I-90, Lacey V. Murrow Memorial Bridge

#1
  Długi na ponad dwa kilometry most pontonowy nie tylko przenosi autostradę stanową o numerze dziewięćdziesiątym nad wodami Lake Washington, ale także łączy Seattle z wyspą Mercera i znajdującym się po drugiej stronie jeziora miasteczkiem Bellevue (aczkolwiek to nie do końca trafne określenie, bo Bellevue liczy spokojnie ponad sto tysięcy mieszkańców, więc...).

Chociaż most Murrowa otwarto w latach czterdziestych, to na ten moment jest to praktycznie nowa konstrukcja - na początku lat dziewięćdziesiątych miała miejsce dość poważna katastrofa, zakończona zatonięciem prawie połowy całego mostu. Sztorm, jakie miał miejsce w czasie Święta Dziękczynienia okazał się znacznie potężniejszy, niż początkowo przypuszczano. Masywne pontony nie wytrzymały takiego naporu wody i w efekcie konstrukcję szlag trafił, przynosząc szkody w wysokości blisko siedemdziesięciu milionów dolarów. Prace remontowe trwały trzy lata i w tym czasie praktycznie postawiono most od nowa.

Niestety, wiązało się to z poważną zmianą i jednocześnie utrudnieniem dla jednostek pływającej - przed katastrofą centralna część mostu Murrowa była ruchoma, umożliwiając swobodny przepływ praktycznie każdego statku. Teraz prześwit wynosi jedynie osiem metrów i osiemdziesiąt centymetrów nad lustrem wody, znacznie ograniczając ruch jednostek pływających. Nie zmienia to jednak faktu, że Lacey V. Murrow Memorial Bridge pozostaje jednym z symboli Seattle i bardzo często uczęszczaną trasą, łączącą miasto ze wschodnią częścią stanu.

Obok niego biegnie także bliźniaczy most imienia Homera M. Hadley'a, łączący wyspę Mercera i Bellevue z Seattle, aczkolwiek ruch jest tam znacznie, znacznie słabszy. Most Murrowa to masywna, ciężka konstrukcja ze stali i asfaltu, umieszczona na potężnych pontonach, które teraz - wedle architektów oraz budowniczych - są w stanie wytrzymać każdy sztorm i burze, jaka nawiedzi Seattle. Z racji tego, że most przenosi autostradę I-90, nie ma tutaj standardowych chodników dla pieszych; są pobocza oddzielone jasną, żółtą linią, ale to wszystko, na co można liczyć. Piesze poruszanie się po tym moście nie jest wskazane ze względu na ryzyko!

Re: I-90, Lacey V. Murrow Memorial Bridge

#2
Z Acero <<<

Podróż z Jorge nie zapewniała wiele wrażeń, ale też Hunter tego w tym momencie nie wymagał. Gość pomagający Lagrimas, mimo że pochodził z LA, był małomównym człowiekiem czynu, a nie wygadanym ekstrawertykiem. W sumie, może w taki właśnie sposób przejawiało się w nim pochodzenie z rozrywkowego centrum USA? Facet był żywym usposobieniem archetypu twardego, milczącego gościa, który nie bał się ubrudzić swoich rąk żadną robotą. Nawet jego twarz miała ostre, wyciosane rysy człowieka, którego reżyserzy obsadziliby w roli speca od „brudnej roboty.” Nie, żeby cała podróż przeminęła im w milczeniu. Wampir nie wypytywał gościa o szczegóły jego życia, bo pewnie spotkałoby się to ze zdawkowymi odpowiedziami lub też całkowitym milczeniem. Dlatego też Arystokrata postanowił się skupić na dograniu szczegółów ich zadania i był to akurat ten temat, na który jego towarzysz miał więcej do powiedzenia. Oryginalna propozycja Josha, z klasycznym drive-by przypadła mu nawet do gustu, bo był to klasyczny manewr, który nieraz mu się przydał w wielkim mieście. Druga propozycja jednak, tą którą Cruz po modyfikacjach zdecydował się przyjąć, była dla niego genialna w swojej prostocie. Po co kosić z broni automatycznej, w nadziei że obok zwykłych „żołnierzy” trafi się też kogoś znaczniejszego, jak można po zebraniu śledzić kogoś z szefostwa i zająć się nimi z dala od wścibskich oczu? Co prawda, Jorge by sam do tego zadania zmobilizował cały ich gang i zajął się wszystkimi członami Trzynastki, ale jeśli Cruz wolał mieć ludzi w pogotowiu na wypadek ataku innego gangu, to nie można było mieć do niego żadnych żali. W końcu, choć żeby wiele wygrać trzeba też wiele zaryzykować, to jednak zniszczenie małego upierdliwego gangu nie było koniec końców warte ataku ze strony dwóch większych i groźniejszych band.

Słuchając przemyśleń gangstera, Hunter potakiwał cały czas, od czasu do czasu dorzucając zdanie lub dwa od siebie. Jego myśli cały czas kręciły się wokół polecenia wydanego przez jego ghoula. Mieli się zająć, w „sposób cichy, dyskretny i bezpieczny” eliminacją szychy z Trzynastki. Hunter zaproponował zmobilizowanie do tego konkretnego zadania jeszcze kilku wozów Lagrimas, żeby dorwać jak największą liczbę wierchuszki, ale to wciąż nie rozwiązywało największego problemu. Mógł bez problemu zignorować polecenie Cruza, był w końcu jego ghoulem i dzięki więzi krwi wybaczyłby mu taką „błahostkę.” Jose jednak wydał takie polecenie przy chłopakach z gangu, żeby Hunter mógł im udowodnić, że jest jednym z nich. Gdyby ubrudził sobie ręce, wtedy Łzy nie tylko nie mieli już wątpliwości co do jego wartości jako „doradcy” szefa, ale też wiedzieliby że jest jednym z nich. Takie zaufanie było bardzo cenne w ich branży, pytanie tylko, czy Arystokrata był gotów przekroczyć tą granicę dla tych ludzi? W Chicago był częścią gangu i bił, szantażował i poniżał ludzi regularnie, z tym już dawno nie miał problemu.Nigdy jednak nikogo-z tego co wiedział-nie zabił. Może któryś z pobitych przez niego ludzi doznał wstrząsu i nie przeżył wizyty w szpitalu? Tej opcji nigdy nie mógł wykluczyć. Celowe, świadomie zabicie kogoś i to nie w akcie samoobrony było jednak czymś zupełnie innym. Dla Spokrewnionych było to pożądaniem Bestii: zapewnienie swojego przetrwania i swojej wygody śmiercią innych istot. Hunter widział niejednego starszego, bardziej bezwzględnego od niego wampira i choć całe to gadanie o zachowaniu Człowieczeństwa postrzegał jako metaforę, nie mógł nie zauważyć nieludzkości takich istot. Kiedyś, jako jeszcze człowiek, morderstwo było dla niego głupotą, która może sprowadzić człowiekowi na kark policję lub też mściwych bliskich ofiary. Teraz, po Przemianie, bardziej bał się co się stanie gdy mając takiego „potwora” w sercu posunie się do tak drastycznego czynu. -Jesteś krwiożerczym potworem. Prędzej czy później musi się coś takiego stać-próbował odegnać te obawy, z bardzo słabym skutkiem.

Gdy dojechali wreszcie na ustalone wcześniej miejsce, przyszedł czas na małe przedstawienie. Tak jak się to udało Hunterowi wyciągnąć z pojmanego jeńca, pod wskazanym mostem zebrała się grupka wozów i podejrzanie wyglądających ludzi, którzy teraz wściekle patrzyli na ulicę. Wóz prowadzony przez Jorge zatrzymał się na środku ulicy, na samej czołówce wysłanej przez Cruza grupki wozów, schowanych w powoli budującym się korku. Tak jak to wcześniej zaplanowali, dwa wozy prowadzone przez członków Łez w cywilnych ubraniach niemalże zderzyły się przy zakręcie, a kierowcy tych pojazdów wyskoczyli z nich i zaczęli na siebie drzeć i wyzywać się. Dla niewtajemniczonych cała sytuacja wyglądała na potencjalną bójkę, na pewno jakiś zatroskany obywatel postanowił komórkę zadzwonić na policję. Większość złapanych w korku kierowców wolało zamiast tego krzyczeć na i przeklinać obu kierowców, w tym sam Jorge postanowił dołączyć do tej scenki by dodać autentyczności. Stojący najbliżej ulicy członkowie Trzynastki też się wydzierali na dwóch zawalidrogów, każąc im spierdalać bo zostaną skopani, ale reszta gangu ewidentnie już chciała się zbierać. Bójka na środku głównej ulicy na pewno przyciągnie uwagę policji, a po stratach jakie odnieśli na początku tej nocy, Trzynastka na pewno nie chciała się kręcić w pobliżu gdy przyjadą psy. Patrząc na mowę ciała większości gangu, Hunter wiedział, że właśnie omawiają ostatnie szczegóły i będą się zaraz zbierać. Nie tracąc czasu, Hunter rozglądał się po wszystkich zgromadzonych twarzach, pewien że Jorge i reszta łez też właśnie to robili. Cruz wysłał im wszystkim na telefony opisy najważniejszych ludzi we wrogim gangu. Guzman, Ricarte, Pepe, Martinez czy Casas. Czy nawet sam Carlos Larra, choć szansa na to, że szef gangu będzie bez żadnej obstawy wracał do domu była nikła. Każdy z wozów miał na celu śledzenie jednego z „bossów” Trzynastki i dorwania ich w zaciszu domu. Joshua już miał telefon w ręku i był gotów w każdej chwili napisać grupowego SMSa do reszty samochodów Lagrimas, gdy już z Jorge wyłapią swoją ofiarę. Z samochodów organizujących korek wyskoczyły jeszcze dwie osoby, a kierowcy już zaczynali się łapać za koszule, na znak tego że zaraz dojdzie do rękoczynów. Wszyscy wtajemniczeni czekali teraz już tylko i wyłącznie na posunięcie Trzynastki.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: I-90, Lacey V. Murrow Memorial Bridge 05/05/99

#3
W oddali majaczyło potężne, zalesione zbocze. Dalej widniała nieprzebyta zielona ściana Colman Park, stanowiąca wstęp do jednego z wielu lasów - tuż obok zaś rozpościerała się zaskakująco gładka tafla wody jeziora, a jeszcze dalej widać było światła wyspy, roziskrzone niczym nocne niebo w bezchmurną noc. Nawet asfaltowe wstęgi ulic były piękne i chwytały za serce; gdzie nie spojrzeć tam widać było stojące pojedynczo lub w grupkach po kilka sztuk rozłożyste drzewa, smukłe i wysokie latarnie rzucające ciepły pomarańczowy blask dokoła, zadbane trawniki i żywopłoty. Potężny, masywny most górował nad wszystkim i, o dziwo, nie był wcale tak mocno pomazany farbą. Graffiti były oczywiście obecne, ale większa część powierzchni była wolna od farby. Czysta i nieskalana wątpliwą, uliczną sztuką; szary beton i stal miały swój surowy urok.
Urok ten, niestety, psuły coraz to intensywniejsze dźwięki klaksonów kilkunastu samochodów jadących z północy na południu i odwrotnie.
Pomysł kraksy okazał się naprawdę dobry; prostota była czasem najlepszym wyjściem. Jak jednak Hunter zauważył, czasu było coraz mniej. Ludzie podesłani przez wampira i Jose doskonale wcielali się w swoje role, lecz szarpanie za koszule i ubliżanie to za mało. W ruch poszły pięści i chociaż bitka ta była głównie na pokaz - bo gangsterzy znali się na mordobiciu mimo wszystko - to nie można tego było przeciągać w nieskończoność. Ktoś z Trzynastki machnął ręką, splunął na ziemię i wsiadł do swojego wozu.
Volvo, stary i rdzewiejący samochód, musiał być kradziony. Gangster nie wyglądał też na kogoś ważnego ani znaczącego, ale nie był też na tyle płotką by ot tak sobie opuścić miejsce zebranie przed oficjalnym zakończeniem wszystkiego. Jorge wskazał na niego podbródkiem, ale nic nie skomentował. Dopiero kilka chwil później, gdy ktoś próbował rozdzielić szarpiących się uczestników stłuczki, zebranie El Monte Flores dobiegło końca. Niektórzy odchodzili pieszo. Inni kierowali się na znajdujący się niedaleko przystanek autobusowy. Reszta wsiadała do samochodów.
- Uwaga. - mruknął Jorge, naciskając kilka razy na klakson, dołączając do kakofonii. Spróbował nawet wykręcić, biorąc przykład z innego uczestnika ruchu drogowego, wszystko celem jak najlepszego zintegrowania się z otoczeniem. Nie spuszczał jednak ze wzroku wrogiego gangu, stopniowo uciekającego z tego przeklętego miejsca. Przekrój maszyn z których korzystała Trzynastka był ogromny. Volvo było tylko początkiem. Pablo Casas i Diego Martinez wsiedli do poobijanego, zżeranego przez rdzę Range Rovera w trzydrzwiowej wersji. Blady, zielonkawy lakier w świetle latarni ulicznych wyglądał paskudnie, ale nie było wątpliwości - dwóch gangsterów właśnie odjeżdżało.
Pepe - chyba, chociaż równie dobrze mógł to być Guzman, ciężko było odróżnić jednego od drugiego - wykonał obelżywy gest w stronę kroku i wsiadł za kierownicę. Fiesta pana Forda w czerwonym kolorze jakoś nie pasowała do przestępcy, ale z drugiej strony... najciemniej pod latarnią i tak dalej, i tak dalej. Biedak nie mógł jednak wyjechać, bo kilka innych samochodów po prost blokowało drogę; Guzman lub Pepe woził się poczciwą furgonetką jakich wiele... i jakie mogą skryć masę niespodzianek. Gdzieś daleko słychać było policyjną syrenę. Radiowóz drogówki zmierzał na miejsce kolizji.
Ricarte przyjechał na zebranie chyba najbardziej rzucającym się w oczy samochodem. Toyota Camry, czarna, model sprzed dziewięciu lat, z przyciemnianymi szybami i białą listą biegnącą przez cały bok pojazdu już z daleka rzucał się w oczy i zdawał się krzyczeć, kim jest jego kierowca. Albo pasażer, bo nie był sam. Oprócz niego w wozie była bowiem jeszcze jedna osoba; jedyna przedstawicielka płci pięknej ze wszystkich zgromadzonych tu osób. Joshua i Jorge widzieli ją tylko przez chwilę, gdy Ricarte otworzył drzwi i usiadł za kierownicą.
- No... - podsumował Jorge. - Volvo jakiegoś typka. Rangre Rover Casasa i Martineza. Ford Fiesta albo furgon, Pepe albo Guzman. Toyota Camry, Ricarte i jakaś dupa. Jedziemy za nimi, chyba, że wolisz kogoś innego. - znowu uderzył w klakson. Korek nieznacznie się rozładował, można było już jakoś się poruszać, ale dalej ciężko było opuścić ten teren. Z drugiej zaś strony, policja będzie miała nie lada wyzwanie by tutaj dotrzeć...
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: I-90, Lacey V. Murrow Memorial Bridge

#4
Chłopaki odpowiedzialni za mordobicie naprawdę się postarali w oczach Huntera, który patrzył na masę zablokowanych wozów i wsłuchiwał się w krzyki kierowców. Oczywiście, sztuką nie było same zablokowanie ulicy, ale zrobienie tego w taki sposób by sytuacja nie eskalowała poza kontrolę. W oryginalnym zamyśle Josha ludzie Jose-tak naprawdę jego ludzie-mieli być cały czas o krok od rękoczynów, ale pięści nie miały pójść w ruch. Głupio przecież by było, gdyby dwóch gości z ich gangu sami się obili przed wielką akcją i nie byli w stanie dalej działać. Teraz jednak, słuchając wydzierających się spóźnionych ludzi, wampir widział wyraźnie jakie problemy brak prawdziwiej przemocy mógł przynieść. Gdyby kraksa skończyła się tylko i wyłącznie kłótnią, ktoś z zebranych zakorkowanych kierowców mógłby w gniewie wyskoczyć z wozu i zaatakować jego ludzi. Kto wie, może wyskoczyłoby kilku i cała sytuacja przerodziłaby się w bardzo brzydką bijatykę? Skoro już jednak doszło do przemocy, większość tych ludzi wolała się schować w samochodach i dzwonić po policję, co najwyżej od czasu do czasu jeszcze wykrzyczeć obelgi pod adresem walczących. W końcu, jedną z najstarszych reguł świata było to, że kto próbuje rozbić toczącą się bójkę obrywa zawsze najgorzej. Nikomu więc nie spieszyło się zbytnio, by ten burdel ogarniać, bo przecież nikt nie chce kończyć dnia z obitą mordą.

Gdy już wreszcie znalazł się jeden taki odważny-czy też głupi-człowiek, Trzynastka zaczynała się już rozjeżdżać. Stare Volvo, które wyjeżdżało pierwsze przykuło uwagę Huntera. Albo jakiś niski stopniem fagas pozwolił sobie na zbyt wiele-co z pewnością się dla niego źle skoczy bez ingerencji Łez-albo też miał do czynienia z kimś ważniejszym niż zwykły soldado. Może facet otrzymał niecierpiące zwłoki rozkazy, czyli warto było go przechwycić zanim wykona swoje zadanie? Równie dobrze jednak mógł to być jakiś teniente lub inny ważniak, który w akcie w pełni zrozumiałej paranoi postanowił przyjąć rolę zwykłego szeregowca. Gość mógł być nikim lub też gwoździem do trumny gangu, rozstrzał był na tyle wielki, że pojechanie zanim było hazardem, które mogło się w pełni opłacić. Hunter jednak nie przepadał za hazardem, o ile nie miał możliwości wpłynięcia na swój wynik, więc pojawiał się teraz dylemat.

Korek się rozładował, a samochody zaczęły się niezgrabnie toczyć po ulicy, bardzo powoli odzyskując dawno utracony pęd. Jorge przedstawił opcje,a młody Arystokrata wciąż milczał, kończąc najszybciej jak się dało trwającą od paru minut analizę sytuacji. Casas i Martinez jadą razem, czyli możemy dorwać ich obu, ale ryzyko mamy podwojone. Fiesta wygląda na bezpieczniejszą opcję, we dwóch jednego gościa łatwo można ogarnąć. W furgonetce może być wszystko i nic-z tą ponurą myślą wampir zapatrzył się w drzwi toczącego się wozu. Guzman(czy też Pepe, wampir wciąż nie był do końca pewien) mógł mieć po prostu jakieś narzędzia, a może też wiózł ze sobą grupkę uzbrojonych gangerów. Trzynastka może nie była wielkim gangiem, ale całość na pewno nie pomieściłaby się w tych pięciu wozach. Ricarte za to ma pasażerkę, czyli mamy tutaj potencjalny słaby punkt, w który można uderzyć ale też i świadka, którym trzeba będzie się zająć...-ciąg myśli Huntera został nagle przerwany pytaniem, którą musiał się podzielić z Jorge.

-Czy Trzynastka to banda debili czy po prostu tolerują idiotyzm Ricarte?-spytał prowadzącego wóz eksperta z LA, który na moment zerknął na niego zaciekawiony, nie wiedząc do czego jego pasażer pije. -Nawet jeśli został wyrwany z randki, kto do cholery wiezie swoją laskę na spotkanie gangu, AWARYJNE spotkanie do tego? Dziewczyna musi się cieszyć niemałym zaufaniem...-na moment zawiesił głos, po czym pokiwał głową i dokończył myśl-czyli na pewno musi wiedzieć coś cennego. Czyli nie mamy porucznika i świadka, tylko dwa cele w tym wozieCała logika wampira opierała się na założeniu, że nawet jeśli El Monte nie byli olbrzymią organizacją, to chociaż byli całkiem kompetentni. Musieli tacy być, jeśli jeszcze nie zostali wytrzebieni, co nie?

-Póki co jedziemy za tym wesołym towarzystwem, póki jeszcze się nie rozjeżdżają-Hunter rzucił wstępnie niezobowiązująco, po czym dodał-jak się już zaczną rozdzielać, trzeba się trzymać priorytetów. Ten fagas w Volvo może mieć jakieś rozkazy na już teraz, skoro tak szybko wyruszył. Warto go dorwać pierwszego, to utniemy jeszcze tej nocy jakąś akcję w zarodku. Lecąc dalej po tej liście, na drugim miejscu dałbym Casasa i Martineza, potem Ricarte z dupą, furgon i na końcu Fiestę-Hunter wymienił swoją listę po czym na moment zerknął na błyskające w lusterku wstecznym odległe jeszcze, lecz nieubłaganie zbliżające się światła radiowozów. -My się będziemy trzymać Volvo, a chłopaków poślemy za Range Roverem i Toyotą. Całą piątkę raczej nie dorwiemy-zerknął na moment na dwa wozy Łez, którzy odegrali szopkę z bójką. Oni mogli się na pewno teraz przydać, ale z jadącą do nich na kogucie policją było to zbyt ryzykowne-może gdyby niebieskich jeszcze nie było w pobliżu-dodał ze wzruszeniem ramion. - W razie czego, adresy pozostałych możemy wycisnąć z tych gości, których dorwiemy, co nie?-spytał z uśmiechem, a Jorge przytaknął. -No to jak nie masz przeciwwskazań piszę do reszty-odczekał chwilę, żeby Jorge mógł w razie czego wyrazić protest, po czym zachęcony cichą aprobatą wysłał szybką wiadomość do ich grupy „bojowej.” Zawalidrogi mieli pozbyć się policji, czy to ich zgubić czy też wykpić się łapówką lub mandatem. Jedna grupa miała pojechać za Range Roverem dwóch poruczników, druga grupa miała pojechać za Toyotą Camry-Hunter dodał szybko numery rejestracyjne obu tych wozów-mieli ich śledzić „pod dom” czy też gdzie się akurat zatrzymają. Wampir dodał jeszcze -Bez ryzyka-przypominając ludziom o ich rozkazach. Mieli się skupić na śledzeniu, zabicie czy pojmanie tych ludzi byłoby bonusem, ale tylko wtedy jeśli nie będzie świadków i ryzyka przyjazdu policji. Najważniejszym celem tej akcji było poznać lokale Trzynastki, żeby można było ich dorwać pojedynczo w każdej chwili, z zasadzki. Mieli być cichym ostrzem, a nie rozpędzonym pociągiem. Po wysłaniu wiadomości Hunter skupił się na odjeżdżających wozach, a w szczególności na starym Volvo, dla którego postanowił zaryzykować i spróbować tej nocy „hazardu” .
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: I-90, Lacey V. Murrow Memorial Bridge 05/05/99

#5
Chaos zanikał.
Miejsce niekończącej się kakofonii klaksonów i przekleństw zajęły coraz wyraźniejsze dźwięki syren radiowozów oraz mruczenie silników samochodów. W powietrze wzbijało się coraz więcej spalin, wypluwanych przez rury wydechowe kolejnych maszyn. Nieliczni piesi świadkowie całego zamieszania, obserwujący zajście z daleka, odwracali się i znikali, odchodząc. Niektórzy wyciągali telefony komórkowe, by zadzwonić do rodziny, znajomych. Ktoś pospieszył na przystanek. Ktoś inny machnął ręką i zapalił papierosa.
El Monte Flores 13, niewielki, ale - jak się wielu przekonało - upierdliwy gang niemal w całości opuścił miejsce kraksy. Członkowie innego gangu, może nie jakoś szczególnie wielkiego, ale za to znacznie potężniejsze i wspieranego przez nadnaturalny element, ruszyli w pościg. Kilkoro Łez obrało za cel Range Rovera. Kolejni przedstawiciele wampirzej bandy śledzili Toyotę. Sam Spokrewniony, wspierany przez sprzątacza z Miasta Aniołów, ruszył za Volvo. Reszta - furgonetka i Fiesta wraz z jednostkowymi przypadkami zmierzającymi pieszo lub transportem publicznym - póki co się nie liczyła.
- Blachy albo kradzione, albo legalne, ale na jakiegoś frajera lub babcię. - podsumował Jorge, uderzając w klakson po raz ostatni. Włączył migacz, wykręcił znowu i docisnął pedał gazu; nie różnił się od innych kierowców. To był tylko jeszcze jeden samochód, jeszcze jeden kierowca nie chcący marnować ani tracić czasu na czcze dyskusje z policją. Poprawił wsteczne lusterko i zmrużył oczy wpatrując się w gliny.
Funkcjonariusze nie byli zmartwieniem ani czyściciela z LA, ani nieumarłego Arystokraty.
Spisanie numerów tablic rejestracyjnych było czystą formalnością. Wszyscy byli w miarę blisko, każdy wóz był oświetlony zarówno światłem ulicznych latarni, jak i blaskiem reflektorów pozostałych maszyn. Gdyby Joshua chciał, to mógłby spisać dane każdego pojazdu w okolicy; Jorge miał jednak rację mówiąc, że blachy mogą być kradzione lub kupione na kogoś innego. Ot, urok przestępczego życia. W ciągu paru następnych chwil na komórkę Josha spływały potwierdzenia od pozostałych gangsterów - wszyscy znali już swoje cele.
Zardzewiałe Volvo sunęło wolno na południe Lakeside Avenue. Kierowca najwyraźniej starał się nie wyróżniać ani nie zwracać na siebie zbyt wielkiej uwagi - całkiem dobrze mu to szło, trzeba przyznać. Przestrzegał nawet przepisów, zatrzymywał się na światłach, na przejściach dla pieszych i tak dalej, aż w końcu włączył migacz sygnalizując zmianę trasy. Skręcał na zachód, w Massachusetts Street, patrząc na znaki. Jorge, będąc prawdziwym profesjonalistą w swoim fachu, robił co mógł by dotrzymać kroku swej przyszłej ofierze. Zachowywał odpowiedni dystans i czasem tylko spoglądał na wampira, konsultując się bez słów, co dalej robić.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: I-90, Lacey V. Murrow Memorial Bridge

#6
Hunter pokiwał głową, zgadzając się z przemyśleniami kierowcy. -Pewnie kradzione, razem z całym samochodem-podzielił się swoimi przypuszczeniami, wpatrując się intensywnie w tylną szybę śledzonego wozu. Niemalże wypalał wzrokiem w niej dziurę, starając się dojrzeć co się w środku wozu działo. Niestety, ich samochód znajdował się zbyt daleko, żeby wampir mógł cokolwiek zobaczyć. Wydawało mu się przez moment, jak Jorge akurat zmieniał pas, że zauważył sylwetkę kierowcy z ręką przy głowie. Może rozmawiał akurat przez telefon? Bardziej prawdopodobnym jednak było to, że Joshowi zwyczajnie się to przywidziało. Może warto nauczyć się podstaw Nadwrażliwości?-zapytał sam siebie żartobliwie w myślach. Nie był to w sumie zły pomysł, wymagałoby to jednak pobierania nauk od innego Spokrewnionego, który już posiadł tą Dyscyplinę. Taki nauki zaś niosłyby ze sobą niemałą cenę...więc póki co, Hunter musiał tą opcję odłożyć na odległą przyszłość.

Telefon Arystokraty podskoczył parę razy, sygnalizując przychodzące wiadomości. Widząc potwierdzenia idące od jego ludzi, Hunter uśmiechnął się pod nosem zadowolony, ale też i zaniepokojony. Uderzenie w El Monte, gdy byli podzieleni było planem o wiele subtelniejszym-i w oczach Ventrue przez to o wiele bezpieczniejszym-niż zmasowany atak na ich całe zgromadzenie. Jednak Łzy też się teraz podzieliły i choć większość ich sił wciąż była w rezerwie, pilnując swoich interesów przed możliwymi atakami ze strony West Side Street Mob i Nortenos, to nie mogli sobie pozwolić na utratę żadnych ludzi tej nocy. W gangu nie było żadnego skończonego idioty, chłopaki potrafili działać z rozmysłem i ostrożnością, ale i tak wiele mogło pójść nie tak tej nocy. Hunter bawił się trzymanym w ręku telefonem, zastanawiając się, czy brak odpowiedzi ze strony Thomasa Walkera była przypadkowa czy też celowa. Walker był szczebel wyżej od niego w Klanowej hierarchii, więc jak sam zauważył nie było szans na to, że będą partnerami. Relacja między nimi będzie się ograniczać do ról „starszy” i „młodszy.” Brak odpisu ze strony Brygadzisty mogło po prosu oznaczać, że Hunter sam ma się zająć tym problemem i będzie ze swoich uczynków później rozliczony. Nie zdziwiło to przesadnie Josha, bo już dawno przyzwyczaił się do swojej pozycji w Klanie. Nie zmieniało to oczywiście faktu, że wciąż wkurzał się, że Kingz nie ruszą z nimi na „łowy.” Wspólnymi siłami rozprawiliby się z Trzynastką jeszcze tej nocy.

Gdy telefon znów nagle ożył, wampir ucieszył się przez chwilę, że jednak otrzyma upragnioną odpowiedź. Jego radość szybko jednak minęła, bo pisała do niego Chloe, która przyszła wcześniej do jego pubu. O wiele wcześniej. Hunter przez moment chciał do niej napisać, żeby czekała na niego jednak w Penthousie, bo tam będzie bezpieczniejsza. Po chwili zastanowienia jednak uspokoił swoje nerwy i napisał szybką odpowiedź swojej (jeszcze) Podopiecznej i skupił się znów na drodze. Jorge zerknął na niego zaciekawiony, ale nie odezwał się nawet jednym słowem. -Problem w barze mam-odpowiedział na niezadane pytanie wiszące w powietrzu-jak się rozprawimy z tym fagasem będę musiał do Crossa ruszyć-dodał zniechęconym tonem, a Czyściciel z LA pokiwał ze zrozumieniem głową. Przed nimi śledzone Volvo skręciło w Massachusetts Street, które było ulicą „rezydencyjną” . -Facet albo będzie się tutaj gdzieś zatrzymywał albo będzie kluczył po jakiś bocznych uliczkach-rzucił krótko wampir, przypominając sobie mentalną mapę miasta. -Trzymamy cały czas dystans, nie chcemy go spłoszyć- dodał, choć oczywiście Jorge nie trzeba było takich rzeczy opowiadać. Dwóch drapieżników-jeden żyjący, a drugi martwy- poczekali grzecznie na zielone światło i ruszyli dalej za upatrzoną ofiarą.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: I-90, Lacey V. Murrow Memorial Bridge 05/05/99

#7
Jechali dalej.
Skrzyżowanie z Trzydziestą Piątą było coraz bliżej i, czego można się było spodziewać, ruch drogowy również się wzmagał. Jorge pozwolił się wyprzedzić jakiejś parze w starym pickupie; młodzież najpewniej pędziła na pierwszą prawdziwie prywatną randkę. Błysnęli nawet awaryjnymi w podzięce za puszczenie przodem, ale na wiele to się nie zdało. Wszyscy - Volvo, pickup, wóz z żywym trupem i taksówka z tyłu - i tak musieli zatrzymać się na światłach. Przez 35th Ave przejechał autobus i wyprzedzający go z zawrotną prędkością motocykl. Chwilę później w drugą stronę ruszyły dwie osobówki i kurierska furgonetka, a gdy w końcu światło zmieniło się na zielone, można było kontynuować pościg.
Volvo nieznacznie przyspieszyło, uniemożliwiając pickupowi i zakochanym dzieciakom - mogli mieć najwyżej siedemnaście, osiemnaście lat - spokojną podróż do upragnionego celu. Dla drapieżników śledzących swą ofiarę takie zachowanie, choć chamskie, miało jednak jeszcze jedno dodatkowe znaczenie. Ktokolwiek siedział za kierownicą, coraz bardziej chciał opuścić okolice zebrania gangu.
- Przyspieszył. - potwierdził Jorge, zmieniając bieg. Mijane osiedla domków i domów, z których coraz więcej wyglądało na należące do wyższej klasy średniej nie nastrajało optymistycznie. Co innego rosnące gęsto drzewa - w miarę jak Massachusetts Street się wznosiła, na poboczach rosło coraz więcej sosen i świerków. Pojawiały się też masywne, rozłożyste dęby zasłaniające swymi gałęziami latarnie i nieliczne okna. Volvo chyba zmierzało do parku.
- Nie znam tej części miasta. [b]- stwierdził nagle, zwalniając. [b]- Mogę w niego trzepnąć już teraz, że niby w poślizg wpadłem. - zasugerował luźnym tonem. Nie chciał zgubić samochodu, ale nie chciał też nadto rzucać się w oczy, więc była to raczej pierwsza z wielu propozycja dalszego działania. Volvo jechało dalej. I, jak można się było już przekonać, kierowca skręcił w boczną alejkę prowadzącą prosto do Colman Park, patrząc na oznaczenia drogowe. Jorge odczekał chwilę i docisnął pedał gazu, nadrabiając szybko straty. Zamierzał teraz ochoczo korzystać z osłony dawanej przez zwartą, zieloną ścianę drzew; zgasił nawet światła reflektorów.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: I-90, Lacey V. Murrow Memorial Bridge

#8
-Niezła myśl, ale najpierw musimy się oddalić od tych wszystkich domów-Hunter odpowiedział, rozglądając się po okolicznych budynkach. Wieczór już dawno ustąpił nocy i część mieszkańców okolicy zdążyła się już położyć spać, lub też pracowali gdzieś na nocnej zmianie. Zdecydowana większość okien jednak wciąż świeciła się ciepłym żółtym światłem, nieraz też jakaś sylwetka prześlizgnęła się w oknie, a na kilku balkonach zwróconych w stronę ulicy widać było palaczy, karmiących nałóg i obserwujących miasto nocą. Zbyt wielu świadków, zbyt wielkie ryzyko, że ktoś mógłby ich przyłapać. Ale z drugiej strony, Joshua nie mógł zaprzeczyć, że pomysł Jorge był bardzo atrakcyjny. Choć Arystokrata starał się nie działać w pośpiechu jego podopieczna czekała już na niego i wampir miał wrażenie, że powinien się z nią zobaczyć najszybciej jak to tylko będzie możliwe. No i nie wiedział też, dokąd kierowca Volvo właśnie zmierzał. Mógł oczywiście wracać właśnie do domu, ale równie dobrze mógł jechać na spotkanie z nieobecnymi na spotkaniu Trzynastkami lub jakimiś sojusznikami. Podążając za ofiarą, mogli równie dobrze wpakować się w takie tarapaty, że nie wyjdą z tego bez szwanku.

Stąd też, widząc Volvo skręcające w stronę Colman Park, Hunter nagle uśmiechnął się drapieżnie. Czyżby właśnie nadarzyła się okazja? -Pilnuj przodu, ja sprawdzam tyły-wampir rzucił szybko, spoglądając na lusterko wsteczne.- Jak nikogo nie będzie w pobliżu, żadnych pieszych czy wozów, zrób poślizg i zepchnij go delikatnie w krzaki-Arystokrata zaproponował, po czym przełożył rewolwer w płaszczu z kieszeni do kieszeni, by łatwiej go było dobyć. Jego kierowca kiwnął jedynie głową, z lekkim uśmiechem na twarzy ale i stalą kryjącą się w oczach. Jak wilk podkradający się do ofiary, był gotów w każdej chwili uderzyć.

Wjechali do parku uroczą uliczką, otoczoną drzewami i krzakami. Choć przy ulicy stały regularnie ustawione latarnie, światło tak naprawdę pogłębiało otaczający ich mrok, jakby ta droga i otaczające je drzewa były zawieszone w czarnej dziurze. To też mogło działać na ich korzyść, bo przejeżdżający tą trasę kierowcy mieliby bardzo zawężone-tunelowe wręcz-pole widzenia, skupienie wyłącznie na ulicy i najbliższych krzakach. Centymetr dalej poza linią światła nic już by nie zauważyli. Nie, żeby to miało teraz znaczenie, bo jadące przed nimi Volvo było ich jedynym towarzyszem. Przed nimi, hen daleko pomiędzy drzewami widać było dwa oddalające się punkty światła, za nimi zaś nic nie było widać. Hunter rzucił krótko-Zakręt-a Jorge z kiwnięciem nagle zaczął przyspieszać, jakby chciał jeszcze przed zakrętem wyprzedzić to Volvo. Nagle zakręcił parę razy kierownicą, jakby wóz zaczął tracić przyczepność czy szwankować, a następnie wjechał w ścigane przez nich auto. Drzwi od strony pasażera, tam gdzie właśnie siedział wampir, nagle zetknęło się z tylnymi drzwiami po lewej stronie drugiego wozu. Oba auta na moment siłowały się ze sobą i słychać było zgrzyt ścierających się dwóch karoserii, aż wreszcie Volvo zwolniło i potoczyło się w prawo między krzaki. Auto dwóch łowców zatrzymało się z piskiem kawałek dalej, na poboczu, a Hunter po chwili wyskoczył z wozu na „gumowych” nogach. Udając lekkie zataczanie się, Arystokrata miał rewolwer odbezpieczony w dłoni, schowany pod połami płaszcza. Jorge w tym czasie też wyskoczył z wozu i udawał, że sprawdza stan swojego pojazdu. Też był uzbrojony, gotowy w każdej chwili wyciągnąć swoją spluwę.

-O mój Boże, czy nic się panu nie stało?-Hunter zawołał, widząc kierowcę wyślizgującego się z Volvo. Cała postawa wampira miała być przestraszona, oto był zwykłym Smithem z ulicy, który wracając nocą do domu był częścią wypadku drogowego. Cała jego mowa ciała musiała dodatkowo rozdrażnić gościa, który klnąc i wrzeszcząc wniebogłosy, szedł w jego stronę z kijem bejsbolowym. Widać było, że ten El Monte miał paskudny charakter i był w pośpiechu, ale postanowił jednak znaleźć czas na rozpierdolenie gości, którzy go wkurzyli. Na szczęście, albo nie miał przy sobie broni palnej albo nie dopatrywał się w tej sytuacji niczego podejrzanego, bo był ewidentnie zbyt chujowo wyposażony na tą chwilę. -Spokojnie kolego, nie warto umierać na takim zadupiu!-Hunter warknął nagle, prostując plecy i odsłaniając mierzącą w gościa broń. Jorge też już podchodził szybkim krokiem, z bronią w ręku, ale Trzynastka i tak zdążył się już zatrzymać. -Rzuć broń, bo Cię zapierdolę! A tego obaj nie chcemy, prawda?-spytał, wspomagając się mocą Dyscypliny. Mierzył gościa z El Monte morderczym wzrokiem, a Jorge pilnował ulicy z obu stron, czy nikt nie nadjeżdżał.

Spoiler | 
Rzut na Przerażające Spojrzenie[Prezencja]
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: I-90, Lacey V. Murrow Memorial Bridge 05/05/99

#9
Nie było już odwrotu. Jorge zacisnął mocno jedną dłoń na kierowcy, drugą zaś trzymał na drążku zmiany biegów. Z wprawą zawodowego kierowcy - co nie było wcale zaskakujące, jak się tak zastanowić - zaatakował wrogi samochód. Zdusił na ustach ciche przekleństwo w swym ojczystym języku, a następnie wypluł kolejne, tym razem po angielsku. Oba te wulgaryzmy ginęły jednak gdzieś w tle, ustępując miejsca innym dźwiękom. Pisk opon próbujących utrzymać się na mokrej nawierzchni. Zgrzyt i jęk giętego metalu. Trzask pękającego szkła z samochodowych szyb i reflektorów. Ryk silników dwóch maszyn, wyjących wniebogłosy.
A potem jedno, samotne uderzenie w klakson i cisza.
Może jedna, może dwie osoby usłyszały ten hałas, ale - jako, że Seattle było naprawdę dużym miastem - nikt nie zwrócił na to uwagi. Ot, kolejna kraksa. Jedna z wielu. Póki nie słychać ogłuszającego huku wybuchu i nie ma jęzorów płomieni strzelających w niebo, nie ma się czym przejmować. Nuda. Tym bardziej, że niedawno była przecież już jedna kolizja, a wkurzeni i zirytowani kierowcy rozjechali się w sobie tylko znanych kierunkach. Co więcej, służby, jakie przybyły na miejsce tego jakże sprytnego manewru gangu, były zajęte.
Zanim przybędzie kolejny radiowóz, jeśli w ogóle ktoś go wezwie, minie dużo czasu... bardzo dużo nawet. Joshua i Jorge trzymali się więc na dystans, każdy zajęty osobną rzeczą, każdy skupiony na odgrywaniu swej roli. Mężczyzna, który wytoczył się z Volvo i dzierżył kij bejsbolowy, był niższy od obu gangsterów, ale i znacznie też od nich tęższy. Dopiero teraz było to wszystko dokładnie widać. Ujął pewniej kij, ale zwolnił nieco kroku. Splunął pod swoje nogi mieszaniną krwi i śliny; miał zresztą małe rozcięcie na czole, nad lewą brwią.
- Ochujałeś?! - wrzasnął, nic sobie nie robiąc ze słów wampira. - To ty kutasie rzuć tę klamkę! Na łeb upadłeś?! Gliny zaraz tu będą! - cóż, bywa i tak. Albo wskutek wypadku doznał jakiegoś uszczerbku mózgu i nie wiedział, co mówi i co się wokoło dzieje, albo miał naprawdę jaja ze stali, albo po prostu Joshua miał pecha. Ale nie było aż tak źle, bo jeden z Trzynastki w końcu się zatrzymał. Czasami sam widok broni potrafił zamienić każdego w rozchwianego emocjonalnie płaczka, czasami jednakże... no, nic z tego nie wychodziło. Tak też było i tym razem.
Przynajmniej z początku, bo Jorge - jak przystało na zawodowca - nie tracił czasu. Strzelił od razu gangsterowi tuż poniżej kolana, sprowadzając go do parteru. Ciężko stwierdzić, czy celował w rzepkę i nie trafił, czy taki miał zamysł od początku. Nie było to w sumie ważne, liczył się efekt. A ten był zaiste imponujący. Przestępca, członek wrogiego gangu upadł natychmiast. Z rany na nodze trysnęła krew, ale już po chwili tylko się sączyła. Strzał nie był śmiertelny, w żadnym razie, ale bolał jak jasna cholera i był bardzo niekomfortowy. Kij upadł tuż obok biedaka, zaciskającego teraz z bólu zęby.
- Nie słyszałeś, jak kolega ładnie prosił? - odezwał się cicho Jorge.
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: I-90, Lacey V. Murrow Memorial Bridge

#10
Słysząc opór w głosie mężczyzny, Hunter zmrużył lekko oczy, w ten sposób dając upust narastającej frustracji. Albo miał do czynienia z naprawdę odważnym gościem albo też nie opanował w pełni mocy swojej Dyscypliny. To, że facet zareagował jedynie frustracją na widok wymierzonej w niego spluwy z kolei zupełnie go nie zadziwiło. Pewnie już nieraz patrzył na wylot lufy i dawno już nauczył się, że większości frajerów odwagi starczało tylko do grożenia, a nie do strzelania. Za to jego odporność na nadnaturalny lęk wzbudzany mocą Prezencji ewidentnie dotknęła i nawet uraziła wampira, bo wytykała zawodność mocy młodego nieumarłego. Josh już był gotów zasiać prawdziwy lęk w śmiertelnym, już był gotów pociągnąć za spust, ale niezawodny Jorge ubiegł go w tym zamiarze.

Huk wystrzału rozległ się echem po okolicznych drzewach, a nagłe syknięcie z bólu pozbawiło gangstera z Trzynastki siły do przeklinania. Hunter podziękował swojemu towarzyszowi skinięciem głowy, po czym rzucił cichym tonem-Musimy go stąd zabrać, zanim policja się zjedzie. Jorge na moment miał wyraz twarzy, jakby chciał zaproponować zabicie gościa na miejscu i ucieczkę z miejsca zbrodni, po czym skinął głową. Cały czas mierząc do powalonego teraz na trawie mężczyzny Josh podszedł do porzuconego kija bejsbolowego i podniósł go. -Wiesz co chuju, policja tak szybko się tu nie zjawi, to mamy chwilę dla siebie-warknął wściekłym tonem i uderzył go z rozmachu prosto w kość czołową. Facet próbował już unieść ręce do obrony, ale był zbyt skupiony na krwawiącej ranie na nodze więc zareagował zbyt późno. Pierwszy cios, wykonany jedną ręką, tylko na moment oszołomił faceta, który próbował zerwać się na nogi i bronić się. Na szczęście dla Ventrue, zraniona noga odmawiała posłuszeństwa. Hunter szybko schował pistolet do kieszeni i złapał kij oburącz, pozwalając by wspomnienia z życia znów powróciły. W Chicago nigdy nie był jednym z oprychów, drapieżników, którzy bez zawahania potrafili odebrać czyjeś życie. Był kurierem, dilerem i czasem też złodziejaszkiem. Do jego obowiązków należało przede wszystkim gadanie, zjednywanie ludzi i nie pakowanie się w tarapaty. Od czasu do czasu jednak, jak to zwykle bywało na ulicy, musiał uciekać się do przemocy.

Poprawił chwyt na kiju i biorąc znów potężny zamach, pozwolił by wspomnienia nim pokierowały. Na boisku, na ulicy czy na bezdrożach-musiał podobny zamach wykonać setki, a może nawet tysiące razy. Technika wpierw poznana na zajęciach Little League, kiedy to trenował na piłkach ustawionych na tyczkach. Tym razem jednak, miejsce piłki zastąpiła głowa wściekłego gangera, który próbował uniknąć nadchodzącego ciosu. Wydawało się, że poziomy zamach dosięgnie znów czoła, tym razem jednak wampir zmienił trajektorię i uderzył w kość skroniową. Siła ciosu grzmotnęła w głowę klęczącego człowieka, który padł na ziemię. Nie tracąc czasu, Hunter wyprowadził natychmiast drugi i trzeci cios, celując w głowę leżącego człowieka.

Josh następnie zatrzymał się i zerknął na Jorge. Śmiertelny w tym czasie zdążył już przygotować bagażnik swojego wozu i widać było, że był ekspertem w tej dziedzinie. W bagażniku Latynosa ewidentnie znajdował się tzw. „murder kit”-taśma klejąca, worki na śmieci, nóż i piła do cięcia zwłok. Humanoidalny w kształcie worek na śmieci zawsze wzbudzał niezdrowe zainteresowanie, więc trzeba było taką „paczkę” podzielić na mniejsze kawałki. Póki co jednak ich ofiara jeszcze chyba żyła biorąc pod uwagę jego ciche jęknięcia, więc narzędzia poszły pod fotel kierowcy, a jeden z worków został przerobiony na matę na która krwawiący miał zostać położony. Jorge z taśmą klejącą w rękach podchodził właśnie do żyjącego, żeby mu spętać ręce i nogi, a także zakleić usta i ranę na nodze. Sam Hunter zaś upewnił się, że człowiek wciąż oddycha, po czym z kijem w ręku zaczął się rozglądać po okolicy.

Noc wciąż była przyjemnie cicha i spokojna. Nie słychać było żadnej syreny, z przodu ulicy nie widać było absolutnie żadnego ruchu, za nimi zaś w oddali widać było mijające tą ulicę światła samochodów. Póki co nikt nie skręcał w ich zjazd i mieli z Jorge ten kawałeczek miasta dla siebie, ale Josh wciąż słyszał cykanie metaforycznego zegara. O tej godzinie rzadko kto brał wijącą się ulicę parkową i ludzie woleli trzymać się głównych arterii miasta. Rzadko jednak nie znaczyło wcale i Hunter wiedział, że następne auto może jechać za trzy godziny lub też równie dobrze za parę minut. Musieli z Jorge działać szybko i sprawnie, o czym przybysz z LA wiedział nawet lepiej od niego. Wciąż rozglądając się za zagrożeniem Joshua usłyszał głośne szarpnięcie odklejanej taśmy i kątem oka widział, jak Jorge brał się do pętania ich ofiary. -Daj znać, jak trzeba go będzie załadować-Hunter rzucił przez ramię i dalej się rozglądał za najmniejszym nawet zagrożeniem.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: I-90, Lacey V. Murrow Memorial Bridge 05/05/99

#11
Kij opadł jeden raz, potem drugi. I trzeci. Joshua wiedział jak atakować, by nie zabić - nie zamierzał zresztą zabijać gangstera. Martwy na nic im się nie przyda. A nawet gdyby sytuacja trochę wymknęła się spod kontroli... gdyby rany okazały się zbyt poważne, wystarczy parę kropli krwi Huntera. Vitae potrafi powstrzymać śmierć, a nawet zmienić trupa w nieumarłe monstrum. Oczywiście Przemiana nie wchodziła w grę, skądże znowu, jednakże uczynienie z jednego z Trzynastki ghula nie byłoby chyba aż tak złym pomysłem. Problem był gdzie indziej.
W Bestii.
Z chwilą, gdy kij po raz pierwszy uderzył, w głębi duszy młodego Arystokraty rozległ się ryk radości i szczęścia. Bestia tylko na to czekała. Od dawna wyczekiwała na podobny moment. Cierpliwość w końcu się opłaciła. Przez cały ten czas Josh wyraźnie słyszał, czuł podszepty i prośby dotyczące zmasakrowania biedaka i wyssania go na wiór. Jeszcze raz! I znowu! Nie powstrzymuj się, nie przerywaj, bij, uderzaj, wal! Zabij! Zabij go! Zaaaaabij! I wiele innych było tylko czubkiem tej mrocznej góry lodowej, jaka kryła się wewnątrz każdego wampira.
Ale Hunter nie był tępym brutalem. Nie był stworzony do zabijania. Powstrzymanie się przed mordem nie było rzeczą prostą, ale nie było też nad wyraz trudne. Wystarczyło się cofnąć o krok, ba, wystarczyło nawet zaprzestać ruchów rękoma, by Bestia tylko warknęła rozwścieczona. Spokrewniony mógł przez jedną, jedyną chwilę odczuć drżenie ramion, tak, jakby same chciały unieść kij i opuścić go na zakrwawiony łeb gangstera, ale szybko to minęło. Bardzo szybko. A chwilę potem pojawił się Jorge i zabrał się do roboty.
Raz jeszcze owijał newralgiczne miejsca na ciele ofiary taśmą. Nogi w kostkach i tuż pod kolanami. Ręce w nadgarstkach i w łokciach (osobnym kawałkiem taśmy skleił nawet palce). Usta i, co ciekawsze, oczy. Czyściciel z LA uśmiechnął się tylko, zerkając na wampira - wiedział doskonale, co i jak należy robić, by ofiara nie miała żadnych szans. Skrępowanie kończyn było oczywiste, podobnie też z palcami; tego tylko brakowało, gdyby ten sukinsyn z El Monte Flores miał jakikolwiek zakres ruchów. Taśma zaklejająca oczy była przysłowiową wisienką na czubku, zwieńczeniem całości.
Nic nie będzie widział. A zerwanie jej może tylko przysporzyć więcej cierpienia.
- Złap za ramiona. - zadecydował w końcu Jorge, łapiąc rannego i półprzytomnego mężczyznę za nogi. - Grałeś w bejsbol, co? Tylko jak mi powiesz, że jesteś za Dodgersami... - rzucił. "Przypadkiem" też zacisnął dłoń na ranie, wywołując falę bólu u skrępowanego biedaka; ostateczny dowód, że żył. Był ranny, to prawda, ale żył. I miał przechlapane, mówiąc krótko. Wystarczy go tylko wrzucić do bagażnika i odjechać z miejsca; każdy by się zorientował, co się stało. Stłuczka, jeden wóz nie działa, kierowcy brak, więc pewnie uczestnicy kolizji doszli do porozumienia i wspólnie udali się po pomoc...i tak dalej... i tak dalej...
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: I-90, Lacey V. Murrow Memorial Bridge

#12
Hunter miał bardzo proste proste podejście do swojej Bestii: trzymać ją nakarmioną, unikać bodźców mogących ją przebudzić i obserwować w każdej chwili. Nigdy przecież nie można było przewidzieć, kiedy najgroźniejsza-niektórzy powiedzieliby najgorsza i byliby w pełni uzasadnieni w swoim doborze słów-część wampirzej natury nagle zapragnie przejąć ster. Jak nieobliczalny pasażer w samochodzie, który może w każdej chwili złapać za kierownicę. Tym razem wizyta jego gorszej połówki była w pełni przewidziana przez Arystokratę, nie mogła ona przecież przegapić takiego pokazu siły i przemocy. Nawet mentalnie przygotowany na ten atak Ventrue wciąż był zaskoczony intensywnością Bestii. Prosiła, błagała i nakłaniała, bo nie mogła w żaden sposób użyć siły przeciwko Joshowi, nie uszkadzając przy tym samej siebie. Nawet jednak z tak „uniżonej”pozycji, Bestia miała zbyt wielki wpływ na Spokrewnionym. Na myśl o posilaniu się aż mrowiły mu zęby. Gdy przed oczami widział wizję zmiażdżonej głowy swojej ofiary, czuł narastające ciepło w swoim ciele, jakby nagle znów był żywy i poczuł zastrzyk adrenaliny. Bestia domagała się śmierci tego człowieka i w zamian oferowała doznania i euforię, jaką żaden żyjący nie mógł sobie nawet wyobrazić. Wewnętrzny Mrok Huntera oferował wiele za naprawdę małą w jego ocenie cenę.

Josh jednak zbyt wiele razy wciągał ludzi w niekorzystne dla nich umowy, żeby dać się nabrać na takie kuszenie. Uciął te podszepty najszybciej jak mógł i z całą determinacją jaką mógł z siebie wykrzesać odepchnął żyjącego w nim potwora z powrotem na jego miejsce. -To moja decyzja, tylko i wyłącznie moja, więc zamknij ryja-warknął w myślach na ostatnie szepty, jakie odbijały się w jego głowie, po czym w pełni pogrążył się w swojej roli stróża i obserwatora. Gdy Jorge wreszcie zakończył swoje „pakowanie”, Hunter natychmiast zastosował się do jego instrukcji i pomógł władować spętanego El Monte do bagażnika. -U mnie na dzielni to był tylko i wyłącznie wybór między Cubsami i Soxami. A ostatni raz grałem, jak miałem trzynaście lat na karku, ale miałem sporo okazji, żeby sobie poćwiczyć na ulicy-żartobliwie odpowiedział na zadane pytanie, kiedy już wrzucili człowieka do bagażnika i Jorge zamknął klapę. Teraz, gdy mieli swoją ofiarę bezpiecznie spakowaną, poczuł przypływ ulgi. Myślał o potencjalnych świadkach, którzy mogli lada moment przejeżdżać tą ulicą, a konkretnie myślał o tym co mogliby zobaczyć. Dwa porysowane i lekko pogniecione auta, jedno na poboczu, a drugie w krzakach wyraźnie nakreślało obraz lekkiej stłuczki. Takiej, jakie w Seattle zdarzały się codziennie. Gdyby jednak do tego obrazka dodać rannego i pobitego mężczyznę...nawet z mocą Dyscyplin niełatwo byłoby się wykaraskać z tej sytuacji. Teraz jednak, ze schowaną Trzynastką, cała ta scenka była o wiele bardziej niewinna. I Hunter nagle miał pomysł, jak ją uczynić jeszcze bardziej niewinną.

-Nasz nowy kumpel może mieć coś w wozie-wampir odezwał się do swojego śmiertelnego towarzysza i nakreślił plan-to przeszukam szybko te Volvo, a potem zabiorę je z nami. Nie ma sensu, żebyśmy się tak dalej rzucali w oczy. Jedź dalej tą trasą, ja będę jechał za tobą, najwyżej zatrzymaj się przy jakimś chodniku czy poboczu za parkiem, ok? Gdy ekspert z LA przystał na tą propozycję Hunter rzucił jeszcze krótko-Miej telefon pod ręką-po czym skierował się do wozu ich jeńca. Kij bejsbolowy trafił na siedzenie pasażera z przodu, a Josh następnie skierował się do bagażnika z kluczykami wyciągniętymi ze stacyjki. Jak się okazało, była to zbytnia przezorność z jego strony, bo bagażnik nie był zamknięty na klucz. Arystokrata rozejrzał się raz jeszcze, czy nikt nie jechał tą ulicą czy też kręcił się po parku. Gdy już upewnił się, że powoli odjeżdżający Jorge był jedyną osobą w okolicy, Hunter szybko otworzył bagażnik i sprawdził jego zawartość. Następnie wskoczył za kierownicę Volvo, wyjechał z krzaków i zatrzymał się na poboczu, tam gdzie wcześniej stał samochód Jorge. Spokrewniony chciał w pierwszej chwili pojechać za swoim sojusznikiem, ale ciekawość zatriumfowała i Josh musiał sprawdzić schowek i wnęki we wnętrzu wozu, na wypadek gdyby pojmany El Monte wiózł coś drobnego, ale wciąż ciekawego. Jeśli miał przesłuchać później tego faceta, nawet jeśli miałoby to zająć z pięć minut-bo Chloe czekała-to najpierw chciał się przygotować i zebrać jak najwięcej informacji.
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.

Re: I-90, Lacey V. Murrow Memorial Bridge 05/05/99

#13
Z daleka słychać było słaby, acz ciągle słyszalny szum miasta. Teraz, gdy już było po kolizji i po "walce" z gangsterem, Seattle zaczęło dawać o sobie znać. Nad wszystkim dominował oczywiście szum wiatru w koronach najbliższych drzew; szelest liści i gałęzi uderzających jedna o drugą sprawiał wrażenie przebywania na terenie lasu, nie zaś na skraju parku; taki już urok miasta, które nie bez powodu było znane jako "Szmaragdowe". Ryk silników i okazjonalnych klaksonów, podobnie jak cichutki, istniejący gdzieś na granicy słyszalności dźwięk muzyki z klubów bądź domostw, stanowiły tylko tło.
- Żaden problem. - stwierdził Jorge. - Daj tylko znać, dokąd mamy jechać... i to z wyprzedzeniem. Rodrigo nie jest zbyt dobrym przewodnikiem. To znaczy jest, ale nie w takim sensie, rozumiesz. - zakończył z szerokim uśmiechem, tak, jakby w ogóle nie liczył się fakt pobitego i skrępowanego mężczyzny w bagażniku. Zamiast tego zawodowiec z Los Angeles wspomniał o jeszcze jednej z Łez i o tym, jaki to marny z niego przewodnik.
W samochodzie śmierdziało dymem papierosowym. Pomiędzy pedałami widać było nawet zgniecioną paczkę Lucky Strike'ów i peta, którego bez wątpienia palił El Monte tuż przed stłuczką - i to był zwyczajny papieros, nie "specjalny", bez żadnych dodatków. W przypadku reszty wozu sytuacja prezentowała się znacznie lepiej: w schowku była bowiem bardzo miła niespodzianka. MAC-10, pistolet maszynowy będący idealnym uzupełnieniem gangsterskiego żywota, co prawda z jednym, samotnym magazynkiem, ale dobre i to. A nawet więcej... bo jeszcze był tam gruby zwitek banknotów o niskich nominałach. Telefon komórkowy, Sagem, tzw. burner z wyjętą baterią i zmiażdżonym ekranikiem i nieduży woreczek szarawego proszku. Kokaina, albo coś takiego, już z daleka widać, że bardzo zanieczyszczona i paskudna.
Jorge ruszył.
Jechał powoli, ostrożnie, jak przystało na kierowcę, który brał udział w niedawnej kolizji. Mrugnął nawet migaczami, a potem awaryjnymi, dając w ten sposób znak Joshowi, że wszystko jest w porządku. Jedyny problem był w samym Volvo. Samochód był w naprawdę paskudnym stanie. Nie chciał odpalić, a gdy w końcu łaskawie zgodził się obudzić do życia, to silnik rzęził i dyszał i krztusił się, a skrzynia biegów - manualna, o zgrozo - zgrzytała jak nie wiadomo co. Paliwa też nie było za wiele, co jasno wskazywało na to, że gdzieś w okolicy ten drań musiał mieć swój dom, mieszkanie, schronienie może nawet. Ale skoro wóz działa, a to było przecież najważniejsze...
S U I C I D E
I S
P A I N L E S S

K o l e j k a | 
→ ?
 → ?
  → ?
   → ?
    → ?
     → ?
      → ?
       → ?
        → ?
         → ?

Re: I-90, Lacey V. Murrow Memorial Bridge

#14
MAC-10, kasa i kiepskiej jakości prochy. Gdyby Hunter wyruszył dzisiejszego dnia w celu podreperowania sobie funduszu, to na pewno byłby przyjemnie zaskoczony. Ingramy nie były nie wiadomo jak drogie i można je w sklepie kupić, ale dla Spokrewnionego, który chciał się nie rzucać w oczy śmiertelnym władzom taki „darmowy” egzemplarz rozwiązywał problem roboty papierkowej. Joshua jednak chciał znaleźć coś, co mogło mu zdradzić tożsamość kierowcy lub jakieś szczegóły o wykonywanym przez niego zadaniu. Niestety, zmiażdżony ekran telefonu gwarantował, że z tej jednorazówki już nic nie wyciągnie. -Facet może mieć przy sobie portfel i dokumenty, na wypadek gdyby policja go zatrzymała i miała go wylegitymować-pomyślał sobie wampir, gdy już silnik łaskawie wreszcie odpalił. Hunter zerknął raz jeszcze na strzałkę wskaźnika paliwa i starał się obliczyć, ile może jechać zanim zdobyczne auto się podda. Nawet przy bardzo optymistycznych założeniach, Hunter wiedział, że jazdę mógł liczyć tylko w minutach, a nie kilometrach.

”Volvo jest gorsze, niż się wydawało. Jedź prosto przed siebie i zwolnij przy Lake Park Drive Street, tam cię dogonię”-wysłał szybką wiadomość do Jorge i ruszył w drogę. Jechało mu się ciężko, bo wóz walczył z nim przez całą trasą, chcąc zjechać znów w krzaki lub odbić w stronę barierki ochronnej. Spokrewniony musiał wykonywać drobne, ale ciągłe korekty kierownicą, żeby trzymać się ulicy. Choć nie miał daleko do jechania, trasa była dłużącą się mordęgą i Josh już się nie mógł doczekać chwili, gdy opuści tego rzęcha. Gdyby jeszcze żył, to na pewno zgrzałby się pod kołnierzem z czystej frustracji tej jazdy, ale jako nieumarły co najwyżej mimowolnie się skrzywił w paru momentach. Gdy Ventrue wreszcie zobaczył, że świecące się daleko przed nim tylne światła wozu Jorge zaczęły się do niego zbliżać, to aż się uśmiechnął pod nosem. Chciał nawet depnąć mocniej pedał gazu i wycisnąć ostatnie soki z wyczerpującego się baku, ale postanowił nie przeginać i nie wymagać zbyt wiele od rozsypującego się silnika. Gdy już zrównał się z powoli jadącym Jorge pokazał mu, żeby zjechał na pobocze przed skrzyżowaniem, a sam zjechał z ulicy i zaparkował na trawie przy płocie.

Josh wyszedł z wozu, rozejrzał się po okolicy czy nikt nie jechał akurat po tych bocznych drogach, po czym oczyścił schowek z samochodu i zamknął drzwi na klucz. Rano ktoś pewnie zainteresuje się zatrzymanym wozem i zadzwoni po drogówkę, ale do tego czasu wampir będzie już smacznie spał w swoim schronieniu. Kasa trafiła do portfela, dragi do kieszeni płaszcza, a MAC-10 schował pod połę płaszcza i szybszym krokiem podszedł do zaparkowanego wozu Jorge. Wsiadając na miejsce pasażera, Hunter pokazał kierowcy zdobyczną broń i rzucił z uśmiechem-Akurat o takim ostatnio myślałem. Od razu potem schował zabezpieczoną broń w schowku wozu-dobre pomysły powinno się przecież kopiować-a potem już poważniejszym tonem zarządził-Wracajmy do Acero. Tam pogadamy z gościem bez obaw, że ktoś nam będzie po miejscu łaził. Jorge przytaknął, po czym wrzucił pierwszy bieg i gangsterzy wraz ze swoją zwierzyną pojechali do swojej bazy wypadowej.

Do Acero >>>
KARTA POSTACI: Joshua Hunter
LEGENDA KOLORÓW JĘZYKA: Hiszpański Dominacja
Opis Postaci | 
W tym momencie Hunter biega w stylu tzw business casual. Czarne, skórzane buty w nienagannym stanie. Ciemnogranatowe dżinsy z brązowym, skórzanym pasem. Czarna koszula, zapięta na dworze, ale gdy tylko wchodzi do środku budynku górne dwa guziki są natychmiast odpinane. Nieodłączny elegancki zegarek na prawym nadgarstku i srebrny pierścień na prawym środkowym palcu. Do tego jeszcze granatowa marynarka, pasująca kolorem do spodni. Ponieważ jest luty, nosi dodatkowo ładny szary szal i czarny płaszcz.
Odpowiedz

Wróć do „Mt Baker”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość