy, a wszyscy dobrze wiemy, że Kimboltonowi nie zostało zbyt wielu ludzkich odruchów.
Jest też Spokrewniony, który ugania się za jakimś magicznym artefaktem dla Primogena Malkavian. Alexander Howard Morri, również Malkavianin, ale starszy i doświadczony. Był częścią ekipy porządkowej podczas tamtego przyjęcia ze Skadi, gdzie zadbał o pozbycie się fotografii, które jej zrobiono. Z bohaterów tamtej nocy warto też wspomnieć o potomku Feng Longa, imieniem Cheng Wei, pomagający uspokoić Skadi, kiedy ta prawie rozszarpała na kawałki jakiegoś durnego śmiertelnika, który postanowił ją śledzić. Ależ to była emocjonują noc. Wracając jednak do Alexandra, podobno Hawthorne sprowadzał jakiś cenny artefakt, mający pomóc w walce z Sabbatnikami, którzy zaczęli się ostatnio pałętać po mieście. Diabli wiedzą ile w tym prawdy, ale mówi się, że ktoś mu go wykradł i teraz Morri tropi złodzieja.
Najgorętszym jednak tematem jest oczywiście Gangrelski samiec alfa, Kuruk, którego ktoś zamienił w kupkę popiołu. Kto wie, czy nie ten tajemniczy łowca wampirów, podobno odpowiedzialny za ubicie jakiś neonatów. Mimo upływu tygodni nie udało się nic znaleźć. Albo ktoś wykonał naprawdę dobrą robotę zacierając za sobą ślady, albo mamy problem z rażącą niekompetencją albo... Ale mniejsza o to. Za sprawę ostatnio wzięła się nowo przybyła Gangrelka w skórze Toreadora, Erika. Ta kobieta to jest dopiero coś. Przetrwać akt amarantu i wygrać walkę z właścicielem ciała napastnika. Nie odnotowano raczej w historii zbyt wielu takich sytuacji. Twarda sztuka. Tak czy inaczej, wpadła którejś nocy do Elizjum i nerwowo wypytywała o Kuruka. Dość szybko znalazła sobie pomocnika, i to najmniej spodziewanego ze wszystkich. Na ochotnika do pomocy zgłosił się nie kto inny jak nasz lokalny Odszczepieniec Lasombra, Niklas Theodor Drakenberg, który dotychczas siedział cicho i nie wystawiał łba ze swojej kryjówki. Ciekawe co go skłoniło do pomocy naszej cudownej społeczności, bo raczej nie nagłe zainteresowanie lokalnymi problemami. Chociaż kto wie, bo jeśli groźby Skadi się sprawdzą, to bardzo źle się skończy porażka w znalezieniu sprawcy.
Pomiędzy tym wszystkim było jeszcze parę ciekawostek, jak chociażby ten obłąkaniec od Malkavian, Cormac Walsh, który odprawił niedawno to swoje egzystencjonalne kazanie w Elizjum, o dziwo wciągając w zażartą dyskusję co poniektórych. Kiedy oni się nauczą. Ach, no ale przynajmniej cały czas coś się dzieje, nie można się tutaj nudzić, a to wciąż dopiero pierwszy kwartał tego roku.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron